„Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro
”
papież Benedykt XVI

piątek, 24 lutego 2012

pokazał mi rzyć

Nie od dziś jestem świadom faktu, iż drapole to ptaki złośliwe, perfidne, przebiegłe i nie lubiące fotografów!
Odwiozłem właśnie żonę do pracy i wracałem przez Mościce, po wschodniej stronie rzeki Białej na drzewie ujrzałem sporej wielkości samotne ptaszysko!
Skulone, napuszone, siedziało na gałęzi.
Ponieważ tam nie mogłem zatrzymać samochodu, musiałem zjechać kilkaset metrów poniżej.
Co skwapliwie uczyniłem.
Błyskawiczne opuszczenie pojazdu i ... zaczęły się podchody.
Całą swoją osoba starałem się uwydatnić iż jestem tylko zwykłym przechodniem, że ten ptak wcale mnie nie interesuje, w tym samym czasie ręce pod kurtką gorączkowo przygotowywały aparat.

Noga za noga, uporczywie patrząc na przeciwległy skraj mostu... zbliżałem się.
było już po godzinach szczytu porannego, na moście ruch słaby, okresowo zapadała cisza.
a ja byłem coraz bliżej upragnionego strzału...

Powoli, bez gwałtownych ruchów rozchylam poły kurtki, przykładam aparat do oka i ...
POKAZAŁ MI RZYĆ!

Jedyne co uchwyciłem to malejąca plamka w oddali.

Prawdopodobnie był to myszołów zwyczajny (Buteo buteo buteo).
Prawdopodobnie też akurat ten osobnik przylatuje do Tarnowa na zimę
a swą czatownię urządza w okolicach obwodnicy, czekając na padlinę
(widuję tam jednego każdej zimy).
Wraz z ociepleniem postanowił widać wrócić bardziej na północ,
wykorzystywał być może okoliczność iż most jest dwupasmowy więc automatołki rozpędzają się tam ponad setkę takoż padliny w postaci okolicznych kotów i psów jest co niemiara.

wtorek, 21 lutego 2012

Autopromocja 2

Z racji faktu iż ten blog cieszy się nieporównanie większą "oglądalnością" niż mój drugi,
przeto zachęcam do przeczytania i zobaczenia nowego wpisu
Credo Motyla

piątek, 10 lutego 2012

Skute lodem

Rzeki, rzeczułki, potoczki i stróżki skuło lodem.
Podobnież stawki, jeziora i zalewy

po zeszłorocznej mokrej przygodzie na nic innego
poza stróżkami i potoczkami zapuszczać się nie mam ochoty
a i to czynię z dusza na ramieniu.
Choć warunki zgoła odmienne - wtedy było ju z wiosennie i od dawna trwała odwilż
teraz od trzech tygodni trzymają solidne mrozy.
Ale mimo wszystko - zbyt często lód się pode mną załamywał abym nie czuł strach.

Z drugiej strony spacer zamarzniętymi korytami ma swój urok...

Stróżka Strósinka - w zasadzie coś na kształt rowu melioracyjnego.
Choć trzy lata temu pokazała groźne oblicze zalewając pobliskie domy.
Średnia głębokość około 20 cm.

A to już prawdziwy potok - Wątok - tu gdzie stoję też nie ma więcej niż 20 cm...
Aczkolwiek to już drugi lód, pierwszy który skuł wodę swym naporem zmusił ja też do wypłynięcia bokami, wtedy zamarzła ponownie.
Ten drugi lód jest o wiele bardziej zdradliwy.
Pałkiewicz opisuje jak na Syberii załamał się pod saniami.
Choć oni mieli gorzej minus 30 to nie przelewki a do tego znacznie głębiej... ale przeżyli.

O właśnie ślady wypływającej z okolic brzegu wody
- akurat te jęzory to woda z topniejącego w słońcu lody,
ale też i co nieco to ta wypchana lodem.

