Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

niedziela, 15 marca 2015

Żeremia

Ślady bobrowania bobrów w granicach Tarnowa obserwowałem już wiele razy. czy to w okolicach Wątoku, czy w Mościcach na terenach przemysłowych. Zawsze były to jednak tylko ślady. Tym razem mi przyfarciło - co prawdy żywego gryzonia nie widziałem, ale za to było o metr od jego żeremi.  

Jakoś tak się złożyło że pola rędzińskie, taki czworobok małoforemny pomiędzy Ładną, ul. Lwowską, Wolą Rzędzińską a ul. Jana Pawła dotąd nie były przeze mnie spenetrowane. Nie wiem czemu, po prostu nigdy mi to nie po drodze. tym razem jednak zapakowałem Aurę w samochód, podjechaliśmy bliżej, zaparkowałem na parkingu sklepu sieci Merkury Market (dzięki za wyrozumiałość, z racji wzajemności dodam że mają tam wyposażenie domowe od materiałów budowlanych, poprzez meble, dywany, oświetlenie itp. - ceny przyzwoite, towar także - parę rzeczy już tam kupiliśmy i nie narzekamy). A potem ... w polaaaaaaa

A polaaaa wyglądają tak.

 A brzeziny tak...

 A w każdej brzezinie bagienko... 
(obecności rusałek zwłaszcza tych zwanych przez Sapkowskiego "nagopierśnymi", nie stwierdziłem)

 Za to Barszczu Sosnowskiego skolka ugodna.
Muszę tu latem podjechać i zrobić materiał na jego temat. 
I śmieci mnóstwo - bydełko miejscowe (bo obcy tu się nie zapuszczają) uczyniło sobie z tych miejsc składowisko śmieci.

 Ale nagle na jednym z podlanych terenów...!

 Ewidentne ślady bobrowania!

 Co prawda dojście z deczka utrudnione, bo ostrężyn i głogu mnóstwo a to mściwe i czepliwe draństwo jest, ale przedarłem się.
Zdjęcie pozowane, w rzeczywistości przebiło się przez spodnie i skórę na udzie, szramę mam do dziś.

 I już nader blisko - na brzegu widać ślady "stoczni" miejsca gdzie bobry wciągają do wody materiał budulcowy i... gałęzie na pokarm.

 Jak ładnie uklepały miejsce ogonkami?

 A oto żeremie w całej nadwodne okazałości.
 A wody na dobre dwa metry - wierzyć się nie chce, ale faktycznie tak wyszło gdy wtykałem tam gałąź.
Praktycznie żaden drapieżnik im tam nie zagrozi, no niedźwiedź by sobie poradził... 
Ale odkąd to niedźwiedzie na bobry polują?

 i żerowisko. Jeden taki konarek grubości mojego ramienia zabrałem do domu, pokazać chłopcom. Nie mogli się nadziwić kilkucentymetrowej długości pociągłym ciosom od bobrzych zębów - powoli kształtowali w sobie świadomość że prawdziwe zwierze to nie jest bajkowa figurka futrzaka tylko samobieżna dłutownica, mogąca odgryźć człowiekowi rękę (i słusznie, po cholerę ją wyciągał?)
- a ty się tato nie boisz?
- a czego mam się bać/
-że tobie też bóbr może rękę ogryźć!
- nie, bo widzicie, ja szanuję zwierzęta, na pewno nie wyciągał bym do nich ręki, nie próbował głaskać, łapać czy drażnić, a gdybym dostrzegł jakiegoś bobra podczas pracy czy zabawy, to na pewno zachował bym duży dystans. Więc nie mam czego się bać.

A na koniec jeszcze spiżarnia, już dość przetrzebiona, na szczęście wiosna i świeżego jedzenia będą miały pod dostatkiem.

Bobry jak wiadomo są... szkodnikami, tak orzekli rolnicy - rolnik wyrzucający śmieci do lasu nie jest szkodnikiem, szkodnikiem jest bóbr, budujący sobie dom. W telewizorni nie raz ten czy inny burak bądź  żona jego rzepa zawodzi zadając pytanie kto jest ważniejszy "człowiek czy jakiś tam zwierzak". Pytanie tyleż głupie, co... nader sprytne. Mało komu chce się iść w teren i zauważyć że owe "szkody" przez bobra czynione to w 90% przypadków podtopienie nieużytków które ostatni raz pług widziały za czasów Gierka, albo i to nie. A cały lament obliczony jest na wycyganienie od stosownych władz, możliwie wysokiego odszkodowania za "zatopione" łąki, zmarnowane uprawy itp.
Chłop potęga jest i basta, a już zwłaszcza jego... niewiasta!

piątek, 13 marca 2015

Kacze boje

Większość dostojnych obywateli, uważa kaczki krzyżówki za ptactwo, typowo miejskie, oswojone, obyte... cywilizowane wręcz. W sam raz, by w niedzielne przedpołudnie pociechy swe przyprowadzić, co by w kontrolowanych warunkach serduszka swe ku przyrodzie zwrócić mogły. Karmę, niczem jałmużnę ubogim, rozdawać.
- "O popatrz tu kochanie, tam widzisz tata kaczor i mama kaczyca a tam o małe kaczątka pewnie ich dzieci? Och cóż za urocza rodzinka, całkiem jak nasza..."

