„Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro
”
papież Benedykt XVI

piątek, 29 lipca 2011

Mufa czyli o skutkach powodzi

Jadąc w stronę centrum miasta zdążyliśmy przed falą kulminacyjną.
Ul Tuchowska była już wprawdzie w okolicach kościoła Św trójcy i wiaduktów kolejowych zamknięta, ale rowerem udało się przejechać pomimo ostrzeżeń ze strony policjantów. w końcu to ja tedy codziennie przejeżdżam lub przechodzę, więc iem jakie stany wód co oznaczają, wtedy był ledwie przykryty asfalt.

Natomiast nadgorliwcy ze Straży Miejskiej otaśmowali kładkę i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku poszli won ... przeniosłem wpierw Miłosza a potem rower pośród ich "zabezpieczenia" i pojechaliśmy dalej.

Dwa lata temu w tym samym miejscu zwróciłem Strażnikom uwagę, że tuż nad brzegiem Wątoku bawi się gromadka dzieci - okrzyknięte przeze mnie odeszły na bezpieczną odległość (wzburzony Wątok ma w tym miejscu 4 metry głębokości i bardzo szybki nurt, przy czym brzegi są wybetonowane więc kończą się od razu głębiną.
Mówię kolesiowi że trzeba tego miejsca pilnować, póki nie przejdzie fala kulminacyjna ...
"no to co mam tu stać?" odpowiedział pytaniem!
W tym roku geniusze otaśmowali kładkę i zejście na brzeg ... a potem się dziwią i maja za złe gdy słyszą na mieście opinie na swój temat.

Ale wróćmy do przygody.

Wracać ta samą droga już się nie dało.
Po prawdzie mam za sobą wyczyn przebrnięcia na rowerze zalanego wiaduktu, przy czym woda sięgał mi równo z siodełkiem ale ... po pierwsze nie miałem wtedy dzieciaka na siodełku, byłem młodszy (bo głupi zostałem) i miałem potem cały dzień zajęty czyszczeniem i konserwacją ramy i osprzętu rowerowego, do którego dostała się woda.

Zdecydowałem więc że pojedziemy wzdłuż torów, aż do przejazdu kolejowego.

Nagle towarzysząca nam aura wpadła w szał. wpadłszy w szał wpadła w zarośla, potem wypadła znów wpadła, cały czas skowycząc na najwyższych częstotliwościach (Edyta Górniak niech się schowa) .
Wtem zobaczyłem że coś białego nagle wyskoczyło tuż przed nią, i znów dało śmiga w zarośla.
Pierwszą myślą był KOT - "Aura, nie bądź głupia, chcesz mieć kinol poszarpany" zawołałem
pies stanął ale widać było że krzaki nie dają mu spokoju.

Ale wtedy to coś nieopatrznie wychynęło z zza liści i zobaczyłem że to ... KRÓLIK!

"Aura, łap!" dałem komendę, a pies idealnie zgrabnym ruchem w kilku susach odciął królikowi drogę do zarośli i przyszpilił go łapami do ziemi.
Szybko zeskoczyłem z roweru, zdjąłem Miłosza, żeby się razem z nim nie przewrócił (bo rowery dziwnie lubią się przewracać), a następnie delikatnie odebrałem Aurze jej zdobycz.
Maleńki zmoknięty, przeraźliwie chudy, słaby i przerażony zwierzak zatrzepotał w moich dłoniach.


Szybko zapakowałem go do plecaka i zawiozłem do domu.
Nie mam zdjęć z tego okresu, bo żałość brała na niego patrzeć.
Ledwie miał siłę jeść, suchego chleba nie zgryzł, dopiero pieczołowicie obcierane listki sałaty i mlecza nieco go wzmocniły.

Dziś to już pełnoprawny członek naszego stada.
Maskotka Miłosza (jest tak samo jak Miłosz, miękki, miły w dotyku i ... tłamśliwy)
w oczekiwaniu na klatkę mieszka sobie w ogromniastym pudle, co dzień dostaje świeżego siana, marchewkę mleczyk albo zabierany jest do ogrodu ...

