Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

piątek, 21 kwietnia 2017

Czy musimy strzelać do kotów?!

Tak wiem, nie wolno strzelać do kotów! Tak z racji prawnych jak i z racji politycznych... (prezes powszechnie uważany jest za człowieka który by tego nie darował)... oraz zwykłej ludzkiej bojaźni, bo przeogromna armia "kocich mam" gotowa oczy wydrapać nie zważając na pojawiające się podczas tej czynności uszkodzenia mechaniczne w powłoce lakierniczej paznokci.

Ale jednak problem istnieje! Pisane o tym było i u mnie na blogu i na blogach znajomych więc temat nie jest nowy, ale co jakiś czas wraca.

Teraz wróci po lekturze artykułu z serwisu Nauka w Polsce :

Najważniejsza konkluzja z tego tekstu - którą można wysnuć brzmi:
LUDZIEEEEE obudźcie się wreszcie, koty to nie są "bezbronne istoty" ale zdeterminowani zabójcy, korzystający z waszej opieki i dzięki temu zyskujący bezwzględną przewagę w  środowisku! 

Nie łudźcie się - koty nie polują na szczury! Boją się ich! 
Koty i myszy? Owszem, czasami, jak się zachce... upolują, ale żeby były tępicielami myszy? No bez jaj...  no jeszcze na wsi, po żniwach, gdy bez wysiłku można nałapać gryzoni na ściernisku... no tak, wtedy to owszem... ale w spichlerzach, magazynach, zabudowaniach gospodarskich? A weź się człowieku i wypałuj, trutki se jakieś nasyp, a na koty możesz nie liczyć, złapią jedną na tysiąc obecnych...


Za to koty niszczą ptasie lęgi, zabijają ryjówki (choć zapewne większość "kocich pańć", nawet tych posiadających drugorzędne cechy płciowe męskie - i tak uzna że to "ohydztwo jest myszą") , krety, jaszczurki a nawet... nietoperze! 

I o ile jeszcze kilkadziesiąt lat temu robiły to z musu, bo nie mieliśmy wiedzy na temat ich wymagań kulinarnych (potrzebują czegoś innego niż ludzie, a nawet niż psy... i  nie otrzymując tego w karmie, muszą zabijać i jeść), to teraz wszelkie kocie karmu są właściwie bilansowane... ale instynkt zabijania pozostał. 

Koty to nie tylko tępienie ptaków, to także krzyżówki z dzikimi kotowatymi potwierdzone bez cienia wątpliwości badaniami genetycznymi. 

Dlatego pozbyłem się wszelkich wyrzutów sumienia gdy moja Aura pogoni kotu kota! 
Koty mają być w mieszkaniach a nie wypuszczane na zewnątrz! 



Kot na swobodzie to szkodnik!!!
I widać to czarno na białym! 

Czy zatem strzelać do bezpańskich kotów? 
A może akcja przymusowej sterylizacji (tylko jak to przeprowadzić na wsiach?) 
Albo chemia w karmie, która obniży płodność (już widzę jak "pańcie" kupują.. konkurencyjne!), albo kary dla osób puszczających koty luzem... tylko jak to udowodnić? 
Problem wydaje się nierozwiązywalny, póki "kocie mamy" nie zaczną myśleć o swoich kotach realistycznie, odrzucając na bok sentymenty i ckliwe bajeczka, a ludzie na wsiach, przestaną traktować przyrodę jako wroga, w niszczeniu którego kot jest sprzymierzeńcem. 

piątek, 14 kwietnia 2017

Wielkanocnie

PRAWDZIWIE ZMARTWYCHWSTAŁ!!!! 


ALLELUJA

Serdeczności dla Was

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Czy warto być aktywnym w Internecie czyli ... seks akrobatyka ewolucji.

Że co? Że w tytule co ma piernik do wiatraka? Owszem ma... i zaraz wyjaśnię.

Otóż jest taka cykliczna impreza; zwie się: Tydzień Ewolucji w Krakowie. mają tam masę ciekawych imprez, na które nie chodzę, (bo mi się nie chce do Krakowa jeździć mimo że mam blisko - bo jak bym poszedł na jedną to czemu nie na drugą a tyle wolnego to ja nie mam), ale mają też wykłady i te z zamiłowaniem oglądam na YT (zresztą czasami także o nich piszę).

Czasami mają też to i owo do rozdania i w ten sposób drogą poproszenia a nie kupna nabyłem pozycję pod tytułem:
"Seks akrobatyka ewolucji i inne historie" sygnowaną przez PAN i UJ

 Focia własnego chowu bo w necie nie znalazłem tej okładki w formie możliwej do umieszczenia na blogu! 

