Zdarzenie miało miejsce jeszcze w sierpniu, dokładnie 31 - o ile oczywiście można ufać metadanym pliku.
A do końca nie można... bo np. wskazują godzinę 21.05 - jako żywo w tym miejscu bywam w okolicach 22 lub 23.30, ale nie przypominam sobie 21. Znaczy że coś mogłem mieć przestawione na aparacie.
Owo coś leciało prawie dokładnie (a może dokładnie) z zachodu na wschód. Dla mnie wyglądało to jak by przyleciało z okolic dworca PKP, a następnie "oderwawszy się" od linii kolejowej odleciało w stronę Skrzyszowa. W rzeczy samej owo coś leciało prosto, to tory w tym miejscu zaczynają swój łuk na północny wschód i stąd takie wrażenie.
Było cicho - więc to nie żadna motolotnia - które zresztą o tej porze nie latają, na pewno nie były to tak modne ostatnio latające lampiony - piękne gdy lecą, ale kolejny bezsensowny śmieć gdy spadną. Owo coś miało zdecydowanie wyższy połap i leciało niepomiernie szybciej.
Wpierw myślałem że to awaria silnika w odrzutowcu - niebo w okolicach Tarnowa jest bardzo zatłoczone - raj dla spotterów, tyle że mendia uparcie milczały na temat jakiegokolwiek zdarzenia lotniczego, albo ja tę informację przegapiłem - co wcale nie jest wykluczone zważywszy na fakt że od kilku lat uporczywie bojkotuję wszelkie mendia "informacyjne" (dlatego cudzysłów że są to mendia de facto dezinformacyjne).
Więc szukałem gdzie indziej - wojsko takie informacje na 100% utajnia, ale i tak co nieco na forach dla miłośników wiedzą.Tym razem nie wiedzieli nic.
Odrzuciwszy hipotezę UFO z przegrzanym przyczłapem do gulgulatora, zostałem z niczym.
Dopiero ostatnio, zupełnie przez przypadek trafiłem na wiadomość w
internetowym serwisie Dziennika Zachodniego.
Czyli istnieje cień szansy (zwłaszcza że data i godzina w moim aparacie mogły być źle ustawione) że to mogło być coś z tego rodzaju. Dobrze że nikomu nic się nie stało, pewnie gdyby doszło do katastrofy to i ja bym się o niej dowiedział. Ten materiał nabrał by nagle wartości... tyle że co to za wartość okupiona krzywdą?