Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zmiany klimatu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zmiany klimatu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2013

Wokół klimatu

Zima nam odpuściła, wiosna szaleje, już po pierwszym koszeniu ogrodu, nowe nasadzenia, podlewanie itp.
Znaczy że czas w sam raz aby... wrócić do zimy.
Bo gdybym napisał o swoich przemyśleniach wcześniej to pewnie wywołałbym spore rozdrażnienie - sam już nieźle poirytowany byłem nawrotem zimy, grypą we święta i resztkami resztek opału.
Tyle że to bardzo subiektywne odczucia, wynikłe z niezgodności stanu faktycznego przyrody w stosunku do naszych przyzwyczajeń.

A cóż takiego w ogóle się stało? Otóż ocieplenie klimatu, wywołało zmiany ruchów mas powietrza nad północną częścią globu, skutkiem czego zamiast wiać do nas znad Atlantyku - (wilgotno ale stosunkowo ciepło) - to wiało albo z północy (zimno), albo ze wschodu (jeszcze zimniej), do tego czasami jednak zaciągało nieco wilgotnych chmur z południa lub zachodu i mieliśmy wściekłe śnieżyce. Czyli na pierwszy rzut oka... minus.

A na drugi?


Jeszcze za czasów mojego dzieciństwa szczyt chłodów przypadał na okres przełomu grudnia i stycznia. Krótkie dni, bardzo niskie temperatury.Będąc dzieckiem chroniony byłem przez dorosłych,ale dla nich były to ciężkie czasy, nie tylko dla nich zresztą, pamiętam każdego poranka idąc do przedszkola widziałem coraz to nowe padłe przez noc ptaki.

Tymczasem obecnie, poza niekomfortową psychicznie sytuacją gdy 6 grudnia Św. Mikołaj zamiast na saniach podjeżdża na skuterze, a w Boże Narodzenie kolędnicy brną nie przez zaspy, ale przez koleiny błota... jest zdecydowanie lepiej.

Szczyt chłodów przypada na czas gdy dni są już zdecydowanie dłuższe, co pozwala ludziom widzieć świat zdecydowanie bardziej optymistycznie, odpocząć w ciepłych promieniach słońca, jednocześnie oferując ptactwu więcej czasu na żerowanie.

Być możenie mam racji, być może ilość minusów obecnego stanu rzeczy przeważa nad plusami, ale zdecydowanie jestem przeciwny apodyktycznym stwierdzeniom "klimatologów" jakoby działy się rzeczy straszne, katastrofalne, okropne i ogólnie apokaliptyczne.

Ps - te ślady na zdjęciu to oczywiście trajektoria biegu Aury - głupi pies nie docenił uroku okręgu kreślonego wiatrem i przedarł tuż obok. Trudno mieć mu to w sumie za złe... cieszy się śniegiem, słońcem, życiem. Więc może wcale nie taki głupi? Może warto się od niej uczyć i też cieszyć się śniegiem, słońcem, życiem, nic się nie przejmując straszeniami "klimatologów"?