Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

czwartek, 28 kwietnia 2011

Się przez niego omal do pracy nie spóźniłem

Pisze przez niego, choć w przypadku wiewiórki najłatwiej jest płeć rozpoznać mając owa w reku.
Czynność ta jest przyjemna, bo wiewiórki są przyjemne w dotyku, jej wadą jest możliwa utrata palców lub w lepszym przypadku sporej ilości krwi.
Najłatwiej jest zwierzaka oswoić i wtedy nie ma problemu z sekstestem.
oswojenie jednak wymaga czasu, zachodu i cierpliwości.

A czasu nie miałem.

Jednak płeć można też w przybliżeniu domniemać. Bo gniazda u tego gatunku budują samce, czyli samiczka zajęta będzie raczej pogonią za pokarmem a obserwowany osobnik wyraźnie bawił się gałązką, czego na zdjęciu niestety nie ma, bo zdążył wyrzucić prewencyjnie chowając się za duże drzewo.

Wiewiórka pospolita, wiewiórka ruda (Sciurus vulgaris)

No wiec nich będzie że to samczyk.

Szedłem akurat do pracy przechodząc przez mały zapuszczony nibylasek pomiędzy kościołem, szkołą a Starym Domem Kultury - dawno dawno temu, było tu podobno ZOO ... podobno było bo słyszałem to jak byłem dzieckiem, ale dziś nikt już chyba nie pamięta czy tam ZOO było, czy być miało cz w ogóle nie powstało.

W każdym razie ostatnie dwa kilometry musiałem silnie wyciągać nogi żeby zdążyć.
szkoda że lasek nie jest bliżej, była by szansa na zaprzyjaźnienie wiewióra.

środa, 27 kwietnia 2011

Aura ma kręgosłup



Jak na ssak, który z definicji jest kręgowcem posiadanie kręgosłupa nie jest żadnym wyczynem.
inna sprawa że Aura ma drugi kręgosłup, co mogło by ja stawiać w szeregu mutantów, gdyby nie fakt że jest to kręgosłup jak najbardziej zewnętrzny.
Nie jest to jednak kręgosłup stanowiący część egzoszkieletu, opiewanego w nowelach SF i grach z gatunku strzelanek.
aczkolwiek jest on całkowicie "egzo", bo nie należy nawet do jej własnego gatunku ...

A było to tak.
wybrałem się ponagrywać skowronki polne (Alauda arvensis)
na pobliskie pola, gdzie występują całkiem licznie. Ponieważ są to uprawy jednorodne wielkopowierzchniowe, to brak im miedz, więc trzeba zapuszczać się tam jeszcze przed zasiewami, aby nie narazić się na szykany ze strony rolników.

Niestety tego dnia akurat, wiatr wiał nisko i skutecznie zagłuszał nagrania - z pięciu prób żadna nie okazała się zadowalająca.

Do domu wracałem z niczym
Ja tak ale nie Aura.

Ona zapuściła się gdzieś w na wpół opuszczone ogródki działkowe i przywlokła stamtąd coś, czego długo nie mogłem rozpoznać.
Biegła radośnie w moim kierunku, wlokąc coś większego od siebie ...
dopiero jak przeskoczyła rów melioracyjny zrozumiałem co niesie

video


Próby zniechęcenia jej spełzły na niczym.
Do domu wracaliśmy osobno, całym swoim zachowaniem starałem się pokazać ze to nie mój pies, że nie mam z nim nic wspólnego i w ogóle nawet nie wiem że ten pies tam jest.

ale niestety był ...


dopiero na osiedlu, oddaliła się nieco i
schowała zdobycz pośród zarośli, na szczęście w pobliżu sąsiadów nie naszym.

środa, 20 kwietnia 2011

Nimfa na dłoni


Maleństwo, jak widać po liniach papilarnych mojej dłoni, nieznacznych rozmiarów.
w zasadnie nawet nic specjalnego nie robiło, po prostu było, bardzo wczesna wiosną, w zasadzie końcem zimy ... po prostu było.
Podniosłem ją z jednej z zabawek w ogródku przedszkolnym.
Zrobiłem kilka fotek, bardziej "na macanego" niż z ustawianiem bo jedna rękę musiałem mieć cały czas wyciągniętą, a ze względu na ostrość słońca niewiele widziałem w wyświetlaczu.
Co cyfrak to jednak cyfrak, z dziesięciu udało się wybrać trzy.


