Tym razem przyszpiliła mój wzrok Gwiazda Zaranna czyli Wenus. W mojej apofenicznej wizji robiąca za błyszczące oko wielkiego żurawia odlatującego na... północ? - no ale cóż w tym dziwnego, skoro jest tak wielki, to pewnie i z mrozami łatwo sobie poradzi...
„Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro”
papież Benedykt XVI
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro”
papież Benedykt XVI
wtorek, 23 października 2012
Wielki żuraw czyli apofenicznych klimatów ciąg dalszy
Kto rano wstaje temu pan Bóg daje - prócz ciągłego ziewania i piekących oczu jeszcze możliwość napatrzenia się na niebo które, takie jak wczesnym rankiem, nie jest o żadnej innej porze.
Tym razem przyszpiliła mój wzrok Gwiazda Zaranna czyli Wenus. W mojej apofenicznej wizji robiąca za błyszczące oko wielkiego żurawia odlatującego na... północ? - no ale cóż w tym dziwnego, skoro jest tak wielki, to pewnie i z mrozami łatwo sobie poradzi...
Tym razem przyszpiliła mój wzrok Gwiazda Zaranna czyli Wenus. W mojej apofenicznej wizji robiąca za błyszczące oko wielkiego żurawia odlatującego na... północ? - no ale cóż w tym dziwnego, skoro jest tak wielki, to pewnie i z mrozami łatwo sobie poradzi...
czwartek, 18 października 2012
Zabawa w trójkaty i Polska Walcząca
Trójkąt - cóż prostszego? Trzy odcinki trzy katy, trzy wierzchołki i ... cały ogromny ocean wiedzy zwany trygonometrią. Stosowany praktycznie wszędzie od placu budowy (nie dotyczy polskich autostrad - one nic z trygonometrią wspólnego nie maja... co zresztą doskonale widać), poprzez sieci energetyczne i elektrownie, kartografię aż na wycieczkach kosmicznych kończąc. Trójkąt to także najchętniej (tak zauważyłem) rysowana przez dzieci figura. Pewnie dlatego że praktycznie zawsze wychodzi...
A tak to wygląda gdy za kreślenie trójkątów biorą się dorośli...
Swoją drogą kto policzy ile na pierwszym zdjęciu jest trójkątów (powiedzmy że niektóre linie trzeba sobie w wyobraźni dokończyć) ?
Mamy piękną jesień, Nocne zmiany wypadły mi akurat w czasie weekendowym, więc wracając nigdzie nie muszę się spieszyć - rodzinka jeszcze smacznie śpi - no chyba żeby nie spała...
Kolega w weekendy na noc czasami jeździ samochodem, więc wracając zabieram się z nim.
Żadna mi to wielka wygoda, od autobusu muszę iść ponad półtorej kilometra, jadąc z nim samochodem, przy założeniu że wysiadam przy obwodnicy, w linii prostej mam jakieś pół kilometra, ale w linii prostej iść się nie daje więc zakosami pomiędzy zabudowaniami też mam tyle samo co od autobusy a przy okazji jeszcze mokre od rosy buty...
Z drugiej strony zawsze mogę iść trawersem przez "Marcinkę" i wtedy mam jeszcze prócz mokrych butów, dwóch i pół kilometra w nogach ekstra... nielichą radość z marszu, przyrody, poranka i obrazów które wiatry rysują dla mnie na niebie.
A ostatnio miały bardzo patriotyczny nastrój (to akurat było w okolicach marszu "obudź się Polsko") i
Polskę walczącą wyrysowały.
No fakt nie jest to może idealnie wzorcowa "kotwica" ale w stanie wojennym takie się na murach rysowało, na równi z braku talentu co i cykora wielkiego ;-).
Jeśli też dostrzegacie tu znaczek PW to znaczy że
macie
APOFENIĘ!!!
wyrażającą się w
PAREIDOLIACH
Zanim jednak zaczniecie gorączkowo wertować książke telefoniczna w poszukiwaniu dobrego i taniego psychiatry
przeczytajcie coś na ten temat na blogu Vetulani'ego
czwartek, 11 października 2012
Antyteza brzydkiego kaczątka
Za młodu piękny, gdy dorośnie brzydal...
Kto z czystym sumieniem powie że nie ma teraz przed oczyma gęby jakiegoś znanego człowieka?
No więc taka jest i bohaterka dzisiejszego postu, tylko że tu nie o znanych ludzi mi idzie...
Kto z czystym sumieniem powie że nie ma teraz przed oczyma gęby jakiegoś znanego człowieka?
No więc taka jest i bohaterka dzisiejszego postu, tylko że tu nie o znanych ludzi mi idzie...
Wieczernica szczawiówka (Acronicta rumicis)
Urocza włochata wielobarwna gąsienica,a po przeistoczeniu szara bezbarwna ćma...
Ile fajnych dzieciaków w ten sposób skończyło, barwne ciuchy zamieniwszy na szare korporacyjne gajery.
Odlotowe fryzury, na poprawne "grzywka z przedziałkiem"
glany i/lub trampki na wypastowane lakierki?
nie żal wam?
No tak ale taka gąsienica to... "szkodnik", liście objada, a nawet co straszne ośmiela się pola kukurydzy nawiedzić...
"pasożytom" mówimy stanowcze NIE
(to zdaje się Gomółka lub inny kretyn).
Mają być:
szare
smutne
średnie
szeregi
,
szarych
smutnych
średnich
szeregowych
Bo kogoś barwy w oczy kolą, bo ktoś nie rozumie że "szkodnik" to właśnie on...
piątek, 5 października 2012
Drzewo dymu.
Drzewo jak drzewo lipa najzwyklejsza, znaczy nie taka jaką nam phemieh wstawia w swoich exposach, tylko taka uczciwa lipa. Ale dymi!