I w myslach wykrakałem, na szczęście buty pozostały suche, po pod spodem wartko płynie woda.


I kres spaceru - to już kościół Św. Trójcy
jeszcze tylko przejdziemy za zakręt i tam wyjdziemy na brzeg, który nie będzie już odseparowany barierkami.

czwartek, 9 lutego 2012

Bardzo zimny poranek

To był bardzo zimny poranek...
Dość powiedzieć że aby zrobić te zdjęcia musiałem wyjąć akumulatorki z aparatu
i trzymać je w ciepłej kieszeni spodni.
Aura chciał opróżnić układ trawienny, ale szło jej to marnie.
Aby to zrobić musiała przykucnąć, niestety wtedy solidny ziąb zmuszał ja do podniesienia jednej z tylnych łap i... biedna psia sempiterna lądowała w zlodowaciałym śniegu.
Spuściłem zasłonę miłosierdzia na tę scenę, nie fotografując bliskiego rozpaczy psiego oblicza.

Za to oblicze słońca było promienne - choć zimne niczym uśmiech Marleny Dietrich





sobota, 4 lutego 2012

zaproszenie w klimaty industrialne

Ponieważ drugi z prowadzonych przeze mnie blogów nie wiedzieć czemu cieszy się mniejszym zainteresowaniem niż ten, tedy informuję że właśnie wrzuciłem na niego kilka fotek industrialnych.

czwartek, 2 lutego 2012

Tarnów mrozem skuty

Zmroziło całą Polskę - akurat Tarnów jako polski "biegun ciepła" nie może narzekać.
Mamy szczęśliwe położenie - sam południowy skraj Kotliny Sandomierskiej -
i fakt faktem - średnią roczną temperatur najwyższą w Polsce.

Dziś w południe zaledwie 14 na minusie, w nocy dobiło do 25, nieco bardziej w górkach podobno do 27 na minusie - podejrzewam iż lokalnie mogło spaść nawet na minus 30.


W sam raz pogoda na spacer z psem.
Ponieważ z racji innych konieczności i tak musiałem kierować się w stronę centrum, więc wykorzystałem okazje by pójść do biblioteki.
Nie daleko, w linii prostej nie całe dwa kilometry, ulicami - robiło się bez mała pięć w obie strony.

Potok Wątok, wraz ze sztuczną wysepką w nurcie.

Znów Wątok, ale z drugiej strony mostu.
W oddali kościółek Matki Boskiej Szkaplerznej
Na lodzie stadko kaczek...

A to dowód na wielkie serce i niestety mały rozum moich ziomali.

Na lodzie walają się sterty SUCHEGO chleba a kaczki głodują!
Swoja droga gdyby tak miasto postawiło w okolicach mostów nad Wątokiem kilka tablic informacyjnych. Głoszących wszem i wobec, iż kaczki nie mają dziobów przystosowanych do radzenia sobie ze suchym chlebem!
One pobierają pokarm z wody - rozmoczony, miękki!
Zupełnie tak samo jak by karmiono bezzębnego staruszka sucharami i nie podano mu szklanki herbaty.

W drodze powrotnej Aura dostała przyśpieszenia już na nasypie kolejowym, wskazując mi drogę do domu i nakłaniając abym przeszedł z chodu w galop...
Widać nawet psy rozumieją, że każda droga jest dobra pod warunkiem że kończy się przy domowym... kaloryferze ;-)

środa, 1 lutego 2012

Orbilia zimową porą

Jak zawsze i na wstępie za rozpoznanie podziękuję Piotrowi Chachule z Bioforum
Sam typowałem Nectria peziza, oszukany angielską nazwa tego grzyba "Yellow spots", choć wcześniej o nim pisałem i wtedy wyglądał zgoła inaczej, różnice zrzuciłem na zimową porę.
I to by było na tyle w księdze pomyłek.