Oczywiście warto by wiedzieć cóż to za osobnik. Ot takich pytań są niezawodni spece na forum Entomo
No to zarzuciłem pytanie.

Odpowiedź udzieliła mi Aneta z Kutna
robaloznawczyni okrutna

prawdopodobnie jest to nimfa Pentatoma rufipes
czyli w języku żywym, acz nie tak klasycznym jak Łacina
tarczówki rudonogiej

A nimfa?
Powędrowała znów na spokojny osłonięty od ptaków kawałek nasłonecznionej zabawki.
Czy przejdzie w fazę imago, czy też wcześniej przejdzie przez czyjś przewód pokarmowy, lub też ktoś po niej przejdzie, tego nie jestem w stanie ustalić.

wtorek, 19 kwietnia 2011

ofiary konkurencji


Trzecie miejsce to wciąż jeszcze miejsce punktowane
wprawdzie za Ewą i Biedrzynem ale tuszę że przynajmniej fotki ładne wyszły i uznanie zyskają.


Modrzew europejski (Larix decidua Mill.)

Strasznie sypie igłami na jesień, bo to jedyny (chyba) przedstawiciel iglastych który zrzuca listowie na zimę, z tego tytułu jego wartość jako drzewa ozdobnego wydaje mi się wątpliwa.
natomiast skrzętnie zbieram opadłe u sąsiada gałązki i mam z nich rewelacyjną podpałkę do pieca czy kominka.

Te samiczki sfociłem na nasypie stanowiącym trybuny stadionu klubu sportowego Tarnovia, gdzie mój starszy syn zawzięcie uprawia piłkę kopaną, a ja z młodszym skończyliśmy jeść lody i szukałem sobie jakiegoś zajęcie czekając na koniec treningu.
Dla porządku dodam że to już czwarte pokolenie w naszej rodzinie związane z tym klubem.

ps. Pierwszy raz jadłem lody z toffi z Biedronki - jak dla mnie łasucha to REWELACJA !


piątek, 15 kwietnia 2011

Partyjka szachów z ... platanem ?



Kolejny z tekstów zainspirowanych materiałami z Gazety Wyborczej.
W sumie to trochę wstyd dla przyzwoitego człowieka sięgać po "organ Michnika" ale trudno czegóż nie robi się dla nauki ...

Rośliny nie myślą ... aksjomat.
Myślimy my że myślimy, czasem myślimy że myślą też niektóre zwierzęta delfiny, małpy, niekiedy psy czy konie (wedle tego czy o myśleniu czworonoga myśli ich pan czy też sąsiad)
Nic innego nie myśli.
No może poza komputerami o których, myślimy że póki co to jeszcze nie myślą ale wkrótce zaczną, dzięki czemu już całkiem będziemy mogli przestać myśleć ...

czy myśli rzodkiewka?
A powój, bluszcz, dąb?
wolne żarty ...
Przecież my swoje wiemy, a skoro wiemy to nie musimy myśleć
(tym sposobem równamy nasze klepki umysłowe z klepkami parkietu)

zachęcam do lektury
Stanisław Karpiński
i jego teksty


Rozumne życie roślin
Czy rośliny się porozumiewają? nie wierzycie? Poczytajcie!

Rośliny też mają rozum
Trzeba przesunąć stronę w dół, bo to fragment większej całości.

Więc teraz proponuje już nie śmiać się z tych którzy do swoich roślinek mówią, puszczają Bacha ogórkom i Mozarta pomidorom aby lepiej rosły.
Poproszę też o więcej szacunku względem religii animistycznych, które to dopatrują się ducha we wszystkim co istnieje (wkrótce ktos udowodni że drgania molekuł wewnątrz kamienia także powodują przekaz impulsów informacyjnych i że ten zwykły polny kamień ... może myśleć, więc nie myślmy że możemy ot tak bezmyślnie wziąć go do ręki i umyślnie ciepnąć nim za psem który obsikał nasze ogrodzenie.