Co śmieszniejsze ta osoba bynajmniej tak odległa od prawdy nie była, jak jej się w sentymentalnych wzniosłościach roiło. Tylko że prawda o kaczkach krzyżówkach jest zgoła... bardziej podobna do prawdy o ludziach.

Są kłótliwe, awanturują się o byle co, są zazdrośnikami, namiętnie uprawiają zdrady małżeńskie, podkradają sobie co się da, słabszych traktują "z liścia", a przed silniejszymi korzą się lub uciekają...  całkiem jak ludzie.

Nie wierzycie?

Dunajec. Sromowce Niżne, tuż pod Trzema Koronami. Kaczki dokarmione przez turystów do bólu, zimy praktycznie nie ma, powodów do walk także a jednak...

 Sielanka

 Pierwsze starcie

 Zadyma się rozkręca

 "kocioł"

dobijanie pokonanego

I co nadal nie wierzycie, że kaczki krzyżówki są idealnym modelem stosunków międzyludzkich, w sam raz aby za ich pomocą uczyć dzieci jak to w życiu bywa...?

poniedziałek, 16 lutego 2015

Mysz spopcona jak... mysz

Zdarzenie miało miejsce jeszcze jesienią ubiegłego roku.Ot wracałem z pracy i nagle zobaczyłem kota, niosącego coś w pysku. Szarzało już, więc dokładnie nie widziałem, ale koty z zakupami w pyskach do domów raczej nie wracają... Za to nieraz znajdywałem zabite przez nie na okolicznych działkach czy nieużytkach ryjówki. W tym miejscu pragnę zaznaczyć że o ile koty objęte w Polsce ochroną gatunkową nie są, to ryjówki już tak, w moim wypadku była to ochrona czynna czyli... poszczucie kota kamieniem, tak by nie zrobiwszy mu krzywdy, skłonić go do porzucenia łupu. Tak się rzeczywiście stało, głośny stuko/zgrzyt kamienia o krawężnik, tuż obok futrzaka, spowodował że upuścił on zdobycz i odskoczył za ogrodzenie najbliższej posesji. Na krawężniku leżało mało buro szare "coś", rażone stuporem, wysztywnione ale... bez wątpienia żyjące. Powędrowało do kieszeni, a w niej do mojego domu. Nie była to ryjówka tylko mysz polna, co nie znaczy że straciłem niż zainteresowanie.


W domu oczywiście wywołała serię zachwyconych okrzyków radości typu "zabieeeeerz stąąąd to paskudztwo,mówę weeeeź TO stąd!"
Aczkolwiek np. Miłosz który kocha całym sercem wszystko co futrzaste był mnie hałaśliwy. Nawet mieli wspólne foto, które pewnie zostało usunięte "nieznaną" sprawczynię.
Po części zapoznawczej, mysz została wypuszczona do ogrodu, ku niemej rozpaczy Aury, trzymanej tak długo póki mysz nie osiągnęła zbawczej krawędzi ogrodzenia i nie zniknęła po drugiej stronie.

A teraz kwestia mysiego potu - mysz w przeciwieństwie do człowieka, konia czy owcy nie posiada gruczołów potowych, a ściślej mówiąc posiada ale nie takie. Współistnieją z gruczołami łojowymi, więc... poci się, nie pocąc się! Gdy podnosiłem ją z asfaltu była sucha, znaczy lekko wyśliniona, ale generalnie sucha. tymczasem już w domu, po wyjęciu z kieszeni przestawiała sobą widok przemoczonego tłumoczka. Jak to wyjaśnić?
Stosunkowo prosto, w tym przypadku kluczem jest przysłowie "spocony jak mysz" czyli spocony z emocji, z przestrachu. Trafne obserwacje. Zagoniona mysz zaszywa się w jakimś maksymalnie ciasnym zakątku, oddychając przy tym intensywnie. A ponieważ takie zakątki, zazwyczaj nie grzeszą dobrą wentylacją, przeto mysz  bardzo szybko staje się mokra od własnego oddechu, tym bardziej ze przerażona oddycha także bardzo szybko. Jednocześnie, wraz z łojem wyrzuca na powierzchnię włosów, substancje zgromadzone w skórze. Nie jest to toksyna sensu stricte, taka jak u niektórych płazów, ale będąc metabolitami, na pewno ma i zapach i smak nie najwspanialszy. Normalnie jest wydalana powoli, natomiast w przestrachu gwałtownie i ... na zdjęciach widać efekt. Tłumaczy to zresztą często obserwowany fakt, że koty nie zjadają myszy z którymi się "bawią". Prawdopodobnie dlatego że stają się one wówczas"niejadalne".

