„Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro
”
papież Benedykt XVI

wtorek, 24 maja 2016

Po drodze

W zasadzie "łupy" przyrodnicze nie były celem mojego trekkingu - chciałem odwiedzić miejsce akcji 3 Most - tu relacja - zapraszam.
Ale przy okazji...

Zresztą w zasadzie wcale nie przy okazji - wychodząc na trekking, zakładam także obserwacje przyrodnicze - czasami jest ich mniej, czasami dominują - tym razem było kilka. Nie będe z tego robił osobnych materiałów. Ot pokażę co trafiłem:


 Na pierwszy strzał poszedł jakiś drapol - stawiam na błotniaka, ale...
Ale maniakalnie nurkował za drzewa, gdy tylko podnosiłem aparat, gdy luźno zwieszał się mi przez ramię a w rękach miałem kije - drapol kręcił "tuż obok" (nie dalej niż 50 metrów) ale jak tylko sięgałem poń... 
W efekcie cyknąłem tę fotkę na pełnym zoomie z odległości ponad stu metrów (może nawet bliżej dwustu). 
W każdym razie latał nad szuwarami i błotami.

A teraz wytężcie wzrok nim przewiniecie stronę w dół.
Widzicie ją?

 Nie widzicie?
to popatrzcie


Pliszka żółta, wolarka (Motacilla flava)


Też kilka razy zwiewała mi sprzed obiektywu, ale w końcu dała się przyłapać.
Pewnie tuszyła w nietykalność - w końcu była wiele metrów od skraju pola, na całkowicie otwartej przestrzeni i żaden drapieżnik nie mógł jej tam zaskoczyć. 

A potem zaczęły się wyrobiska pożwirowe a na nich...

  Mewie wyspy


 W pewnym momencie usłyszałem niesamowity harmider.


Myślałem że to wina Aury, którą mewy wzięły za lisa i głośno to obwieszczały... ale.

Ale w żaden sposób nie usiłowały jej szczuć - co nieraz już widziałem, poza tym wrzask rozlegał się nawet wtedy gdy była całkiem niewidoczna, a co najważniejsze - one wyraźnie były podekscytowane nie tym co dzieje się na brzegu,ale tym co dzieje się pośród nich... (analogie z partiokracjami nasuwają się same - nieważne zagrożenie z zewnątrz, ważne żeby sąsiadowi dokopać).

No ale może się mylę i nazbyt srogo je oceniam? 

A w końcu traf!!!!
Czaiłem na czajki długo - wyczytałem w lokalnej prasie że podobno są na łąkach na południe od "osiedla nauczycielskiego" jak dla mnie to 10 minut jazdy rowerem i zresztą często tam z Aurą na spacery się wypuszczamy - co prawda czajek tram nie widziałem ale... w końcu prasa nie kłamie prawda? 
No ale nie było ich tam. 
Sąna ... czajkach - to takie wielkie doły w ziemi, w których Zakłady Azotowe składują np popioły z elektrociepłowni (hydro odpopielanie),albo wapno pokarbidowe itp. Generalnie teren znany mi z dzieciństwa - problem w tym że obecnie jest monitorowany. 
już myślałem że kolejny sezon zejdzie mi bez czajek ale nagle...


Czajka zwyczajna, czajka, czajka pospolita[3] (Vanellus vanellus)

 I w locie...

Dziwicie się jeszcze że starożytni budowali Tyche świątynie?

Kilkadziesiąt metrów dalej...


 Szczygieł (Carduelis carduelis)


A w zasadzie całe ich stadko - to towarzyskie ptaki, tyle że tylko jeden miał"parcie na szkło" reszta wyraźnie od kariery celebryckiej stroniła ;-)  

Na koniec coś dla botaników.


Kokoryczka wielokwiatowa Polygonatum multiflorum
Tyle że z racji półmroku panującego w tej części lasu musiałem błysnąć lampą i cokolwiek przepalone wyszło. Próbowałem też bez lampy, ale wyszły ciemne i mało czytelne.

I to w ów dzień było na tyle. 
Do następnego razu. 

czwartek, 19 maja 2016

Morwa

Kto widział jak kwitnie morwa? Ale tak z ręką na serduszku, kto widział to w realu nie na zdjęciach?

Bo ja po raz pierwszy zwróciłem na to uwagę, zresztą pod wpływem Pani Lucynki z pracy, gdyż morwa rośnie opodal naszego przystanku powrotnego. W sumie wcześniej się drzewkiem jako takim nie interesowałem - jedwabnikiem nie jestem, nawet skarpet uczciwie zacerować nie umiem, a co dopiero kokon ukręcić, do ogrodu też mi nie pasi bo za wielkie... no to tak co dzień przechodziłem obok bez większego zainteresowania.