Zapraszam też do partyjki szachów z platanem ...
póki co uczę go przestawiać bierki na szachownicy.

wtorek, 12 kwietnia 2011

Wąsssski

W blogach "obserwacyjnych" było by ideałem gdyby można na bieżąco wstawiać zdjęcia, opisywać czyli ... tworzyć notatki z obserwacji, niczym w notesie.
Podejrzewam iż wraz z rozwojem techniki, otrzymamy narzędzia w postaci aparatów mogących na bieżąco kontaktować się z siecią. Zrobię zdjęcie, opiszę połączę się z netem i ... już na blogu świeża notka - dziś widziałem zaskrońca.
Teoretycznie, nowoczesne aparaty komórkowe, już taka możliwość dają, ale to wciąż jeszcze mało popularny sprzęt i jak na mój gust zbyt drogi w obsłudze, poza tym nie sposób dobrze obrobić zdjęcia na komórce.
No cóż, życie jest obecnie szybsze niż edycje książek science fiction, ani się nie obejrzymy jak bloga będziemy pisać "na gorąco" siedząc na zimnie i wypatrując pierwszych objawów wiosny ;-).


Tymczasem jednak trzeba się pogodzić z niedoskonałością życia, które zmusza nas byśmy pisali o sprawach ważnych i ciekawych aktualnie, które się już kompletnie zdezaktualizowały.

A swoją drogą, rok temu w sobotę rano kupiłem idąc do pracy rzeczpospolitą, mnóstwo tam było analiz, komentarzy, przewidywań rozwoju polityki zagranicznej ... gdy zasiadłem do lektury w zaledwie kilkanaście godzin po wydaniu gazety ... były już tak straszliwie niepotrzebne, tak beznadziejnie bezprzedmiotowe.


Zaskrońca spotkałem bardzo wczesną wiosną, na gruzowisku pełnym śmieci pozostawionych przez dwunożnych padalców w czterokołowych trumnach.

Jak się okazuje, życie jest silniejsze od ludzkiej głupoty i niegodziwości.
Akurat zbliżałem się do mostu kolejowego, kijki przestały stukać o uklepaną nawierzchnię drogi gdzy usłyszałem delikatny szurgot. Taki nietypowy, niespodziewany.
Za chwile się powtórzył
Wtedy go dostrzegłem

Kryjąc się pośród gęstych zarośli ruderalnych pomykał w słońcu, grzejąc sobie łuski.
Bezpieczny w zakamarkach które stworzyło mu ludzkie niechlujstwo.

Musiałem spieszyć się do pracy, zostało mi zaledwie 50 minut i 5 km do przejścia w większości po wertepach i z koniecznością wpadnięcia jeszcze do sklepu i zakupu czegoś jadalnego, bo organizm drastycznie domagał się uzupełnienia mu kalorii, wypalonych wcześniejszymi marszami.


Znacie tę piosenkę, taki staroć w sumie dość głupia ale ... do dziś pamiętam kawałek refrenu
"ja mam fijoła, dam, dam ci go..."

piątek, 8 kwietnia 2011

in vitro veritas


Prawda w szkle ...
prawda że tak się to ładnie tłumaczy?
Ba jako rasowy miłośnik trunków procentowych i pilny obserwator ludzkiego behawioru muszę przyznać tym słowom rację.
Ale akurat nie o tym dziś piszę.

Dziś o
In Vitro jako metodzie sztucznego zapłodnienia.



Skąd mi ten temat do głowy przyszedł?
Sąsiad podrzucił mi stertę Wyborczej do palenia w piecu, czytać jej nie czytam,
ale mają dział nauka, a ten to już czytam, zwłaszcza Wajraka.
W środę 23 marca ukazał się felieton Sławomira Zagórskiego "liczę na rozum".
Więc poniższy tekst jest ustosunkowaniem się do "rozumowych" argumentów felietonisty.

Co w ogóle kwestia zapłodnienia "w szkle" robi na blogu przyrodniczym?
Ogólnie rzecz ujmując, to pomimo usilnych starań i budowy wokół siebie plastikowego kokonu, Homo Sapiens (allergic) wciąż jest częścią przyrody i jemu też się kilka słów należy.

Jestem zdeklarowanym przeciwnikiem In Vitro
gdyż:
1 - Nie jest to żadne leczenie osoba sztucznie zapłodniona ... nadal jest bezpłodna, tyle tylko że będzie miała swoje potomstwo, swoje czyli ze swoim bagażem genetycznym - dla wielu to ważne, ale mi nazbyt zatrąca egoizmem.

2 - Niemożność zajścia w ciążę bywa często wynikiem wcześniejszych zabiegów przerywania życia, nie widzę żadnych powodów by rozczulać się nad osobami które wcześniej zabiły swoje potomstwo.