Drzewo DYMI!
DYMI !!!
ki diabeł?
Na zdjęciach to może tak fajnie nie wygląda, bo mgiełki zazwyczaj do fotogenicznych bez specjalnego podświetlenia nie należą, poza tym ich mgiełkowatość polega właśnie na dynamizmie akcji, który jako żywo na statycznym zdjęciu pokazać niełatwo.
Ale łatwo nie łatwo - drzewo sobie z tego nic nie robi i dymi!
Tak to wygląda jak by ktoś ukryty za drzewem co i raz obłoczek dymu z papierosa wypuszczał. Kogośia nie ma tam z całą pewnością, ba, nie ma także niedopałka - a drzewo DYMI!!!
Osoba która wyjaśni zagadkę ma u mnie piwo lub kawę przy najbliższej okazji.
Dla zaciemnienia dodam:
było to wczesnym rankiem
było stosunkowo chłodno (poniżej 10 na termometrze)
Drzewo DYMI!
DYMI !!!
ki diabeł?
Na zdjęciach to może tak fajnie nie wygląda, bo mgiełki zazwyczaj do fotogenicznych bez specjalnego podświetlenia nie należą, poza tym ich mgiełkowatość polega właśnie na dynamizmie akcji, który jako żywo na statycznym zdjęciu pokazać niełatwo.
Ale łatwo nie łatwo - drzewo sobie z tego nic nie robi i dymi!
Tak to wygląda jak by ktoś ukryty za drzewem co i raz obłoczek dymu z papierosa wypuszczał. Kogośia nie ma tam z całą pewnością, ba, nie ma także niedopałka - a drzewo DYMI!!!
Osoba która wyjaśni zagadkę ma u mnie piwo lub kawę przy najbliższej okazji.
Dla zaciemnienia dodam:
było to wczesnym rankiem
było stosunkowo chłodno (poniżej 10 na termometrze)
piątek, 28 września 2012
Fotograficzna podróż w czasie
Był czas kiedy wszystko było inne.
inne były rośliny, bo tak dobrze znanych nam naczyniowych jeszcze nie było, nie było kwiatów ani liści, za to królowały plechy...
Mchy, porosty, glony i wątrobowce
(niestety nie udało mi się dopaść w jednym ujęciu paproci)
deszcz padał często, było mokro, wilgotno, unosiły się wyziewy wulkanów
(w tym konkretnym przypadku wyziewy zastąpiła para wodna)
po okolicy hasały sobie wesolutkie dinozaury, a nad okolica unosił się duch twórców lukrowanych bajeczek z wytwórni Walta Disneya
I tylko przyczajony pod klifem pająk mącił sielską atmosferę...
Ludzie nie kupujcie i nie pokazujcie tych bajek dzieciakom!!!
wtorek, 25 września 2012
ukryte zło - czyli koci problem raz jeszcze.
poprzedni mój post na temat kotów wywołał spore oburzenie. Trudno się zresztą dziwić, ja podobnie reaguję na zarzuty pod względem psów. Od razu też dodam, że sam bardzo koty lubię (jak zresztą i inne zwierzęta), a jak widzę taniec Evy Longorii w jednej z reklam to sam chciał bym kotem być ;-).
Tu nie chodzi o tępienie kotów, czy przyzwolenie na robienie sobie z nich tarcz strzelniczych - "bo przecież to szkodniki", ale o świadomość samych właścicieli zwierzaka. Przypiłowane pazurki i dzwoneczek na szyi zdecydowanie zwiększą szanse ofiar w kontakcie z drapieżcą. A jak chcemy pozbyć się myszy z domu czy budynku gospodarczego, to lepiej zamknąć tam kota i czekać aż sobie je wyłapie, bo myszy i tak bardzo niechętnie po otwartej przestrzeni biegają, więc szansa że złapie mysz domową w sadzie czy na grządce marchewki jest raczej żadna. Tymczasem szkody potrafi czynić ogromne.
Tu nie chodzi o tępienie kotów, czy przyzwolenie na robienie sobie z nich tarcz strzelniczych - "bo przecież to szkodniki", ale o świadomość samych właścicieli zwierzaka. Przypiłowane pazurki i dzwoneczek na szyi zdecydowanie zwiększą szanse ofiar w kontakcie z drapieżcą. A jak chcemy pozbyć się myszy z domu czy budynku gospodarczego, to lepiej zamknąć tam kota i czekać aż sobie je wyłapie, bo myszy i tak bardzo niechętnie po otwartej przestrzeni biegają, więc szansa że złapie mysz domową w sadzie czy na grządce marchewki jest raczej żadna. Tymczasem szkody potrafi czynić ogromne.
Lotnisko, tereny okalające pas startowy, do najbliższych zabudowań kilkaset metrów tyleż samo do pól uprawnych, zresztą i tak wyłącznie z kukurydza i rzepakiem.
Cokolwiek by tu nie wystepowało na pewno jako szkodnik uznane być nie może - bo komu niby szkodzi?
ale kot łowi
średnio skutecznie
w zasadzie całkiem nieskutecznie
ale łowi - nie z głodu ale dla zabawy.
Tymczasem na płycie lotniska prócz nornic (uznawanych za szkodniki w ogródkach - na tej samej zasadzie można traktować człowieka - coś sobie zbudował i teraz zamiast iść linia prosta muszę nakładać drogi), występują też ryjówki - które są zwierzętami chronionymi, nawet nie tyle ze względu na zagrożenie ich bytu, co przez uwagę na ich pożyteczność - na terenach przez nie zamieszkiwanych nie ma szans na pojawienie się gradacji owadów których liczebność jest skutecznie przez ryjówki sprowadzana do bezpiecznego poziomu.
