Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

środa, 21 września 2016

Wirus kultury czyli ... czemu pomyśleliśmy o tym samym?!

Mem... pojęcie stworzone przez... a jakże... Richarda Dawkinsa na potrzeby zakończenia książki "Samolubny Gen". 






Mem - jest u Dawkinsa pojęciem równorzędnym z genem, tylko odnoszacym się do kultury i ewolucji kulturowej. Pojęcia "mem" i jego pochodna "memetyka" (jako gałąź nauki, zajmująca się ewolucja kulturową i propagacją "memów"  w społeczeństwie) została chwycona przez kulturoznawców jak połeć gnijącego mięsa przez sępy. I choć obecnie definicje Dawkinsa uznane są powszechnie jako "naiwne" lub "nie spełniające kryteriów metodologicznych" to jednak swoją rolę odegrały a pojecie "memu" przeszło na stałe do tzw "świadomości społecznej" (czyli memosfery).

Obecny stan nauki zwanej memetyką najłatwiej jest ocenić samemu np. ściągając i czytając "„Teksty z Ulicy” – czasopismo naukowe pracowników, doktorantów i studentów Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Od 2005 roku z podtytułem „Zeszyt memetyczny”".

Mi jednak nie o stan obecny chodzi ale o pastwienie się w dalszym ciągu nad Dawkinsem, a zwłaszcza nad jego wyznawcami. Do tej pory wykazałem (lubo mam taką nadzieję) że Dawkins to: ultrakonserwatysta, ksenofob, faszysta i seksista ... a wszystko to jedynie na podstawie analizy "samolubnego genu" - otóż dobrze jest żyć ze świadomością (której często wielu brakuje) że "idee mają konsekwencje" (książka i bon mot Richarda M. Weavera)

Tak się składa że memy rozsyłane (bo teraz już zaczniemy idee nazywać memami zamiennie - choć to nie do końca tak,. ale pomoże zrozumieć) przez Dawkinsa, uderzają także w jego ukochane lewicowo liberalno ateistyczne środowisko. Wystarczy po prostu być w ich realizacji i analizie... konsekwentnym.

Wykazałem także (i także mam co do tego nadzieję) że Dawkins swoją książkę pisał jako głos w dyskursie społecznym na tematy religii / ateizmu, postępu / "wstecznictwa", liberalizmu / konserwatyzmu itd. Łatwo się domyślić po której pan Richard stoi.   Uważając się za "osobistego nieprzyjaciela Pana Boga" postanowił stworzyć dzieło które raz na zawsze udowodni że Boga nie ma gdyż to ewolucja ukształtowała etykę, altruizm, miłość itp.

Jednakowoż Dawkins nie jest głupcem, to wybitnie inteligentny człowiek i w pewnym momencie dostrzegł że jego wywody, zostaną bez problemu obalone przy pomocy argumentów pochodzących z nauk społecznych, kulturoznawstwa, socjologii, psychologii i pokrewnych. Koniecznie musiał więc, wprowadzić do swojej książki pojęcie "memów" i "memetyki" a także ich zmienności w czasie i w kontakcie z innymi memami tudzież warunkami środowiskowymi. I to zrobił. Pomysł zresztą nie był ani nowy, ani odkrywczy, zauważmy że definiowany przez niego "mem", w sumie niewiele się różni od platońskiej "idei", może poza tym że "idee" nie ulegały ewolucji.

Argumentacja Dawkinsa w tym momencie sprowadzała się do stwierdzenia - Boga nie ma, religia to brednia gdyż wszystkie pojęcia z Bogiem i religią związane, podlegały i podlegają ewolucji a powstały jako odpowiedź istot inteligentnych na wymagania środowiska kulturowego w jakim żyły. Na pierwszy rzut oka sensownie i faktycznie trudno taki tok rozumowania obalić (wybitnym "brakiem współdziałania ze strony Ducha Świętego" wykazują się ci Katolicy i Protestanci, którzy argumentują za pomocą odwołań etycznych - "jako wierzący jestem dobrym człowiekiem, a gdybym był niewierzący, to nic nie powstrzymywało by mnie przed wyrządzaniem krzywdy bliźniemu" - bo to podstawianie sobie kolan do przestrzelenia...).

Istotnie - pojawia się mem religijny, który "tłumaczy" zjawiska (burza, tęcza), wydarzenia  (śmierć,  narodziny) i tenże mem jako atrakcyjny dla słuchaczy zostaje szybciej propagowany niż mem ateizmu (przypomnijmy los Sokratesa...). Otóż takim prostym rozumowaniem rozprawiłem się z religią...  Niech ktoś spróbuje obalić to rozumowanie - czekam tydzień - do przyszłej środy - wtedy... sam je obalę ;-).

fajnie - a tytuł... kiedy wytłumaczę tytuł?!!!

Otóż trzeba byście odwiedzili Blog Wojciecha Gotkiewicza i odnaleźli moją z nim dyskusję, bo nie chce mi się streszczać.

