Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą astronomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą astronomia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 listopada 2016

Super superksiężyc czy hiper brednia?

ZGROZA!!!!!

STRACH TAK STRASZNY, ŻE STRACH SIĘ BAĆ!!!!!!

CZY JUŻ NIE MA DLA NAS RATUNKU?!!!!

Czerwono złota Nemezis (księżyc to po naszemu męski typ, z drugiej strony Luna... trzeba by Środy Magdaleny zapytać, akurat w sam raz dla niej temat z pogranicza gender, astrologii i mniemanologii stosowanej), no więc czy ta Nemezis oznacza zagładę cywilizacji?! 


Ostatnia taka super superpełnia - bo superpełnie to mamy zazwyczaj nawet kilka w roku - otóż w/g "ustaleń" amerykańskiego astroLOGA (nie mylić z nomem) Superksiężyc jest wtedy gdy Ziemia Księżyc i Słońce znajdą się w jednej linii (co jest stosunkowo oczywiste - bo inaczej nie mielibyśmy pełni, ani... nowiu) - oraz gdy dojdzie do perygeum - czyli największego zbliżenia Księżyca do Ziemi - (co zasadniczo także nie może dziwić, jako że orbita Księżyca jest eliptyczna) - do którego także dochodzi kilkukrotnie w ciągu roku.

Z drugiej strony astrologowie to wpływowa i bezczelna grupa ludzi 
(pewnie dlatego że ma tak duży posłuch).
Przypomnijmy  np. panią Marinę Bai, rosyjską astrolożkę, która pozwała NASA o 300 milionów zielonych (nie ludzików), bo agencja "zakłóciła naturalny bilans sił we wszechświecie" ...



Tak więc sytuacja wygląda nieciekawie - nauka "ma za nic trwogi zwykłych ludzi" i ogranicza się jedynie do zdawkowego stwierdzenia że mimośród orbity Księżyca wokół Ziemi powoduje iż perygeum wynosi każdorazowo od 356 400 do 370 400 km 
Zatem obecne zbliżenie na odległość 356 511 km ma i tak 111 kilometrów "zapasu", do największego zbliżenia.  I że dla obserwatora z Ziemi będzie on o 14% większy i 30% jaśniejszy niż podczas "normalnej" pełni  - czego wszakże i tak bez skali porównawczej NIKT nie będzie w stanie dostrzec! 
Zatem nauka nam nie pomoże!!!! 
o Boże!!!! 


A czy pomoże nam wiara?
Obawiam się że także nam nie pomoże - bo proboszczowie mają silny przykaz "od góry" by nie robić z siebie bałwanów, wypowiedziami na tematy o których nie mają pojęcia (nie tylko astronomia, ale także inne nauki przyrodnicze), a jak który pojecie ma, to je ma i wie że to brednia. 
Znaczy jak ktoś ma potrzebę to może się indywidualnie pomodlić i jestem absolutnie pewien że Światu to nie zaszkodzi, a jemu samemu może korzyść przynieść... 



Czy zatem jutro, nocą z poniedziałku na wtorek, nasze pogrążone w przerażonym śnie miasta czeka zagłada, albo przynajmniej szereg klęsk?
Nie wiem - otwarłem sobie kalendarium z roku 1948... faktycznie sporo się paskudnych rzeczy wydarzyło w owym roku:
Skazano i zamordowano ostatnich przywódców NSZ i SN, powstała PZPR a na świecie zamordowano Gandhiego i rozpoczęto blokadę Berlina Zachodniego - choć wielu i tak powie że najgorszym co się wydarzyło było powstanie państwa Izrael...

Jak zatem będzie? Nie wiem! - wierze w słowa "nie znacie dnia ani godziny" - ale przyjmuję zakład - ten tekst pisałem w poniedziałek - ukaże się we wtorek automatycznie za pośrednictwem Wujasa Googla - jeśli więc go w spokoju przy kawce czytacie to znaczy że media epatujące nas superksiężycem kolejny raz wyszły na wały (niekoniecznie przeciwpowodziowe - bo i cóżby taki Polsat na wałach przeciwpowodziowych miał robić?), jeśli zaś właśnie czujecie trzęsienie ziemi, na waszym podwórku pojawia się wulkan (stosunkowo łatwo go odróżnić od kretówki - choćby po zapachu) a z nieba leje się płonąca siarka - to ... no przepraszam, na wała wyszedłem ja - choć wciąż będę się upierał że to być może przypadkowa koincydencja...
   


poniedziałek, 7 grudnia 2015

O tym co zobaczyć chciałem ale nie mogłem, czyli obserwacje chmur zamiast planet

Urokiem okresu zimowego, na naszych szerokościach geograficznych (mnie uczono jeszcze o wysokościach) jest fakt iż wstając rankiem do pracy mamy okazję pomiędzy klątwami na parszywy los (było się urodzić Rockefellerem, albo utrzymankiem państwa socjalnego), masowaniem zastałych mięśni w oczekiwaniu aż się kawa zaparzy i wysypywaniem piasku spod powiek... popatrzeć w niebo.
 "Wszyscy żyjemy w rynsztoku, ale niektórzy z nas patrzą w gwiazdy" Oscar Wilde.