3 - jest to oszukiwanie natury, osobniki które nie mogą ze względów genetycznych posiadać potomstwa, nie powinny go posiadać, czasami zdarza się bezpłodność w wyniku urazu mechanicznego - wtedy byłbym gotów na metodę In Vitro przystać jako na wyrównanie szans ... ale to JEDYNY taki przypadek


I jeszcze jedna uwaga - nagminnie podnoszonym "argumentem" w środowiskach aborcyjno in vitrialnych (trzeba być głupcem, by z jednej strony domagać się prawa do niczym nieskrępowanego mordowania nienarodzonych dzieci a z drugiej sztucznych zapłodnień .... i to jeszcze na koszt podatnika) -:
Otóż ludzie ci piszą iż " w naturze i tak obumiera większość zarodków i także pośród nich dochodzi do selekcji, więc nie ma różnicy pomiędzy uśmierceniem zarodka przez naturę, a uśmierceniem go przez "lekarza" "
Równie dobrze można by twierdzić że skoro i tak wszyscy kiedyś umrzemy, to nie ma różnicy czy np. pan Zagórski zejdzie z tego świata w sposób naturalny na zawał lub raka, z tym że zejdzie śmiertelnie po utłuczeniu go przez kiboli pałką bejsbolową ... w sumie to nawet karanie takich kiboli jest nie ma miejscu, bo przecież działali "w zgodzie z naturą" a pan Zagórski i tak by kiedyś umarł... kilka lat w te, kilka wewte ... co za różnica?


Na koniec jeszcze taka zabawa:

"Spytałem filozofa i bioetyka z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Jana Hartmana, jak ocenia dotychczasowy poziom publicznej debaty na temat eliminacji z życia publicznego osób bezwartościowych w naszym kraju. - Mam wrażenie, że większość Polaków w ogóle nie zrozumiała istoty problemu - odparł filozof. - Główna oś sporu dotyczy bowiem tego, czy człowiek powinien mieć śmiałość dotknięcia osób bezwartościowych, posiadania nad nimi jakiejkolwiek władzy, czy nie. Ludzie zapominają o tym lub godzą się bez szemrania na to, że w naturze, a tym bardziej w przebiegu naturalnych procesów życiowych, większość osób bezwartościowych ginie, bo ich naturalny potencjał jest taki, że nie mają szans na rozwój"

"Spytałem filozofa i bioetyka z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Jana Hartmana, jak ocenia dotychczasowy poziom publicznej debaty na temat in vitro w naszym kraju. - Mam wrażenie, że większość Polaków w ogóle nie zrozumiała istoty problemu - odparł filozof. - Główna oś sporu dotyczy bowiem tego, czy człowiek powinien mieć śmiałość dotknięcia zarodków, posiadania nad nimi jakiejkolwiek władzy, czy nie. Ludzie zapominają o tym lub godzą się bez szemrania na to, że w naturze, a tym bardziej w przebiegu hormonalnej terapii niepłodności, większość zarodków ginie, bo ich naturalny potencjał jest taki, że nie mają szans na rozwój".

Pierwszy fragment został przerobiony przeze mnie ... prawda że brzmi jak uzasadnienie do ustaw Norymberskich, które nazistom pozwoliły "w zgodzie z prawem" mordować osoby upośledzone umysłowo, niepełnosprawne, chore ...

Było by fajnie, gdyby filozofowie MYŚLELI CO MÓWIĄ - choć już od czasów Platona, wiadomo że mają oni (filozofowie) inklinacje totalitarne i w aberracji swoich wykształconych umysłów uważają innych za motłoch któremu można z wysokości swej katedry narzucać swoją jedyną słuszną interpretacje świata.

Przepraszam za ciężki tekst, ale nosiłem go w sobie już pewien czas i - chyba dopiero te wiatry wywiały go na zewnątrz.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Wczesna wiosna na Górze św. Marcina


Dziś już wszystko wygląda tam inaczej. Wczesna wiosna przeminęła, jest wiosna w pełni, ale warto powrócić do tych najpierwszych jej uśmiechów.
W tym roku śniegi zeszły znacznie przed okresem wegetacji, więc malowniczych zdjęć, z kwiatami przebijającymi białą pokrywę nie będzie.




złoć żółta (Gagea lutea)

