Otóż to wszystko... prawda, ale tylko w określonych sytuacjach! Konkurencja zaczyna się wyłacznie wtedy gdy możliwe do pozyskania zasoby są znacznie ograniczone (podejrzewam iż twórcy filmów celowo, je ograniczali, żeby mieć pewność dramatycznych ujęć, ale rzecz jest trudna do udowodnienia). Gdy ustają, lub nigdy nie wystąpiły przyczyny mogące wywołać konkurencję, zawsze mamy do czynienia z kooperacją. Ta się po prostu bardziej opłaca. i to zarówno z punktu widzenia danego osobnika,( kooperacja jest mniej energochłonna niż konkurencja), jak i całej jego linii genetycznej (bo jego rodzeństwo, zawiera bardzo podobny zestaw genów co on sam) - kłania się teoria "samolubnego genu" - która na moje oko jest równie doniosła jak teoria ewolucji i dostosowania Darwina. Tyle że Darwin ze swojej pracy nie urządził młotka do walenia w religie a Dawkins skonstruował swoją (jak mniemam) całkiem przypadkiem, przy okazji wyszukiwania czegoś czym można by rozmontować chrześcijańską naukę o miłosierdziu - co mu się zresztą kompletnie nie udało (choć idioci sądzą że owszem) - bo miłosierdzie to coś zdecydowanie innego niz altruizm - który faktycznie zdaje sie wynikać z "samolubstwa genów". Ale dajmy już oszołomowi spokój - ważne że jego teoria naprawdę wiele tłumaczy. Zresztą uprzedzam - kilka wpisów bedzie waśnie na jej temat, w różnych sytuacjach - więc jak nie chcecie, to zrezygnujcie z obserwowania.
Szliśmy z Żoną i jej chrześnikiem na spacer, okolice góry św. Marcina w Tarnowie, teren wtórnie "dziczejący" - ostoja bażantów.
W pewnym momencie przez drogę przebiegł młody, nic dziwnego, nawet nie sięgnąłem po aparat, minęliśmy to miejsce i już byliśmy dalej gdy usłyszałem nawoływanie, krótkie nerwowe, gardłowe "gulnięcia". To mogło zwiastować coś ciekawego. Droga była bezpieczna, więc zostawiłem z przodu rodzinkę i zaczaiłem się z aparatem w ręku.
Odgłosy powtórzyły się, a po jednej i drugiej stronie dostrzegłem poruszenie w zaroślach.
Trudno było dostrzec, szczegóły, ale z wielkości poruszenia wnosiłem że to może byc właśnie ów osobnik który przebiegł nam drogę, tylko co było po drugiej stronie drogi?
Tego nie wiedziałem, ale osobnik nr 1 był wyraźnie zaniepokojony, czegoś mu brakowało i to tak bardzo, że w znacznym stopniu ograniczył dbałość o własne bezpieczeństwo.
Tego co było po drugiej stronie nie widziałem ale wkrótce rozległy sie identyczne "gulniecia" - nawoływały się!
Co ciekawsze, zaniepokojenie tego pierwszego, wcale nie zmalało!
On widocznie zdawał sobie sprawe z mojej obecności i bał się że jestem potencjalnym drapieżcą, a jednocześnie nie mogł znieść rozłąki z rodzeństwem. Widać idąc na spacer, całkiem nieświadomie i niechcący przerwaliśmy kolumnę przemieszczających się ptaków.
Udałem zatem że odchodzę, odwróciłem się, mając aparat gotowy do "strzału" i po kilku krokach usłyszałem szybką wymianę "gulnięć" po czym odgłos szurania stóp po żwirowej nawierzchni drogi - odwróciłem się i ...
"upolowałem" biegnącego młodzika ;-) .
Wkrótce rodzeństwo było już razem i wszystkie odgosy ucichły - choć gdybym był lisem, to miał bym podwójny obiad.
Jak zatem, wytłumaczyć takie zachowanie?
Teoretycznie w/g doktryny 'bezwzględnej" natury mieliśmy do czynienia z... aberracją, bo osobnik który już przebiegł drogę ryzykował, wskazując ścieżkę maruderowi. jednoczeńsie na pewno nie sposób tego uznać za przejaw działania "przy okazji" (osobnik wszczyna alarm, dla swojej rodziny, przy okazji ostrzegając też inne rodziny w kolonii, stadzie itp.).
Co innego gdy weźmie się pod uwagę teorię "samolubnego genu" - jeden i drugi ptak mieli bardzo podobny zestaw genów - dbałość i troska wzajemna rodzeństwa o siebie - dają większe szanse że właśnie ów zestaw będzie promowany w następnych pokoleniach.