Jak co roku o tej porze...
i jak zwykle bez skutku...
Piszę o bezsensie tzw. "zmiany czasu"
Coś co miało (być może) pozory sensu w XIX wieku i na początku XX w XXI już sensu nie ma.
Kto dziś żyje "na zegar słoneczny"
W biurach, halach i warsztatach światła palą się i tak praktycznie cały czas.
Nasza gospodarka pochłania terawaty energii.
Dzięki "zmianie czasu" zaoszczędzimy... może kilkaset kilowatów, może mniej.
Licząc koszty społeczne; zmęczenie, rozdrażnienie, wypadki nimi spowodowane,
pogorszenie efektywności pracy itp.
pogorszenie efektywności pracy itp.
Wychodzimy na "zmianie czasu" jak Zabłocki na mydle...
wszak jednak nie o racjonalność tu chodzi,
ale o przekonanie człowieczków iż "władzę nad czasem mają"...
No to nich sobie "oświecone mózgi" trwają w swoim zabobonie ale czemu my swoim zdrowiem musimy za to płacić?
Pora na dowód
Zmiana czasu z zimowego na letni zwiększa ryzyko zawału serca
pomyślcie zanim będzie za późno.