„Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro
”
papież Benedykt XVI

wtorek, 2 lutego 2010

Zimowe B&W

Na brak śniegu trudno narzekać tej zimy, z lubością to wykorzystuję.
Całe ferie tłukłem chłopców na sankach i...kartonach, ale w końcu przyszło chwila na samotne spacerki z psem.
Można by oczywiście iść za ścieżką, ale jakoś niespecjalnie mi to odpowiada - pchamy się "na żywioł", pod ruiny na Górze świętego Marcina.
Po minięciu ośrodka rekreacji, schodzimy na dawną "ścieżkę zdrowia", dziś zdrowo zapuszczoną...
Wkrótce zaczynają pojawiać się tropy zwierzyny, Aura węszy jak opętana i sama nie wie co ma z sobą robić. wkoło tropy saren i zajęcy, jeden lisi i kilka kunich (chyba). Większość tropów wkrótce zlewa się w szeroki wydeptane racicami ścieżki. Widać zwierzyna podchodzi tędy codziennie - idealne miejsca do zastawienia wnyków, na szczęście nikt do tej pory na to nie wpadł.
Ścieżki prowadzą prawie dokładnie w kierunku gdzie chcę iść, więc ...tropimy sarnę.


Opady śniegu uczyniły cholerne spustoszenie w drzewostanach, nie żeby to jakieś cenne drzewa były - wierzby, brzózki i jesiony, ale połamane niemiłosiernie, powykrzywiane.
Niekiedy przypominają płożące się po ziemi macki krakena zastygłe w nagłym ataku mrozu.

Doszliśmy do ruin zamku Tarnowskich...
Magiczne to miejsce.
Pod górę pniemy się najbardziej stromym żlebem, śniegu nawiało tu dobre trzydzieści centymetrów, ale spoczywa na gęstych zasiekach jeżyn i ostrężyny, więc lawina nie zejdzie, tyle że lezie się po tym niespecjalnie, nogi wpierw zapadają się w śniegu a potem jeszcze kilka centymetrów w zasypane zarośla, po czym plączą się w pędach i trzeba je wyszarpywać - każdą z osobna...





Aura cwaniara ma napęd na cztery koła, radzi sobie wyśmienicie, choć nie usiłuje wyrywać przede mnie - ostrożność, czy szacunek ?
Mam jednakowoż wprawę w tego typu przejściach, więc szybko pokonujemy zbocze i stajemy pośród ruin.

Zwróćcie uwagę na ten krzyż wotywny w tle - na początku ubiegłego wieku, gdy kopano pod niego fundamenty, natrafiono tam na ...szkielet kobiety i dziecka.
Archeologia i nauki kryminalistyczne stały wtedy jeszcze na stosunkowo niskim poziomie, więc o tajemniczych szkieletach nie udało się ustalić nic konkretnego - potem ślad po nich zaginął.
A miejsce to było terenem osadnictwa o prawieków - tylko że cmentarzyska są...całkiem gdzie indziej. Czy spoczęła tam dziewka wszeteczna wyświecona z osady? Czy może czarownica z przychówkiem?


A potem idziemy na sąsiednie wzgórze, bo z lasku położonego u jego stóp doszły mnie głosy drapieżnego ptaka - podejrzewam że to myszołów włochaty, ale jak dotąd nie udało mi się zrobić żadnego uczciwego zdjęcia, ani nawet przeprowadzić obserwacji, która by pozwoliła mi oznaczyć gatunek. Opieram się na poszlakach i sugestiach znawców ptactwa.
Ale to temat na kolejną opowiastkę.

Ps. czemu B&W? Bo w bieli i czerni zaśnieżony krajobraz, pozbawiony istotnych elementów kolorystycznych "zdejmuje się" znacznie lepiej a przy okazji Aura nabiera prezencji rasowego wilka ;-)
Posted by Picasa

wtorek, 26 stycznia 2010

Gil w nostalgicznym krajobrazie


Wracaliśmy z sanek, z rozbitymi sankami, rzecz jasna, potłuczonymi tyłkami i grudami zamarzniętego śniegu na brwiach i wąsach bo poniżej 13 na minusie było...

Biel raziła oczy i nagle w tej bieli, pojawiły się czerwone świergoczące rozbiegane punkciki.