A tam zżera mi gozdziki ze skalniaka ...
poczekaj Królik już ja ci pokażę ...
skończysz jako pasztet ;-)


ps. skąd wziął się królik? Nie mam pojęcia, być może powódź zabrała komuś z podwórka zwierzaka, w Skrzyszowie rozlewa zawsze silniej niż w Tarnowie. W tym roku też.
Być może niesiony prądem, dopiero tu wydostał się na brzeg.
a może to zbieg okoliczności i królik po prostu komuś zwiał, a deszcz uniemożliwił poszukiwania (ale z drugiej strony nie widziałem żadnych ogłoszeń o poszukiwaniu królika).

ps2 - królik to królica Marzena nazwała ją Mufa ... i to się przyjęło.

czwartek, 28 lipca 2011

Królewskie życie

Królewskie życie jak się jest mrówka, wcale takie królewskie nie jest.
Choć z drugiej strony ...
czy ludzki król lub królowa maja takie sielskie życie?

Ale za to księżniczka i książę to mają już całkiem fajnie.
Obowiązki praktycznie żadne, chroni książęcy immunitet, życiu blasku nadaje monarszy splendor i o sprawy materialne nie ma się co martwić ... do czasu.


Pewnego ciepłego dnia w lipcu lub w sierpniu, mrówki dochodzą do wniosku, że dalsze karmienie książątek już im nie odpowiada - czekają tylko sposobnej okazji - zazwyczaj jest nią jakiś słoneczny dzień, ilość feromonów w mrowisku wzrasta do poziomu, który u robotnic wywołuje potrzebę czynu rewolucyjnego.


Choć książęta opierają się, choć wyrójka im nie w smak, choć zdają sobie sprawę że poza bezpiecznym podziemiem mrowiska czyha na nie szereg niekiedy śmiertelnych niebezpieczeństw ... nie ma zmiłuj.
Za łeb i won w szeroki świat.

A bohaterką rewolucji jest
Podziemnica zwyczajna
lasius flavus

Maleńka żółto bursztynowa mrówka.
Zazwyczaj niechętnie ujawniająca się. Żyjąca pod ziemią, czasami widoczne są jej porośnięte trawą ziemne kopce, ale ponieważ nie ona jedna takie buduje, przeto z obecności kopca, nie należy wnioskować o obecności podziemnicy - choć to szalenie często występujący gatunek.
Żywi się spadzią mszyc korzeniowych (zaglądnijcie tu a będziecie wiedzieć że podziemnice nie są gatunkiem kochanym przez Królika), tudzież małymi owadami.

Myślę że w przydomowym ozdobnym ogródku, spełniającym rolę rekreacyjną, nie powinny być uznane za szczególnie warte tępienia szkodniki.

wtorek, 26 lipca 2011

Nowy post

Ponieważ nie wszyscy śledzą moje posty podróżnicze,
przeto ośmielam się niczym kura głośnym kodkodaczeniem
oznajmić że pojawił sie tam nowy zapis ;-)
Zapraszam
Tatry we mgle

piątek, 22 lipca 2011

Żaba! czyli zagadka ...

czym się różni blondynka od żaby?
to proste
Blondynka nie kuma ...

Znaczy ja też jestem blondynka bo nie kumem co to za żabol wpadł na mnie nieopodal potoczku
Strusinka zwanego.
Skąd w Tarnowie tyle "strusiowej" nomenklatury, boć i przecież cała dzielnice Strusiną zwaną mamy?
A to akurat jest proste - nie "Strusina" ale ... "Struzina" - czyli coś jeszcze mniejszego od strugi!
Tak być powinno, a jest jak jest ...

W przypadku żab zielonych już nie jest tak prosto bo mamy trzy gatunki
żabę jeziorkową, śmieszkę i ... wodną, która jest hybryda tamtych dwóch!


Ty już tak na mnie mądrze nie patrz, powiedz lepiej kim jesteś.


Żaba śmieszka (Pelophylax ridibundus[2] syn. Rana ridibunda)

Mogło by być ze względu na wielkość - bo nasza bohaterka ma około 9 cm, ale Wiki wyraźnie podaje że występuje w okolicach Poznania, Warszawy i nadmorskich ... czyli dokładnie gdzie indziej niż Tarnów.


Żaba jeziorkowa (Pelophylax lessonae[2] syn. Rana lessonae)
także pasuje ... tyle że nie pasuje wielkość - bo wedle Wiki dorosłe samice mają do 7 cm, a ta miała 9!


