Tu nie chodzi o tępienie kotów, czy przyzwolenie na robienie sobie z nich tarcz strzelniczych - "bo przecież to szkodniki", ale o świadomość samych właścicieli zwierzaka. Przypiłowane pazurki i dzwoneczek na szyi zdecydowanie zwiększą szanse ofiar w kontakcie z drapieżcą. A jak chcemy pozbyć się myszy z domu czy budynku gospodarczego, to lepiej zamknąć tam kota i czekać aż sobie je wyłapie, bo myszy i tak bardzo niechętnie po otwartej przestrzeni biegają, więc szansa że złapie mysz domową w sadzie czy na grządce marchewki jest raczej żadna. Tymczasem szkody potrafi czynić ogromne.
Lotnisko, tereny okalające pas startowy, do najbliższych zabudowań kilkaset metrów tyleż samo do pól uprawnych, zresztą i tak wyłącznie z kukurydza i rzepakiem.
Cokolwiek by tu nie wystepowało na pewno jako szkodnik uznane być nie może - bo komu niby szkodzi?
ale kot łowi
średnio skutecznie
w zasadzie całkiem nieskutecznie
ale łowi - nie z głodu ale dla zabawy.
Tymczasem na płycie lotniska prócz nornic (uznawanych za szkodniki w ogródkach - na tej samej zasadzie można traktować człowieka - coś sobie zbudował i teraz zamiast iść linia prosta muszę nakładać drogi), występują też ryjówki - które są zwierzętami chronionymi, nawet nie tyle ze względu na zagrożenie ich bytu, co przez uwagę na ich pożyteczność - na terenach przez nie zamieszkiwanych nie ma szans na pojawienie się gradacji owadów których liczebność jest skutecznie przez ryjówki sprowadzana do bezpiecznego poziomu.
Tyle że koty na ten temat nie mają bladego pojęcia.