Ps. Nie martwcie się - porządnie umyłem ręce detergentami, nim dotknąłem... myszki. ;-)

wtorek, 3 lutego 2015

Wybuchające butle

Do nagrania tego materiału.... tak , tak znów filmik. Skłoniły mnie medialne rewelacje o budynkach wysadzonych w powietrze przez wybuchające butle z propanem-butanem - ponieważ to brednia, więc postarałem się wyjaśnić w czym rzecz.

Wybaczcie dykcję, szybkie mówienie (żebyście słyszeli mojego nauczyciele od historii - rozumieliśmy się jako jedyni w liceum)  i błędy.

Mad - jeśli to czytasz - "Trepologia" jest fajna, dzięki za podpowiedź, ale podczas działań na You Tubie, znalazłem moje stare konto Mac Blackera - to chyba przy nim zostanę.
Wszelka krytyka mile widziana. A teraz już zapraszam do oglądania.

W miarę możliwości poproszę o Suby - nic tak nie mobilizuje...
ps. następny materiał o starym poligonie w Tarnowie.

środa, 21 stycznia 2015

Koty vs. gender

Dzisiejszy wpis zabazuję na blogu Ernesta Piotra Kuchara z portalu Pogromcy mitów medycznych - czemu? Aby nie być posadzony o przeinaczenia - nie jestem lekarzem, mikrobiologiem ani neurologiem, ani biochemikiem - nie wiem, nie znam się, ja tu tylko sprzątam...

Ale zacznijmy tak kto jest największym wrogiem gender? No poza Chrześcijaństwem oczywiście (bo o Islamie to się one boją wypowiadać wprost)... Normalne kobiety! Kobiecość jest największym wrogiem zarówno gender jak i feminizmu - zacytujmy taki opis; "kobiety wydają się być bardziej inteligentne, czułe, bardziej społeczne i silniej trzymają się zasad." - brrrr koszmar... takie słowa dla gendermanek to niczym polanie diabła święconą wodą...

 Posłaniec Diabła się kłania...

 i choć niektórzy z nas czują się postawieni w  niezręcznej sytuacji...

To nie damy się znów wmanewrować w żadną magię.
Pisz o co chodzi...


Znów sięgam po cytat: "Kraje, (...) są bardziej "męskie", to jest charakteryzują się większymi różnicami między płciami oraz tradycyjnym podziałem na role męskie i kobiece w życiu społecznym oraz większą koncentracją na pracy, ambicjach i pieniądzach, a nie na ludziach i relacjach między nimi.
  
 Uparłeś się mnie wnerwić? 

Dla gendermanek to wizja piekła i Szatana...

Ty mi się Maciek od szefa odpie... znaczy, idź się z myszką pobaw.


No dobrze już piszę jak jest - otóż dość silnie występuje korelacja takich kobiecych kobiet, "męskich" społeczeństw, ciepłego klimatu i ... upodobania do kotów!

No teraz to już przegiąłeś...

Spokojnie już tłumaczę w czym rzecz

czekamy
To dajcie mi w końcu napisać o co chodzi! Stale się wmiałkujecie w wątek, to jak niby mam pisać składnie i po kolei?
No wiesz, ty to zawsze sobie winnego znajdziesz...

Jest też jeszcze inny czynnik: czynnik rzeczywiście sprawczy, lub też o zwiększonym prawdopodobieństwie bycia czynnikiem sprawczym. Taki mały organizm - Toxoplasma gondii. Znów sięgnę po cytat;

"jest jednokomórkowym pierwotniakiem, którego ostatecznym żywicielem są koty, oznacza to, że tylko w ich organizmach pasożyt może dojrzewać i rozmnażać się płciowo. Tak jak większość pasożytów, T. gondii ma złożony cykl życiowy, zamykający się w organizmie ostatecznego gospodarza. Jeśli znajdzie się w innym zwierzęciu, wędruje do mózgu i tak zmienia zachowanie gospodarza, aby zmaksymalizować swoje szanse na dostanie się do kota. Dla gryzoni, oznacza to, że po zarażeniu mniej boją się kotów i są bardziej aktywne, co ułatwia by stały się ich łupem. Ludzie mogą zarazić się pasożytami poprzez kontakt z ziemią skażoną odchodami zarażonych kotów lub poprzez zjedzenie zarażonego mięsa. Ale ponieważ koty w praktyce bardzo rzadko zjadają ludzi,T. gondii otorbia się w naszych ciałach. Mimo to, ewolucyjnie rzecz biorąc, nie ma powodu by powstrzymać pasożyta od wypróbowania strategii, która tak dobrze sprawdza się u innych gospodarzy np. wspomnianych myszy. ZarażenieT. gondii wywoduje chorobę zwaną toksoplazmozą, która objawia się zwykle łagodnymi objawami grypopodobnymi i jest naprawdę groźna jedynie w ciąży dla płodu oraz dla osób z obniżoną odpornością. Pasożyt jest szeroko rozpowszechniony, szacuje się, że może zarażać nawet połowę ludności świata. Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego Karolinska Institutet w Szwecji odkryli, że Toxoplasma gondii może wpływać na nasze zachowanie bez zajmowania mózgu. Naukowcy ze Szwecji wykazali, że po zarażeniu, komórki odpornościowe w ośrodkowym układzie nerwowym, zwane komórkami dendrytycznymi zaczęły wydzielać neuroprzekaźnik GABA, który wywołuje uczucie strachu i niepokoju oraz stosowne zmiany zachowania. Osoby zarażone toksoplazmozą  znacznie częściej spotykamy wśród chorych na choroby psychiczne, takie jak schizofrenia, depresja, choroba afektywna dwubiegunowa i zespoły lękowe".