Co znaczy także że raczej nie ma szans nabyć ją drogą kupna. A szkoda bo to pozycja świetna z trendem do wyśmienita! 
Szereg jednorozkładówkowych miniartukułów (notatek encyklopedycznych) uszeregowanych alfabetycznie, odnoszących się do ciekawych, mało znanych lub po prostu wartych poznania zagadnień z zakresu ewolucjonizmu i genetyki.
Co kilka stron - wstawki niebieskie, czyli notki autorstwa osób związanych z badaniami ewolucyjnymi, genetycznymi i pokrewnymi, odnoszące się do zakresu ich prac. 

Całość świetnie ilustrowana, z bardzo dobrze oddającymi sens zagadnienia infografikami. 
Pozycja dla wszystkich zainteresowanych przyrodą, życiem i ... seksem ;-) 

Wygląda na to jednak że osoba odpowiedzialna za wysyłkę materiałów popełniła błąd i otrzymałem dwie przesyłki - jedną dwa tygodnie po drugiej.

I tym samym stałem się posiadaczem dwóch takich samych książek. 

Zatem ogłaszam konkurs:
Książkę otrzyma ta osoba, która pierwsza i dobrze odpowie na moje pytanie.  Starałem się wymyślić takie na które nie ma odpowiedzi w Internecie, przynajmniej polskojezycznym, bo w angielskojezycznym już łatwiej. 

Zatem:
Jak wiadomo (nie wszystkim) Darwin był osobą cierpiąca na pewne schorzenie które do dziś jest tajemnicze i nie wyjaśnione, aczkolwiek hipotez jest mnóstwo. W każdym razie okresowo bywał powalony dolegliwością i wszelka jego działalność zamierała. Jeden z ataków  tejże (zapewne) choroby  dopadł go podczas pięcioletniej podróży na statku Beagle. Pytanie brzmi: Na jakim kontynencie miało to miejsce?  
 
 ps. jest o co walczyć! 
odpowiedzi oczywiście w komentarzach, potem już dane przez maila. 

niedziela, 2 kwietnia 2017

Słowo przez kobiety przeklete - rozwiązanie.

Najbliżej był oczywiście Wojciech. Męska logika...

Oczywiście opisane sytuacje to w przypadku pierwszym niekonsekwencja a w drugim odrzucanie konsekwencji, albo nieliczenie się z możliwymi konsekwencjami.

Dlatego
Jako słowo obce kobietom należy uznać konsekwencję - czyli jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć też B, a dwa razy dwa zawsze jest cztery i fakt że Kryśka ma okres tego nijak nie zmienia, więc pretensje do wykładowcy że oblał na sesji są nieuzasadnione.

Natomiast jako słowo przez kobiety przeklęte to: KONSEKWENCJE.

ps. Jak wiadomo konsekwencje wymyślił już Bóg (który także jest chłopem!) li tylko i wyłącznie w celu ciemiężenia kobiet...

;-D
Maciej


wtorek, 28 marca 2017

Słowo przez kobiety przeklęte...

Czy jest takie tytułowe słowo? Ba niejedno! Odrzeknie większość z Was i ... nie będziecie mieli racji! Owszem jest masa słów które mniej lub bardziej znienawidzonych przez niektóre kobiety, z drugiej strony dla innych są one obojętne, a niekiedy wręcz lubiane. Przykładem mogą być: "zmywanie", "szczur" lub "menstruacja".

Kobiety wbrew ogólnemu męskiemu mniemaniu, nie są aż tak bardzo do siebie podobne.

Natomiast jest słowo które kobiety przeklęły całym ciałem dusza i umysłem - Idę o zakład że gdyby to kobiety pisały Księgę Rodzaju to wcisnęły by je ... zamiast węża, albo jako wężowy przymiot; modląc się potem przez wieki, aby Maryja zdeptała je razem z wężem... diabli zresztą a raczą wiedzieć czy się tak nie modlą... ?  

To słowo występuje w dwóch odmianach o nieco różnych znaczeniach i zastosowaniu.
Jedna z tych odmian jest dla kobiet obca, drugą przeklinają. Zacznijmy od tej pierwszej.

Dla ilustracji taki krótki fragment "listu pożegnalnego" który na pewno niejeden z panów otrzymał:
"Ty cholerny dupku, żeby cie szlag trafił, idź do tych swoich dziwek, impotencie! takich jak ty powinno się katastrować w dzieciństwie. Nienawidzę cie!!! 

ps. Błagam wróć..."

Domyślacie się już jakie to słowo?

W drugiej odmianie trudniej je zilustrować, ale się postaram...

Z Pamiętnika kobiety.
1. lipca -  byłam z Gabryśką, i tą blond kretynką Joaśką na lodach, smaczne. Jakiś znajomy Joaśki kręcił się wkoło. Udawałyśmy że go nie widzimy. Gabi mówi że słodki... idiotka. o taki sobie facet. Aśka stwierdziła że jak się Gabi podoba to niech go sobie weźmie, ona nie chce, bo strasznie za dziewczynami się ugania.

