Siedzę sobie spokojnie w samochodzie, psiocząc na słońce które blindzi (kolejny galicyzm - blindzi od blinduje czyli z niemieckiego oślepia) mi w przednią szybę, przez co literki na czytniku stają się mniej kontrastowe, czyli gorzej widoczne.
Do tego w aucie robi się ciepło - oczywiście mógł by przeparkować w inne miejsce, ale jakoś tak mi się nie chciało.
Postanowiłem się przewietrzyć i poczekać na chmury aby w dalszym ciągu kontynuować lekturę.
Akurat czytałem ściągnięte z sieci teksty na temat hibernacji u zwierząt stałocieplnych - wiedzieliście że np. suseł budzi się z hibernacji aby się ... wyspać? Ja też nie wiedziałem.
Odkładam czytnik i patrzę a tam za szybą owad - żywy zimową porą, nawet ruchliwy i prężny - do słońca się grzał. Że biedrona to widać od razu, pytanie brzmi co za gatunek.
Ponieważ i tak miałem się przewietrzyć to chwytam plecak, wyjmuję zeń aparat i wychodzę.
A tam:
Biedronka mączniakówka, kroszela, biedronka dwudziestodwukropka (Psyllobora vigintiduopunctata, syn. Thea vigintiduopunctata)
uff.
A teraz pytania.
Co ona będzie jadła?
Czy zdąży przed nocnymi przymrozkami znaleźć sobie bezpieczne miejsce przetrwania?
Czy ładnie się komponuje z moim czarno żółtym plecakiem?