 No teraz to już masz przeje... miałczane
 To nie ja, ja jestem niewinny...

Zreasumujmy - mamy oto pierwotniaka, który z dużą dozą prawdopodobieństwa wpływa na zachowanie ludzi. Mężczyzn także oto ich opis "Mężczyźni zarażeni toksoplazmozą są mniej inteligentni, ale bardziej lojalni, oszczędni i o łagodniejszym usposobieniu". Opis postaw społecznych wywoływanych być może przez pierwotniaka Toxoplasma gondii jest tożsamy z opisem społeczeństw i postaw, uparcie zwalczanych przez gendermanki. 
Ale zastanówmy się, jeśli powyższa teoria zostanie potwierdzona, to cała socjologiczno, antyreligijna pseudofilozoficzna otoczka genderyzmu okaże się równie wartościowa jak przypisywanie powstawania łupieżu... kosmitom!
 Znudziłeś mnie, spadam stąd...

 Ale jeśli jednak pierwotniak tak naprawdę niczego nie modyfikuje? Jeśli owa korelacja jest fałszywa - poniższy model jest równie prawdopodobny; kobiety lubią koty, bo koty są łagodne (dla nich oczywiście), przymilne (ach ta kobieca naiwność) i w ogóle ...kociaste, więc mają je w swoim otoczeniu, co sprzyja zakażeniu toksoplazmozą. takie same kobiety promowały będą mężczyzn co prawda mniej inteligentnych (umiemy się maskować ;-) ) ale za to bardziej nadających się na ojców rodzin niż ci bardziej w typie maczo, lub vikinga. Razem z nimi tworząc społeczeństwa cokolwiek może bardziej rozchwiane emocjonalnie od szwedzkiego. ale za to zdecydowanie przyjemniejsze do życia niż tamto...

 Poszły sobie... ot pisanie po próżnicy.








czwartek, 15 stycznia 2015

Koty Black & White

Czarne i białe - czyli po Polsku czarne na białym (zapachniało seksem w kategorii interracjal ;-) ) - to zwrot którego używamy chcąc zaakcentować iż nic nie ma do ukrycia, bo i tak niczego ukryć nie można.
Zatem niczego ukrywał nie będę.

Niektóre osoby zarzucają mi iż nie lubię kotów, iż robię kotom krzywdę, lub nawołuję do nienawiści międzygatunkowej, że jestem kotofobem, że prześladuję koty ze względu na praktykowaną dietę, że nakłaniam do waśni na tle gatunkowym... itd.

Otóż stanowczo temu zaprzeczam - nie jestem kotofobem - jestem kotorealistą. Lubie koty, szanuję je a nawet umiem wydawać dźwięki które one interpretują w kategoriach godowych... Co nie znaczy że nie jestem wobec nich krytyczny. Otóż jestem, ale pisałem o tym tyle razy że kolejny nie ma sensu.

Black & White 


środa, 14 stycznia 2015

Nazwa ciekawsza niż grzyb

Grzyb to taki sobie... zwyczajny, jak grzyb, ani piękny, ani brzydki, ani niezwykle dobry, ani też trujący - ot grzyb.
Ale za to nazwy...
Ale wpierw bohatera naszego pokazać wypada.

 Pochwiak okazały Volvopluteus gloiocephalus

 Za to w Wikipedii jest podane aż 20 synonimów łacińskich - pod jednym z nich zresztą mi tego grzyba zidentyfikowano na Bioforum

 Przytoczny je zatem - kopia z Wikipedii:
  • Agaricus gloiocephalus DC. 1815
  • Agaricus speciosus Fr. 1818
  • Amanita speciosa Fr. 1818
  • Pluteus speciosus (Fr.) Fr. 1836
  • Volvaria gloiocephala (Fr.) Gillet 1876
  • Volvaria speciosa (Fr.) P. Kumm. 1871
  • Volvaria gloiocephala var. abyssinica Henn. 1891
  • Volvaria speciosa (Fr.) P. Kumm. 1871 f. speciosa
  • Volvaria speciosa var. gloiocephala (DC.) R. Heim 1936
  • Volvariella gloiocephala (DC.) Wasser 1988
  • Volvaria speciosa (Fr.) P. Kumm. 187) f. speciosa
  • Volvariella gloiocephala var. speciosa (Fr.) Bon 1993
  • Volvariella speciosa (Fr.) Singer 1951
  • Volvariella speciosa f. gloiocephala (DC.) Courtec. 1984
  • Volvariella speciosa (Fr.) Singer (1949) f. speciosa
  • Volvariopsis gloiocephala (DC.) Murrill 1917
  • Volvariopsis speciosa (Fr.) Murrill 1918




























 A żeby nie było  tak prosto to w dawnym piśmiennictwie polskim figuruje jako bedłka wytworna lub okazała...