Spacerowaliśmy z Aurą okolicznymi bezrozami i ścieżkami wydeptanymi przez psiarzy, tudzież ludzi szukających skrótu na przystanek autobusowy.
teren ruderalny, zarośnięty dziczejącymi krewo-drzewkami niegdyś owocującymi, oraz wysokopiennymi roślinami zielnymi w typie nawłoci - już oczywiście zaschniętymi.

W pewnym momencie zwróciłem uwagę na kij "podróżny" pozostawiony prawdopodobnie przez jakiegoś psiarza w zaspie.
Na końcu wystającym ze śniegu widniało coś maleńkiego i żółtego.
A to ci...
Zima a grzyb wyraźnie egzystuje.
Było to jeszcze przed falą mrozów, ale ciepła zgoła też nie było.
Przystanąłem by wykonać kilka zdjęć, trzęsącymi rękami trudno wycelować dobre makro - więc nie wycelowałem, z dziesięciu fotografii cztery nie odrzucają, a dwie można (z lekkim wstydem) pokazać.

ps. Orbilia to nie nazwa gatunku - to nazwa rodzajowa, więc w tytule powinno być jeszcze Sp. ... ale jakoś tak nie wyglądało mi to atrakcyjnie ...
w ten sposób prawda naukowa przegrywa z komercją ;-)

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Aura i Mufa zimowa porą


Zwierzaki trwają w piwnicy żadnej chęci do wyjścia na pole nie przejawiając
- Mufa rozbestwiła się już do tego stopnia iż odmawia jedzenia obierzyn po marchewce,
skrobaniem do drzwi domagając się suchego chleba.
Aura za to będąc inteligentniejszą od swojej koleżanki,
przyjmuje pozy "zawstydzonej matki"
usiłując swoją postawą przebłagać mój gniew gdy Mufa znów coś narozrabia - i
na nic tłumaczenia że ja się wcale nie gniewam.
Razu pewnego Aura wyszła za mną z garażu, za Aurą podążyła Mufa i ...
nawet przekroczyła próg a potem dotknęła śniegu
- głośnym prychnięciem i charakterystycznym dla królików wykopem do tyłu zasygnalizowała iż
ta biała substancja, zimna, mokra i chrzęszcząca jest jej zdecydowanie obca.
Po czym wróciła do wnętrza, a całą swoją postawą zachęcała Aurę by zrobiła to samo.
W ogóle muszę z psem wychodzić przez garaż
- bo jak wyprowadzam ją przez mieszkanie, to wtedy Mufa intensywnie skrobie w drzwi, chcąc iść za koleżanką, znaczy się w drzwi do garażu też skrobie, ale one są metalowe, więc im krzywdy nie zrobi.

Łazimy z Miłoszem na sanki - ale ma ubaw
(Mikołaj dostał szlaban za uwagę - trzecią w ciągu tygodnia... jest zdecydowanie "lepszy" ode mnie...)
- Aleję Tarnowskich odśnieżali traktorkiem
- bez sensu zgoła, bo utrudnili życie tym którzy mają tam wyjazdy z posesji... ale mniejsza
- w każdym razie tylne jego koło wygniotło potężną koleinę w śniegu,
potem nadtopiło ją słońce i znów skuł lód, powstała rewelacyjna lodowa rynna
- dla mnie za wąska, ale dla Miłosza w sam raz
- rozpędzał się w niej niesamowicie, potem pod koniec
- w miejscu w którym traktorek nawracał zrobiła się mulda
- wyskakiwał, w powietrzu przelatywał jakieś dwa metry i wpadał w kopny miękki śnieg
- dawno nie widziałem u niego tyle radości.
Do domu wróciliśmy w stanie maksymalnego wyczerpania
(ja służyłem za wyciąg - więc też mnie to sporo energii kosztowało)
i oblepieni skorupą lodu.
Aura także wygoniła się niekiepsko, goniąc za nami z górki a potem towarzysząc pod górę.
A potem trzeba było palić w piecu i to jest ta mniej urocza okoliczność zimowa...

środa, 25 stycznia 2012

Grzyby w walce z ołowiem!