Tyle że koty na ten temat nie mają bladego pojęcia.
poniedziałek, 24 września 2012
Poczekaj już ja cię użądlę !
Druga połowa sierpnia, bobrowałem za gruszkami w opuszczonym sadzie. Słońce ładnie dopiekało, gruszki obrodziły. Najadłem się sam, do domu zawiozłem i jeszcze mnóstwo zostało. A drzewo przecież nie młode, sad opuszczono najpóźniej w połowie lat 50, potem teren ogrodzono betonowymi płytami i stał się częścią wielkiego przemysłu...
Zatem bobruję sobie za gruszkami, żal staruszką trząść więc zbieram spady, gdy nagle słyszę brzęczenie, takie niby pszczele ale silniejsze i wyraźnie złe. Patrzę w okolice nóg i ...
Zatem bobruję sobie za gruszkami, żal staruszką trząść więc zbieram spady, gdy nagle słyszę brzęczenie, takie niby pszczele ale silniejsze i wyraźnie złe. Patrzę w okolice nóg i ...
A tu gruszka leży sobie, jak wiele obok, rozgrzana słońcem i silnie już sfermentowana a tuż przy niej...szerszeń, wyraźnie strącony z owocu moimi krokami, zły, idący w moim kierunku i odgrażający się.
Chciał mnie użądlić, czułem to!
Tylko aby użądlić trzeba wzlecieć, aby wzlecieć... no właśnie wzlecieć to on nie mógł.
Rozpoczął wspinaczkę po łodygach roślin, spadł, za którymś razem doszedł już wystarczająco wysoko.
Rozpostarł skrzydła, rzucił się na mnie w furiackim szturmie.
Powietrze wypełnił bzyk jego skrzydeł, złowróżbny niczym syreny sztukasów.
potem rozległo się ciche, stłumione...
...
..
.
pac
Bohaterski lot trwał może pół sekundy, zakończył się upadkiem na odwłok.
Ale szerszeń nie dał za wygraną
Poczekaj już ja cię użądlę - wrzeszczało nienawistnie jego spojrzenie
Po czym wrócił do "knajpy" pić dalej.
Niech ta opowieść będzie memento dla "bohaterów" jednej akcji.
A zainteresowanych szerszeniami zapraszam na stronę Nauki w Polsce
gdzie dowiecie się że:
piątek, 7 września 2012
Matoł to brzmi dumnie
Prof Vetulani na swoim blogu opublikował przed kilkoma dniami post pod tytułem: "
Już w pierwszym akapicie czytamy: "Coraz większe zainteresowanie negatywnymi skutkami postępu
cywilizacyjnego spowodowało powstanie wielu grup żywo zainteresowanych
tym tematem. Oprócz emocjonalnie pobudzonych, nawiedzonych, ślepo
atakujących wszelkie próby uczynienia otaczającego nas świata lepszym,
ale czasem pociągającymi za sobą niezamierzone a tragiczne konsekwencje,
uczeni również dostrzegają problemy wynikające z rozwoju
technologicznego, ale w odróżnieniu od „obrońców natury” podchodzą do
tego racjonalnie. Uczony nie wie, co ma powiedzieć, gdy wybitna
osobistość (a także byle matoł) mówi: „Wiem, ze wszystkie badania,
publikowane w bezstronnych czasopismach naukowych o najwyższym
standardzie, donoszą, że tytoń jest szkodliwszy od marihuany, ale ja w
to i tak nie wierzę!”. Intelektualnie (a właściwie emocjonalnie)
osobistość nie różni się od matoła, ale jej wiara we własną nieomylność
może mieć poważne konsekwencje społeczne." a dalej "Sympozjum rozpoczął Attila E. Pavlath, były prezes Amerykańskiego
Towarzystwa Chemicznego, wygłaszając odczyt “Umiarkowanie i zdrowy
rozsądek”, w którym zwrócił uwagę, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu
lat obraz chemii drastycznie się zmienił — z nauki służącej tworzeniu
lepszego świata w ogromne zagrożenie dla ludzkości. Dzieje się tak za
sprawą mediów, które kreują taki zły obraz chemii, w którym na przykład
szkodliwy efekt DDT na skorupy jaj ptasich został uznany za stukrotnie
ważniejszy, niż wytępienie moskitów, opowiedzianych za miliony
śmiertelnych ofiar malarii (a w Europie praktycznie zniknięcie tyfusu
plamistego, w wyniku wytępienia wszy odzieżowej po II wojnie światowej)."...
zwróćmy uwagę na słowa: "czasem pociągającymi za sobą niezamierzone a tragiczne konsekwencje" oraz "
osobistość nie różni się od matoła, ale jej wiara we własną nieomylność
może mieć poważne konsekwencje społeczne." ... profesor nie łączy tych dwóch zdań leżących przecież nie tak daleko od siebie. Oczywiście wiara naukowca we własną nieomylność, żadnych poważnych konsekwencji społecznych mieć nie może... co najwyżej tragiczne.
A DDT?
No cóż nadal jest w nas...
Co ciekawsze przez cały czas używania DDT znano inne zdecydowanie mniej ryzykowne metody działań zapobiegających chorobom przenoszonym przez owady, ale ich nie stosowano, głównie ze względów ekonomicznych i ... wygodnictwa.
No czasami też w formie mało smacznego "humoru"
A pamiętacie historię benzyny ołowiowej? Iluż naukowców się wypowiadało o jej nieszkodliwości... całe sympozja ekspertów (zwołane za pieniądze General Motors) potwierdzały że tetraetylołów jest zupełnie, ale to zupełnie nieszkodliwy...
Więc czym jest etyka naukowa? Uznaniem że prace dr. Mengele miały jednak jakaś wartość naukową? Wyśmiewaniem przeciwników GMO, klonowania ludzi, eugeniki (nawet na poziomie embrionu)?