3. lipca - Ale ta Gabryśka to idiotka!!! Umówiła się z nim!!!! Oczywiście poszłam do tej samej lodziarni, bo niby co ? Nie wolno?! nic a nic mnie ten facet nie interesuje!!!

5. lipca - Dziś znów byli na lodach - Ta kretynka cały czas machała do niego rzęsami, on udawał że z nią rozmawia ale patrzył bardzo często na mnie - siedziałam przy stoliku obok, rozmawiałam z Grzegorzem i "nie zauważyłam" że mi się spódniczka wysoko podwinęła...

7. lipca - Gabriela już nie jest moją przyjaciółką, zadzwoniła dziś do mnie i nazwała mnie dziwka, bo w telefonie tego mężczyzny znalazła mój numer telefonu. A to zołza podła, jak można komuś w telefonie kontakty sprawdzać,  świnia z tej G i tyle. Chłopak jest bardzo przyzwoity, inteligentny, zna się na  astronomii, obiecał że kiedyś pokaże mi gwiazdy, mówi o Ajnsztajnie i o Njutonie i umie nazwać kwiaty polne. Do tego jest strasznie silny i nawet pisze wiersze.

9. lipca -  Byliśmy z nim na plaży, pokazywał mi gwiazdy... było CUUUUUUDOOOOOWNIE!!!!!!

...
...

15 października - chyba spóźnia mi się okres, dzwoniłam do niego pytając co to może znaczyć. Odkrzyknął do słuchawki, że go to nie interesuje, że musi wracać na studia, że to pewnie i tak nie jego...
Skur...yn jeden!!!!!! "


Nadal nie wiecie co to za słowo/ słowa?

To poczekacie do przyszłego tygodnia...
No chyba że ktoś wcześniej się domyśli, wtedy dopiszę po tym postem.

pozdrawiam Was
Maciej   


poniedziałek, 20 marca 2017

Nauka w służbie ideologii

Posta miał być o słowie znienawidzonym przez kobiety... zgadnijcie jak ono brzmi?

Ale doczytałem co innego i o tym chce teraz napisać. 


Naukowiec wysługujący się ideologom... straszny obraz, już widzimy tych szalonych medyków, z Mengelem na czele (choć są tacy którzy jego "badaniom" nie odbierają wartości naukowej!!! i bynajmniej nie są to zwolennicy "populistycznej skrajnej prawicy"), von Brauna z jego wielostopniowymi rakietami gotowymi sterroryzować nie tylko Londyn, ale całą W. Brytanię i Nowy York, że o antropologach i archeologach uzasadniających aryjskość Hiotlera nie wspomnę. Cóż, tak nas nauczyły szkoły i popkultura (ta druga bardziej). Nieco mniej orientujemy się w naukowcach na usługach komunistów, w zasadzie pamiętając o Łysence i (niesłusznie) Pawłowie. Tymczasem.

Tymczasem wcale nie musimy szukać tak głęboko w historii!
Każda ideologia potrzebuje swojego "naukowego" uzasadnienia, nauka zaś nie potrzebuje uzasadnienia ideologicznego - i po tym najprościej je odróżnić.

W naszych czasach mamy także przykłady że naukowcy wysługują się prądom ideologicznym, dla pieniędzy, sławy, wpływów, poważania... lub z wiary! Rzec by się chciało "dogmatycznej wiary".

Trafiłem oto na takie badania jako że jestem subskrybentem serwisu PAP "nauka w Polsce".


    Chodzi o badanie osób religijnych, i wykazanie jak: "dogmatyczne przekonania religijne stanowią bufor zabezpieczający przed lękiem i przynoszą ulgę w trudnych chwilach".

Badania przeprowadziła prof. Małgorzata Kossowska z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Zachęcam do przeczytania całości notatki, warto. 
Zasadniczo wszystko jest OK, może poza stygmatyzującymi określeniami "dogmatyczna", "fundamentalistyczne" (ciekawe czy pani prof Kossowska używa czy też wystrzega się słowa "murzyn"?).

Problemem pozostają słowa badaczki z ostatniego akapitu i je zacytuję w całości: "W innych naszych badaniach grupę radykalnych i nieradykalnych katolików konfrontowaliśmy z informacjami sprzecznymi z katolickim światopoglądem - były to hasła z marszu ateistów. Pokazaliśmy w nim, że takie dogmatyczne przekonania czynią ludzi bardziej wrażliwymi na wszelkie przejawy sprzeczności z ich poglądami. Oznacza to, że w sytuacji podważania ich dogmatów bronią się uprzedzeniami wobec tych, którzy ich światopoglądom zagrażają"...