Kolejna z ciekawostek wydobytych z serwisu Nauka w Polsce

Tym razem na temat grzybów i ich roli w oczyszczaniu gleby z ołowiu.
po prawdzie już od dekady praktycznie wszyscy jeździmy na bezołowiówce, lub LPG ale to nie znaczy iż gleba w okolicy ruchliwych arterii jest już czysta - ołów pozostanie w niej na wiele lat.
Tymczasem nie ma żadnej sensownej metody, by ten pierwiastek zeń usunąć, lub choćby unieszkodliwić.

Swoją drogą cały ten ołów w paliwie to przykład na "ekspertolizę" - czyli w/g Lema "rozpuszczanie się prawdy w ekspertyzach".
Zresztą casus ten powinien stanowić memento dla wszystkich prawodawców - ekspert opłacony przez kogokolwiek przestaje być ekspertem - staje się RZECZNIKIEM płacącego!
W naszych rodzimych warunkach, mamy na ten przykład "niezależnych" ekspertów opłacanych przez koncerny farmaceutyczne...

Ale wróćmy do rzeczy - od pięciu lat gniote kolege z pracy, którego siostra pisała prace na temat wykorzystania sluzowców do utylizacji metali ciężkich o skopiowanie jej i udostępnienie mi - ot tak dla mojej własnej wiedzy - i nic z tego - po prostu kolo nie kuma tematu... co innego gdybym chciał jakies pirackie filmy, gry - o tak - to jest dla niego zrozumiałe... ale "praca o śluzowcach ... chyba cie popierdzieliło?!"... No cóż.

No to trafił się materiał n/t grzybów.

Generalnie chodzi o zdolność grzybów do wytwarzania substancji które w środowisku potrafią wchodzić w reakcję z fosforanami i ołowiem - powodując powstawanie z nich minerału zwanego piromorfitem - który jest stabilną i co najważniejsze nieszkodliwą forma obecności ołowiu w glebie.
Czy poniższe grzybki tez mają tę zdolność?
tego póki co nikt nie wie - badania trwają - ale akurat te są bardzo fotogeniczne.


poniedziałek, 23 stycznia 2012

Pijawki

Od razu wyjaśnię że nie mam na myśli pijawek urzędowych, czyli kasty pasożytniczej zwanej "administracją" wszelkich szczebli.

Zdjęcia pochodzą z czasu wakacji nad Bałtykiem, więc pewnie nie doczekały by się już publikacji, gdyby nie notka przeczytana w serwisie Nauka w Polsce, tycząca się pijawek właśnie.

Przez laty uważana za zabobon hirudoterapia okazuje się mieć więcej wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, niż jej adwersarze.

Zacytujmy drugoplanową bohaterkę notatki, bo pierwszoplanową jest oczywiście pijawka lekarska (nie mylić z mafia ordynatorską) Hirudo medicinalis,
Joannę Cichocką
z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego:

""W dawnych czasach ludzie stosowali pijawki do upustu krwi, uważając krew za źródło negatywnych energii, a nawet demonów, które powodują chorobę. Rozwój nauki przyniósł powrót do terapii z użyciem pijawek, zwanej hirudoterapią. Badania współczesnej biologii pokazały, że pijawki wydzielają wiele substancji o dobroczynnym wpływie na wszystkie układy narządów u człowieka. Substancje te w szczególności pobudzają układ odpornościowy"

"Przy zabiegach polegających, mówiąc w uproszczeniu, na przyszywaniu narządów - palców, uszu - odnotowano spektakularne sytuacje, kiedy po kilku miesiącach od zabiegu powracało czucie i ukrwienie narządów. Leki konwencjonalne często nie dają takiego efektu. Pijawka przegryza skórę, przez co aktywuje układ immunologiczny pacjenta, i wysysa krew przywracając jej przepływ do przyszytego narządu. To powoduje z kolei odżywienie i natlenienie tej części ciała, w związku z czym mają szansę zregenerować się połączenia nerwowe u pacjenta"

Zaleca się jednak ostrożność - wyłapywanie pijawek lekarskich z ich naturalnych środowisk, czyli cichych, ciepłych oraz bogatych w roślinność stawów, i przykładanie ich sobie, może być niebezpieczne, są one niestety nosicielami paskudnego szczepu baktewrii, zakazenie ktorym leczy się przy użyciu bardzo silnych antybiotyków.