A przecież ja matoł, mówię tylko - przy całym waszym dorobku naukowym, przy wszystkich tych tytułach i splendorach, przy katedrach, wykładach i podręcznikach - jesteście tylko ludźmi, jesteście omylni, nie jesteście w stanie przewidzieć zjawisk które mogą wyniknąć z waszych osiągnięć i ... to jest jedyne co ponad wszelką wątpliwość udało się udowodnić przez ostatnie kilka tysiącleci!
Ps - czy palenie marihuany jest mniej szkodliwe od palnie tytoniu? ... no cóż są NAUKOWE dowody że marihuana szkodzi młodemu mózgowi
No cóż pewnie tamte badania także matoły przeprowadzały.
Ps2 - jest mi dokładnie obojętne co szkodzi bardziej! papierosy zacząłem palić dopiero w wieku lat 20 kilku a dziś palę sporadycznie jednego dziennie lub wcale, poza alkoholem żadnych innych narkotyków nie używałem i nie używam. Twierdzę iż należy zaprzestać "wojny z narkotykami" bo jest przeciwskuteczna, ale nie zamierzam okłamywać młodych ludzi że paląc marychę będą cool!
wtorek, 4 września 2012
Metafizyka fizyki
"życie jest formą istnienia białka
tylko w kominie coś czasem załka"
ten genialny tekst Agnieszki Osieckiej polecam wszystkim wierzącym w szkiełko oko i Wikipedię.
Czy coś co de facto nie istnieje, jest zjawiskiem pozornym, nieprzenoszonym żadnym konkretnym oddziaływaniem może działać?
Ba, czy na coś co nie istnieje może istnieć wzór matematyczny?
Więcej, czy coś co nie istnieje może być składową wielu bardzo wartościowych patentów?
Zgrozo, czy coś co jest tylko pozorem może stanowić realne sterowanie i zabezpieczenia wielu urządzeń wirujących?
takim czymś jest siła odśrodkowa!
Wbrew temu co pisze Wiki, siła odśrodkowa de facto nie istnieje - nie istnieje ale działa - metafizyka fizyki!
Czym jest?
Pojawia się jedynie w układach nieinercyjnych czyli takich w których coś względem czegoś porusza się po okręgu lub ruchem jednostajnie przyspieszonym. Oczywiście nas interesuje w tej chwili wyłącznie ruch po okręgu.
W praktyce:
rower stojący obok ronda jest układem inercyjnym
rower jadący obok ronda ale po linii prostej z jednakowym przyspieszeniem też jest układem inercyjnym
Natomiast
Rower jadący obok ronda po łuku jest już układem nieinercyjnym.
Uwaga
Jak przywiążemy rower do środka ronda to mamy... karuzelę ;-)
Jak to działa?
Wynika to po przekształceniach z II zasady dynamiki Isaaca Newtona. ale nie będę sie tu bawił wzorami.
W każdym razie na ciało poruszające się w układzie nieinercyjnym oddziałuje właśnie siła odśrodkowa, która jest jedną z sióstr niebytu czyli sił bezwładności.
Jest tym większa im poruszająca się masa jest większa, większa jest prędkość oraz ciaśniejszy łuk.
Jak się o tym przekonać?
Do eksperymentu potrzebne są rekwizyty:
- rower
-ciężki plecak
-kawałek ścieżki rowerowej
-rondo
(mile widziany szuter na jezdni, gdyż zwiększa widowiskowość eksperymentu)
przebieg eksperymentu
należy solidnie się rozpędzić, a potem kontynuować jazdę wokół ronda... tak długo jak się da, ale się długo nie da.
Obserwacje.
Rowerzysta poruszający się w układzie nieinercyjnym wokół ronda zostaje wyrzucony ze swojej trajektorii na zewnątrz, scena jest malownicza i komiczna jednocześnie.
wnioski
szybciej jedziesz dalej zajedziesz, tyle ze część drogi pokonasz lecąc
efekty
gustownie do żywego mięska obdarte kolano i łokieć
czwartek, 30 sierpnia 2012
Tarzanienie
Tarzan - legendarny człowiek małpa. W sumie fajny facet tylko nieco dziki i z cywilizacja nieobeznany. Ale kto z nas nie pragnie czasem dać upust swojej dzikości? Co wtedy robimy.... niektórzy wybierają się do parku linowego poszukać adrenaliny - jak dla mnie to mało fajne, ot kolejny przejaw... cywilizacji.
Co innego zwalone wiatrem drzewo. Onegdaj też na "Marcince" takie drzewo leżało w poprzek jaru wypłukanego schodząca z góry wodą. Miałem wtedy tyle lat co mój syn i .... cholernego stracha. ale przejść trzeba było - koledzy patrzyli. W samym środku, do dna było ładnych klika metrów a pniak chwiał się zastraszająco.
Przeszedłem!
Dziś kolejną taką przygodę miał Mikołaj. Chciał zaimponować tacie a tata... jemu. Więc wpierw wszedł on a potem ja. Adrenalina była jak diabli.
A drzewo?Piękny buk i padł wypróchniały od środka. Drzewa umierają stojąc. To mogło stać jeszcze setkę lat. Co je zniszczyło. nie wiem, nie jestem dendrologiem. Stawiam na melanz różnych czynników, głównie antropogenicznych. Naruszenie warstw gleby przez jazdę crossową, deszcze, osłabienie korzeni, zanieczyszczenie powietrza i traaaach.
Szkoda.
Co innego zwalone wiatrem drzewo. Onegdaj też na "Marcince" takie drzewo leżało w poprzek jaru wypłukanego schodząca z góry wodą. Miałem wtedy tyle lat co mój syn i .... cholernego stracha. ale przejść trzeba było - koledzy patrzyli. W samym środku, do dna było ładnych klika metrów a pniak chwiał się zastraszająco.