Żeby z jednym grzybem, gdzieś na ruderalnych obrzeżach miasta tyle wydziwiania było... no wiecie państwo... koniec świata... ;-)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Jurasic park numer kolejny

Tytułem tytułu - Jak wiadomo historia powtarza się często za pierwszym razem jako dramat a za drugim komedia. To samo można napisać o filmach, im dalej tym śmieszniej i głupiej.

Czas odkopać magazyny "aktualnych" zdjeć, by zrobic tam ciut przewiewu, nim kolejny okres wegetacyjny (który w zasadzie wcale się nie skończył - jak tak patrzę na swój ogród) zaowocuje nowymi zdjęciami. Niestety tej zimy ani "moich" wron siwych, ani myszołowów włochatych nie dostrzegłem - trudno, jest ewidentnie za ciepło i nie zlatują tu z północy. Za to miłośnikom myszołowów polecam jazdę nową autostradą Tarnów Rzeszów - będąc kierowcą (więc nie rozglądając się) bez trudu dostrzegłem kilka osobników - w tym jednego siedzącego wprost na słupku przy samej jezdni - wiadomo ptaki to nie wysocy  urzędnicy i swoją inteligencję mają, po co polować skoro wybudowano dla nich darmową stołówkę (co prawda są ogrodzenia ale widać za mało w stosunku do potrzeb jest przejść podziemnych dla zwierzyny i pcha się ona na jezdnie).

Ale wróćmy do wykopków - na pierwszy ogień (choć ten pierwszy to w zasadzie były poprzednie chryzantemy) rzucę moją przygodę ze zwinką.  Zwinka stara, doświadczona (ogon straciła na nauce, jak inni zęby i/lub wątrobę), agresywna. Aura dopadła ją na placu zabaw. Chłopcy szaleli na huśtawkach (mamy plac zabaw pod nosem, ale na Piaskowce jest nieco inna fauna i flora niż u nas więc zarządziłem wycieczkę właśnie tam). Tata dozorował to wszystko z cienia a Aura dozorowała nas. Nagle rozpoczęła intensywne ujadanie - takie wiecie skrzyżowanie wściekłości z ciekawością i rozpaczy z radością - psy to umieją ludzie nie, no może niektóre osoby znane z mediów podczas nagonek na inne osoby.

W każdym razie wiedziałem że coś ma, coś czego zjeść nie może, lub nie chce (bo jak je to się nie chwali), ale coś co jest z całą pewnością ciekawe także dla mnie - liczyłem na jakiegoś większego owada. Tymczasem w stercie rozkopanej nosem Aury liści wojowniczo rozwarła paszczę jaszczurka! Normalnie Jurrasic Park na żywo. Aura należy do psów z natury wojowniczych w stylu Papkinowskim, więc poza prezentacją postawy "silny w gębie" powstrzymała się od innych akcji. Chcąc jednak ochronić biednego gada przed dalszym stresem, kazałem Aurze "stulić dziób" a samego gada chciałem przenieść poza teren placu zabaw. A tu nagle - w Zwince obudziły się geny Tyrrano Zaura i...


Zostałem brutalnie oraz bezpardonowo zaatakowany!

A zwierzę szarpało się usiłując odgryźć mi palec!

Dobrze że aparat miałem z zanadrzu, bo stracił bym szansę upamiętnienia przygody, tymczasem Aura oddaliła się, pewnie przekonana że teraz ja (jako dominujący samiec), sam zjem nagonioną przez nią zdobycz. Nie zjadłem, ale nie chcąc sprawiać psu zawodu, powiedziałem jej że zjadłem ;-).

środa, 31 grudnia 2014

Przekora

Za oknami zima - ścisnęło - w Bieszczadach ponoć w okolice dwudziestki poniżej zera - u nas najniżej to dostrzegłem 14, ale mogło być zimniej. Aura w każdym razie do domu jeszcze iść nie chciała - nie demesticuje się powyżej 18 stopni poniżej punktu zamarzania wody i wybrała nocowanie w budzie -  z drugiej strony nie wywlekła na zewnątrz moich starych koszul, co znaczy że musiało być poniżej dziesięciu na minusie.

Generalnie mróz trzyma - choć słoneczko piękne, przejrzyste.

No to tak z przekory - niech stanie się CIEPŁO!!!!!