Ja te słowa po obraniu z lukru "naukawego" żargonu, odczytuję jako - "cholerne katolickie oszołomy, ksenofoby i homofoby a pewnie nawet pedofile..."  - co zasadniczo jest zgodne z tezami promowanymi przez większość jeśli nie wszystkie środowiska tzw. "postępowe".

Tymczasem...
Tymczasem  spokojnie wykazuję poniższymi linkami że takie same reakcje (czyli przewrażliwienie, przesadna odpowiedź, agresja słowna itp.) mieć będą młodzi ludzie z kręgów naukowych skonfrontowani np. z tezami ruchów antyszczepionkowych, lub poglądami o płaskiej ziemi. 

I co Panie Profesor na to? 

ps. pytanie o słowo znienawidzone przez kobiety jest nadal aktualne. Na odpowiedzi macie czas do przyszłego tygodnia, bo wtedy pewnie ukaże się post na ten temat.

środa, 15 marca 2017

Zielony

Czaiłem się na niego od lat - odkąd kupiliśmy "stan surowy" i zaczęliśmy go "gotować" - czyli stałem się częstszym gościem w tych okolicach. Pierwszy raz mignął mi gdy jechałem samochodem, potem kilka razy gdy jechałem na rowerze lub szedłem - nawet czasami udawało mi się sięgnąć po aparat - ale zawsze odlatywał. Tym razem całkiem z głupia (w ogółem miałem nie brać aparatu, nie wiem czemu wziąłem, pewnie za przyczyną jakiś mocy, naturalnych ale nieopisanych naukowo) spotkałem go idąc do pracy.

I oto jest - nie są to zdjęcia na miarę gŁOŚa, Tomasza Skorupki, czy Wojtka Gotkiewicza... ale na moje mizerne uzdolnienia, pognębione jeszcze marnym sprzętem jestem ograniczenie zadowolony.

 Dzięcioł zielony (Picus viridis)
in face (przekrzywiona) 

 Dzięcioł zielony (Picus viridis)
in dupowum stronym

 Dzięcioł zielony (Picus viridis)
profil społecznościowy

wtorek, 7 marca 2017

Słowo prawdy o kobietach - post 8marcowy...

Tak wiem, napytam sobie biedy...
Jakie jest jedno słowo opisujące kobiety? Najtężsi duchem (bo nie ciałem) wieszcze łamali sobie mózgi nad tym zagadnieniem, chcąc jak najkrócej ując istotę kobiecości i zawsze spektakularne klęski ponosili.
Czemu?
 A to akurat proste, bo byli... poetami, a przez to widzieli w kobietach puch, chuch i słabe istoty... Tymczasem prawda o kobietach jest całkiem inna - to materialistki, twardo stąpające po ziemi, gotowe markować puch i chuch aby wymusić korzystne dla siebie działania ze strony mężczyzn. Poeta tego nie ogarnie - trzeba być przyrodnikiem...

Ale i sam materializm to nie jest to słowo które opisuje kobiety najlepiej!
Tym słowem jest...

OCZEKIWANIE.

Tak synonim kobiecości to oczekiwanie!

Jakiejkolwiek bym nie spytał kobiety to żadna z nich nie obchodzi walentynek, ani dnia kobiet (no chyba że sobie dziewuchy sabat, pod nazwą "międzynarodowy strajk kobiet" urządzą - ale to specyficzny przypadek a tu zajmuję się kobietami a nie feministkami i innymi ciężko poturbowanymi mentalnie).

Zatem wróćmy - kobiety nie obchodzą tego i owego ale... OCZEKUJĄ że mężczyźni będą o tych dniach pamiętać!!!

Kobiety nie  chcą by obdarzać je kwiatami ale - OCZEKUJĄ że mężczyźni będą to robili i tak!!!

Kobiety nie chcą by je adorować, podrywać, prawić im komplementy, uwodzić je itp. - ale OCZEKUJĄ że mężczyźni zrobią to nawet wbrew ich woli!!!

tak wiem napytałem sobie biedy...


poniedziałek, 6 marca 2017

Nowe gatunki

Co i raz spływają do nas doniesienia o odkryciu nowych nieznanych wcześniej gatunków. Najczęściej zresztą są to imaginacje niedouczonych dziennikarzy - bo naukowcy mówią "nowo opisany gatunek" (czyli był znany, ale brakowało jego charakterystyki i systematyki), a dziennikarze że "nowy gatunek" - ale niech im (dziennikarzom) ziemia lekką będzie, ja tam nikomu nic złego nie życzę! Co oczywiście nie znaczy że prawdziwe nowe gatunki nie są znajdywane! Wręcz przeciwnie, są i to dość często, ale komercyjnie trudno je sprzedać, a dla pismaków liczy się nakład i "klikalność" (clicbait)
Najczęściej coś nowego znajduje się na terenach mało poznanych (dżungle tropikalne) lub pośród istot mało lubianych (insekty), zazwyczaj są to byty małe, niefotogeniczne i do tego trudno tam dotrzeć
Tymczasem sam znalazłem dwa zupełnie nieznane gatunki i to w Polsce.