Aże razu pewnego, patrzę a otóż Pani Lucynka  z zainteresowaniem wpatruje się w drzewo, za gałązki łapie a Czesław (kolega - 2 metry wzrostu i tylko dlatego nie został "pudzianem" że już omc emeryt więc gdy był młody to o strongmenach nikt w naszej części Europy nie słyszał) jej pomaga, z troską starając się nagiąć gałązkę bez urywania konaru. Rzecz jasna nie mogłem przejść obojętnie, zatem wywiązała się dyskusja że morwa kwitnie, tylko czy już przekwitła, czy dopiero zacznie... no a ja nic na ten temat nie wiem... cokolwiek moja ambicja została podeptana.

Zaraz zatem zasiadłem przy tablecie i nuże sprawdzać, wertować, oglądać, surfować, wodzić palcami w te i we wte... W efekcie wiem już teraz 300% więcej niż wiedziałem jeszcze kilka dni temu - bo wtedy wiedziałem tylko że jest, że jedzą jedwabniki i że morwa biała ma jadalne owoce, ale że rośnie tuż przy ruchliwej ulicy to ich nie kosztowałem.

Potem już tylko codzienne obserwacje i w końcu decyzja - dziś zabieram aparat do pracy i jadę na rowerze, żeby mnie autobus nie obligował (w sumie to i tak bym na rowerze pojechał, ale niech będzie ze to poświęcenie dla dobra nauki ;-) ) Wszystko po to aby sfotografować owe kwiaty.
A propos kwiatów...
widzieliście?
No to popatrzcie.

 Małe toto liche i w zasadzie nie tyle łatwo nie zwrócić uwagi co wręcz trudno uwagę tym sobie zaprzątnąć!  


Morwa biała (Morus alba L.)
 Kwiatostan

Kwiatostan w zbliżeniu...

reszta niech będzie milczeniem... ;-)

niedziela, 1 maja 2016

Rzadkie, małe nawet polskiej nazwy nie mają...

Dziś o grzybie i chrząszczyku. W przypadku tego drugiego to nawet nie wiem czy taki rzadki, czy to aby nie kwestia maleńkich jego rozmiarów, w każdym razie notowany jest nieczęsto. za to grzybek jak już się pojawi to od razu w imponujących koloniach i całkiem słusznych rozmiarów - tyle że rzadko się pojawia.

Zacznijmy od chrząszcza.


Lamprobyrrhulus nitidus
 
 Na stronie "Mapa bioróżnorodności" łatwo dostrzec jak rzadko był spotykany. I w tym właśnie sęk - bo w/g ciotyldy Wiki ma on 3,5 mm - na moje oko miał góra 2 ale raczej bliżej 1,5 mm - z tym że jak policzyć od czółka do stópki i to jeszcze rozciągniętego na entomologicznym odpowiedniku łoża madejowego to faktycznie te 3 mm z haczykiem by wyszło...
Tak czy siak drobiazg niewielki i jak ktoś nie siedzi z nosem w piachu to go nie wypatrzy - mi trafił pod obiektyw tylko dlatego że mam jasne ogrodzenie i akurat docinałem trawę tam gdzie ani kosiarką ani podkaszarką dotrzeć się nie udało.

 A że kolo jest z otrupkowatych (Byrrhidae) - to jak tylko dotknąłem go źdźbłem aby mu zrobić zdjęcie od twarzowej strony (bo się dupą wykręcał), podwinął nóżki, runął z obmurówki pośród trawę, zmieszaną z mulczem tudzież całokształtem tego co glebę stanowi i ... tylem go widział...

Serdeczne podziękowania dla Anety z Forum Entomo za oznaczenie 

 
Grzyba za to widziałem po wielokroć - wyrósł na sosnowej alejce która co dzień prowadzi mnie do pracy.  

 To zresztą jeden z przyczynków do trafnej identyfikacji - te grzyby lubią tereny piaszczyste i sośninę - czyli dokładnie to co im przygotowano wycinając topole, a sadząc na ich miejscu Sosny, zaś teren równając pospółą, głównie piaszczystą zresztą.

 Helvella leucomelaena

 Z rodziny piestrzycowatych - czyli piestrzyca - ale jak powiem piestrzyca to każdy będzie miał przed oczyma  piestrzenicę np. kasztanowatą albo olbrzymią (uznana za jadalną, aczkolwiek mogącą otruć - kwestia szczęścia i wątroby ;-P ).