Stadko gili właśnie przemieszczało się wzdłuż Alei Tarnowskich przeskakując z drzewa na dzewo z szybkością kursora w czasie komputerowej strzelanki.

szaro bure samiczki pojawiały się jedynie w chwili przelotu na otwartej przestrzeni, potem doskonale wpasowując się w kolor drzewa...znikały. Natomiast samczyki były widoczne doskonale - widoczne, nie znaczy ze łatwe do sfotografowania, z całego stadka liczącego 8 do dziesięciu osobników (a może tylko mi się w oczach mieniło) jedynie ten dał się sfotografować i to ze znaczniej odległości - kwadrat szerokości jezdni plus kwadrat wysokości gałęzi = kwadratowi odległości obiektywu od ptaka - wystarczy teraz tej ostatni kwadrat spierwiastkować...proste.



(Pyrrhula pyrrhula)
tak na marginesie to brzmi to jak kaszel nałogowego palacza chorego na oskrzela



Ptaki które pozostają w Polsce na zimę, po okresie lęgowym zaczynają fazę koczowania, jedne zbijają się w stada inne nie (drapieżne) , ale akurat gile tak.
No więc koczują sobie tak z drzewa na drzewo, raz dalej, raz bliżej, co dzień gdzie indziej...


Kiedyś czytałem tekst o Polakach jako...koczownikach, że nie potrafimy zadbać o swoje tu i teraz bo ciągnie nas gdzie indziej i kiedy indziej. Biorąc pod uwagę łatwośc z jaka przychodzi przeciętnemu Polakowi emigracja, nie jest to chyba teza fałszywa, nawet jeśli nie dotyczy wszystkich rodaków.

ale wystarczy popatrzeć na zdjęcie niżej - czy ta sina dal nie kusi?
Tam jest wschód, gdzieś tam są stepy Ukrainy i kurhany usypane przez innych koczowników, wystarczy tylko sobie to uświadomić by poczuć atawistyczny dreszcz na kręgosłupie i wołanie przestrzeni zaklęte w wyciu mroźnego wiatru.

A swoją drogą w czerni i bieli potraktowane już w komputerze filtrem dodającym ziarno...
czy nie przypomina rewelacyjnych szkiców Piórkiem i węglem Zina ?
Tyle że Zin przetwarzał krajobraz przez filtr swojego artyzmu, erudycji i warsztatu - ja mam jedynie program komputerowy.



wschody i zachody

Słońce zachodzi i wschodzi...banał - od zarania dziejów ziemi tak się dzieje i ... od zarania ludzkości znajdują się ludzie których ten fakt nieodmiennie zachwyca.

Może nawet nie sam fakt wschodu i zachodu słońca, bo to fizyczna oczywistość (pomijając biblijne ingerencje osób nadprzyrodzonych (Joz 10,13) ), ale każdorazowa jego niepowtarzalność.

To samo słońce nad tymi samymi domami i wzgórzami wschodzi i zachodzi tak samo a ... zawsze inaczej.
I znów nie chodzi tu o nachylenie osi ziemi, które powoduje że każdego dnia słońce ukazuje się i chowa w innym punkcie horyzontu.




Tu chodzi o niepowtarzalną urodę tego zjawiska.
Tak jak w kalejdoskopie - będąc dzieckiem, koniecznie chciałem "odwrócić proces" jeszcze raz zobaczyć układ który przed momentem oglądałem, chciałem ustalić zależności, wprowadzić ład, że oto znika "gwiazdka" a pojawia się "trójkąt"...
Dziś już nie ustalam zależności...nie warto.

Choć...
trochę warto - wschody i zachody słońca służą nam jako wskaźnik do ustalania pogody. towarzyszące im mgły, przebarwienia, halo i słupy świetlne wskazują na procesy zachodzące w atmosferze...
Wkrótce się ociepli, ale znów zacznie padać obficie śnieg...
Posted by Picasa

piątek, 22 stycznia 2010

Słońce nad górą św. Marcina

Spacery...
Rewelacyjne miejsce mam do spacerów.
Całe hektary porośnięte lasem, albo krzakami.
Biorę psa i idziemy...czasami
nie zawsze jest czas
mnóstwo spraw na głowie
dzieci, dom, praca
A Pogórze kusi...
bardzo kusi
kusi słońcem wychylającym się zza pagórów
kusi obietnicą nieznanych ścieżek




odkładam na kiedyś
wiele spraw odkładam na kiedyś
potem znienacka okazuje się że to "kiedyś" już dawno minęło
że został tylko żal po niewykorzystanej okazji
ale to w życiu - w marszu jest inaczej
Góry i pagóry będą tu trwały - nie do końca świata -
ale jeszcze tysiące lat po mojej śmierci
tym razem mam naprawdę wiele czasu.