Jeden z nich to gatunek grzyba a drugi ssaka.

Grzyba nazwałem roboczo wnurciak nakłodny (Influvium stilus) a ssaka  (Capreolus biceps) - niestety brak mi dobrej polskiej nazwy - liczę na Was!

A teraz popatrzcie:

 wnurciak nakłodny (Influvium stilus)
 odmiana wielokapeluszowa.

 wnurciak nakłodny (Influvium stilus)
 odmiana strzepiastokapeluiszowa

 wnurciak nakłodny (Influvium stilus)
odmiana mikra
 
 wnurciak nakłodny (Influvium stilus)
odmiana zrośnięta przyfilarowa
 
 wnurciak nakłodny (Influvium stilus)
odmiana strzepiastokapeluszowa w zbliżeniu 
 
 wnurciak nakłodny (Influvium stilus)
odmiana mikra w zbliżeniu od góry 

A teraz pora na ssaka

 (Capreolus biceps)

 (Capreolus biceps)

I co będzie Nobel ?

poniedziałek, 27 lutego 2017

Co było przed poczatkiem czasu?

Świetne pytanie...

Podobno kiedyś zadano Św. Augustynowi pytanie "co Bóg robił, nim zaczął stwarzać świat?" Na co święty Doktor Kościoła odparł: "stwarzał piekło dla tych którzy zadają głupie pytania!".
Anegdota jest oczywiście fałszywa, Św. Augustyn był archetypicznym przedstawicielem typu naukowiec-teolog-medrzec-kapłan i przenigdy nie pozwolił by sobie na takie "oranie" pytającego.
Niemniej jednak problem wciąż nurtuje!
W zasadzie jako ludzie XXI wieku, żyjący sto lat po ogłoszeniu teorii względności, mający od pięćdziesięciu (z dużą górką) lat świadomość czegoś takiego jak Wielki Wybuch (Big Bang) nie powinniśmy mieć z tym kłopotu... ale mamy.

Co było przed?

Katolik świadomy odpowie: Bóg stworzył Wszechświat, nie było żadnego "przed" bo "przed" nie  było czasu - Bóg wszak jest "poza" czasem (albo jak stwierdził Boecjusz już 1500 lat temu: "Bóg dysponuje całym czasem, na raz i w sposób doskonały"). Czas został stworzony razem z materią.

Bardzo podobnie odpowie fizyk, czy kosmolog: "Przed Big Bangiem, nie było czasu bo nie było przestrzeni - (albo była ona zakrzywiona do nieskończoności - co w zasadzie na jedno wychodzi) - czas to w/g definicji Leibniz'a "zależność między obiektami (monadami - ale nie będziemy się w to wgłębiać... tym razem)". Zatem skoro brak obiektów, to brak zależności między nimi, zatem brak czasu.  Dokładnie takie same wnioski płyną z teorii względności. Czas przestał być bytem samoistnym i absolutnym, stał się tylko pewnym wyznacznikiem zdarzeń zachodzących w przestrzeni. Ergo - nie ma przestrzeni nie ma czasu.

I?

I w tym sęk że wciąż to dociera do nielicznych, część w ogóle boi się o tym myśleć, a dla wielu to po prostu nie do pojęcia - żyją w świecie newtonowskim - gdzie czas trwa niezmiennie od minus do plus nieskończoności...
Co ciekawsze, to nie tylko przypadłość maluczkich, cierpią na nią także łby wysoce utytułowane, eksperci w swoich dziedzinach i ludzie skądinąd naprawdę mądrzy...

No popatrzmy



Antropocen - początek czy schyłek epoki? January Weiner

Świetny materiał - gorąco polecam, ale...
W pewnych momentach widzimy taką grafikę:
 

 i jeszcze jeden zrzut ekranu żeby nie było wątpliwości

Mamy Wielki BUUUM a wcześniej 15 , 16 miliardów lat temu, czyli ... zmierzamy do minus nieskończoności...

I co myśleć o takiej infografice i jej twórcach?!


piątek, 24 lutego 2017

Bobrowanie w centrum Tarnowa

Że bobry się rozmnożyły, to już żadna nowość. Od dawna o tym głośno.
Jedni się skarzą że im "łąki" zalewa... a że łąki od dziesięciu lat nie wykaszane? "No Panie, daj Pan spokój, nie ma komu wykaszać, ani bydła już też nie ma to po co kosić", A że bobry szkód narobiły to się odszkodowanie Panie należy!!!" 
Inni się cieszą.
Jeszcze inni zachodzą w głowę, gdzie te cholery żeremia sobie pobudowały...?!  