Pozostaje
Żaba wodna (Pelophylax kl. esculentus, syn. Rana esculenta, właśc. Rana kl. esculenta)


zacytujmy za Wiki:
naturalny klepton diploidalny lub triploidalny (hybryda) żaby jeziorkowej i żaby śmieszki (vide: Rana esculenta complex).

Jak by mnie ktoś nazwał "naturalnym kleptonem" - to albo bym mu dał w pysk, albo (jak by to był ktoś postury Pudziana) przynajmniej się obraził ...

I tym sposobem nie rozstrzygając jednoznacznie z jakim gatunkiem miałem do czynienia, wyjaśniłem przynajmniej powód milczenia ...
żaba się obraziła za tego "naturalnego kleptona" i już nic nam nie powie!

środa, 20 lipca 2011

Podlot w deszczu

kolejne deszczowe lato, może nie tak jak ostatnie, ale i to nas nie rozpieszcza, jak nie skwar niemiłosierny, to leje, siąpi lub pada .... czasami dla zabawy wali jeszcze piorunami - tak jak w Tarnów dzisiejszej nocy.

Ale podlot nie jest z dziś, to wcześniejsze zdjęcia, tyle że dziś przyszła pora ich publikacji.

Rzecz się działa w jednym z najruchliwszych miejsc miasta. Ulica Konarskiego, przechodzi w ulicę Narutowicza, w jednąstrone przecznica ulicy Wodnej i Zakłąd energetyczny tudziez wodociągimiejska, a w druga Burek i plac handlowy zwany hucznie i na wyrost "tarnowskimi sukiennicami", tuż obok budynek Starostwa Powiatowego i przystanek autobusowy.

A na ulicy "parada idiotów" czyli ... korek.
korek tak szczelny, ze czekając na autobus mam mnóstwo czasu by szperać oczami po skwerku a na skwerku ...

Podlot kosa

Widać że pierwszy lot wyszedł mu tak sobie, i trzeba było przyziemiać - nic się nie stało - mięśnie w ciągu kilku minut się zregenerują, wzmocnią i następna próba będzie już udana - nie ma sensu na siłę "udzielać" ptakowi pomocy. Tym bardziej że łapiąc go mógł by spowodować że zacznie chaotyczną ucieczkę i dopiero wtedy zrobi sobie krzywdę.


w miejscy w któym sie skrył, nie grozi mu atak kotów, czy kun przynajmniej do wieczora, a wieczorem z pewnością już go tam nie będzie.

witaj w szerokim świecie podlotku!

czwartek, 14 lipca 2011

Lawina błota

Góra św. Marcina to dawne założenie obronne, w czasach Tarnowskich wszędzie tu były obwarowania ziemno kamienne. Od setek lat teren jednak dziczeje - pierwotną sukcesję roślin ruderalnych, potem drzew takich brzoza, w tej chwili już od dawna przejęły znacznie szlachetniejsze gatunki - buk a pojawiają się i dęby.
I tak pewnie trwało by jeszcze długo gdyby nie człowiek - nie dość że góra podlega ciągłemu procesowi urbanizacji, mało że jakiś dureń zezwolił na przeprowadzenie asfaltowej ulicy na wskroś zabytkowego kompleksu zamkowego, to jeszcze teren upatrzyli sobie crossowcy wszelkiej maści - jeszcze rowerzyści jako tako są dla przyrody znośni, ale od pewnego czasu bandytują tu też motocrossowcy i quadziarze - a tego już lasek znieść nie może.

Rozjeżdżone przez nich zbocza po każdym większym deszczu spływają w dół lawiną błota i kamieni.

Całkowite zniszczenie poszycia leśnego

te kamyczki na zdjęciu niegdyś zapewne stanowiły elementy umocnień lub szlaków komunikacyjnych wewnątrz fortalicjum - ale by uzmysłowić silę takiej błotnej strugi one mają długość około metra i kilkadziesiąt centymetrów średnicy.


czwartek, 7 lipca 2011

Ogorek poszedł w świat

Przyznam że miałem świeczki w oczach, gdy do mnie zadzwoniono że ... przyjadą po niego za godzinę.
Miałem je też, gdy usłyszałem domofon do brami i potem gdy już z nim odchodzili i ... teraz też mam,
starannie maskowane przed chłopcami.