Posted by Picasa

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Czernidłaki nieboraki


Czernidłak kołpakowaty - (coprinus comatus)
Kolejny z grzybków leczniczych które prezentuję.
i jak zwykle podpieram się autorytetem znawców -

Lecznicze właściwości grzybów ( czernidłak kołpakowaty)
artykuł z tej samej strony co poprzedni
napisany przez Marcina Wilgę -
polecam.





Posted by Picasa

niedziela, 10 stycznia 2010

Boczniak malowniczy

Boczniak ostrygowaty (Pleurotus ostreatus)
Grzyb...ideał
nie dość że ładny i fotogeniczny (co chyba udowadniają poniższe zdjęcia) to jeszcze...zdrowy!

Pozwolę sobie zacytować stronę Internetowego klubu Miłośników Grzybów - darz Grzyb i artykuł Marcina Wilgi

"Ze 100 gramów świeżych grzybów otrzymuje się 10 gramów suszu, który zawiera: 2,5 g białek, ponad 5 g węglowodanów, 0,1 – 0,2 tłuszczów oraz 0,6-1,0 g substancji mineralnych a głównie potasu i fosforu. W 100 g świeżych owocników znajduje się 15% dziennej dawki witaminy C, 40% dziennej dawki witaminy B ( niacyna, ryboflawina, tiamina) oraz 0,5 mg witaminy B12. Grzyb zawiera także dość dużo kwasu olejowego ( 40%), kwasu linolenowego (55%) oraz składniki obniżające poziom cholesterolu w krwi. Boczniak ma stosunkowo niską zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych ( mniej niż 10%). W tradycyjnej medycynie chińskiej i japońskiej boczniaki są stosowane jako środek przedłużający życie. "

Zachęcam do kliknięcia w link i przeczytania całości.






Uwaga gdzie zbieracie grzyby - one naprawdę rozkładają to na czym rosną więc jeśli jest to drzewo przydrożne, to zapewne cała zawartość metali ciężkich (które przy drogach i ulicach są znacznie powyżej normy) z rozłożonego drewna już jest zawarta w komórkach grzyba - zatem lepiej ich nie jeść, aby nie stała się zawartością waszych komórek.

Boczniaki stosunkowo łatwo się hoduje i nic nie stoi na przeszkodzie aby zaszczepić je na przywleczonym z lasku korzeniu lub konarze...

ps - jak wszystko, także i boczniaki są...made in china...
Posted by Picasa

sobota, 9 stycznia 2010

Mała kawka

Jesienne reminiscencje, wokół odwilż, woda w budach i za kołnierzem a wtedy... też lało.
Lałao a ja jeszcze mieszkałem w bloku i właśnie skądś wracałem, już nie pamiętam skąd i zobaczyłem ją jak przycupnięta na zaczepie od pojemnika na surowce wtórne ze stoickim spokojem kontempluje deszcz.



Podchodziłem krok za krokiem, a ona nic nadal spokojnie stała.





bardzo jesienna melancholijna kawka Coloeus monedula a do tego jeszcze wyraźnie mająca problemy z upierzeniem.
Posted by Picasa

czwartek, 7 stycznia 2010

o śłuzowcach jak ziemniaczki i grzybach jak kandelabry.

Jak zwykle podpieram się wiedzą innych.
gatunki rozpoznał Marek Ciszewski z Bioforum

Ba ja pierwotnie obstawiałem odwrotnie - "ziemniaczki" jako grzyby a "świeczniki" jako śluzowce tymczasem nie.

Było to jesienią, już mieszkałem w nowym domu, ale jeszcze nie podpięto mnie do światłowodu. Bardziej niż o odkrywaniu przyrody w okolicach myślałem o czekających mnie pracach - ustawianiu, porządkowaniu, wykańczaniu i całej tej masie czynności które trzeba wykonać, a których wykonania bynajmniej nie widać.

Wracałem skądś na piechotę, być może przyprowadzałem dzieciaka ze szkoły, już teraz dokładnie nie pamietam - szedłem Aleją Tarnowskich, którą z powodzeniem można by nazwac aleją śluzowców, gdyż oznaczone mam na niej cztery gatunki tych...istot i jeszcze czwarty, którego nikt się zidentyfikować nie kwapi.