No bo ja rozumiem, gdzieś z dale od ludzkich siedzib, albo na terenach przemysłowych, zdegradowanych, gdzie pijak jakiś, szabrownik i ja ewentualnie zaglądną... Ale tak obcesowo w centrum?



Przy nadbrzeżnej, od strony Westwalewicza, między Almą (w stanie rozkładu) a Biedronką. W środku zimy...



Ciekawe. Już któryś z kolei raz, kręcę się z Aurą po okolicach i szukam ich żeremi, nie mogąc znaleźć. Wypada szukać dalej, nim badyle odżyją po zimie i brzegi staną się jeszcze bardziej niedostępne.

piątek, 17 lutego 2017

Czemu kobiety marzną

O tym ze kobiety czują chłód intensywniej od mężczyzn pisałem w poprzednim poście, wbrew jednak powszechnemu mniemaniu uczcicie zimna i marzniecie oraz wychładzanie organizmu to trzy różne zjawiska - aczkolwiek mogą występować jednocześnie. 
W czym te różnice? zapytacie, i słusznie.
Uczucie zimna to po prostu wrażenia przesyłane przez receptory na skórze, informujące mózg że na zewnątrz organizmu są takie a nie inne warunki termiczne - w tym wypadku chłód. Pełnią rolę ostrzegawczo-informacyjną. U kobiet jest to o tyle intensywne że posiadają na skórze receptorów więcej niż mężczyźni jednocześnie posiadając delikatniejsza, cieńszą skórę. 
Oczywiście uczucie zimna samo w sobie nie powoduje marznięcia ani wychładzania organizmu, spokojnie moglibyśmy przeszczepić w skórę foki receptory chłodu analogiczne do kobiecych i biedne zwierze cały czas by czuło zimno... nic a nic nie marznąć! Gdyż wyściółka tłuszczowa doskonale chroni organy wewnętrzne przed wychłodzeniem.
I tu jest pewien myk - nie wiem czy badano to na innych ssakach ale u gatunku Homo sapiens (?)  działa specyficzny mechanizm - bodźce receptorów czuciowych wpływają na pracę homeostatu jakim jest cały organizm. Np. zjemy coś słodkiego nasz mózg wysyła sygnał do wysepek Langerhansa, żeby wyprodukowały adekwatnie więcej insuliny...

I w ten sposób możemy zmarznąć...
W przypadku uczucia chłodu, zwężają się nasze zewnętrzne naczynia krwionośne, krew wolniej przepływa przez skórę (która wtedy wysyła jeszcze więcej sygnałów rzecz jasna - aż do momentu w którym tak zmarznie że receptory przestana być funkcjonalne), a cała jej ilość zostaje "zatrzymana" w organach wewnętrznych chroniąc je przed utratą zdolności życiowych (ach te zimne paluszki i stópki - prawda?).  Jednocześnie posyłany jest sygnał do mięśni by zintensyfikowały pracę co wywołuje drżenie i wydzielanie ciepła. To powinno wystarczyć... ale kobietom nie wystarcza! Gdyż kobiety mają zdecydowanie niższą proporcję masy mięśniowej do masy ciała niż mężczyźni (ideolożki gender mogą mieć na ten temat inne zdanie) Kobiety nadal marzną ale... do...

wychłodzenia organizmu czyli hipotermii dochodzi do nich zdecydowanie rzadziej niż u mężczyzn... !

Wyobraźmy sobie taką sytuację - jest konwój antarktyczny - UBot ustrzelił jakiś statek, krypa poszła na dno - marynarze w kapokach unoszą się na falach - część umiejąca pływać - stara się dotrzeć do brzegu lub miota się w poszukiwaniu resztek na które można by się wspiąć -  inni kulą się w sobie i trwają nieporuszeni. Jak myślicie którzy mają większe szanse na doczekanie pomocy? Odpowiedzcie sobie szybko w myślach nim przeczytacie dalej.

Można się było domyślić po akapicie, że dotrwali ci którzy popadli w stupor i jeśli tak odpowiedzieliście to ... macie 100% racji! 

Admiralicja Brytyjska tak szkoliła marynarzy! Nie macie szans gdziekolwiek dopłynąć - ale trwając nieruchomo, macie szanse doczekać pomocy! (A Admiralicja Brytyjska w przeciwieństwie do wojsk lądowych nie była patałachami, miała 500 lat doświadczenia i pomimo honorowania tytułów szlacheckich - karierę robiło się tam dzięki zdolnościom, pracy i osiągnięciom a nie pozycji towarzyskiej - zatem oni zwyczajnie... nie mylili się).

