Schodzę w dół z mordem w oczach, zastanawiając się czy wystarczy kopniak, czy też ryzykuję iż Aura narobi wtedy skowytu, postanawiam zabić ją rękami, poprzez duszenie. Będzie cicho i bez krwi.
Odsuwam zasłony w oknie, aby ustalić gdzie ona jest, chyba czynie to zbyt głośno, bo pies momentalnie orientuje się w zagrożeniu. Milknie, zaszywa się gdzieś w ogrodzie i udaje że to wcale nie ona.
Przybysz najwyraźniej nadal ma to wszystko pod omykiem...
Sięgam po aparat, robię mu kilka zdjęć (wszystkie o kant tyłka potłuc bo przez szybę w oknie i po ciemku)
Zając szarak (Lepus europaeus)
Zające są bardziej ślepe niż dobrze widzą, jedyne co robi na nich wrażenie to ruch im bardziej gwałtowny tym lepiej. Staję w drzwiach, które dynamicznie otwieram, tak by pojawiła się za mną wielka plama światła... zadziałało. Szarak robi szybki zwrot i kica w inne kwartały osiedla.
Wracam do sypialni, z oddali dobiega mnie ujadanie psów... jak słodko jest zasypiać, mając pewność że właśnie przestaje spać ktoś inny... ;-D