Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owady. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 czerwca 2017

Jedyny taki w Europie

A dziś znów pogadanka... zapraszam
Przed Państwem; Krzywonóg półskrzydlak (Valgus hemipterus L.)  (taaadaaam!!!)
jedyny taki w Europie (fanfary!!!! )



i co sądzicie o takiej formie!
oczywiście lajki i suby mile widziane ;-)

wtorek, 29 lipca 2014

Wylinka

Ważki to niezwykła grupa owadów, chyba jako jedyne poza motylami dziennymi, nie wzbudzają w przeciętnym człowiekowatym ciarek obrzydzenia. To zrozumiałe, są starsze niż dinozaury, filogenetycznie należymy do tak diametralnie odmiennych światów iż nie przenoszą one żadnych ludzkich chorób.

Co ma piernik do wiatraka? 

Otóż ma i to wiele. reakcja "obrzydzeniem" na owady, ma podłoże atawistyczne, czyli jest zawarta w naszych genach. Dzieciak który nigdy z owadami kontaktu nie miał, zareaguje tak samo na spacerującego po nim owada, jak by osoba dorosła - jak najszybciej będzie się starał go z siebie zrzucić.

Czemu?

Z prostej przyczyny - bo taki mechanizm obronny jest wbudowany w jego instynkty.

Mechanizm obronny? (czyżbym słyszał niedowierzanie?)

Tak, mechanizm obronny - Owady przenoszą mnóstwo groźnych dla człowieka chorób, są tzw. "wektorami", ktoś kto nie reagował obrzydzeniem na owada, miał większe szanse na zarażenie się i śmierć jeszcze w dzieciństwie, niż ktoś kto od maleńkości, owady ze swego otoczenia usuwał.

Że co, że wielu tak nie reaguje? Owszem ale za każdym razem jest to albo przełamanie się (jak pośród badaczy), albo otępienie nadmiarem owadów (jak w slumsach, fawelach itp.).

A na ważki tak nie reagujemy...
Dobra, dobra, tylko na imago ważek - larwy mało kto widział, a jak by widział, to też otrząsnął by się ze wstrętem.
To zresztą bardzo ciekawe stworzenia - mają unikalną  w świecie zwierząt zdolność do kanibalizmu na osobnikach dorosłych! Ukryte gdzieś pod lustrem wody, zagrzebane w gnijące resztki roślin, pośród mułów czyhają ze swymi morderczymi odnóżami i szczękami - nie są wybredne - cokolwiek nadaje się do jedzenia, zjedzone zostanie... "mama"?, "tato"? - wsjo białko, wsjo papu! (braciszki i siostrzyczki też nie do pogardzenia). Przy okazji eksterminują też mnóstwo "dziadaństwa", czyli całego tego owadziego narodu, który nam naczelnym uprzykrza życie i wypoczynek nad wodą, lub w okolicy wody.

A potem?

A potem larwa najadłszy się po wielokroć, czuje nagle potrzebę podniesienia się z dna! Niczym Alicja w krainie czarów, przechodzi na drugą stronę lustra (wody) i rozpoczyna mozolną wspinaczkę ku szczytowi. lecz do szczytu nie dociera, zamiera gdzieś w połowie i ...
i potem oglądamy takie truchełka.

 Marnej jakości zdjęcie... ostrość kompletnie nie ustawiona - zwalcie to na karb ostrego słońca i moich chłopców na których cały czas musiałem mieć baczenie, drugim okiem

Nieco lepiej, lecz i tak nie podejmę się określenia gatunku - może jakaś żagnica? Niestety w okolicy żadnej dorosłej sztuki nie wypatrzyłem, szkoda, bo można by od niej zacząć.

Zdjęcia zrobiłem na terenie kamieniołomu, na górze Wał koło Lichwina - jeszcze tu wrócimy.

sobota, 28 czerwca 2014

Pokraka sześcionożna

Dla wielu osób owady są synonimem paskudztwa, ohydy normalnie to "robalami". Swoją drogą, jak cienka jest politura wykształcenia, dziś w podstawówce podają wiedze, że robaki to coś diametralnie innego niż owady.Tyle teoria w praktyce, robal to robal...

Z drugiej strony są entomofile, dla których najbrzydsze określenie owada to słowo... piękny. I ich także trzeba zrozumieć. Sam pałętam się gdzieś tak pośrodku, jednak z wyraźną inklinacją do tych drugich.

Tym razem jednak, trudno użyć innego określenia niż pokraka... nawet największa doza dobrej woli, nic tu nie wskóra zresztą zostało to ujęte nawet w nazwie owada:

 
Krzywonóg półskrzydlak - Valgus hemipterus
Samczyk, ale w ich wypadku o "płci pięknej trudno mówić.

Stworzenie to wylądowało na murku mojego ogrodzenia akurat wtedy gdy przycinałem trawkę nożycami, można podkaszarką, ale moja się spaliła, i poszła do Castoramy w ramach akcji "kwiaty za elektrograty" - co było marnowaniem paliwa, gdyż dostałem w zamian dwa marne wrzosy, które były tak przesuszone, ze skonały w miejscu do którego je przesadziłem.

Lecz mniejsza
 - wylądował i ... normalnie w Częstochowie jak dziady z powyłamywanymi nogami wyłudzają jałmużnę, to on byłby królem żebraków. Nie dość że nogi powyginane jak by mu nadwaga kolana zdeformowała, to jeszcze przebiera nimi jakoś tak przypadkowo, raz jedną potem dwiema potem trzema i znów dwiema i znów trzema i jedną... i to tak mniej więcej wygląda jak by właśnie konał, tylko sobie miejsca znaleźć nie mógł. A co gorsza pancerzyk jego taki po przebarwiany, wyleniały, bez mała żyletką wyskrobany.... ofiara losu

 Do tego jeszcze jak na ofiarę losu przystało, wlazł w g...o! 
Co prawda szlachetne bo po kopciuszku, nie mniej jednak g...o! 

Obfotografowałem nieszczęśnika i zostawiłem, swojemu losowi. 
Być może w tym jego siła? Kto wie? Dla ptaków może stanowić obiekt tak przykry w odbiorze wzrokowym, że zwyczajnie... czują niesmak od samego patrzenia?