„Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro
”
papież Benedykt XVI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obwodnica Tarnowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obwodnica Tarnowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 marca 2011

Patrol przy obwodnicy


Jeden z moich ulubionych szlaków przeganiania psa.
Tereny zdziczałe, odkąd nitka obwodnicy odcięła je od miasta,
nie ma tu spacerowiczów, straży miejskiej i innych nieproszonych istot, które utrudniały by mi wariackie zabawy z psem.
A i Aura lubi te tereny szalenie i zazwyczaj wpada tu w euforię, goniąc wkoło z radosnym ujadaniem.
Przykucnięta, wyciągnięta w cwale z ogonem wyprostowanym w kierunku ziemi, sadzi ogromne susy miedzy kępami stepowych traw, resztkami sadu owocowego i samosiejek.
Nie ma tu też dzikiej zwierzyny (o tej porze dnia) więc nikomu nie zrobi krzywdy, ani nawet niem postraszy.




Ot i owe resztki sadu z "drabiną jakubową",
ciekawe czy jakiś Sanderus połakomi się na jej szczeble ? ;-)



a tuż przy samej obwodnicy, uschłe drzewo, malowniczo dekorowane hubiakami (Fomes fomentarius (L.) J. Kickx f.) ... najprawdopodobniej - ewentualne wątpliwości proszę zgłaszać, zostaną uwzględnione.


Jak już pisałem na tym blogu nie raz,
obwodnica Tarnowa, jest dziełem ludzi o niskiej wyobraźni i
bardzo niskiej świadomości przyrodniczej.
no zabrakło "tfurcom" myśli, by zrobić przełazy dla zwierzyny,
ewentualnie ubzdurało się że zwierzyna "do miasta" chodzić nie będzie.
A zwierzyna i tak przełazi, tyle że często ryzykuje, próbując przebiec przez jezdnię, co przy szybkościach tam rozwijanych stanowi dla niej śmiertelne zagrożenie (o tym też pisałem).
z radością więc dostrzegłem, że sarny okazały się mądrzejsze od projektantów drogi i ...
wykorzystują przepusty wodne, którymi odprowadzane są opady i topniejące śniegi z północnych zboczy góry Św. Marcina.

prawdę powiedziawszy ja także je od dawna wykorzystuje, nie bardzo wiedząc czemu mam nadkładać kilometrów tylko dlatego że jakiemuś "szkolonemu" zabrakło wyobraźni.



Kanał jest stosunkowo obszerny,
lekko pochylony z łatwością pokonuje te kilkadziesiąt metrów.
U wylotu mnóstwo śladów wskazuje na mądrość jeleniowatych.

Aura
Nie była by sobą, gdyby nie odezwały się w niej atawistyczne ciągoty.
nie wiem skąd, ale dorwała skrzydło padłego gawrona i jęła opychać się padliną.
Ilość pokarmu jaki jest w stanie w siebie upchać ten pies wydaje się nieograniczona.
Zresztą, tu chyba nie chodzi o głód, bo nawet przekąski firmy pedigree nie są dla niej na tyle atrakcyjne (a noszę je przy sobie) aby skłonić ją do porzucenia "zdobyczy".
na szczęście czuje respekt, więc okrzyczana nie ucieka (zatem nie muszę wariacko ganiać za nią z kijem, bądź ciskać kamieniami w bezsilnej rozpaczy - jak to często obserwuję u innych spacerujących z psami w podobnych okolicznościach), przywiera do ziemi, kurczowo zaciskając szczęki.



spokojnie podchodzę, delikatnie palcami rozwieram jej pysk, żeby nie spowodować ran ani nie uszkodzić zębów, wyrzucam padlinę hen, psa biorę na smycz i ... częstuję przekąską.
Ciekawe co sobie wówczas myśli...
"Podły Pan, sam później zje to smakowite skrzydełko, a mi daje jakieś suszone przemysłowe świństwo w zamian..." ;-)
Posted by Picasa

środa, 16 czerwca 2010

Czemu nienawidzę samochodziarzy?- uwaga drastyczne zdjęcia!

Nienawidzę samochodziarzy!

Samochodziarze to egoistyczne nadęte buce, zamknięte w swoich blaszanych trumienkach, mknące w poczuciu posiadania "prywatnej przestrzeni", nie liczący się z nikim i niczym!

Nie znoszę tych gnoi bo uczynili z najpiękniejszych miejsc spacerowych trasy swych przejazdów, wciskają w najurokliwsze zakątki miast swoje śmierdzące puszki i zasłaniają nimi miejsca warte zobaczenia lub sfotografowania.

Rykiem swoich tuningowanych (lub tylko zaniedbanych) silników zagłuszają śpiew ptaków i słowa innych ludzi!

Smrodem spalin ze swoich pojazdów tróją niewinnych ludzi niczym w komorach gazowych, zanieczyszczają pola i ogrody.

Chętnie wybił bym zęby samochodowemu ciulostwu, które wyrzuca przez okna śmieci w czasie jazdy.

Samochodziarze wreszcie to MORDERCY!!!!
Zabijają ludzi i zwierzeta.
(Uwaga drastyczne zdjęcia poniżej, więc jak masz słaby żołądek, lub nerwy to odpuść dalsze przewijanie strony!)

