Znów baaaaardzo długo nie pisałem nic, nawet nie miałem czasu zajrzeć do blogów znajomych. Z różnych względów,najczęściej z prostego faktu pokawałkowania czasu pomiędzy tym co trzeba zrobić, gdzie trzeba pojechać, gdzie iść, co ugotować itd. niby pomiędzy zajęciami zawsze jest trochę czasu, ale nigdy na tyle by spokojnie usiąść zrobić sobie kawę, zagryźć ciastkiem i napisać co ciekawego, nowego, lub choćby tylko wartego wspomnienia.
A mało tego nie było...
Ale dość marudzenia. postaram się odrobić zaległości, a to co przeszło i już nie warto o tym pisać - opisze w przyszłym roku albo w jeszcze następnym - jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy ;-) Prawda?
Jak zwykle ostatnio Góra Św. Marcina i jej północne zbocze.
Drzewo już stare, podmyte, murszejące ale wciąż żywe, a w drzewie... sztolnia. Korytarzyk wygrzebany w miazdze starego drzewa, prowadzi w górę, pewne do gniazda a co najgorsze... nie mam pojęcia co go zrobiło,owad, mały futrzak - raczej nic innego ale to i tak nader pokaźny rozrzut.
Jak się czegoś dowiem to dopiszę ciąg dalszy.