Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 marca 2011

kto rano wstaje ...

Poranny spacer.
10 kilometrów do przejścia.
kijki
i aż godzina dwadzieścia minut czasu.

Na samo przejście w sumie w sam raz, ale z fotografowaniem ...
pod koniec trasy musiałem już silnie naciskać, żeby nie spóźnić się do pracy.

Trasa, bardzo peryferyjna - rampa kolejowa, stara kolejowa rampa wojskowa, wokół Zakładów Mechanicznych, przez most kolejowy, a jakże ... wszystko po kolei - (choć w zasadzie za rządów Grabarczyka można by mówić PO kolei) , potem wałem, przez ogródki działkowe i już Mościce, między blokami, do Chemicznej i wreszcie na miejscu.

Jak wychodziłem było jeszcze szaro - dla tego nie mam zdjęć z wcześniejszych przejść - bo nie bardzo było co robić ... mrok.
Słońce pokazało się mniej więcej w połowie szlaku, czyli gdy byłem w okolicach mostu kolejowego nad Białą ... tak celowałem.

Zakole Białej, powstałe w ubiegłym roku podczas powodzi, na szczęście w tym miejscu do zabudowań jest spory szmat placu, więc woda szkód większych nie wyrządziła, ale wcześniej w okolicach Krakowskiej, już napędziła stracha, salon samochodowy i market spożywczy sporo by ucierpiały. w kazdym razie zeszłej przedwiosny w tym miejscu rzeka była prosta.


No i doczekałem się (tak wiem zdania nie zaczyna się od "no i" ani od "ino" ... ino co z tego?) .
Słoneczko wstaje tak jak zaplanowałem ... myk polega na tym że wstaje o pięć minut za późno, więc do pracy pójdę potem prawie biegiem. A tu jeszcze trzeba do kiosku po sobotnią "Rzepę" wskoczyć i organizm wściekle domaga się dużej ilości łatwo przyswajalnych kalorii.


Kilka minut później jestem już na wysokości "pleców" Zakładów Mechanicznych, to ostatnie zdjęcia, aparat ląduje w plecaku a ja podkręcam tempo.

Obserwacje przyrodnicze takie sobie - gawrony, sikory, kosy i drozdy. słyszałem bażanta, widziałem tropy zajęcy i lisów...

W pracy jestem "na styk".


wtorek, 2 lutego 2010

Zimowe B&W

Na brak śniegu trudno narzekać tej zimy, z lubością to wykorzystuję.
Całe ferie tłukłem chłopców na sankach i...kartonach, ale w końcu przyszło chwila na samotne spacerki z psem.
Można by oczywiście iść za ścieżką, ale jakoś niespecjalnie mi to odpowiada - pchamy się "na żywioł", pod ruiny na Górze świętego Marcina.
Po minięciu ośrodka rekreacji, schodzimy na dawną "ścieżkę zdrowia", dziś zdrowo zapuszczoną...
Wkrótce zaczynają pojawiać się tropy zwierzyny, Aura węszy jak opętana i sama nie wie co ma z sobą robić. wkoło tropy saren i zajęcy, jeden lisi i kilka kunich (chyba). Większość tropów wkrótce zlewa się w szeroki wydeptane racicami ścieżki. Widać zwierzyna podchodzi tędy codziennie - idealne miejsca do zastawienia wnyków, na szczęście nikt do tej pory na to nie wpadł.
Ścieżki prowadzą prawie dokładnie w kierunku gdzie chcę iść, więc ...tropimy sarnę.


Opady śniegu uczyniły cholerne spustoszenie w drzewostanach, nie żeby to jakieś cenne drzewa były - wierzby, brzózki i jesiony, ale połamane niemiłosiernie, powykrzywiane.
Niekiedy przypominają płożące się po ziemi macki krakena zastygłe w nagłym ataku mrozu.

Doszliśmy do ruin zamku Tarnowskich...
Magiczne to miejsce.
Pod górę pniemy się najbardziej stromym żlebem, śniegu nawiało tu dobre trzydzieści centymetrów, ale spoczywa na gęstych zasiekach jeżyn i ostrężyny, więc lawina nie zejdzie, tyle że lezie się po tym niespecjalnie, nogi wpierw zapadają się w śniegu a potem jeszcze kilka centymetrów w zasypane zarośla, po czym plączą się w pędach i trzeba je wyszarpywać - każdą z osobna...





Aura cwaniara ma napęd na cztery koła, radzi sobie wyśmienicie, choć nie usiłuje wyrywać przede mnie - ostrożność, czy szacunek ?
Mam jednakowoż wprawę w tego typu przejściach, więc szybko pokonujemy zbocze i stajemy pośród ruin.

Zwróćcie uwagę na ten krzyż wotywny w tle - na początku ubiegłego wieku, gdy kopano pod niego fundamenty, natrafiono tam na ...szkielet kobiety i dziecka.
Archeologia i nauki kryminalistyczne stały wtedy jeszcze na stosunkowo niskim poziomie, więc o tajemniczych szkieletach nie udało się ustalić nic konkretnego - potem ślad po nich zaginął.
A miejsce to było terenem osadnictwa o prawieków - tylko że cmentarzyska są...całkiem gdzie indziej. Czy spoczęła tam dziewka wszeteczna wyświecona z osady? Czy może czarownica z przychówkiem?


A potem idziemy na sąsiednie wzgórze, bo z lasku położonego u jego stóp doszły mnie głosy drapieżnego ptaka - podejrzewam że to myszołów włochaty, ale jak dotąd nie udało mi się zrobić żadnego uczciwego zdjęcia, ani nawet przeprowadzić obserwacji, która by pozwoliła mi oznaczyć gatunek. Opieram się na poszlakach i sugestiach znawców ptactwa.
Ale to temat na kolejną opowiastkę.

Ps. czemu B&W? Bo w bieli i czerni zaśnieżony krajobraz, pozbawiony istotnych elementów kolorystycznych "zdejmuje się" znacznie lepiej a przy okazji Aura nabiera prezencji rasowego wilka ;-)
Posted by Picasa