Tak więc idę sobie i patrzę a na pniaku topoli...
no właśnie ziemniaczane maleńkie kulki i coś na kształt ni to macek, ni gałązek.






Te kuleczki to rulik nadrzewny Lycogala epidendrum



natomiast grzybek to stosunkowo rzadko występujący

Clavicorona pyxidata (Pers.)
świecznica rozgałęziona (świecznik rozgałęziony)

Grzybek niestety mocna już posunięty w wieku a przez to sfatygowany więc i mało czytelny, ale chyba rozpoznanie jest prawidłowe - w każdym razie niczego podobnego nie spotkałem.

Postaram się zapamiętać miejsce do przyszłego roku, to może uda się zrobić o niebo ładniejsze zdjęcia.
Posted by Picasa

środa, 30 grudnia 2009

Jarząb na jarzębie - czyli kluski w gębie

Jarząb na Jarząbie czy może Jarząb na Jarzębie?
Pierwszego mi podkreśla, drugiego już nie, ale dziwnie jakoś nie ufam w kompetencje gramatyczno ortograficzne tego skryptu.
Problemu można by uniknąć posługując się językiem potocznym i potocznymi nazwami drzew - mamy więc Jarząb szwedzki (Sorbus intermedia) zaszczepiony na pniaku jarzębiny.
Problem w tym że jak określimy ściśle gatunek jarzębiny czyli Jarzębu pospolitego, (Sorbus aucuparia), to znów mamy problem Ą czy Ę...podkreśla Ą ale jak już pisałem pełen jestem wątpliwości.



Jak zwał tak zwał, ale szczepienie okazało się skuteczne tyle że...tak na moje oko niespecjalnie piękne.





Czemu w ogóle ktoś zadał sobie ten trud? Nie mam prawdę powiedziawszy pojęcia, drzewko rośnie przy ul. Tuchowskiej wzdłuż muru cmentarnego, być może to jeszcze ogrodnicy Sanguszków szczepili - ale wówczas musiało by mieć sto lub blisko temu lat. Być może to efekt jakiś powojennych eksperymentów, bo raczej nie robota "prywatna" gdyż za komuny nikt się nie wychylał z tego typu eksperymentami w przestrzeni publicznej - czyli w pasie drogowym.Może to "praca dyplomowa" kogoś ze szkoły ogrodniczej?

W sumie poza nieco makabrycznym pniem, to mamy bardzo ozdobną koronę rosnącą na bardzo wytrzymałym i przystosowanym do warunków lokalnych pniu.

Ciekawe co myślą ptaki o smaku owoców?
Posted by Picasa

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Rozmyślania przy odśnieżaniu

WRÓCIŁEM - łaskawie znów podpięto mnie do sieci...
Coś szwankuje i nie wchodzą zdjęcia ale za to wchodzi tekst...

Przy własnym domu nawet odśnieżanie ma swój urok...tyle że średni
;-). Ale jakoś się uporałem, przy litościwych oczach Aury, która za
nic nie mogła pojąć po jaką cholerę wykonuję te bezsensowne
czynności, zamiast iść gdzieś na spacer, lub choćby pobiegać z nią
wokół domu.

Dziś znacznie cieplej, fala mrozu przeszła wczoraj dobiło mi obok okna
do 16 na minusie, Aura wylądowała w garażu, w drugiej budzie, ale chyba
niepotrzebnie, bo poza tonami jedzenia nic jej nie brakuje.

Wróćmy do rozmydlań - jak sobie tak kopalem, to przypomniało mi się
"Zdobycie bieguna południowego" Amundsena, a potem droga skojarzeń
"Tajemnicza Wyspa" Verne'a. Co je łączy?
Pewne swoiste podejście do człowieka, do mężczyzny. Tak bohaterowie
Amundsena jak i Verne'a praktycznie nie mają uczuć, są tu i teraz, ich
jedynym celem jest wykonać konkretne zadanie, w tym celu wykorzystują
swoją inteligencje, spryt,przemyślność i siłę - czynią sobie ziemię
poddaną.

Prawdę powiedziawszy jest to wizja całkowicie...prawdziwa! Wbrew temu co
się kreuje w mediach, mężczyźni wolą posługiwać się bicepsem i
lewą półkulą niż uczuciem, empatią czy zgoła sentymentalizmem. Nie
chodzi tu o to byśmy byli tych uczuć pozbawieni ale...traktujemy je jak
krawat ładnie wygląda, ale można się bez niego obejść.

Co zatem nie gra? - bo przecież od razu widać że coś w tym rozumowaniu
nie gra...