Przeszedłem!
Dziś kolejną taką przygodę miał Mikołaj. Chciał zaimponować tacie a tata... jemu. Więc wpierw wszedł on a potem ja. Adrenalina była jak diabli.
A drzewo?Piękny buk i padł wypróchniały od środka. Drzewa umierają stojąc. To mogło stać jeszcze setkę lat. Co je zniszczyło. nie wiem, nie jestem dendrologiem. Stawiam na melanz różnych czynników, głównie antropogenicznych. Naruszenie warstw gleby przez jazdę crossową, deszcze, osłabienie korzeni, zanieczyszczenie powietrza i traaaach.
Szkoda.
wtorek, 28 sierpnia 2012
Flagowiec
Flagowiec - potocznie tak określa się statek flagowy, ten na którego pokładzie znajduje się dowódca całego zespołu, lub ten symboliczny dola całej floty - obecnie marynarka RP okrętu flagowego nie posiada ... co także jest symboliczne.
W przenośni nieraz spotkać się można z określeniem że coś jest "okrętem flagowym" (instytucji, zjawiska, czasów) - takim flagowcem naszych czasów są... szkoły biznesu!
Tyle ich się w Polsce namnożyło a trudno ich się pozbyć że skojarzenia z perzem nasuwają się same.
No wiec mamy np "Zespół Szkół Ekonomiczno Budowlanych" (na których bynajmniej nie uczy się ekonomiki placu budowy) lub "Zespół Szkół Ekonomiczno Ogrodniczych" - nie wiem jak u nich z ekonomią ale ogrodnictwo to czcza fikcja. Jeszcze jakiś czas temu od biedy dbano o ogródek w którym można było zobaczyć nazwane co ciekawsze okazy - teraz już tylko chwast zarasta resztki pięknego niegdyś parku. A przecież to dziedzictwo Xiążąt Sanguszków, park który onegdaj był chluba i dumą. Zgnojony przez komunę teraz dogorywa (komuna trwa w oświacie?).
Drobny przykład.... flagowy...
W przenośni nieraz spotkać się można z określeniem że coś jest "okrętem flagowym" (instytucji, zjawiska, czasów) - takim flagowcem naszych czasów są... szkoły biznesu!
Tyle ich się w Polsce namnożyło a trudno ich się pozbyć że skojarzenia z perzem nasuwają się same.
No wiec mamy np "Zespół Szkół Ekonomiczno Budowlanych" (na których bynajmniej nie uczy się ekonomiki placu budowy) lub "Zespół Szkół Ekonomiczno Ogrodniczych" - nie wiem jak u nich z ekonomią ale ogrodnictwo to czcza fikcja. Jeszcze jakiś czas temu od biedy dbano o ogródek w którym można było zobaczyć nazwane co ciekawsze okazy - teraz już tylko chwast zarasta resztki pięknego niegdyś parku. A przecież to dziedzictwo Xiążąt Sanguszków, park który onegdaj był chluba i dumą. Zgnojony przez komunę teraz dogorywa (komuna trwa w oświacie?).
Drobny przykład.... flagowy...
Flagowiec olbrzymi, wachlarzowiec olbrzymi
(Meripilus giganteus (Pers.:Fr.) Karst.)
– grzyb z rodziny flagowcowatych (Meripilaceae).
Grzyb ten jest pod ochroną gatunkową, jest też ciekawostką (niejedną w tym parku) i NIKT nie zadbał by stanowisko opisać, oznaczyć, zainteresować tym szkoły...
I to ma być szkoła ogrodnicza?
A jakiej oni mogę ekonomii nauczyć skoro marnują takie okazje?
sobota, 18 sierpnia 2012
Dziewica, adonisy i podgladacz
Sprzątam folder "zrzutowy" na który przegrywam zdjęcia wprost z aparatu, tu jej poprawiam, tu oceniam, stad umieszczam w folderach docelowych.... najczęściej jest nim kosz.
I akurat sama od siebie ułożyła się taka historia:
Nad brzegiem ruczaju przycupnęła dziewica,
w wolno płynącej wodzie przeglądając swe lica
Zawzięte na jej cześć niczym bi(e)sy
czaiły się aż dwa adonisy
I akurat sama od siebie ułożyła się taka historia:
Nad brzegiem ruczaju przycupnęła dziewica,
w wolno płynącej wodzie przeglądając swe lica
Świtezianka dziewica
Calopteryx virgo
Zawzięte na jej cześć niczym bi(e)sy
czaiły się aż dwa adonisy
Modraszek adonis (Lysandra bellargus, Polyommatus bellargus)
A scenę całą śledził wzrokiem obłudnym
szarańczak o wyglądzie paskudnym
Szarańczak - ale nie mam pewności gatunkowej
czwartek, 16 sierpnia 2012
Niebieskie kule
Bynajmniej nie mam na myśli kul ciskanych z nieba (aczkolwiek wielu przydało by się), ot po prostu zwykłe kwiatostany, kuliste, niebieskie....
Rosną sobie przy drogach, gdzieś na nieużytkach, specjalnie ludziom nie wadzą, więc zazwyczaj - o ile nie ma wykaszania - zostawiane są w spokoju. gdy się zestarzeję, staną się szorstkie, nieprzyjemne zarówno w wyglądzie jak i w dotyku, często padają łupem chłopców uzbrojonych w miecze z patyków - co zresztą wychodzi im na dobre, bo pomaga rozrzucić nasiona na większej przestrzeni.
Gdy łażę po takich właśnie dróżkach, drożynach, ścieżkach i czasami tam gdzie dróg wcale nie ma, często je spotykam. Lubię obserwować chmary pszczół karmiących się na tych bogatych w pożytek roślinach, zresztą nie tylko pszczół, to jadłodajnia dla sporej grupy owadów.