O nawet teraz jak to piszę - to piestrzycę mi podkreśla a piestrzenicę nie... 

Ps. grzyb niejadalny, ciekawe czy znalazł by zastosowanie np jako kieliszek podczas konsumpcji napoju którego spożywanie w miejscach publicznych jest srodze zakazane?

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Niemy a "drze ryja"

W zasadzie żadnej pewności że to niemy nie mam - równie dobrze może być krzykliwy, (wnioskuję po dziobie i zadartym ogonku). Zatem Byłby to Cygnus cygnus , a nie Cygnus olor? Bo Karol Linneusz pierwszego właśnie opisał krzykliwego - dlatego "chodzi" jako ten "właściwy" a dopiero niemy musiał być dookreślony drugim członem nazwy. Tyle że to panakarolowe problemy, bo moim nadal pozostaje czy to niemy czy krzykliwy? Ja stawiam na niemego, a jak się mylę to ktoś to na pewno w komentarzach wytknie i będzie okazja do poprawy.





                



Teraz drugi problem. Nie mam mikrofonu kierunkowego, (sorry nie jestem kelnerem) a moja "hybryda" co prawda dźwięk całkiem nieźle zbiera ale za to cały - a ponieważ na wiosnę, przy słonecznym, ciepłym dniu, powietrze wibruje świergotem, podmuchami wiatru, bzyczeniem i tym wszystkim czym powietrze na wiosnę wibrować powinno, tedy na moim nagraniu to wszystko jest i żeby usłyszeć łabędzia trzeba się wsłuchać... bardzo trzeba się wsłuchać.  A wtedy słychać coś co jest miksem wroniego krakania z dźwiękiem trąbki montowanej przy dziecięcych rowerkach. W zasadzie jedyna porada która ma - jak otwiera dziób to się drze i wtedy trzeba nasłuchiwać ;-).

Miłego słuchania ;-)  

piątek, 15 kwietnia 2016

Przypadek i przeznaczenie - rozważania sprowokowane.

Nie tak dawno czytałem świetny skądinąd tekst Wojciecha Gotkiewicza "Krótka opowiastka o szczęściu, przypadku, wiedzy i doświadczeniu." Na jego blogu rzecz jasna.
oczywiście pojawiła się dyskusja, na ile szczęście na ile znak, na ile przypadek na ile...no właśnie co?

Wyznawców przeznaczenia mamy mnóstwo. Zapewne znacie wielu takich powtarzających "tak miało być", albo 'co komu pisane..." itp. Są to klasyczni fataliści, współczesna psychologia także mówi o osobowościach fatalistycznych. Ale to nie jedyni wyznawcy przeznaczenia.




Wyznawcami przeznaczenia są także naukowcy . Naukowy fatalista to wcale nie fatalista, tylko determinista! Determinista twierdzi, że jakby zbudować potężny komputer i temuż komputerowi załadować wszystkie stany atomowe od początku wszechświata, i wszystkie momenty pędu, to spokojnie da się przewidzieć wszystkie wynikające z tego faktu zdarzenia - powstanie galaktyk, gwiazd, planet, życia, człowieka i tego że jeden z przedstawicieli tego gatunku właśnie w tej chwili pisze "w tej chwili"...
A także wszystkie zdarzenia które nadejdą w przyszłości...

 
Ale to i tak nie wszyscy zwolennicy przeznaczenia - są jeszcze wyznawcy religijni, i powiem szczerze tych boję się najbardziej. To wierzący w predestynację, tekst typu "Bóg tak chciał", zawsze powoduje u mnie mało przyjemne ciary po plecach.   Powiedzmy sobie szczerze - nauka w stylu "Bóg stworzył cię dobrym człowiekiem, i dlatego obdarzył cię łaską, i dał ci zamożność i dobre zdrowie i w ogóle obsypał cie łaskami, a tamten to zły człowiek i jak ma przeje...ne ziemi tako i na tamtym świecie" Całkiem do mnie nie przemawia i pewnie gdybym wychował się w kraju protestanckim to był bym dziś gdzieś "w stajni" Dawkinsa". 
 
  z wiki
  
Czy zatem nie ma alternatywy?
Owszem jest, ale nie tak dobrze nazwana - owszem w nauce mamy indeterministów, czyli ludzi wskazujących na niemożliwość przewidzenia przyszłości z różnych zresztą powodów. Od wskazywania na zbytnią złożoność procesów (probabilizm łagodny), Poprzez wskazywanie na fakt iż nie ma możliwości dokładnego opisania zachodzących procesów ze względu na niedokładność urządzeń i skal-pomiarowych, bo nawet jednostki takie jak angstrem są zbyt wielki by precyzyjnie wymierzyć choćby świat bozonów, (to probabiliści zwykli). ale mamy jeszcze osoby osoby wierzące że "Bóg jednak gra w kości"



