Makrodrogi
Tak nazwałem swojego bloga i tak nazwałem ten post - będzie o moich drogach.
jakie sa moje drogi...dziurawe - akurat to jest w Polsce standardem więc pisać nie ma o czym.
Makro drogi to trasy które codziennie przemierzam, to ulice, ścieżki, przejścia. Dużo tego - co najmniej 6 km dziennie - do pracy na autobus 1600 metrów, z autobusu tyle samo, do szkoły po Mikołaja 1500 metrów (o ile mapy na internecie nie kłamią - ale chyba nie kłamią) i z powrotem... 6200 metrów - dla wielu sporo, dla mnie wyłącznie namiastka.
Przez lata szczyciłem się że mało kiedy dwa razy chodzę ta samą drogą - oczywiście z wyjątkiem takich odcinków, jak dojście do klatki schodowej.
Mam na koncie kilka szlaków, nieopisanych w przewodnikach, ale bardzo atrakcyjnych widokowo, rekreacyjnie - choć i elementy ekstremalne też mam wyszukane - zjazd na rowerach z góry prosto w ... wrota stodoły ;-)
A teraz cały czas tymi samymi ścieżkami...
Jak p[owiedział kiedyś ktoś - człowiek inteligentny nie nudzi się nigdy! i to jest 100% prawdy - nawet codziennie chodząc tymi samymi uliczkami zawsze jest coś ciekawego do zaobserwowania.
A to raniuszek myszkujący po gałęziach na zakręcie ul Tuchowskiej - niestety bez zdjęcia.
A to
Tak nazwałem swojego bloga i tak nazwałem ten post - będzie o moich drogach.
jakie sa moje drogi...dziurawe - akurat to jest w Polsce standardem więc pisać nie ma o czym.
Makro drogi to trasy które codziennie przemierzam, to ulice, ścieżki, przejścia. Dużo tego - co najmniej 6 km dziennie - do pracy na autobus 1600 metrów, z autobusu tyle samo, do szkoły po Mikołaja 1500 metrów (o ile mapy na internecie nie kłamią - ale chyba nie kłamią) i z powrotem... 6200 metrów - dla wielu sporo, dla mnie wyłącznie namiastka.
Przez lata szczyciłem się że mało kiedy dwa razy chodzę ta samą drogą - oczywiście z wyjątkiem takich odcinków, jak dojście do klatki schodowej.
Mam na koncie kilka szlaków, nieopisanych w przewodnikach, ale bardzo atrakcyjnych widokowo, rekreacyjnie - choć i elementy ekstremalne też mam wyszukane - zjazd na rowerach z góry prosto w ... wrota stodoły ;-)
A teraz cały czas tymi samymi ścieżkami...
Jak p[owiedział kiedyś ktoś - człowiek inteligentny nie nudzi się nigdy! i to jest 100% prawdy - nawet codziennie chodząc tymi samymi uliczkami zawsze jest coś ciekawego do zaobserwowania.
A to raniuszek myszkujący po gałęziach na zakręcie ul Tuchowskiej - niestety bez zdjęcia.
A to
dzierzba gąsiorek wyczekujący na samiczkę schowany w kępie wyschniętych badyli pomiędzy torami kolejowymi
Albo dzięcioł przy kępie robinii akacjowych stojących naprzeciw kapliczki św. Walentego - dudnieniem w wyschnięty rezonujący konar, że to jego terytorium.
Mam nadzieję że wkrótce kieracik się skończy - prace przy domu zostaną wykonane - jak na razie to rządzi deszcz i burze - nie wola inwestora.
Będe mógł siąść z chłopcami na rowery, wypuścić Aurę obok i odkrywać nowe szlaki, przejścia, przejazdy, prześwity, ścieżki i tysięczne na nich tajemnice.
póki co jednak...
luuuuzik szkoda nerwów...
ps. mam trochę ciekawych materiałów - tylko brak czasu by to pozamieszczać