A poza tym są bardzo fotogeniczne.
Rosną sobie przy drogach, gdzieś na nieużytkach, specjalnie ludziom nie wadzą, więc zazwyczaj - o ile nie ma wykaszania - zostawiane są w spokoju. gdy się zestarzeję, staną się szorstkie, nieprzyjemne zarówno w wyglądzie jak i w dotyku, często padają łupem chłopców uzbrojonych w miecze z patyków - co zresztą wychodzi im na dobre, bo pomaga rozrzucić nasiona na większej przestrzeni.
Gdy łażę po takich właśnie dróżkach, drożynach, ścieżkach i czasami tam gdzie dróg wcale nie ma, często je spotykam. Lubię obserwować chmary pszczół karmiących się na tych bogatych w pożytek roślinach, zresztą nie tylko pszczół, to jadłodajnia dla sporej grupy owadów.
A poza tym są bardzo fotogeniczne.
Mikołajek płaskolistny
Eryngium planum
Tutaj na drodze technicznej wzdłuż€ż obwodnicy Tarnowa.
Przegorzan kulisty (Echinops sphaerocephalus L.)
Okolice wału przeciwpowodziowego i ogródków działkowych w Mościcach.
wtorek, 14 sierpnia 2012
Szara, brudna... żółta
Szarawka do tego z rodziny brudnic... powiedzmy sobie szczerze, każda jedna teściowa na samą wzmiankę o takim pochodzeniu odrzuciła by tę kandydaturę nawet nie pytając o szczegóły.
Do tego jeszcze ten oksymoron: szczotecznica a z brudnic!
Kiepsko to widzę...
A jako dziecka była taka milusia... żółta, puszysta z czarnymi aksamitnymi fałdkami. No nic tylko na rękach nosić i do policzków przytulać.
Ale trudno - podobno Jan Antony Vincent Rostowski, tak skutecznie żerujący nam na kieszeniach, też był kiedyś, milusim i słodkim bobaskiem...
Przesadziłem do siebie śliwę czerwonolistną (chyba) ozdobną, uratowana spod pługa buldożera (inwestor się zawziął i hajda niszczy wszystko wkoło, od roku nie budując nic, tylko co jakiś czas rozjeżdżając nieco zieleni gąsienicami), bez większych nadziei na sukces, gdyż wyrwaną z korzeniami i już podsuszoną - ale zobaczymy, może w przyszłym sezonie się upuści. Razem z nią przyszła do mnie i szczotecznica. Nie miałem wątpliwości że to coś z ciem - zauważyłem już że im bardziej kolorowa gąsienica, tym mniej kolorowy motyl ... ciekawe prawda? A jakie się z tym nadzieje wiążą dla krzywozębnych, krostowatych, przygarbionych i wiecznie bladych nastolatków...
Musiałem o pomoc zwrócić się jak zwykle na forum entomo.
Jak zwykle nie mieli problemów z oznaczeniem...
Zatem przedstawiam
Do tego jeszcze ten oksymoron: szczotecznica a z brudnic!
Kiepsko to widzę...
A jako dziecka była taka milusia... żółta, puszysta z czarnymi aksamitnymi fałdkami. No nic tylko na rękach nosić i do policzków przytulać.
Ale trudno - podobno Jan Antony Vincent Rostowski, tak skutecznie żerujący nam na kieszeniach, też był kiedyś, milusim i słodkim bobaskiem...
Przesadziłem do siebie śliwę czerwonolistną (chyba) ozdobną, uratowana spod pługa buldożera (inwestor się zawziął i hajda niszczy wszystko wkoło, od roku nie budując nic, tylko co jakiś czas rozjeżdżając nieco zieleni gąsienicami), bez większych nadziei na sukces, gdyż wyrwaną z korzeniami i już podsuszoną - ale zobaczymy, może w przyszłym sezonie się upuści. Razem z nią przyszła do mnie i szczotecznica. Nie miałem wątpliwości że to coś z ciem - zauważyłem już że im bardziej kolorowa gąsienica, tym mniej kolorowy motyl ... ciekawe prawda? A jakie się z tym nadzieje wiążą dla krzywozębnych, krostowatych, przygarbionych i wiecznie bladych nastolatków...
Musiałem o pomoc zwrócić się jak zwykle na forum entomo.
Jak zwykle nie mieli problemów z oznaczeniem...
Zatem przedstawiam
Szczotecznica szarawka (Calliteara pudibunda syn. Dasychira pudibunda) - motyl nocny z rodziny brudnicowatych (Lymantriidae).
czwartek, 9 sierpnia 2012
wtorek, 7 sierpnia 2012
Ukryte zło
Są przemiłe, takie ciepłe i mięciutkie, przymilne, owijają się wokół ręki czy nogi, cichutko mruczą gdy je pogłaskać, czasami tylko sykną złowieszczo, lub przejada pazurami po skórze...
Wiem ze tym co teraz napisze przysporzę sobie kolejnej porcji wrogów ale cóż;
Wiem ze tym co teraz napisze przysporzę sobie kolejnej porcji wrogów ale cóż;
Amicus Plato, sed magis amica veritas
KOTY !!!
(Felis catus, Felis silvestris catus lub Felis (silvestris) domesticus)
Zarówno te pospolite szaro bure dachowce, jak i wypielęgnowane domowe pupile.
Wszystkie noszą w sobie to samo zło.
Nie wierzycie? to przeczytajcie rewelacyjny materiał z bloga
NATURALNIE blog historii naturalnej.
A teraz o historii która wydarzyła się tydzień temu.