Nie widzę się w hodowli "psiarni" ...
może inaczej ...
nie widzę się w takich warunkach, nie w mieście, nie ma małym ogródku
- co innego gdybym miał "hektary".
było by fajnie, mieć stado - zaprzęgać je do sanek lub rowera i uprawiać sobie maszer

Chłopcom też zresztą było "łyso" ...
Wczoraj bawili się z nim kilka godzin w salonie - ucząc go polowania i ataku z zaskoczenia.
Miłosz został przez Kluchę uznany za swoje rodzeństwo (też jest taki mięciutki w dotyku i w ogóle jest mięciutki ... jak to Miłosz ... nomen omen), Mikołaj zaś skojarzony chyba z matką, gdyz co i rusz ogórek usiłował złapac w pysk jakieś dyndajace mu fałdy ubrania, a gdy już je złapał, zaczynał ssanie z wielkim zapałem i ... rozczarowaniem.

Chyba trafił w dobre ręce.
na wieś, w Świętokrzyskie.
jego nowi właściciele mają już psa ... Maćka!
jest stary, osiemnastoletni, słępy i głuchy ...
ciekawe czy kluchę też nazwa Maćkiem? - było by mi personalnie niezwykle miło.

Szczęśliwej psiej drogi Klucho ...

środa, 6 lipca 2011

Strydulacja


Strydulacja
- wydawanie dźwięków poprzez pocieranie o siebie elementów powierzchni ciała - u bezkręgowców powszechne - tyle że poza świerszczami i cykadami raczej nieczęsto słyszane.

Mnie w każdym razie dyląż srodze za pierwszym razem przestraszył - pewnie tek zresztą ma być.
Ciekawe jest zepspolenie tego dźwięku z ruchami owada - stają się agresywne - to pewnie kolejny z elementów obronnych - potencjalna ofiara atakuje i tym samym zniechęca agresora. Rozwiązanie wydaje się uzasadnione ewolucyjnie- dyląże to sporej wielkości chrząszcze, jak pisałem już wcześniej latające w sposób co najmniej ociężały, nie mające szans na ucieczkę.
A gdy nie można uciec lepiej jest atakować.
Zauważyłem też że kolejne drażnienia wywoływały już znacznie słabszą reakcje - widać powtarzanie "ataku" już nie jest ewolucyjnie uzasadnione - albo wypali pierwsza próba albo nie i wtedy chrząszcz skończy jako posiłek a w przypadku powtarzającego się drażnienia zapewne częściej owady stykają się z naturalną "złośliwością rzeczy martwych" niż z maniakiem uzbrojonym w słomkę - więc podejmowanie akcji które wiążą się z dużym wydatkiem energetycznym wydaje się niecelowe.

Polecono mi poczytać w temacie opracowanie prof. dok. hab. Jerzego Mariana Gutowskiego
ale w Tarnowie jest raczej nie do zdobycia - szkoda.

I to by było chyba na tyle o Dylążu garbarzu.

piątek, 1 lipca 2011

droga na sam szczyt


Dyląż Garbarz część kolejna
W racji deszczu zapakowałem owada do ... lunetki przez która zazwyczaj podglądam ptaki - to takie fajne ebonitowo szklane ustrojstwo rodem z ZSSR - jest niezwykle wytrzymałe, odporne praktycznie na wszystko, ma możliwość odkręcenia obiektywu który wówczas służy mi za improwizowany konwerter makro i ... mozna wo wewnątrz wsadzic coś, co jest tam bezpieczne i łatwe do odzyskania.
No to wsadziłem tam dyląża. W domu został umieszczony w wymarłym terrarium po patyczaku.

Areszt był tymczasowy - jedynie do czasu potwierdzenia tożsamości

(wszyscy którzy twierdzą że to metody charakterystyczne dla państwa totalitarnego ... mają rację!)

Następnego dnia odzyskał wolność

(wszyscy którzy twierdzą że tym Maciej różni się od policji, prokuratury i sądów RP ... mają rację!!!)

I rozpoczął wędrówkę ...

Po kamieniach przygotowanych na budowę tarasu

Po murku ogrodzenia

(osobiście jestem wrogiem ogrodzeń - z drugiej strony, jak sobie nie ogrodzisz posesji, to spora rzesza "rodaków" uzna ten fakt za przejaw "niedbałości i swoją własność" i jako "zaproszenie" żeby sobiue zabierać od ciebie to co im będzie akurat potrzebne ... lub tylko potrzebnym się będzie wydawać).


Po słupku

na sam szczyt.