To probabiliści ekstremalni czyli fizycy kwantowi. I to oni ostatnio dowiedli że zjawiska kwantowe związane z tunelowaniem zachodzą nie tylko w ekstremalnych energiach lub ekstremalnie małych skalach ale że "Egzotyczne efekty kwantowe mogą rządzić chemią wokół nas"! A przeczytany artykuł zdeterminował ( ;-) ) mnie do napisania tej notki.

Ale jak nazwać tych którzy w przeznaczenie nie wierzą? Indeterminiści? Brzmi fajnie ale czy oddaje istotę rzeczy? 
No dobrze ale co z przygodą Wojciecha? A tego to nie wiem. Kwantów zapytajcie - pewnie któreś przetunalowałały jakoś tak że zadziałały na lisa, quadziarza, Wojciecha i czas - aby znaleźli się dwa razy we wspólnym punkcie czasoprzestrzeni.
A może to jednak znak? 

środa, 6 kwietnia 2016

Amplexus - ślepa uliczka ewolucji

Że odruch chwytania samicy, podczas, w zasadzie jeszcze przed godami, nawet z dala od zbiorników wodnych a czasem jeszcze pod śniegiem, się wykształcił w tym nic dziwnego nie ma. Taki seksualnie agresywny, zawłaszczający samiec miał zdecydowanie większe szanse na przekazanie swojej linii genetycznej w przyszłość, te które chciały nadal "grać fair" czyli zapładniać skrzek już złożony przez samice wkrótce znalazły się w mniejszości a potem ich geny zniknęły z populacji.

Jest to też świetny dowód na to iż ewolucja nie posługuje się pojęciem "dobra gatunku" a jedynie "dobro poszczególnej linii genetycznej". Czemu tak?
Ponieważ po pierwsze samice płazów bezogoniastych (i niektórych ogoniastych) nie mają praktycznie żadnego wpływy na dobór partnera, a po drugie na skutek aberracji w samczych odruchach, zdarzają się ampleksusy mnogie których samica często nie przeżywa - bynajmniej zresztą nie "umierając z rozkoszy" ale zwyczajnie uduszona w bezwarunkowych uściskach godujacych samców.

 (na zdjęciu ropucha szara z ropuchem szarym Bufo bufo - to że ma ona wyraz twarzy całkiem jak moja ciotka, jest absolutnie podobieństwem przypadkowym)

Kolejny powód dla którego amplexus bynajmniej gatunkowi nie służy, to łatwość z jaką partnerzy stają się żerem dla drapieżników. Samiec nie może puścić uścisku nawet gdyby chciał, samica nie może go z siebie zrzucić, ucieczka w "stanie zespolonym" jest cokolwiek utrudniona... Problemu nie było w karbonie (359-299 milionów lat nazad), wtedy to płazy dominowały, ale ich czas się skończył a bezsensowny sztywny odruch pozostał...
 
Amplexus to także udręka samców, wiedzione zakodowanym instynktem potrafią szczepić się z kamieniem, palcem badacza (swojego nie podkładałem, aż takim miłośnikiem zwierząt nie jestem), samicami innych gatunków a nawet... rybami! Czysty obłęd - wyobraźmy sobie mężczyzn wiedzionych prokreacyjnym szałem, usiłujących kopulować z dziurkami od kluczy, szczelinami w płotach czy... otworami wrzutowymi w mikserach... brrr.


Przykro pewne rzeczy mówić, a wyznawczynie "języka równościowego" itp. szaleństw wręcz uznały by to za agresję z mojej strony, ale prawda jest taka że płazy zabrnęły w swoich zachowaniach prokreacyjnych w ślepą uliczkę i jeśli ich populacja maleje, to także właśnie z tego powodu. Sądze że przetrwały do naszych czasów, nie dzięki swoim przystosowaniom, ale jedynie dzięki braku silniejszych presji środowiskowych (tak wiem to eko herezja - ale tak sprawę widzę - nie było silnych presji środowiskowych na płazy i dlatego wciąż jeszcze są pośród nas).

Ściskam Was mocno
Maciej  




piątek, 1 kwietnia 2016

Krótki film o wkręcaniu bliźnich

Witam mamy  prima aprilis i tradycja wymaga...
Post publikuję na obu moich blogach, wiec jak zobaczysz go tu, to tam możesz już spokojnie go olać, bo to ten sam filmik.
Powodzenia podczas oglądania i trzymam kciuki że uda Ci się dotrwać do końca.