Tuptałem do pracy piechotą, już przeszedłem przez miasto, wzdłuż torów, przez wiadukt i ogródki działkowe. Tuż przez Mościcami, usłyszałem przeraźliwy wrzask podlota. Przyspieszyłem kroku i za moment dostrzegłem wypasione kocisko trącające łapą małego ptaszka. Bałem się że chwyci go w pysk i po prostu ucieknie, szybko podniosłem kawałek odłamanego wiatrem topolowego konara i cisnąłem w kota, oberwał jednym końcem w okolice łopatek, wystarczyło by zapomniał o zdobyczy i uskoczył w bok, a potem czmychnął w kierunku blokowiska.
Ofiara okazał się podlot - wpierw sądziłem że szpaka, ale chyba bardziej wygląda na podlota drozda kwiczoła - w pobliżu nie słyszałem dorosłego ptaka, więc pewnie kot wywlókł go z gniazda i przyniósł tu aby się pobawić. Temu też, tak myślę, ptak zawdzięczał fakt że wciąż jeszcze żyje. Zwierzak nie łapał go aby nasycić głód, bo to był wypasiony "blokowy" kot, pewnie wypuszczony przez jakaś bezmyślną babę "żeby sobie pobiegał", ale właśnie aby się pobawić.
Owinąłem ptaka czapką, wsadziłem do plecaka i zaniosłem do pracy, z myślą że tam spróbuje udzielić mu pomocy, lub tylko przechować go aby doszedł do siebie, z dala od kocich pazurów
Niestety akcja nie miała dobrego finału, wprawdzie zaczął przyjmować rozmoczony chleb (nie miałem jak zrobić mieszanki serowej, ani nawet jajka na twardo), ale wkrótce dostrzegłem u niego kropelkę krwi w okolicach nozdrzy, a niedługo potem zdechł.
A propos kotów i blondynek.
Jak jeszcze mieszkałem w bloku pewne stara panna z sąsiedztwa wciąż wypuszczała swego kota na klatkę schodową aby się załatwił. Robiła to wieczorami,. więc trudno ją było wyśledzić, jednak kiedyś została przyłapana, sprawę zreferowano sprzątaczce, ta oczywiście ruszyła z pretensjami - trudno zresztą się jej dziwić. Bezbrzeżne było jednak jej zdziwienie, gdy po wyłuszczeniu swoich racji usłyszała po prostu "no przecież nie będzie mi się w mieszkaniu załatwiał"...
wtorek, 31 lipca 2012
czerwone korale
Pośród lasu, no może nie była to ostoja ale zawsze gdzieś w głębi - napatoczyłem się na piękne czerwone korale.
A juści - pomyślałem - pewnie to ta z pomiętą bluzeczką zgubiła...
I hajda po wykrotach dziewoi wypatrywać, lubo chociaż śladów jej przejścia
ślady przejścia owszem były - ale to przeszło stado dwunogich dzików...
I nawołuję - hejże hooo - dziewojooo
Ani słychu ani dychu, tylko żona i dziatki popatrują na mnie jak na czuba, tedy wrócić przyszło, zdjęć zrobić kilka, co by poszukiwań z gołymi rękoma nie rozpoczynać. A w domu okazuje się iże to nie dziewoja hoża w pomiętej acz wciąż dziewiczo białej bluzeczce te korale zgubiła, jeno matka natura sobie je tu niczym klejnoty w szkatułce zielonej trzyma.
A juści - pomyślałem - pewnie to ta z pomiętą bluzeczką zgubiła...
I hajda po wykrotach dziewoi wypatrywać, lubo chociaż śladów jej przejścia
ślady przejścia owszem były - ale to przeszło stado dwunogich dzików...
I nawołuję - hejże hooo - dziewojooo
Ani słychu ani dychu, tylko żona i dziatki popatrują na mnie jak na czuba, tedy wrócić przyszło, zdjęć zrobić kilka, co by poszukiwań z gołymi rękoma nie rozpoczynać. A w domu okazuje się iże to nie dziewoja hoża w pomiętej acz wciąż dziewiczo białej bluzeczce te korale zgubiła, jeno matka natura sobie je tu niczym klejnoty w szkatułce zielonej trzyma.
Bez koralowy, dziki bez koralowy (Sambucus racemosa L.)
Nader by mi się taka roślinka w ogródku przydała, nie dość że zdobna wielce to jeszcze zjedzenia owoców wywołuje u człowieka wymioty, bóle brzucha i głowy - śmierci niektórym sąsiadom nie życzę, ale takie objawy były by w sam raz ;-), a nóż by się byli poczęstowali?
czwartek, 26 lipca 2012
Kokoryczka wonna
W samym centrum lasku Kruk w Skrzyszowie dostrzegłem w podszyciu ciekawą roślinkę. Miejsce oznaczyłem (z dużą dozą prawdopodobieństwa, łamane przez, tak mi się wydaje) na mapce.
O dziwo Aura nie przeszkazała w fotografowaniu, zajęta szperaniem po okolicy.
Za to światło nie rozpieszczało, zrobiłem dwie serie zdjęć, jedną z lampą druga bez- ta z lampą wyszła fatalnie, spłaszczona, pozbawiona kontrastu itp - tak to już jest gdy się "błyska" wbudowanym fleszem.
Bez lampy, wyszły nieco lepiej, przynajmniej oddają klimat.
O dziwo Aura nie przeszkazała w fotografowaniu, zajęta szperaniem po okolicy.
Za to światło nie rozpieszczało, zrobiłem dwie serie zdjęć, jedną z lampą druga bez- ta z lampą wyszła fatalnie, spłaszczona, pozbawiona kontrastu itp - tak to już jest gdy się "błyska" wbudowanym fleszem.
Bez lampy, wyszły nieco lepiej, przynajmniej oddają klimat.