A potem rozłożył skrzydła i z wielkim furkotem odleciał, nim zdążyłem lepiej dostroić ostrość!
Przy okazji chyba już wiem skąd takie jego zdenerwowanie poprzedniego dnia.
Stracony na ziemię, nie mógł poderwać się z niej o własnych siłach, bez pomocy "platformy startowej".

Jak ustalę na entomoforum skąd się biorą te jego "krzyki" to też o tym napiszę



czwartek, 30 czerwca 2011

Grabarz w deszczu

Aby zwiększyć dawkę grozy wynikające z samego tytułu dodam że lało wtedy jak by niebiosa chciały ugasić piekło.

Więc mam zmierzch
deszcz
wiatr
i
JEGO
A ON
jest
czarny
nerwowy
i
chrzęści niczym duch z Canterville .

Do tego wydaje dziwne odgłosy, coś jak by krzyki
gdy się go podrażni ... słomką!

żeby było jeszcze niesamowiciej
grabarz jest kózką a na pierwsze ma Dyląż !


Dyląż garbarz (Prionus coriarius)

Jeden z największych żyjących w Polsce chrząszczy.

oczywiście nie "grabarz" (choć to fajniej brzmi) - ale GARBARZ
Zwiedzionych tytułem przepraszam.

Oczywiście oznaczony jako kózkowaty dzięki specom z entomoforum
bo ja uparcie drążyłem biegaczowate i czarnuchowate - kózkowate mając na uwadze, ale w drugim rzędzie.

ps - jeszcze o nim będzie.

środa, 29 czerwca 2011

Glinianka


Gliny to ci u nas dostatek ... dość iłu lodowce tu przywlekły ze Skandynawii.
prawdopodobnie dlatego właśnie Ikea oferuje produkty z drewna, jak by mieli glinę to oferowali by swoje "proste formy" wykonane w technice ceramicznej.
ale nie mają, za to my mamy.
wiec co i rusz w różnych miejscach powstawały na tych terenach cegielnie. Małe duże, prywatne, spółdzielcze, potem państwowe.
a potem upadały jedne po cichu, inne spektakularnie.
ta też upadła.
został po niej wielgaśny komin, trochę zrujnowanych budynków i ... GLINIANKA!!!

teren zdziczały, raj dla miejscowej fauny i flory, na tyle daleko od siedzib ludzkich że zaglądają tu jedynie wędkarze. Na tyle pośród infrastruktury ludzkiej (z jednej strony górka rozrządowa kolei, z drugiej obwodnica) aby nie dochodziło tu do ingerencji rolniczej czy leśnej.


wiesiołek (Oenothera L.)

Kępa szuwarów


Wędkarz

łatka dzieweczka (Coenagrion puella)

Będę miał świetne miejsce do podglądania przyrody

wtorek, 28 czerwca 2011

Nie dla klaustrofobów

Sam nie wiem co mnie tam powlokło, chyba po prostu lubię takie miejsca. wykorzystałem fakt że trwa remont instalacji i z części kanałów wodnych elektrociepłowni wodę spuszczono.
Pod ziemią bytuje istna plątanina rurociągów, jednak nie wszędzie można wejść, niekiedy są zbyt ciasne, w innych najprawdopodobniej nie ma powietrza.

w tym jest ...
Mówcie co chcecie ale to echo jest ...
świetne



Z faktu że nic nie widzicie nie wynika że tam obrazu nie ma - po prostu jest to obraz czarny na czarnym tle.

O a tam już pojawiło się słońce -

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Ze spuszczonym ryjkiem

Prawie zupełnie przypadkowe zdjęcie - szliśmy z rodzinką na procesję bożego Ciała i patrzę ...

No to śmigiem aparat z torby i bez żadnych ustawień cyk fotkę maluchowi.

tak na moje oko to po bodziszku spaceruje sobie któryś z ryjków chowaczy (Ceutorrhynchus sp.) ale głowy nie dam ... zresztą co to za interes głowa za ryjka? ;-)

wtorek, 21 czerwca 2011

Pies w czerwonym kaloszu


Po prawdzie to po naszemu, galicjuszowskiemu powinno być "...w czerwonym gumiaku", ale kalosz jakos moim zdaniem w tym konkretnym przypadku brzmi lepiej.
zresztą może być to jakaś reminiscencja gdzieś w zakamarkach mojego prywatnego śmietnika zwanego mózgiem, odnosząca się do stareńkiego serialu "rewolwer i melonik" a szczególnie do jednego z odcinków pt. "człowiek w białych kaloszach" ... taka bajka na wpół sensacyjna na wpół science fiction o facecie co wynalazł sposób przekazywania energii na odległość, przy czym gromadziła się ona w swego rodzaju naparstku który nosił obok tytułowych białych kaloszy i mógł przy jej pomocy uśmiercać w sposób omalże doskonały swych wrogów ...