A co jest na zdjęciach?
A pojęcia specjalnego nie mam...
przyjmuję roboczo że skoro było na ślimaku to być może jest to
Odlepka ślimacza (Glassiphonia complanata)
Ale kropli krwi za prawdziwość tej informacji nie daję.

wtorek, 17 stycznia 2012

kwantowo splątani z roślinami

Co ma wspólnego nasz wzrok z fotosyntezą?
Czy to że widzimy jest zjawiskiem kwantowym?
Czy rośliny analizują świat zewnętrzny i w stosunku do niego podejmują... działania?
i wiele wiele innych, równie ciekawych wątków

Kiedyś już pisałem na temat
partyjki szachów z platanem

Ale to do czego zapraszam jest o wiele bardziej niesamowite.

Zatem
poszukajmy razem odpowiedzi na pytanie
czy rośliny są inteligentne?

naszym przewodnikiem będzie profesor Stanisław Karpiński.

Ps. Jeśli lubicie kino SF w wersji Jamesa Camerona
nie będziecie zawiedzeni.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Emergencja?

W skrócie emergencja to wyłonienie się nowej jakości z układu prostych elementów składowych.
np myślenie - myśl pojawia się w sieci neuronowej, choć żaden neuron sam w sobie nie myśli.
Zastanawiam się nad skomplikowanymi biotopami roślinno - grzybniowymi. Splątanymi siecią korzeni, gałęzi i listowia w której rolę sygnału elektrycznego przejmuje sygnał chemiczny, transportowany czy to poprzez włókna przewodzące roślin, czy też poprzez emisję sygnału zapachowego.
Ciekawe czy w ekosystemie jaki stanowią np. lasy deszczowe, czy też Tajga lub inny ogromny kompleks roślinny dochodzi do Emergencji?

Pomysły dotyczące samorzutnego powstania świadomości w infrastrukturze zbudowanej przez człowieka mają już wiele dziesiątków lat - pamiętam całkiem sporo opowiadań SF z okresu młodości, które właśnie tego dotyczyły, być może powstają nadal.

A czemu właśnie o tym piszę?
A to proste - udało mi się wstawić banner na bloga!
Niby nic takiego, ale jeśli wielokroć powtarzane próby każdorazowo kończyły się fiaskiem, a teraz nie zrobiłem NIC innego nic wcześniej i... zadziałało!

widocznie...
TOONAON
na to pozwolił, czy to poprzez niedopatrzenie, czy może z dobrej woli?
Nie wiem, ale myślę że wkrótce znów da o sobie znać.

czwartek, 5 stycznia 2012

Jamna

W serwisie
Małopolska 24
ukazał się mój tekst
Trzy oblicza Jamnej

Serdecznie zapraszam

Jak pies z ... królikiem

Jak żyje pies z królikiem?

Mufa królik większość lata spędziła na polu, z nastaniem jesieni, chłodów i opadów powędrowała do ... garażu. Sama!
Ot tak po prostu. Zaszyła się w stercie drewna opałowego, pomiędzy szpargałami i już tam została.
Królica w garażu, Aura obok kuchni, status quo terytorialne nienaruszalne. Kontakt miały przez drzwiczki do wrzucania węgla - czekałem co z tego wyniknie.
Oficjalnie Aura królika goni, a królica ucieka.
Że coś jest między nimi bliżej domyślałem się obserwując ich futra - pokryte pyłem węglowym i umorusane w węglu łapy.
Dowodów jednak nie miałem.