Nie myli się też prababcia Ewolucja! Dokładnie taki sam mechanizm mają wbudowany w siebie kobiety - popatrzcie na przystanki autobusowe - grupka mężczyzn przechadzająca się energicznie tam i na zad - oraz skulone w sobie zastygłe (stuporowate ;-) ) kobiety. Jeśli autobus nadjedzie w ciągu kilku minut - przegrane są kobiety - odczuwały duży dyskomfort, nic nie dostając w zamian. Co innego mężczyźni - są rozgrzani i gotowi do akcji... tyle że 10 tysięcy lat temu nie było autobusów!  Jeśli nagle się ochłodziło to; skulone kobiety zaszyte gdzieś w jakimś zakamarku - mogły korzystając z zapasów tłuszczyku na swoich ciałach, czując cały czas wściekły dyskomfort, przetrwać kilka dni - mężczyznom było ciepło kilka godzin, potem nieuchronnie wyczerpywały się zapasy energetyczne, przychodziło zmęczenie, zastój i ... śmierć.

 
Z drugiej strony jeśli autobus (ciepłe schronienie) jest stosunkowo łatwo dostępne to...

Ileż razy wściekałem się gdy mając do pokonania kilometr w mroźny dzień zamiast przyspieszać, idące ze mną kobiety (Mama potem Marzenka) zwalniały i "prowadziły się" żółwim tempem - dla mnie to było alogiczne - ale wtedy słyszałem "idź przodem"... I to... jest całkowicie naturalne - oraz ... logiczne! Mężczyzna docierał do miejsca schronienia, rozbijał obóz, napalił (był wszak rozgrzany i gotów do działania), przygotował schronienie... na co przychodziła zmarznięta kobieta i ... "kochanie zrób mi ciepłej herbaty, usiądź w pobliżu, potrzymam ci stopy na brzuchu, bo strasznie są zimne..."
 
Tak więc drogie dziewczyny, prababcia ewolucja dała Wam wprawdzie okazję do narzekania ale też zdecydowanie zwiększyła wasze szanse przeżycia! Czy okażecie jej wdzięczność czy ją "obrazicie słownie i ręcznie", to już wasza sprawa...   


środa, 15 lutego 2017

Czemu kobiety czują bardziej ... chłód i co z tego wynika.

Najprościej było by rzucić koszarowym sloganem - "bo one som jakieś inne", powołać się na doświadczenie życiowe "starszych i mądrzejszych", czyli nieśmiertelne ubolewanie że "one som oziembłe", lub szukać wytłumaczenia w  zbyt krótkich spódnicach...

Ja jednakowoż z ducha i dyplomu jestem mechanikiem i to mechanikiem procesu - zatem uznam każde wytłumaczenie do którego znajdę stosowny mechanizm... ewolucyjny. Czyli tłumaczenie "bo tak je Pan Bóg stworzył" choć sensowne uznaję za niewystarczające.

Musi być mechanizm i... jest. 

Otóż kobiety są delikatniejsze.  Po naukowatemu to się gracylizacja nazywa. I tu mechanizm ewolucyjny jest w pełni zrozumiały - kobiety zostawały w "domach" a mężczyźni "wychodzili na polowanie" ("i musieli mieć pewność że kobiety są bezpieczne..." tak wiem pastwię się nad eksprezydentem)  - w efekcie - kobiety szybciej wyłapujące bodźce termiczne (gorączka u dziecka, lub nagłe ochłodzenie otoczenia) miały więcej szans na szybką i trafną reakcję, a tym samym większy 'przychówek" i więcej kopii swoich genów wysłanych w przyszłość. Te same zdolności dla mężczyzny były by wręcz szkodliwe.


Trzeba pamiętać że wyewoluowaliśmy jako gatunek w ciepłym, przyjaznym otoczeniu sawanny (no może lwy były nieco mniej przyjazne, ale ogólnie był to prawie Eden), dopiero potem wraz z migracjami musiało dojść do mutacji adaptatywnych (jasna skóra, skośne oczy, płaskie lub wąskie nosy itp.). W tym samym czasie dochodzi też do pojawienia się kultury materialnej i pewne cechy niekorzystne, które doprowadziły by do eliminacji reprezentującej je puli genowej wyeliminowane nie zostały - wyobraźmy sobie że nie wynaleziono ubrań - w takiej sytuacji wszystkie "zmarzlaczki" mają znacznie mniejsze szanse na zapłodnienie, wydanie potomstwa i odchowanie go, podczas gdy te "gorące" wprost przeciwnie. Ale ubrania wynaleziono i przechytrzono ewolucję - w tym momencie właśnie te "zmarzlaczki" zyskały przewagę nad "gorącymi" bo chętniej przytulały się do samców - szukając dodatkowego ciepła i jednocześnie były bardziej wrażliwe (podatne) na dotyk, do tego dbając o własny komfort termiczny dbały też o komfort termiczny dziecka i ... ciepłe schronienia! Co zmuszało samce do dokonywania coraz to nowych wynalazków (szałasy, chaty, domostwa, wille, apartamentowce - ogniska, piece, kaloryfery - ogrzewanie indukcyjne to w przyszłości. itd. itp. ) W efekcie można śmiało wysunąć tezę iż obecny stan zaawansowania technicznego naszej cywilizacji zawdzięczamy... kobiecym dreszczom.