Ależ mi się skojarzyło - jakiś pogrobowiec Freuda mógł by z tego ciągu skojarzeń wysnuć materiały na dysertację doktorską i jeszcze by mu na kawałek habilitacji starczyło.

Pies z nim tańcował ...
wracajmy więc do psa w butach.

a ściślej w bucie ...

a poza tym to mi się chce spać

i kiedy w końcu odniesiesz mnie do mamy?

poniedziałek, 20 czerwca 2011

klucha vel ogórek

Sam nie wiem jak do tego doszło - podejrzewałem takiego jednego małego kundla któremu obiecałem ucięcie łba a który wcześniej ostrzelany został plasteliną z wiatrówki. Gnojek napalony potrafił przekopać się pod ogrodzeniem w miejscu styku betonu z asfaltem, przedzierając się pod tralkami rozdarł sobie grzbiet do krwi ...

Tymczasem wszystko wskazuje na to że to nie był on!
Miot po nim powinien być niewielkich rozmiarów...
Tymczasem na świat przyszła czwórka wcześniaków, wielkich bez mała jak 1/3 Aury.
Trzy suczki nie miały szans, poskręcane, wyraźnie nie do końca rozwinięte.
Za to piesek był całkiem całkiem...

Udało mu się przeżyć i teraz ...
rośnie jak dług publiczny RP

Wysysa z aury wszystkie soki.
Albo odezwały się geny labradora które Aura w sobie nosi, albo ojcem był ...
ktoś z sąsiedztwa - ale tam kandydatów nie dostrzegam. No sam nie wiem.
W każdym razie psisko jest wielkie i upasione


a przy tym nerwowe, głośnym krzykiem reagujące na wszelkie próby zakłócania mu drzemki.

piątek, 17 czerwca 2011

wężowe spotkanie

Przypadki chodzą wężykiem ...
albo jakoś tak ...
nie mam głowy do porzekadeł ;-)

Wracaliśmy od Mikołaja ze szkoły, ze spotkania z okazji święta rodziców połączonego z pokazem ich osiągnięć z ostatniego roku.

Zazwyczaj staję dwie przecznice wcześniej, obok więzienia ... wczoraj przypadkowo dojechałem do samej szkoły, a skoro przez przypadek na jej parkingu nie było wolnych miejsc choć o wpół do piątej po południu to już być powinny i faktycznie wkrótce się pojawiły, to wysadziwszy rodzinkę pojechałem dalej - przypadkowo znajdując miejsce na jedynym bezpłatnym parkingu w okolicy na którym nigdy wolnych miejsc nie ma...
Sam zbieg dziwnych przypadków.

wychodzimy więc ze spotkania, kierujemy siwe w stronę samochodu, wtem zatrzymuje nas wołanie pewnej pani:
-Proszę Pana, niech Pan zobaczy, co to jest? to chyba wąż? On nie jest jadowity? Nie ugryzie? Ja się strasznie węzy boję.

Dwa razy mi nie trzeba było powtarzać.
Podchodzę szybkim krokiem a tu ... samym środkiem zjazdu na bulwary Wątoku snuje się wężykiem najprawdziwszy zaskroniec!

Ale fajna sztuka, młodzik jakiś, pewnie nie więcej niż dwa lata. W sumie to pierwszy raz tu węża widzę, to raczej nie jest ich terytorium. Aczkolwiek w starej zabudowie miasta, w licznych kanałach, na wpół ślepych odpływach i pod kamieniami znajdą dla siebie mnóstwo wygodnych do życia nisz. Pewnie też i jedzenia im nie zabraknie.

Serdecznie życzę im powodzenia.

Autor z zaskrońcem
ps - prosimy nie regulować monitorów, to nic nie da, ja naprawdę jestem typem urody zbliżonym do Prezydenta ... czego zresztą serdecznie żałuję.