A na niebie zazwyczaj widzimy gdzieś nad horyzontem Wenus. Nim jej blask rozpłynie się w blasku Słońca, mamy kilkadziesiąt minut pięknych obserwacji.

Swój srebrzysto jasny kolor Wenus zawdzięcza wyjątkowo dużemu albedu (stosunek odbijanego promieniowania słonecznego do absorbowanego) wynoszącemu aż 0,76 (choć bywa że podają też 0.67).
 ze strony tylkoastronomia
Kobiety jak wiadomo są z Wenus i biorąc pod uwagę że temperatury sięgają tam 500 stopni, ciśnienie stu atmosfer a z nieba padają deszcze kwasu siarkowego... no, trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza po iluś tam latach małżeństwa.


Uchwycić można też ledwie widocznego Marsa. Mężczyźni są z Marsa. Mars to spokojna, kręcąca się w lekkim oddaleniu (Splendid isolation), planeta, nie targana przez zawieruchy hormonalne, (znaczy atmosferyczne).

Te zmarszczki i czerwonawy kolor to zapewne za sprawą Wenus...;-)
 źródło NASA

Jest też wspaniały, dominujący wysokością Jowisz - no w końcu on tu największy. Jowisz powinien być patronem frustratów - no wyobraźcie sobie - być na najlepszej drodze by stać się gwiazdą a skończyć, jako planeta, co prawda największa ale... tylko planeta.

Wrze wewnątrz ale nie zapłonie...
z PR

Swą jasnością i wielkością dominuje Księżyc, sierpik coraz mizerniejszy (choć przecież po nowiu znów zacznie nabierać kształtów zgoła kaliszowych). Kawał skalistej pamiątki po kolizji Ziemi nr1 z planetą niewiele mniejszą od Marsa.

 Tu akurat z Wenus - takie widoki mnie ominęły
 linkowane z WP



No i jest oczywiście jeszcze kometa Catalina - kilka stopni na lewo od Wenus - tyle że jej obecność trzeba przyjąć na wiarę, bo gołym okiem jej nie widać - ale ja mam zaufanie do apki SkyPortal. A ona pokazuje że Catalina tam jest.


A tego to i tak moim sprzętem bym nie zobaczył, więc żal jak by mniejszy...
 Linkowany z Oriona


No fajnie to wszystko tam jest ale...
Ale tego nie widać!!!!
Co z tego że SkyPortal (wcześniej używałem apki Stellarium ale na moim tablecie nie chce działać), jeśli niebo zakrywają chmury, co z tego że taszczę do pracy na nocną zmianę, aparat i statyw, skoro... i tak NIC nie widać! (a zapowiadali że na południu Polski ma być chłodno ale słonecznie)...

Zatem jedyne co Wam mogę pokazać to zrzuty ekranowe ze Stellarium.

 Czwartego grudnia, na niebie była śliczna leliwka (jako Tarnowianin na widok leliwy jestem szczególnie wrażliwy bo to nasz herb od kilkuset lat).  Miałem okazję kilkanaście sekund oglądać, ale nie było sensu nawet iść po aparat, zważywszy na prędkość z jaką nadciągał kolejny wał chmur. 

 Na drugi dzień, z kolei planety i księżyc ustawiły się w jednej linii.
Chmury jednak nawet na sekundę nie odpuszczały. 

I co mam sobie Jowisza za patrona obrać?

 

niedziela, 2 marca 2014

Luna


Słowa Księżyc nie lubię, nasi słowiańscy przodkowie niespecjalnie się popisali. Słońce było księciem, a księżyc - książęciem, czyli, księżycem właśnie. Astronomicznie błędne, mitologicznie mało odkrywcze, poetycko beznadziejne...

Co innego Luna - Selene (Selene nawet ładniejsze, lecz mniej popularne).
Najważniejsze że odnosi się do kobiecości, a ta tak samo jak Księżyc zadziwia nas swoją niezmiennością, jak wiadomo kobieta niezmiennie potrafi zmienić się w przeciągu trwania jednego słowa. Jak każda analogia tak i ta ma swoje niedociągnięcia - Księżyc jest z grubsza przewidywalny, kobiety... nie.

Zatem poniżej krotka seria wstającej z nad horyzontu Luny.





A teraz dwie greckie laski: Wenus i Selene (Selene akurat popadła jak co miesiąc w anoreksję;-) ).