Strydulacja
- wydawanie dźwięków poprzez pocieranie o siebie elementów powierzchni ciała - u bezkręgowców powszechne - tyle że poza świerszczami i cykadami raczej nieczęsto słyszane.
Mnie w każdym razie dyląż srodze za pierwszym razem przestraszył - pewnie tek zresztą ma być.
Ciekawe jest zepspolenie tego dźwięku z ruchami owada - stają się agresywne - to pewnie kolejny z elementów obronnych - potencjalna ofiara atakuje i tym samym zniechęca agresora. Rozwiązanie wydaje się uzasadnione ewolucyjnie- dyląże to sporej wielkości chrząszcze, jak pisałem już wcześniej latające w sposób co najmniej ociężały, nie mające szans na ucieczkę.
A gdy nie można uciec lepiej jest atakować.
Zauważyłem też że kolejne drażnienia wywoływały już znacznie słabszą reakcje - widać powtarzanie "ataku" już nie jest ewolucyjnie uzasadnione - albo wypali pierwsza próba albo nie i wtedy chrząszcz skończy jako posiłek a w przypadku powtarzającego się drażnienia zapewne częściej owady stykają się z naturalną "złośliwością rzeczy martwych" niż z maniakiem uzbrojonym w słomkę - więc podejmowanie akcji które wiążą się z dużym wydatkiem energetycznym wydaje się niecelowe.
Polecono mi poczytać w temacie opracowanie prof. dok. hab. Jerzego Mariana Gutowskiego
ale w Tarnowie jest raczej nie do zdobycia - szkoda.
I to by było chyba na tyle o Dylążu garbarzu.