środa, 23 marca 2016

Moje WIELKIE marzenie!

Nie, nie mam problemów z wielkością tego i owego, jak by kogoś interesowało...
Moje marzenie jest wielkie i dosłownie i w przenośni.

Co byście zrobili jak byście wygrali w lotto - nie nasze śmieszne dwa, trzy miliony ale taką amerykańską kumulację - kilkadziesiąt milionów i to dolarów?

No fajnie, daj Wam Panie Boże. Ale ja bym zainwestował w... kurs balonowy i ... budowę ... sterowca!
Tak sterowca.
To właśnie moje WIELKIE marzenie - wielkie jak to marzenie (bo marzenia zawsze są wielkie) i WIELKIE bo fizyki przeskoczyć się nie da i choć jestem miłośnikiem małych kobiet i rzeczy, to sterowiec zwyczajnie mały być nie może.

Co bym nim robił? Latał, a zarabiał bym na utrzymanie jego i siebie przewożąc ludzi i ładunki - zapewne niejeden był by gotów zapłacić srogi szmal za frajdę polatania czymś takim, a i dostarczanie czegoś w miejsce gdzie czym innym dotrzeć było by niełatwo, też nie jest myślę że pozwoliło by nieźle zarobić.

Ale się rozmarzyłem a wszystko to przez informację:
AIRLANDER 190 - miał swój pierwszy publiczny pokaz

Dla bardziej wnikliwych polecam jego stroną domową 

Zresztą popatrzcie sami;
dailimail
 
www.adelove.com
 

 


 
Pozostaje tylko wygrać i ... zbuduję własny, może nie taką hybrydę, ale zwyklejszy, napełniany helem, z panelami słonecznymi i membranami sterującymi wysokość, napędzany silnikami elektrycznymi. Ogólną koncepcję już mam ;-)



piątek, 18 marca 2016

Big Data

Wiecie co znaczy tytułowe pojęcie? Big Data - informatycy wiedzą, rzecz jasna nie tacy co umieją poskładać komputer i postawić "windę" na nowo, ale tacy co zajmują się przetwarzaniem informacji. Prawdziwi informatycy. Cóż zatem jest ona Big Data? -  to ogromne bazy danych, sięgające wszędzie i wiedzące o wszystkim, za pomocą odpowiednich algorytmów potrafiące wyśledzić każdego trolla na forach internetowych (styl pisania tak samo jak charakter pisma, jesz szaleniu trudny do świadomej kontroli), potrafiące odnaleźć człowieka, powiązania pomiędzy ludźmi, instytucjami, organizacjami... wszystkim - Big data to Pamięć Big Brother'a 



Ale współczesny wielki brat wcale nie musi patrzeć! sami mu podsuwamy siebie do oglądu, on tylko to rejestruje i w odpowiedniej chwili podejmuje odpowiednie wyszukiwanie za pomocą odpowiedniego algorytmu i ... może znaleźć każdego!

Nie wierzycie?
Zabawcie się!
Oto fajna gra internetowa, dostępna też na smartfony Akinator

Fajna gra, fajna zabawa... zazwyczaj zgaduje, zagiąłem go trzy razy na postaciach historycznych (Marek Aureliusz na ten przykład) a trzy razy zgarnąłem p;remie Golda, Platinum i Blacka (ponoć najwyższy, jak mi syn wytłumaczył, co zaskutkowało jakimś tam tysięcznym przypływem kredytów, które zresztą natychmiast wydał, no coś innego - równie wirtualnego....) Za Wojtka Cejrowskiego, Waldemara Łysiaka i Elżbietę Dzikowską (żeby dostać premię, Akinator musi odgadnąć, ale "po mękach", bo inaczej zakłada że celowo otrzymał złe odpowiedzi).
Sprawdźcie sami - fajne prawda?
No to teraz wyobraźcie sobie że ktokolwiek, ma dostęp do tego skryptu i baz danych... nadal fajne? Bo mi ciary chodzą po grzbiecie...
No to wyobraźcie sobie że co najmniej kilka instytucji na świecie ma tak ogromne bazy danych, że największa baza danych czyli Internet jest w sumie publicznie dostępny a skrypt takiego typu jak Akinator, ale wyszukujący np. osoby politycznie "niepewne" to już standard... a Policje wszystkich krajów korzystają z tego chętnie i namiętnie... robi się jakoś tak nieswojo... prawda.
Ale to nic.
Teraz sobie wyobraźcie że taki skrypt może mieć przestępca, terrorysta itp. i to bez większych kłopotów, wyobraźcie sobie że korzysta tylko z tego co jest zamieszczone w sieci i ... ma Was na widelcu!
Drętwo prawda?