Tymczasem.
Razu pewnego przed Świętami Bożego Narodzenia schodzę do piwnicy wieczorem dorzucić do pieca i ...

Zachowanie Aury jest zupełnie inne - zabiega mi drogę, wygina się, pręży, wyraźnie chce mnie od tego pomysłu odwieść - coś bestia ukrywa.
Nic to, delikatnie odsuwam ją spod nóg i schodzę głębiej, a pies nagle zaczyna szczekać.
o ho...
Zgodnie z przewidywaniami, pod moją nieobecność pies z królikiem się zaprzyjaźniły - widocznie Aura uznała iż, moją wolą jest aby Mufa pozostawała w garażu i teraz obawiała się pańskiego niezadowolenia.
Nie myliłem się.
Mufa siedziała w kotłowni w szczelinie między sterta drobnych patyków na rozpałkę a skrzyniami z wysokokalorycznym węglem.

Aura patrzy na mnie niemiłosiernie błagająco, przepraszającym wzrokiem - mufa szamie gałązkę i tez się patrzy...

- no co głupole - mówię - przecież mi to nie przeszkadza, siedźcie sobie razem, na pewno będzie wam raźniej.

I od tej pory przestały się ukrywać -
Mufa sprawnie po węglu wyskakuje z piwnicy do garażu, witając samochód gdy nim parkuję - co zresztą jest drażniące, gdyż wbiega prosto pod maskę i nigdy nie wiem czy aby w momencie naciśnięcia gazu, nie przerabiam jej na pasztet.

Aura czeka na nas na schodach.
W słoneczne dzień udaje się czasami wypchnąć Aurę na ogród żeby sobie pobiegała - przy słocie nie ma takiej szansy.
Ale skoro dobrze im razem...

Śmiech mnie bierze gdy obserwuje zwierzaki podczas karmienie - ponieważ Aura macha ogonem na sposób wilczurzy- czyli nisko opuszczonym - więc pracowicie okłada nim po pyszczku Mufę która próbuje przebić się do przodu po kawałek suchego chleba dla siebie.
pac, pac raz z jednej raz z drugiej i tak cała sekwencja, póki nie dostanie swojej miski i nie zajmie się jedzeniem - wtedy dostaje Mufa i musi szybko z danym jej kawałkiem uciekać do piwnicy i zaszywać gdzieś pośród skrzyń z opałem, gdyż inaczej Aura jej go zabierze i zje.
Ot taki instynkt psa, co to kiedyś głodu zakosztował.
Z drugiej strony - nikt inny niż Aura nie udostępnił Mufie reklamówki z ziemniakami, a wcześniej jeszcze z burakami i czarną rzodkwią.
Rozczulający jest też widok psa gdy bierze w zęby miskę z obierzynami marchewkowymi i znosi ją do piwnicy dla swojej przyjaciółki - bo przecież nie dla siebie.

Pod choinkę Mufa dostała kolby z ziarnem - Miłosz był szczęśliwy mogąc ją karmić a Mufa...
no cóż chyba jednak woli obgryzać korę z pniaczków - głośno jednak nic nie mówiła.
Doceniam jej skromność i dyskrecje ;-)


Pakunek dla Aury był bardziej obfity niż to co jest na zdjęciu, uzupełniony jeszcze smakoszem ... niestety, Aura postanowiła poczęstować się jeszcze przed oficjalnym otwarciem prezentów...



poniedziałek, 19 grudnia 2011

Zagadki Wszechświata z Morganem Freemanem

Morgan Freeman wielkim aktorem jest!
Umie w przekonujący sposób gadać o rzeczach o których nie ma bladego pojęcia!