Pszczoła miodna na chryzantemie - chryzantemy rosną sobie w moim ogrodzie, przesiedlone tu z opuszczonych ogródków działkowych, zaaklimatyzowały się i odpłacają za ratunek (niedługo po przesiedleniu na ten teren wkroczył deweloper i jego sługus budowlaniec z banda pomagierów w drelichach - po czym zrobili porządek... czyli wydarli wszystko do gołej ziemi...

No to niech Wam ciepło będzie. w oczekiwaniu na wiosnę.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Szczęśliwego Nowego Roku


ss
s    s
      s            ssss X
s             
s         
s
BO
BOM
BOMBOWEGO
SYLWESTRA i NOWEGO ROKU
KARNAWAŁU i RESZTY MIESIĘCY
POPIJAWY BEZ GLĄTWY i NICZYJEJ KLĄTWY
PIENIĘDZY i ZDROWIA BEZ KARETKI POGOTOWIA
DOBREJ DIETY, DUŻO RUCHU i  MOCNEGO W PIERSIACH 
CHUCHU. OBSERWACJI; PTACTWA, GADÓW,  PŁAZÓW 
TUDZIEŻ SSAKÓW, MNÓSTWA ROŚLIN, GRZYBÓW, 
ŚLUZOROŚLI I NA DRZEWACH NAROSŁOŚCI.
ZDJĘĆ UDANYCH, W SAM RAZ SŁOŃCA,
SPRZĘTU ,  CZASU  I  MIESIĄCA. ŻEBY
ŻEBY OPRACOWAĆ ZDJĘCIA, TEKST 
NAPISAĆ      BEZ       ZADĘCIA.
   TEGO ŻYCZĘ WSZYSTKIM 
WAM ORAZ TAKŻE 
SOBIE
SAM.


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Bożo Narodzeniowo

*

Wszystkim
Wszystkim sympatykom

miłośnikom, gościom i obserwatorom tego bloga

Wszystkim moim rozmówcom,

dyskutantom, a zwłaszcza tym z którymi toczyłem zażarte spory

Wszystkim których blogi odwiedziłem

wpisy skomentowałem, komentarze skrytykowałem (albo pochwaliłem - bo i tak bywa)

Wszystkim blogerom, komentatorom i użytkownikom

Którzy tworzą internet, sieć która nigdy nie śpi, sieć ważniejszą niż wszystkie kable i bity razem wzięte

Absolutnie wszystkim
na całym świecie
nawet hakerom z Chin
nawet twórcom
wirusów i robali
życzę z całego serca





Szczęśliwych, spokojnych, bezpiecznych i radosnych
Świąt Bożego Narodzenia
Przeżytych z Bożym Błogosławieństwem w gronie rodziny i przyjaciół

piątek, 5 grudnia 2014

smugi

letni dzionek, słoneczko, strumyk Strusinką zwany (powinna być struzinka - bo od strugi, ale tu niech się Bralczyk wypowiada, skąd w języku polskim dziwaczne takie "strusiowanie"). Dziś spokojny, czyściutki, ale bywa że jak na "Marcinkę" nawałnica spadnie to ta rzeczynka niepozorna zalewa okoliczne domy - trzeba byc durnym deweloperem by na terenach potencjalnie zalewowych domy budować, trzeba być jeszcze większym by od dewelopera takie coś kupić - w każdym razie w szeregu stoi tu domków kilka z tego... tylko jeden zamieszkały.  Ale mniejsza o Strusinkę.     Zasadniczo jest ona rowem odwadniającym północno wschodnie strony Góry św. Marcina i przez lata specjalnie w niej życia roślinnego nie widziałem. Aż roku pewnego...
I tak od lat trzech - pewnie kaczki przyniosły i się roślince spodobało. na swoje potrzeby nazywam ją rzęślą - ale marine botanik ze mnie marny, więc mogę się mylić. A obok nitki wodorostów, także nie do nazwania, bez specjalistycznej wiedzy.Razem całkiem ładny, dynamiczny obraz.




Teraz już zostały resztki, a może po ostatnich przymrozkach, zgoła nic... ale wiosną znów rozleją się jasnozielonymi kępami w nurcie strumienia.


czwartek, 20 listopada 2014

Kątnik domokrążca

Pająki coraz silniej się synantropizują, bo zsynurabinizowały się już dawno (strach się bać, bo następna w kolejce jest... antropomorfizacja ;-) ). Tegoż lata mendia straszyły nas, horrorem we Francji czyli arachnoinwazją wielkich kątników.
Kątniki a zwłaszcza samce faktycznie są spore. Jest ich zresztą kilka gatunków i jak wskazuje choćby nazwa Kątnik domowy (Tegenaria domestica) są z człowiekiem związane od dawna. Jedyny problem w tym że teraz stały się bardziej widoczne, prawdopodobnie w grę wchodzi przyspieszony proces synantropizacji Kątnika olbrzymiego (Tegenaria duellica). Podejrzewam iż gatunek który dawniej krył się przed ludzkim wzrokiem, obecnie stał się na tyle liczny, że podejmuje ryzykowne migracje w celu znalezienia sobie siedzib.
Potrzeb kątniki wielkich nie mają. wystarczy gdzieś w kącie (jak sama nazwa wskazuje) pękniecie, jakaś szczelina, cokolwiek co można zaadaptować na norkę i zrobić tam sieć w kształcie lejka - kątniki to rodzina lejkowcowatych w końcu. generalnie nieszkodliwy, chociaż niekoniecznie wzbudzający zachwyt urodą szczękoczułkowiec. W okolice człowieka zwabia je zarówno duża ilość miejsc "zamieszkania" jak i obfitość łupu, wynikła z naszego sposobu bycia (nie oszukujmy się człowiek i świnie to najbardziej brudzące gatunki na ziemi - tyle że człowiek bardziej).