Zagrajmy z Akinatorem, bezpieczniej od tego nie będzie, ale przynajmniej może na chwile zapomnimy, że Wielki Brat patrzy, wszystko wie, o wszystkim pamięta, niczego nie zapomina.

piątek, 11 marca 2016

Przemijająca płeć


Całkiem bez echa, przeszedł dzień mężczyzn, któż by tam pamiętał o 10 Marca? Co prawda u mojego młodszego młodego w szkole 8 marca dostali jakieś gadżeciki, ale tylko dlatego że nauczycielki silnie feminizują i sam Dzień Kobiet traktują jako wyraz męskiej dominacji,  seksizmu itp. Poza tym cicho.
Nie żebym się użalał, w końcu bycie mężczyzna to umiejętność nierozczulania się nad sobą, ale mimo wszystko to szalenie symptomatyczna sprawa.

W latach 80'ych ubiegłego stulecia na łamach Fantastyki pojawiło się szereg artykułów o tym jak to mężczyźni są uznani za płeć niepotrzebną i stopniowo ulegają atrofii a następnie całkiem zanikają. Autorzy wychodzili z różnych stanowisk, jedni z socjologii inni  byli bliżej darwinizmu ale konkluzje były w sumie zgodne - facet zrobił swoje facet może odejść...

Fantastyka... można by się żachnąć,  tyle że ta fantastyka czy to w formie literackiej, czy krytycznej lub popularnonaukowej całkiem trafnie umie opisać różne scenariusze przyszłości i co gorsza, wiele jej się sprawdza.

Czy zatem już niedługo mężczyzn będzie można oglądać w rezerwatach lub na zdjęciach i jaklo wypchane manekiny w zakurzonych salach muzealnych? Wiele wskazuje że... tak!

Zanikamy, spada poziom naszego testosteronu głównie za sprawą niemęskiego stylu życia, który wszak prowadzimy ze względu na... kobiety! Tak drogie panie, doceńcie to. Zbudowaliśmy świat, bezpieczny, wygodny i przyjazny. Świat w którym bycie kobietą nie stanowi już powodu do łez, z opieką medyczną, socjalnym zabezpieczeniem i... windami (tak windami - feminizm bowiem kończy się tam gdzie trzeba wnieść lodówkę na piąte piętro - no ale od czego są windy?). Tylko że ten świat jest dla nas zabójczy, jesteśmy jak pierwsze organizmy żywe na Ziemi, to im Ziemia zawdzięcza że w atmosferze pojawił się wolny tlen i umożliwił bujny rozwój świata który dziś znamy, ale tenże tlen okazał się dla tamtego pierwotnego życia... bezwzględnym mordercą! 
Kobieta nie potrzebuje już mężczyzny żeby dla niej polował, prowadził wojnę czy karczował lasy itp, część tych prac stała się zbyteczna, część już została wykonana. "murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść"... tylko że nie ma dokąd...

Męskość jest zabijana stresem w pracy, gdy nie można z racji społecznych załatwić sprawy w sposób najbardziej męski czyli prostym podbródkowym, gdy trzeba prowadzić grę pozorów, gdy wymaga się od nas opieki nad dziećmi ale stale wmawia iż brak nam "kompetencji społecznych" itd.

Testosteron, ten o którym śpiewała Kajah w fajnej choć kłamliwej piosence oskarżając go o wszystko złe na tym swiecie, jest całkowicie bezbronny w starciu z estrogenami w otaczającym środowisku. A są wszędzie, w produkowanej na masową skalę żywności (żeby kobiety nie były głodne) czy, w kosmetykach (żeby kobiety miały dobre samopoczucie).  Niewieściejemy.  

Nie wierzycie?
Poczytajcie w lutowym numerze Wiedzy i Życia Wywiad z dr n. med. Ewą Kempisty-Jeznach
Zwłaszcza wzruszające jest zdanie: "To zatrważające, ale mam wrażenie, że gatunek męski jest na wyginięciu."