Miejsce w którym rośnie ta roślinka, dziesięciolecia temu było ... bulą skoczni narciarskiej!
autentycznie! była taka w Tarnowie, był też wyciąg.
wyciąg był permanentnie rozszabrowywany, miasto raz łożyło na jego utrzymanie, innym razem nie, w końcu przestało wcale, jescze jakiś czas stał baraczek z napedem (teraz część parku linowego) i pachołek na górze, który służył za kołowrót dla wyciągu, potem i on zniknął - pewnie wylądował w skupie złomu ... może to i lepiej? .
A skocznia? Pamiętam jedynie drewnianą konstrukcję, niszczejącą, na którą trzeba się było spinać po butwiejących deskach.
Pewnego roku znikła całkiem, jedni mówili że się zawaliła, inni że ...
jakiś amator sportów ekstremalnych skoczył zeń ... na sankach.



zawilec gajowy (Anemone nemorosa)
Jeszcze bardzo nieśmiały



I jeszcze ogólny widok na piękną buczynę.
po lewej stronie kapliczka, a całość to założenie jeszcze średniowieczne, tam w dół taki prowadzi trakt, za moimi plecami są w ziemi relikty przed średniowiecznych grodzisk, w tym jednego naprawdę dużego, tędy schodzili w kierunku północnym,, potem tymi samymi ścieżkami chadzali wojowie z zamku i płoche dziewczęta, które zawsze się w okolicy zamku kręcą.




na moim blogu podróżniczym nowy post z serii Go to Hel

wtorek, 5 kwietnia 2011

czarne maczugi


kolejne ze znalezisk 'spacerowych" zapuściłem się z Aurą na tereny nie tyle dzikie co zdziczałe, i to zdziczałe za pośrednictwem człowieka, odgrodzone "od cywilizacji" siatką parku linowego, z mnóstwem wiatrołomów i wyrzuconych przez budowniczych parku resztek niewykorzystanego drewna. Słowem raj dla grzybów.

Nie miałem jednak czasu na dogłębna eksplorację terenu, tym bardziej że wypatrzywszy coś co wydawało się być którąś z pępóweczek, w sekundę po wyjęciu aparatu, na tym samym miejscu zobaczyłem rozwaloną Aurę pozującą do plenerowego zdjęcia, z grzybka nie pozostało nic co nadawało by się do identyfikacji bez użycia mikroskopu.
Za to moim oczom ukazała się kłoda pokryta wieloma maczugowatymi owocnikami.

Nie podejmuje się oznaczać takich znalezisk, po prostu brak mi na to wiedzy, posiłkuje się za to bioforum i proszę odpowiedź udzielił mi jak zawsze niezawodny
Piotr Grzegorzek
Pozwolę sobie ją tu przytoczyć w całości

"Próchnilec maczugowaty - Xylaria polymorpha na 80%. Druga możliwość to Xylaria longipes. Różnią się między innymi wielkością zarodników".


przy czym
"polymorpha" wygląda tak
a "longipes" - tak

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Anus externa


Szła banda "młodych, wykształconych z dużego (stosunkowo) miasta"...
szła i dumała o swoim bezsensownym życiu, braku perspektyw i w ogóle że piwo było za ciepłe a laski za zimne.
Zamiast jednak rozwiązać swój problem poprzez skok "na banię" z wiaduktu wiodącego nad obwodnicą, po drodze niszczyli wszystko co im wpadło pod buty: ławeczki, znaki drogowe, krzewy, drzewa i ... grzyby.

właśnie na jednym z takich odłupanych owocników dostrzegłem coś ciekawego.


Co to za grzyb? nie mam pewności, stawiam na lakownicę (Ganoderma applanatum)
tym bardziej że na bioforum nie wyprowadzono mnie z błędu, więc chyba w nim nie tkwiłem.

Zobaczyłem coś, co na moje oko wyglądało jak anus externa czyli ... odbyt obcego (wybaczcie)

zapewne miłośnicy kina SF się zgodzą, że skojarzenia miałem jak najbardziej gigerowskie
(H R Giger - twórca postaci i scenografii do Obcego ósmego pasażera Nostromo)

w zbliżeniu wygląda jeszcze bardziej ... obco.

A tak naprawdę?
naprawdę jak mnie poinformował Piotr Grzegorzek na Bioforum
najprawdopodobniej jest to reakcja grzyba na owady które w nim żerują.
Czy ja wiem, czy nie jest to ciekawsza i ważniejsza wiedza, od tej obcologicznej?

Z drugiej strony, gdyby jakiś Alien zechciał zrozumieć męki owych "młodych wykształconych" i położyć im kres, to ja ze swojej strony byłbym mu wyłącznie wdzięczny.