Zatem - czemu pomyśleliśmy to samo?  Na tej samej zasadzie na jakiej dziś nosi się obcisłe spodnie z krokiem w kolanach i mankietami jak od wiatrówek, a ja nosiłem obcisłe rurki w kratę (tak, byłem/jestem punkiem).  Moda tak samo jak ideologia, wierzenia religijne, poglądy polityczne, estetyka itp. ma swoje memy. Te mamy ewoluują ale i propagują się pośród ludzi.  Zapewne też tak jak w genetyce, odkryto; epigenetykę, tak w memetyce odkryje się wkrótce; epimemetykę. 
Czyli..
Czyli są dwa tłumaczenia (może więcej, ale te dwa uważam za najsensowniejsze)
1 - memosfera - czyli ogólna niematerialna ilość memów krążąca w społeczeństwie, z której czerpiemy, a w której ostatnio górę wzięły poglądy o fotografii przyrodniczej bez elementów przyrodoznawczych a jedynie oddającej klimat - czyli mgła jako główny i jedyny motyw.
2 - epimemetyka - gdzieś na jakimś etapie swojego życia zostaliśmy zainfekowani tym samym memem - fotografii przyrodniczej bez elementów przyrodoznawczych a jedynie oddającej klimat - czyli mgle jako głównym i jedynym motywie, a następnie jakieś wydarzenie/zjawisko uaktywniło tenże mem. Ponieważ musiało być to zjawisko/wydarzenie wspólne więc najpewniej była to mgła która nasunęła nam myśli o sobie jako o motywie głównym i jedynym fotografii przyrodniczej bez elementów przyrodoznawczych ;-) 

Ps. powyższy tekst nie jest wymierzony w osoby niewierzące (nie jestem nosicielem memu Savonaroli) - a jedynie w wyznawców religii Dawkinsonizmu.

8 komentarzy:

Andrzej Rawicz pisze...

W zasadzie czuję się agnostykiem. Miałem nadzieję, że ostatnie poszukiwania "boskiej cząstki" całkowicie obalą wiarę w Boga, ale zamiast tego pojawiło się jeszcze więcej wątpliwości i naukowcy (nie mylić z naszym "nałukowcem") bezradnie rozłożyli ręce. A skoro nie potrafimy zrozumieć tego co "Ktoś" zmajstrował, to pozostaje wierzyć w tego "Ktosia", kimkolwiek on jest.

makroman pisze...

Andrzeju - cóż by to był za Bóg gdyby jego istnienie lub nieistnienie można było rozsądzic za pomocą badania naukowego, to byłby co najwyżej demiurg trzeciej kategorii.

Andrzej Rawicz pisze...

Dlatego ja nazwałem "Ktosiem", bo przecież nie o nazewnictwo chodzi.

Wojciech Gotkiewicz pisze...

Makro! Muszę wreszcie przeczytać to, co czytałeś Ty, czyli rzeczonego Dawkinsa. Bez tego nie jestem w stanie podjąć jakiejkolwiek dyskusji. Pozostaję w bezradności. Wojtek.

makroman pisze...

Jasne, dla kogoś kto nie zna Samolubnego genu, przebicie się przez moje wywody musi być niełatwe.
Dobrze jest też "podbudować"się jakimiś pozycjami z teorii gier, bo w ostatecznym rachunku wszystko i tak sprowadza się do tego.

deu pisze...

Może trafne porównanie idei (platońskiej) do memu (nie znam tej teorii i nie zamierzam: ) Czyli trudno być dziś odkrywczym, łatwiej sprzedawać nowe terminy.

2 hipotez się nie obala, a rozumowanie, to termin potoczny, zamiennik. (hipotezy się weryfikuje, najładniej matematycznie w statystyce - weryfikacja oddala falsyfikację, bo zawsze można wrócić .. gdyż żadna falsyfikacja nie jest 100% - nie mięliście tego?)
Pan Rawicz - boska cząstka ma niewiele wspólnego z religią. Jest to zresztą podobne do tęsknoty Macieja - gospodarza naszego, do filozofowania.
Jeśli mem to " jednostka informacji kulturowej" (a więc nie idea jednak, idea to w skrócie pojęcie krzesłowości krzesła, co z kulturą słabo się wiąże), to zdaje się, że Twój wywód ma niewiele sensu - ten odnośnie za tydzień. I religia (terminy religii tłumaczące zjawiska) i ateizm, są pojęciami równoważnymi. Jakże więc można nimi dyskutować z czyjąś wiarą?

makroman pisze...

Deu - generalnie tak. "Idea" w sensie "pewna myśl", tu odchodzę od platonizmu. Natomiast co do memu - kulturoznawcy sami chyba nie asa pewni jak go zdefiniować, zgadzają się że pewna taka idea jest przydatna, ale... no właśnie, ale prąd czy siłę można zmierzyć, memu raczej nie, co najwyżej propagację pewnych idei czy postaw, dla których memy były by nośnikami.
Natomiast pozostaje kwestia nie tyle polemiki, co zaszczepienia czytelników tego bloga na wpływ "samolubnego genu" jako memu - nie chodzi o polemikę z ateistami, bo do tego potrzeba albo wielkiego wpływu Ducha Świętego albo... wielkiej bezczelności.
Ale sam przeczytasz (mam nadzieję) i przyznasz mi rację że jednak mój wywód będzie miał sens.

Wojciech Gotkiewicz pisze...

Ruszam do podbudowywania się:)