Kokoryczka wonna (Polygonatum odoratum)
Oczywiście w oznaczeniu pomogli mi spece z bioforum, bo sam miałem wątpliwości - po prostu wcześniej znałem kokorycz z kwiatów nie z jagód.
mam na nią ochotę do mojego ogródka - lasu okradał nie będę, ale może choć jedno grono i zobaczę czy się uda wysiać?
W każdym razie ozdobna jest i to bardzo, a miejsce dla niej akuratne mam.
Wycieczka nad Białą
Przy okazji testuję podsuniętą przez Nomada mapę rowerową - są z tym pewne problemy, np stawianie punktów "przelotowych", mapka zawiera też błędy w postaci braku oznaczenia linii kolejowej, a także źle pokazuje różnice poziomów - wg moich ustaleń jest tego co najmniej 8 metrów. Ale podejrzewam iż jak opanuję korzystanie z serwisu wyjdzie to lepiej.
W kazdym razie było upalnie, a dzieciakom chciało się nad wodę, wybralismy miejsce, co do, którego byłem pewien iz bedziemy tam mieli luz i zero towarzystwa - towarzystwo jednak się zwaliło... niestety.
ale to dopiero gdy byliśmy już zmęczeni i i tak mieliśmy wracać.
Ze znalezisk przyrodniczych to opisana post wcześniej gadziogłówka, motyl mieniak, i sporo ciekawych obserwacji - wyjaśniłem też chłopcom mechanizm kształtowania kamieni rzecznych:
W Dunajcu są to głównie otoczaki - bo woda płynie szybko, jest stosunkowo czysta, górska. zaś w Białej która płynie wolniej i niesie ze sobą mnóstwo wypłukanego iłu i glin ziem wszelkich, są to głownie "płaszczaki" i to bogato pokryte glonami.
Poza tym ogromny SUKCES - Aura zażyła kąpieli - po prawdzie niechętnie, ale jak przeprawialiśmy się z rowerami w bród to chcąc nie chcąc poszła za nami, a potem to już tak z brzegu na brzeg ... po pewnym czasie zakumała ze nigdzie nie idziemy i położyła się beznamiętnie obserwując nasze zachęty aby poszła za nami.
Jak widać Biała jest nie tyle biała co bura - ale zaręczam iż często jest po prostu biała, a rzekę znam świetnie, w końcu to na niej nauczyłem się pływać i to ona była "Missisipi" moich chłopięcych przygód, to na niej rozgrywaliśmy wielkie bitwy obrzucając się mułem (ależ to śmierdziało), to poprzez jej nurt... podglądaliśmy dziewczyny.
Mikołaj ma juz za sobą pierwszy spływ przez bystrze - zawsze lubiłem tę namiastkę kanioningu która uprawiałem na dwadzieścia lat przed tym nim pierwszy kanioning w ogóle komuś zaświtał w głowie.
Niestety teraz jak tata zamiast beztrosko się taplać niczym żuraw krocze dostojnie wkoło chłopców bacząc by nic złego im się nie stało.
I wreszcie SUKCES - Aura zwodowana!
W kazdym razie było upalnie, a dzieciakom chciało się nad wodę, wybralismy miejsce, co do, którego byłem pewien iz bedziemy tam mieli luz i zero towarzystwa - towarzystwo jednak się zwaliło... niestety.
ale to dopiero gdy byliśmy już zmęczeni i i tak mieliśmy wracać.
Ze znalezisk przyrodniczych to opisana post wcześniej gadziogłówka, motyl mieniak, i sporo ciekawych obserwacji - wyjaśniłem też chłopcom mechanizm kształtowania kamieni rzecznych:
W Dunajcu są to głównie otoczaki - bo woda płynie szybko, jest stosunkowo czysta, górska. zaś w Białej która płynie wolniej i niesie ze sobą mnóstwo wypłukanego iłu i glin ziem wszelkich, są to głownie "płaszczaki" i to bogato pokryte glonami.
Poza tym ogromny SUKCES - Aura zażyła kąpieli - po prawdzie niechętnie, ale jak przeprawialiśmy się z rowerami w bród to chcąc nie chcąc poszła za nami, a potem to już tak z brzegu na brzeg ... po pewnym czasie zakumała ze nigdzie nie idziemy i położyła się beznamiętnie obserwując nasze zachęty aby poszła za nami.
Jak widać Biała jest nie tyle biała co bura - ale zaręczam iż często jest po prostu biała, a rzekę znam świetnie, w końcu to na niej nauczyłem się pływać i to ona była "Missisipi" moich chłopięcych przygód, to na niej rozgrywaliśmy wielkie bitwy obrzucając się mułem (ależ to śmierdziało), to poprzez jej nurt... podglądaliśmy dziewczyny.
Mikołaj ma juz za sobą pierwszy spływ przez bystrze - zawsze lubiłem tę namiastkę kanioningu która uprawiałem na dwadzieścia lat przed tym nim pierwszy kanioning w ogóle komuś zaświtał w głowie.
Niestety teraz jak tata zamiast beztrosko się taplać niczym żuraw krocze dostojnie wkoło chłopców bacząc by nic złego im się nie stało.
I wreszcie SUKCES - Aura zwodowana!
Gadziogłówka zwyczajna
Upalny dzień lipcowy, brzeg rzeki Białej.
Znajdź owada!
Trzeba mu przyznać że świetnie się maskuje
Na rozpalonych słońcem kamieniach, praktycznie nie sposób go wypatrzeć, po prostu celuję obiektywem tam gdzie ważka ląduje i "cykam" na ślepo. dopiero w w domu udaje się wyłowić kilka w miarę do przyjęcia zdjęć.
Gadziogłówka pospolita, gadziogłówka zwyczajna (Gomphus vulgatissimus)
To pospolita ważka, występująca nad wolno płynącymi wodami, jednak w przeciwieństwie do np. świtezianek trudno ja podejść z aparatem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