Mówimy o sytuacjach w których nie ma jednego z najistotniejszych
czynników...nie ma KOBIET.

Nie ma ich, więc nie ma kto mieszać w ukształtowanej męskiej
hierarchii, ale i nie ma komu uczuć okazywać (homoseksualiści nader
często są bardziej wymagający dla siebie i swoich partnerów, od
normalnych facetów). No czasami można pobawić się z psem...

Co ciekawsze ten ukształtowany system "męskich stad" trwał przez
tysiąclecia bo był... wydajny i w razie klęski nie narażał na szwank
kobiet i dzieci. Dziś to się zmieniło także przez...kobiety. Bo skoro
zdobywamy ten świat dla nich (a każdy z nas tak twierdzi) to trudno nie
dostrzec iż w większości wypadków został on już zdobyty, zatem
przekształcenie zdobywcy w pantoflarza jest z punktu widzenia kobiety
nader korzystne - warunki życia są już bardzo dobre, byt zapewniony, to
ki diabeł ma chłopa nosić po syberiach i biegunach, skoro może sobie
włączyć Discovery?

czwartek, 24 września 2009

co się w grzybie wije...

PRZEPROWADZKA = 26 kartonów z samymi książkami x 4 piętra i 9 stopni parteru = 104 piętra + 234 stopnie (stopnie dzielimy przez 18 bo tyle wypada na piętro) = 13
czyli razem 117 pięter.
Tak dla porównania wieże WTC liczyły 110 pięter...

W przerwach przyprowadzając dzieciaki ze szkoły lub przedszkola zbieram grzyby na dawnej jednostce wojskowej - mizerne toto, wyłącznie podgrzybki brunatny i czerwonawy, ale na bezgzrybiu i podgrzybek ryba ;-)

Do tego że mi grzyby minują miniarki czyli muchówki (Niesiołowski powinien poświecić im większa uwagą, zamiast zajmować się polityką do czego ma predyspozycje takie jak Jarosław Kaczyński do koszykówki...) zdążyłem już nawyknąć.
Tymczasem zgrzyt, to coś nie jest larwa muchy, to wije...bo się wiją - a nie dość że wije bo się wiją, to jeszcze stawonogi i dwuparce - dawniej zwane krocionogami - co zapewne było zbyt logiczne i zrozumiałe dla laików, więc wymagało zasadniczej zmiany.
Zatem stawonogi - wije - dwuparce i na koniec wreszcie wiemy ze to rosochatki jakoweś są (Polydesmidae), czego jednak co do gatunku ustalić nie da się ot tak łatwo na forum.





Posted by Picasa

czwartek, 10 września 2009

pies przed szkolny

Przeprowadzam się !!!!!
To tytułem informacji dla moich domniemanych fanów, którzy nie znają przyczyny mojego milczenia...
Zaczęła się tez szkoła, co młodsze dzieci są odprowadzane przez rodziców, co jest słuszne, niekiedy także przez psy, co także jest słuszne, aczkolwiek w oczach kołtuństwa płci obojga jest niewskazane.

Jak ktoś pamięta moje wcześniejsze posty, to ów pies, bardzo podobny jest do mojej chwilowej wychowanki aury, identyczne także mają charaktery - to znaczy są szczególnie groźne - potrafią zalizać człowieka na śmierć.

ten jak widac po uprzęży, oprócz szczególnego przywiązania do swojej ludzkiej rodziny, posiada też szczególne przywiązanie do swobody.



- Uważaj pies - krzyczy nastoletni wyrośnięty gówniarz, do swego kolegi i omijają psiaka szerokim łukiem, nawet nie kryjąc przestrachu.



- To pański pies?
Pyta ów idiota, czy owa idiotka...
- a czy swojemu robił bym zdjęcia ?
odpowiadam impertynenckim pytaniem.



- tu nie ma co robić zdjęć, tu trzeba dzwonić po policję - sapie z oburzenia tleniona blondynka w szpanerskim wozie (jakiś model z podnoszonymi do góry drzwiami, nie miałem czasu się przyglądać - Peugeot może, albo cóś...szajs dla buraków)
W odpowiedzi słyszy rzucone w przestrzeń słowa o głupich babach z których blondynki są najgorsze, bo nie dość że głupie to jeszcze szkodliwe.



A pies sobie czekał...cierpliwie, pokornie, mądrze...doczekał się.
Dziś widziałem go znów.


Posted by Picasa