W Polsce także są rodzajem powszechnym i pospolitym, tyle że rzadko widywanym ze względu na skryty tryb życia. Ale ostatnio i u nas zaczęły nawiedzać domostwa spokojnych obywateli.

Choćby ten.
Zawędrował mi do kuchni (pewnie z ogrodu, przez drzwi od tarasu) i stał ogłupiały nie wiedząc co ma zrobić dalej. Rodzinka też stała i patrzyła nań nie wiedząc co ma zrobić - znaczy najchętniej by go wyrzucili (Marzenka rozdeptała... ale to typowy przejaw kobiecej łagodności). Na to wszystko nadszedł tata, czyli ja. Zobaczyłem, zaskoczyłem, zadziałałem - poszedłem po najważniejszy sprzęt... aparat.  Kątnik w tym czasie dał nura pod ławę kuchenną, nie lubi drań eksponowanych pozycji... na premiera się nie nadaje... ale dalej nie wiedział co ze sobą począć. Tu dopadła go moja migawka, a potem on dopadł migawkę, wbiegając na obiektyw.

Mogłem jak inteligentni Francuzi zadzwonić po straż pożarną, ale wybrałem zwykła, głupią, polską improwizację.  Z gazety szybko utworzyłem coś na kształt koperty, pająk wszedł tam prawie bez konieczności stosowania przymusu bezpośredniego (daleko mi do poczucia obowiązku służbowego charakterystycznego dla policjantów okładających pałami posła Wiplera), a następnie zaniosłem go do... garażu. Na polu szaruga (nie mylić z Jaracką), wiatry, mżawka - no jak tu nie mieć serca dla pająka? A w garażu, temperatura w sam raz, papu pod dostatkiem (zwłaszcza jak "polubi" kuzynów stawonogów z rodziny stonóg). Ja mu nie wróg - chce się synantropić, niech się synantropi - tylko od antropomorfizmu wara!

czwartek, 13 listopada 2014

Duch lasu

Nie znacie Go? Znacie, chyba każdy kto po lesie chodzi go zna... czasem pacnie gałązka po policzku, czasem ostrężyną po łydce przeciągnie, niekiedy mokrą pajęczynę na rozgrzanym karku położy. Ot złośnik taki i ladaco, ale sympatyczny i uczynny. Grzyba pomoże znaleźć, na ścieżkę powrócić, czasami pomoc przyprowadzi.

A ja spotkałem go osobiście - teraz, niedawno, jesienną już porą.
Nie wierzycie?
To popatrzcie sami - bez kitów, żadnej fotomanipulacji, układanek czy kolaży


...

poniedziałek, 3 listopada 2014

Achtung Idioten!!!

Jakiś czas temu za subskrybowałem newsletter Poradnika Ogrodniczego, całkiem przyzwoity serwis, sporo aktualnych porad i przypomnień. Dzięki nim np. róże w naszym ogrodzie mają się dobrze, bo w porę powiadomili o pladze grzybów i o tym jak je przycinać i kiedy okrywać. Ogólnie serwis wart polecenia dla każdego z ogródkiem lub choćby tylko balkonem.

Ostatnio otrzymałem pakiecik reklam a w nim curiozum. Oto ono
 
Zestaw min przeciw zwierzęcych zwany kretołapem 
Działa to w ten sposób, że montuje się kretowi w kretówce petardę z czujnikami, po jakimś czasie kret wraca w to samo miejsce i wtedy zwiera kable, petarda wybucha a zwierzak przenosi się do krainy wiecznego rycia, gdzie pędraki nigdy się nie kończą, a ziemia jest lekka...

Kret to miłe i pożyteczne zwierze, objęte ochroną częściową, czyli w zależności od tego gdzie się pojawi i tak np. w ogrodach, na boiskach czy wałach przeciwpowodziowych już chroniony nie jest. Wały jeszcze rozumiem, aczkolwiek nic nie stoi na przeszkodzie by budować je w sposób "kretoodporny", boiska to także już głównie utwardzona płyta, kryta darnią lub sztuczną nawierzchnią, więc problem w zasadzie rozwiązał się sam. Gorzej z ogrodami.
W ogródkach, czy na działkach kret uznany jest za szkodnika i tępiony bez litości. Ponieważ jednak nie umiem sobie wyobrazić człowieka inteligentnego który nie zdaje sobie sprawy że kret w szkodę nie wchodzi mu na złość tylko wiedziony instynktem, zatem trzeba być idiotą by niewinnego zwierzaka zabijać, skoro wystarczy go przepłoszyć, lub tak urządzić ogród aby mu tam wygodnie nie było i się nie zadomawiał (jak u mnie).