A było to tak!
Jako szczęśliwy nieposiadacz TV sat, ani innych anten, tudzież kabli (poza internetowym) jestem wolny od molestowania mnie migającymi obrazkami.
Natomiast w pracy mam człowieka, który widocznie chcąc mi zaimponować, lub wkupić się w łaski wpadł na pomysł nagrywania filmów z telewizji prezentujących programy popularnonaukowe.
Niedawno przyniósł mi spory pakiecik płyt DVD ze stosownymi pozycjami.
Cóż robić? Oglądnąłem

Wczorajszy zachód Słońca widziany z Tarnowa


Jedna z propozycji były właśnie filmy z serii "Zagadki Wszechświata z Morganem Freemanem"
Freeman wielkim aktorem jest! ...

Dokładanie NIC z tych filmów nie zapamiętałem - migające kolorowe obrazki, jacyś ludzie (podobno naukowcy) filmowani podczas wykonywania różnych dziwnych czynności - mówiący różne dziwne rzeczy... czasami od rzeczy...

Skłamałem
Zapamiętałem jedno!

Wczorajszy zachód słońca w Tarnowie (widok z rampy kolejowej)

Zapamiętałem tylko dlatego iż poznałem koncepcje już wcześniej.
chodzi o kwantową teorie świadomości.
W skrócie - świadomość nie jest wynikiem splotów neuronalnych w naszych mózgach, ale to owe sploty umożliwiają nam (działając jak swoisty hub internetowy) kontakt ze świadomością która jest zjawiskiem kwantowym.
Prawdę powiedziawszy temat wydaje się równie nie do udowodnienia jak istnienie Boga ale...
No dla mnie jest wybitnie atrakcyjny!

Wprawdzie nie należę do grona filozofów głoszących tezę iż "gdyby wiedzieli ze mają żyć wiecznie to... popełnili by samobójstwo"
Niemniej jednak wieczyste ograniczenia osoby ludzkiej wydają mi się nazbyt ciężką karą.

Co innego wieczysta bytność w postaci kwantowej!
Możliwość (oby wolicjonalnego) przyjmowania różnych postaci - raz być magmą pod potwornym ciśnieniem, bulgotać i wrzeć w głębi ziemi. To znów skutym kawałkiem lodu w przestrzeni międzygwiezdnej, wychłodzonym do granic zera absolutnego. Innym razem maleńkim robalem który przemierza zakamarki rowu melioracyjnego, lub nurza się w czymś co my nazywamy ściekiem, a dla niego jest całym światem.
Nieograniczona ilość możliwości

A jak by naszła ochota móc być przydrożnym kamieniem, taką "babą" znajdowaną w różnych miejscach i z kamiennym (nomen omen) obliczem obserwować skołatana ziemska gonitwę.

a czasami popatrzeć w gwiazdy wczesnym rankiem...


Wczesny ranek - dzis - Księżyc (to ta "strzałka po prawej stronie zdjęcia) oraz Saturn (wyżej) i Spica (niżej) .

Zdjęcie robiłem z cieplutkiego salony poprzez szyby okienne - stąd owa konstelacja gwiazd wokół Księżyca i pewne rozmycie zdjęcia - czas naświetlania to 8''.
Saturn - jest z naszego układu planetarnego - to gazowy olbrzym i gdyby go wrzucić do wielkiego oceanu to pływał by niczym pianka po powierzchni...

Za to Spica (Kłos) to najjaśniejsza gwiazda z konstelacji Panny (Virgo) - a moja Żona jest właśnie spod tego znaku - odległa od nas zaledwie o 260 lat świetlnych

środa, 7 grudnia 2011

Spacer na Kruka


W zasadzie jak na spacer do za długo bo ponad trzy godziny - tam i z powrotem, a na rajd stanowczo zbyt mało.
Nazwijmy to przebieżką.

Szlak zielony prowadzi poprzez Górę Św. Marcina, obok kościoła pod Jego wezwaniem w Zawadzie a następnie lasami i paryjami do Lasku Kruk który leży już w Skrzyszowie.
ładny i ciekawy szlak, zwłaszcza jak ktoś lubi panoramy miast z wysokości i spokojny niewyczynowy marsz.
poza tym prawie na całej długości jest niedostępny dla samochodów!
A to już rarytas na tych terenach.