No tak, ale przecież jest jeszcze seks i prokreacja...
Co do seksu, to powiedzmy sobie szczerze - 99% kobiet spokojnie sobie bez niego poradzi, w razie czego mając do dyspozycji (wymyślone przez mężczyzn) wibratory, lub posiłkując się objęciami innych kobiet, zresztą od czego są tabletki (tak, tak SF także i to przewidziała)
A prokreacja?
No właśnie... Otóż już uzyskuje się samce myszy bez chromosomu Y , samo w sobie to betka, ale... mamy oto otwarte drzwi do sztucznej produkcji istot ludzkich które w pierwszym etapie będą samcami ale bez Y, a w kolejnych... no.. wcale nie będą samcami, tylko samicami produkującymi spermatydy...

(zalinkowane z portalu PCh24)

Pora się zbierać...

środa, 9 marca 2016

kwieci się

Świat nam się kwieci dookoła, nieśmiało, niemrawo ale jednak stale i uparcie. w zasadzie to zaczął już jakiś czas temu, u mnie będzie ze dwa tygodnie ale ta wiosenna niewiosenność, czy przedwiośnie zimopodobne nie sprzyjają wybuchowi kwiecia jaki mogliśmy (przynajmniej tu na południu kraju) obserwować zazwyczaj.

Głównie zresztą kwitną kwiaty w ogrodach ale... no właśnie gdybym nie spotkał w lesie to bym nie pisał tego postu, ale skoro spotkałem i to w sumie nie mało, więc sobie nie odmówię radości.

 Śnieżyczka przebiśnieg (Galanthus nivalis L.) oraz  
Krokus Okazały fioletowy Crocus speciosus 

 Szafran zółtokwiatowy, szafran żółty, krokus żółty, k. złocisty, (Crocus flavus West.)

 Wawrzynek wilczełyko (Daphne mezereum)

bark mi w ogrodzie kwiatu który powinien zwać się oksymoronem
kwiat ten to oczywiście zimowit wiosenny..
chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego oksymoron
pozostaje zagadką dlaczego wciąż u mnie nie rośnie... i sam na nie nie znam odpowiedzi... 

A teraz zagwozdka
Bo ze mamy przed sobą kokorycze wątpliwości nie mam, znaczy nie miałem póki nie starałem, się określić co to za gatunek. 
Wypatrzone w lasach Wału Rychwałdzkiego podczas  rajdu na cmentarz 171 (Legionistów)
 
 Problemem są te piłkowane liście, aczkolwiek nie mogę wykluczyć że to liście wczesnowiosenne albo wręcz zimujące w jakimś zakamuflowanym stadium, które potem znikną albo nabiorą ogłady i zaokrąglą się.
W sumie to mi głupio, bo q końcu kto jak kto, ale facet co pałęta się po lasach, bezdrożach ze szczególnym uwzględnieniem paryj no... powinien to wiedzieć... a nie wie...

 A tu takie białe ledwie co...

I bardziej rozkwitłe okazy - w sumie cały łan kokoryczy (?)

Tak więc oficja;lnie ogłaszam wkroczenie wiosny do beskidzkich lasów.

piątek, 4 marca 2016

Podchwytliwe pytania

Miałem pisać całkiem o czym innym ale...

Wiecie jaki jest najprostszy sposób by udowodnić komuś że jest "głupim nieukiem", "durną pałą" i do tego "nawet do kopania rowów się nie nadaje"? Zadać mu podchwytliwe pytanie! Banalnie proste... prostackie rzec by należało.
A jednak z uporem stosowane przez różnej maści "edukatorów" od ... od zawsze chyba bo tego typu indywidua pośród nas są od zawsze...

Pamiętam test teoretyczny na prawo jazdy i pytanie będące jeszcze spadkiem po epoce wczesnego Gomułki, gdy prywatnych samochodów praktycznie nie było, a kierowca był potencjalnym rekrutem i jako taki musiał znać się na tym na czym wcale znać się nie musiał.
Pytanie brzmiało:
Co należy zrobić jeśli w samochodzie zapali się kontrolka oleju?
a - kontynuować jazdę bez zatrzymywania się
b - kontynuować jazdę tylko do najbliżej stacji obsługi
c - natychmiast zatrzymać pojazd

Rzecz jasna jedyna słuszna odpowiedź to c.... ale będąc już szczęśliwym posiadaczem papierka ze zdjęciem które poświadczało że umiem prowadzić samochody, oraz mniej szczęśliwym posiadaczem Malucha o dumnym imieniu "Kaszlak", cały czas jeździłem z palącą się kontrolką ciśnienia oleju olewając zarówno ją jak i kretynów takie pytania układających.

Nie wiem jak dziś, ale z denuncjacji prasowych wynika że jeszcze głupiej - ilość wypadków zdaje się potwierdzać moje podejrzenia iż cały aparat szkolenia kierowców od poziomu posła głosującego poprawki kodeksu drogowego, poprzez tych bałwanów co układają pytania na egzaminatorach kończąc to bardzo niebezpieczna banda...