Najciekawsza jednak była obserwacja zachowania owej pani ...
Głośno deklarując obrzydzenie "ja tam się gadami brzydzę", "w życiu bym tego do reki nie wzięła" itp. stała kilkanaście centymetrów ode mnie - z zaciekawieniem się przyglądając.
Chyba nawet nie liczyła na to że jednak wąż mnie ukąsi, okazując się imitującą zaskrońca jadowitą południowo amerykańską żararaką przybyłą do nas w kiści bananów a ja w spektakurarny sposób padnę trupem na środku bulwaru
ku uciesze gawiedzi.
Raczej była to wrodzona kobietom rozbieżność uczuć, słów i czynów mogacych bytować jednocześnie pomimo całkowitej wzajemnej sprzeczności.

A wonsz ?
A wonsz - jak powiedział Miłosz - posurał się pod ksakami, pomachał Miłosowi ogonkiem i teras poluje na myski zeby myski nie zjadły Miłosowi bułki z budyniem.

wtorek, 14 czerwca 2011

wyszła z siebie


Chrząszczyk ładny szalenie, fotogeniczny i pożyteczny!
Znaczy ja osobiście nie dzielę przyrody w antropooptycznym pryzmacie na pożyteczne, niepożyteczne i szkodniki, bo to głupota z przyrodniczego punktu widzenia.
Nie ma gatunków niepotrzebnych - bo jak były niepotrzebne to w ogóle nie powstawały kończąc swój byt na etapie pojedynczych mutacji.

Ale akurat siedmiokropka jest pożyteczna bo z racji żarłoczności larwy i imago potrafi wytępić całkiem spore skupiska mszyc bez mała do zera.
Jedynym jej wrogiem w tym zboznym dziele sa mrówki i ... człowiek z opryskiwaczem!


Biedronka siedmiokropka (Coccinella septempunctata)

Ta widocznie wyszła z siebie - widząc jak okoliczny "ogrodnik" pracowicie spryskuje środkiem owadobójczym swoje roślinki.

A potem zdziwienie ..."skąd panie te mszyce się biorą, co za cholerstwo, nigdy wcześniej tyle tego nie było ...?"

No cóż środka likwidującego wyłącznie mszyce nie wynaleziono ...
do krainy wiecznego insekcenia wędrują zatem wszystkie owady które będą miały pecha i pojawią się w pobliżu.
A że mszyce sa roznoszone przez mrówki, oraz że rozmnażają się z szybkością wzrostu funkcji wykładniczej, tedy opryski jedynie miejscowo mogą ograniczyć ich populację - ale o mszycach innym razem - dziś cieszmy oczy "nowa" stara mszycożerną siedmiokropką.


piątek, 10 czerwca 2011

Wielkie nic czyli ... wyczerpany język filozofów?


Czy to nie dziwny zbieg okoliczności?
podobno zreszta przypadków nie ma - są tylko znaki ...

Tygodniki są stare sprzed ponad roku i starsze - przemiszane u sąsiada który dał mi je do palenia w piecu, przemieszane u mnie ...

A przedwczoraj był Seth Lloyd i jego teorie wszechświadomości
wczoraj zaś ... prof. Zbigniew Mikołejko

i rozmowa z nim na łamach Polityki


I znów poproszę by wpierw uważnie przeczytać rozmowę a dopiero potem moje impresje na jej temat.

Uwaga pierwsza - jak się chce rozmawiać z takim erudytą jak Mikołejko, to trzeba się do rozmowy przygotować - tymczasem Joanna Podgórska tego nie zrobiła.
Chodzi i nieszczęsną podpowiedź - "koszula Dejaniry" - ani przypiął ani przyłatał - po prostu brak analogii! Są dwa rozwiązania - pierwsze to że Podgórska po prostu rzuciła pierwsze co się jej z mitologii w świadomości pojawiało - ale w to nie wierzę specjalnie - raczej (i to jest druga możliwość) szło o ideologiczne wzmocnienie tego co mówił Profesor.

Bo czyz szata Dejaniry zrosła się na stałe z ciałem Herkulesa? Zabić go zabiła - ale nie stała się cząstka jego samego - analogią zdecydowanie bardziej adekwatną było by mówienie o brudzie wżartym w ręce robotników - i ideologicznie mocny by to był wtręt - ale mniejsza.