Pomimo później pory roku, faktu że były już pierwsze przymrozki
kwitnie sobie roślinka...kpiąc sobie z ekspertów z Wikipedii

Świerzbnica polna (Knautia arvensis (L.)
Wg Wiki:
"Kwitnie od lipca do września"
tere fere kuku - bo zdjęcia robiłem pod koniec listopada.

Z drugiej strony świerzbnice są zazwyczaj niebieskofioletowe lub czerwononiebieskie - ten jest jak widać biały i ... Wiki ten fakt potwierdza (czego nie robi mój atlas roślin)
więc powiedzmy jeden do jednego.

Na zboczach wykrotów króluje zaś

Mech z rodziny płonników
- najprawdopodobniej, o szumnej nazwie
Złotowłos strojny (Polytrichastrum formosum)
Po prawdzie nie badałem dokładnie pokroju tego mchu i nie ustaliłem gatunku ponad wszelka wątpliwość, ale w tego typu siedliskach akurat złotowłos występuje najczęściej, więc na niego padło.

Po drodze mijamy kilkudziesięciometrowe jary wypłukane przez wody opadowe
(wrócę tu latem jak zbutwieje pokrywa liści i zrobię zdjęcia odsłoniętych fragmentów
warstw geologicznych)


Na dnie których króluje już zima a stróżka pokryta jest czteromilimetrowym lodem.
Nazwy stróżki nie znalazłem nawet na mapach wojskowych tego terenu

A na koniec nieco smutku.
Niemcy mieli dziwny zwyczaj rozstrzeliwania swoich ofiar w tak urokliwych miejscach jak to - w pobliżu Tarnowa jest jeszcze np las "Buczyna" z miejscem kaźni Żydów i na samej "Marcince" też takie miejsce znajdziemy - dziwni ludzi ci Niemcy...

Miejsce nie jest zapomniane, regularnie odwiedzają je Harcerze i miłośnicy historii, tudzież zwykli ludzie.

ps. zachciało mi się wracać przez Skrzyszów i potem wzdłuż obwodnicy ... co i raz ktoś przystawał i bacznie mi się przyglądał - powód odkryłem nieco później - to był wielgaśny brzozowy kostur, którym sobie rytmicznie pomagałem w chodzeniu, zamiast kijków do NW których nie wziąłem...

środa, 30 listopada 2011

Straszna sadyba strzelca sybaryty

Nie lubię myśliwych. jakoś nie znajduje usprawiedliwienia dla strzelania do zwierzaków.
Jeszcze odstrzał sztuk chorych i ogólnie selekcyjny mógł bym uznać - ale jak do jasnej cholery taki myśliwy rozpozna w nocy z odległości wielu dziesiątków metrów która sztuka jest chora, słaba, stara i zasługuje na wiązkę śrutu w dupie?
Zagadka natury...

Ale z lubością wspinam się na myśliwskie ambony.

ta była nowiutka - w tym roku postawiona, drewno jeszcze pachnące.

Wiele ambon widziałem ale takich luksusów w żadnej!
Podłoga i ściany wybite dywanikami, sznureczki w roli podwiązek rolujących zasłonki.

I ten fotel z ciepłą poduchą (albo myśliwy ma hemoroidy, albo strasznie mu dupsko marznie gdy czyha na pojawienie się ofiary)

Brak tylko suto zaopatrzonego barku - ale ten pewnie przynoszony jest w ramach myśliwskiego ekwipunku.

A teraz poczytajmy o Arturze Taborze facecie który umiał czatować skulony w klatce nie większej niż przestrzeń pomiędzy nogami stołu kuchennego przez wiele dni pijąc tam i jedząc oraz załatwiając wszystkie swoje naturalne potrzeby, aby uchwycić w kadrze któryś z rzadkich ptasich gatunków.

Nie nie zapałam do myśliwych szacunkiem...


No dobrze Aura, już schodzę...