No ale miało być o szkole a zadywagowałem się w paryje nauki jazdy.

Otóż mój syn, gimnazjalista (niech szlak trafi twórców i obrońców) ma zaszczyt uczyć się z podręczników przygotowanych przez MENdę jako darmowe. Ich poziom jest różny, ale średnia wypada miernie. My uczyliśmy się akurat chemii - mają mieć sprawdzian. Rzecz jasna pytania są w podręczniku i to w oparciu o nie ma być sprawdzian, co przekonuje mnie do tezy iż iż cały system edukacyjny to produkcja nisko kwalifikowanej siły roboczej na potrzeby rynków pracy Europy Zachodniej.

A tam pytania typu: Czy "O" to wzór chemiczny tlenu? 
I mnie krew omal nie zalała - nie! "O" to nie wzór a symbol! - tylko po jaką cholerę takie pytania zadawać?
O czym świadczy prawidłowa odpowiedź, że uczeń nadaje się na uczestnika idiotele i może wysyłać już SMSy z odpowiedziami na inne, równie głębokie i wymagające wiedzy pytania? A nieprawidłowa odpowiedź, o czym nam mówi, że uczeń nie wie, czy że dał się podejść, bo zbyt zaufał nauczycielowi,  a może po prostu się zagapił?

Na koniec podchwytliwe pytanie:
Czy zatonięcie barki z setką "edukatorów" to:
a - tragedia narodowa?
b - zdarzenie losowe o niskim stopniu prawdopodobieństwa?
c - dobry początek ?

ps. żeby było jasne - mam ogromny szacunek do nauczycieli, cała moja agresja skupia się na "edukatorach" takich indywiduach co to sami nic nie umieją, ale strasznie lubią uczyć innych a już zwłaszcza ich egzaminować...

niedziela, 14 lutego 2016

Zimotrwały czyli... czerwonozielony wykwit pośród złotych liści

Trafiłem nań całkiem przypadkowo, robiłem akurat obchód po cmentarzach z I Wojny na szlaku Piotrkowice - Woźniczna, a ponieważ w dużych częściach prowadzi on przez środek lasu, to trudno było nie dostrzec czerwonawej plamy na tle rudo złotych liści.

 Ba dostrzec to jedno, sfotografować to drugie a rozpoznać... to już całkiem inna bajka.
Przeglądnąłem net, kilka książek którymi dysponuję... nic. No nie ma takiej rośliny...

 Na szczęście net to przede wszystkim ludzie, często wybitni fachowcy w swojej dziedzinie, często hobbyści i zapaleńcy dysponujący ogromną wiedzą i doświadczeniem - co ciekawsze wielu z nich prowadzi blogi lub udziela się na forach, całkiem nie związanych lub związanych luźno z ich aktywnością zawodową. Wystarczy tylko wiedzieć kogo, o co pytać! A to akurat wiem...

Jest świetny blog krajoznawczy, prowadzony przez miłośnika (za mało powiedziane, ale cóż zrobisz?)
Pogórzy, krajoznawcę, historyka, łowcę ciekawostek, wedrowca którzy zawodowo jest... botanikiem!
Stanisława Kucharzyka! 
 EUREKA.
Szybki mail, potem wygrzebanie odpowiedzi ze spamu (ch...wała wam Googloboty) i już wiem.

  Oto przede mną - a teraz to już i przed Wami: Wilczomlecz migdałolistny (Euphorbia amygdaloides L.)

A że rozpoznać nie mogłem? Sprawdźcie sobie na necie - w lecie wygląda zupełnie inaczej!!!

A wszystko to pomimo, iż sam wilczomlecze hołubię i uważam za jedne z ciekawszych i piękniejszych roślin, w ogródku hoduję groszkowego a jak się jakieś "samowolki" trafią to nie usuwam, cokolwiek mi głupio!
Ale teraz już wiem i nie zapomnę, a pewnie i na szlaku będzie okazja się wiedzą pochwalić.


piątek, 12 lutego 2016

Łaźnia w środku miasta

Przedwiośnie na całego, Przebiśniegi zaczynają kwitnąć, sierpówki się migdalą, gawrony już od dłuższego czasu skojarzyły się w pary i szykują lęgi, co świt przy kawie słucham porannych pieśni kosa a wróble...
Wróble biorą kąpiel.



 Wróbel zwyczajny, wróbel domowy, wróbel, jagodnik (Passer domesticus)