Prof Mikołejko mówi: "nie lubię języka fizyki, astronomii, bo one chcą z pełną jasnością spoglądać w ciemność. a ja się strasznie tego boję. Nie chcę używać rozumu wobec ciemności, bo ona jest bezrozumna".

Deklaracja ucieczki?

A może wyczerpanie języka?
Czy język dzisiejszych filozofów opisuje jeszcze świat czy wyłącznie stany emocjonalne i duchowe rozterki samych filozofów?

Fizyk opowie o oddziaływaniach miedzy cząsteczkowych, o budowie materii, energii i ... świata.
Matematyk opowie o wymiarach których nawet nie umiemy sobie wyobrazić, a które realnie istnieją choć poza naszą świadomością.
Astronom nauczy nas o miejscu jakie zajmujemy we wszechświecie - pascalowska trzcina na wietrze to cała puszcza lasu dębowego w porównaniu z tym jacy się musimy postrzegać w perspektywie teleskopów, galaktyk i 14 miliardów lat świetlnych możliwego do zobaczenia kosmosu...

Tymczasem filozof się tego ... boi!

wtorek, 7 czerwca 2011

galaxy jelly .... czyli rozważania o świadomości materii


zanim zaczniecie czytać to co piszę, poczytajcie proszę to co zalinkowałem.

Swego czasu o Einsteinie mówiono - panteista - Lloyd byłby zatem panteistą doskonałym.
Zresztą co ciekawe - poglądy Lloyda i ... nie jest przecież odosobniony .... są całkowicie zbieżne z widzeniem świata ... animistów!
dla szamana animisty kamień ma dusze, drzewo myśli, gwiazdy nań patrzą ... itp - Seth Lloyd potwierdza te wierzenia.
Oczywiście nie w formie szamanizmu, ale naukowej teorii

Swego czasu Marcin Wolski był się zastanawiał jakie szaleństwo dotkneło ludzi że gotowi są wymyślać najdziksze teorie, aby tylko nie dopuścić do siebie myśli o istnieniu Boga osobowego.

A może to nie szaleństwo - przyznam szczerze że i mi - mojemu widzeniu świata odpowiada Bóg wszechobecnieogarniajacy.

Świadomość mam ja i ma ją moja Aura i ten kamień co go przed chwilą układałem na skalniaku i młotek co leży w piwnicy ... znaczy młotek ma znacznie mniejszą niż mrówka co po nim łazi ... jak ona tu cholera weszła? ... ale ją ma!

Wszechświat cały cza się stwarza - wciąż niczym bąbelki pary w garnku podczas gotowania powstają w nim nowe kwanty, które potem łączą się w materię, energię ... czas.
wszechświat sam się stwarza i sam siebie wciąż na nowo wymyśla.
gigantyczny kwantowy hiperkomputer...
Link



ciekawe czy kolonia bakterii tworząca mgławice w tej galaretce owocowej ma świadomość własnego bytu? Bo świadomości tego że ją fotografowałem to chyba nie ... ?

poniedziałek, 30 maja 2011

Pożytki a anarchii w ogródku


Trawka przycięta na 20 plus/minus 1 milimetr.
Układ drzewek zaprojektowany przy pomocy komputerowych wizualizacji.
Roślinki kupione w sklepach oferujących full serwis z przywozem, posadzeniem, zasileniem i pielęgnacją.

Pośród tego wszystkiego - właściciel - równie katalogowo bezosobowy jak jego ogród.
masowy wytwór masowej nastawionej na konsumpcję wszystkiego cywilizacji ...

nie dla mnie!
u mnie rządzi anarchia ... choć to oksymoron!

Przyniesione skądś wiatrem i rękami Mikołaja maki



lub chabry bławatki

I tylko te mrówki mnie zaciekawiają .... nie ma tam mszyc, więc nie po spadź przywędrowały - może szykują miejsce pod przyszłe pastwisko? Ale dziś też tam jeszcze mszyc nie przyniosły - więc skąd takie masowe zainteresowanie?

prócz wyżej pokazanych, mam jeszcze kurdybanki, kukliki, taszniki, rzeżuszniki i sporo innych.
kosze gdzie muszę, jak nie muszę to tam nie koszę, więc spokojnie sobie rosną.

A rośliny do ogrodu pozyskuję najczęściej metodą "zdobywania" zaszczepek i ... zazwyczaj się przyjmują.
W zaufaniu Wam napisze że niekiedy zwracam się do nich po imieniu.