Spacerowałem niedzielnym popołudniem z Aurą, wróciłem z pracy, zjadłem obiad i poszedłem z psem na przechadzkę, ot taka banalną żeby się miała gdzie załatwić.
Nie wiem co nakłoniło mnie zeby iść wzdłuż obwodnicy, pewnie chęć ucieczki od gromady ludzkiej która obległa Górę Św. Marcina jak w każdy słoneczny weekendowy dzień.

Poszliśmy więc w bok, nagle doszedł mnie przykry słodkawy zapach śmierci. W upalnym słońcu i przy braku wiatru, stanowił coś w rodzaju zamkniętej bańki smrodu, krok wstecz i nic nie czuć, krok naprzód i zaczyna mdlić.
Przyśpieszyłem kroku, aby jak najprędzej wyjść z zapowietrzonego terenu, dopiero gdy odór rozkładającego się mięsa osłabł odważyłem się oglądnąć za siebie - w rowie leżało truchło roztrzaskanej przez auto sarenki.


Jakiś rozpędzony debil uderzył, pewnie nocą, w przemykającego tędy zwierzaka - padliny nie posprzątano, więc raczej nikomu nie zgłosił, albo był wypity, albo sądził że potracił psa.
To o tyle dobrze że nie pójdzie do Związku Łowieckiego po odszkodowanie! Czyli że buc będzie musiał pokryć straty z własnej kieszeni - no chyba że był ciężarowcem - wtedy pewnie nic mu się nie stało. Ale osobówka musiała ucierpieć, co zresztą napawa mnie ogromną radością, ach żeby sobie tak drań jeszcze gębę odłamkami szkła poharatał... wiem że to nie chrześcijańskie, ale jakoś nie potrafię im wybaczyć!

Oczywiście wina nie leży tylko po stronie matoła za kierownicą!
Winni są także ci którzy tę drogę projektowali, wykonywali i odbierali!

Ile by to podniosło koszt inwestycji by zrobić pod jezdnią kilka przepustów dla zwierząt?! Ułamek kosztów całej inwestycji? Nie więcej, zważywszy na konieczność zrobienia przepływów dla wody, to raczej w tych samych kosztach!
Ale kolejny raz jakiemuś idiocie zza biurka zabrakło wyobraźni!

piątek, 5 marca 2010

W pogoni za drapolem

Drapola obserwuję już od początku zimy, Jak pisałem wcześniej były tu chyba co najmniej dwa osobniki - teraz wykluczam myszołowa włochatego - był to myszołów zwyczajny, co do krogulca, to pewnie gdzieś się ulotnił.
W każdym razie staram się drapieżnika namierzyć i zidentyfikować. Ale to nie takie proste.
Miejsce w którym najczęściej go można spotkać jest przedzielone...obwodnicą.
Dla ptaka to żadna przeszkoda, dla mnie już inaczej.

Wybrałem się z psem na spacer wzdłuż obwodnicy wpierw przez "łorane" skrajem rowu odprowadzającego wodę z okolic obwodnicy, potem po dojściu do wiaduktu nad drogą prowadząca do Skrzyszowa, zawróciłem i poszedłem traktem technicznym - znów na zachód.

Obrzeża obwodnicy zawalone śmieciami - parchy w czasie jazdy pakują śmieci do reklamówek i ciskaja przez okna samochodów...ot takie cwaniactwo...bydlakowi by tak wrzucic do mieszkania worek śmieci to płakał by z oburzenia przez rok i jeszcze na policję ze skargą podrałował...a tu - ooops i poleeeeciało - "przecie to nikomu nie szkodzi"

Spotkałem też kilka trucheł zwierzęcych, głównie psie, ale i jednego "świeżego" lisa (Aura omal by przez niego sama truchłem sie nie stała, bo wypadła na jezdnię obwąchać miejsce zdarzenia - zareagowała dopiero na któryś z moich wrzasków - oberwało się jej po powrocie - ale chyba lekcje zrozumiała) - szkoda psiego zycia....pociesza mnie tylko to, że debil który zwierze potracił, sam naraził sie na koszty, bo przy prędkości 100 na godzinę, a wolniej tu nikt nie jeździ, to nie ma siły - zderzak musiał mu popękać - kilka stów z portfela, tyle że dureń i tak nie weźmie sobie tego do serca, ale będzie miał żal do...psa!

No dobrze - wyżaliłem się, teraz do rzeczy.



Dostrzegłem go po południowej stronie obwodnicy.
Wpierw w locie, potem mi na chwilę znikł z oczu.



Siedział sobie na słupie energetycznym i patrzył...
podpuszczał mnie.
Gdy byłem już na tyle blisko by móc zrobić fotografię która pozwoli na identyfikację...
przeleciał przez obwodnicę...

Byłem zmęczony, nieco wychłodzony - to przeciwstok Marcinki, jej północna strona, zimno tu jaszcze, na polach leża szmaty śniegu, miejscami ziemia jest jeszcze przemrożona i zamarznięta, do tego zaczyna wiać silny, bardzo zimny wiatr - wszystko to mały ból - bo ja gatunek borealny jestem i mnie śnieg, czy wiatr nie straszne...ale jestem GŁODNY !!!
Nie przemyślałem sobie tej trasy i nie wziąłem nic do jedzenia, w kieszeni kurtki uchował się pasek suszonego mięsa dla Aury, więc ona poczęstunek dostała - od razu wstąpił w nią większy wigor i zaczęła zachęcać mnie do pobuszowania w okolicznych zaroślach - ale mi było głodno!


Tyle że nie poskąpiono mi wspaniałych widoków

Posted by Picasa