W związku z powyższym wyrażam szczerą nadzieję że przynajmniej kilku idiotów którzy to kupią straci przy okazji montażu lub zabawy palce tudzież oczy, a firma produkująca to draństwo skończy w sądzie z wielomilionowymi odszkodowaniami!   

piątek, 17 października 2014

Seks jesienny

Kto powiedział że porą swadźby jest wiosna? To w lecie już tylko niedobitki a jesienią nikt zgoła? Ej coś się tym poetom pomieszało, wiosna wiosną, fajnie jest, słoneczko świeci... ale żeby z niej od razu czas rui i porubstwa robić?

No bo weźmy takie szablaki zwane późnymi z racji tej że gody sobie dopiero we wrześniu i październiku urządzają.

 Szablak podobny, szablak późny (Sympetrum striolatum)

Samczyk z czerwonym "końcem", samiczka taka bardziej "perełkowa" na "podbrzuszu" ;-) 



Wracałem akurat z marszu do Skrzyszowa na nowo powstająca zaporę (opiszę) i przechodziłem wzdłuż obwodnicy gdy nad rowami odprowadzającymi wodę z okolic trasy zobaczyłem uganiające się za sobą i ze sobą ważki.  Zdjęcia marne, ale na dużym zoomie robione poprzez rów z wodą, a ręce zmęczone po dwudziestu kilometrach pracy z kijkami. No ale z całej serii dwa są jakie takie i jedno nawet nie do końca zepsute. 

Szablaki zachowywały się wręcz podręcznikowo. Jako gatunek pionierski skolonizowały okolice gdzie wcześniej ważek nie spotykałem, wybierając antropogeniczne zbiorniki i cieki wodne (znaczy infrastrukturę odwadniającą obwodnicy). Ważki składają jaja zaraz po zapłodnieniu, zapewne szablaki późne robią to na trawie, gdyż nie zaobserwowałem by w czasie kopulacji którakolwiek z par dotykała wody.
Ciekawostką jest poliandria samic - co prawda kopuluje na raz wyłacznie z pojedynczym partnerem, nie mniej jednak drugi już czeka na swoja kolej, kręcąc się w pobliżu. 

Gatunek ustalony dzięki specom z entomo forum   

środa, 15 października 2014

Opieńka gignat?

Nie ma opieniek gigantów!
No nie ma i juz, sa mniejsze lub większe, ale wszystkie raczej małe niż duże a o gigantycznych to nikomu się nie śniło - no może zakręconym grzybiarzom...

Tymczasem...


Oprowadzałem klasę mojego syna Miłosza po lesie na "Marcince", odwiedziliśmy nory borsucze i wiatrołomy o kiełbaski piekliśmy i trafiliśmy na takie oto grzyby... I co?
Opieńkowate jak nic, tylko ten rozmiar i łuski na trzonkach...

- Prose pana cy one som jadalne?

- Raczej nie są trujące, aczkolwiek nawet jeśli jadalne to smakować muszą jak kartka papieru, wić nie ma sensu się nimi zajadać...

- To nie zbieramy ich?

- nie, nie zbieramy, zostają tak jak są, lepiej żeby cieszyły oczy niż męczyły podniebienia i żołądki.

- to dobze...

I poszliśmy dalej.

A grzyby?


Łuskwiak nastroszony (Pholiota squarrosa (Vahl) P. Kumm.) 
mam zaszczyt przedstawić...


piątek, 3 października 2014

Duża żółta bania

Nie  - to nie będzie o dyni.

Nie lubię much - no nie lubię i koniec. Niesiołowskiego też nie lubię, niekoniecznie dlatego że się na muchach naukowo wyżywał. Generalnie mam je za paskudne szkodniki - takie miniarki - zepsują sto razy więcej niż zjedzą.Tym razem jednak chodzi o galasówkę. - Galasówkowate  to  rząd błonkoskrzydłych, atakują roślinę i tworzą sobie wewnątrz niej (lub na zewnątrz) taki swoisty habitat - galas (stąd nazwa). Galasy mogą być różne - ale ten należy do największych.

Wypatrzyłem go idąc z Aurą na spacero / wycieczkę gdzieś pośród zdziczałych wtórnie terenów opodal górki rozrządowej. W zasadzie wisiał nad ścieżką więc trudno było nie dostrzec.

Nawet nie trzeba było specjalnie długo szukać - te galasy są bardzo charakterystyczne i należą do muchówki  Jagodnicy dębianki.







A dorosły owad wygląda tak - posiłkuję się netem, bo w swoich zbiorach nie mam.


Cynips quercusfolii L