Więc następnym razem gdy nie będzie Wam panowie chciało się nanosić drewna do kominka, zapalić w kotle CO czy choćby podkręcić zadajnik ogrzewania gazowego to... spróbujcie rozgrzać atmosferę tłumacząc im jak wiele zawdzięczamy temu że one tak bardzo odczuwają chłód ;-).




 

niedziela, 5 lutego 2017

Skąd się bierze odwilż ?

No jak to skąd się bierze? Ciepły wiatr zawieje, albo słoneczko wyjdzie i ogrzeje...

No ale jeśli słoneczko operuje nadal krótko, nadal jest nisko nad horyzontem i energia która dostarcza jest zdecydowanie mniejsza niż w lecie? Ba a jak wytłumaczyć fakt że nieraz słońce świeci jak w tropikach a na termometrze słupek zatrzymał się przy minus dwudziestu i ani drgnie?

No dobrze to skoro nie słońce, to ten wiatr - znad ciepłych krajów, przywiało go do nas i teraz u nas też cieplej! Z punktu widzenia Polaka to nawet sensowne. Na południu jest cieplej - Wystarczy spojrzeć na telewizyjne mapy pogody. A jak wieje z południa to się cieplej robi, nie wszystkim - jak wieje za słabo to do Suwałk, Ełku, Gdańska, czy Szczecina nie do dmucha.
I oto zagadka rozwiązana - odwilż się bierze z południa!

Ba a co wtedy gdy patrząc na mapę pogody, dostrzegamy iż w Atenach, Rzymie i Ankarze jest chłodniej niż u nas? No zawsze możemy dumać iż: albo "ich" ciepło przywiało do nas, abo wiatry tak meandrowały znad Afryki że ich pominęły... No ale tu już niebezpiecznie zbliżamy się do brzytwy Ockhama i możemy na niej stracić palce lub język, bo takie domysły wymagały by abo celowego działania, albo zjawisk atmosferycznych których fizyka wyjaśnić nie umie. 

Pozostaje też oczywiście kwestia takich państw w których odwilż wcale nie przychodzi z południa...

Więc?

Więc odpowiedzią są przemiany adiabatyczne. Adiabatyczne czyli takie w których nie zachodzi wymiana energii z otoczeniem (a przynajmniej nie zachodzi w istotnym dla przebiegu procesu stopniu). Tu aż prosił o przekopiowanie kilku wzorów z Wiki, ale chyba nie o to chodzi. Nieraz zapewne zorientowaliście się że opróżniany zbiornik kompresora się ochładza, zaś pompowane koło ogrzewa. Otóż to - macie odpowiedź! (trochę śliski przykład, bo - jak sądzę - większość kobiet nigdy kompresora nie obsługiwała, ale jak to pisze to zdaję sobie sprawę że właśnie podpadam jako seksista)

 Wał fenowy nad Rotundą obserwowany ze Zdyni.

Tereny przed górami, "robią za pojemnik", góry za dyszę, tereny po drugiej stronie są "oponą" - oczywiście do wymiany energii z otoczeniem dochodzi, ale w stopniu na tyle małym, że nie mającym wpływu na samo zjawisko. 
Powietrze przepychane nad górami ochładza się z szybkością 0,6 stopnia na każde 100 metrów wysokości, w tym czasie traci swoją wilgoć co powoduje zwiększone opady, następnie po drugiej stronie gór spływa w doliny i wtedy sprężane z siłą jednej atmosfery zaczyna robić się ciepłe - ponieważ jednak jest suche gdyż całą swoją wilgoć oddało na zboczach po których wstępowało, grzeje się szybciej bo z prędkością 1 stopnia na 100 metrów wysokości (bo już nie musi ogrzewać zawartej w nim wody). Dlatego południowe wiatry przynoszą nam ocieplenie od 8 - do 15 stopni, a północne Słowakom  mniej niż połowę tych wartości, bo Słowacja jest krajem górzystym położonym znacznie wyżej npm. niż Polska.  

Marzy mi się poobserwować takie zjawiska w okolicach Uralu. Obecną odwilż przewidziałem dzień wcześniej próbując zapalić papierosa na tarasie ośrodka w Zdyni, na drugi dzień południowe zbocza Magury, skryte byle w mgle, na szczycie wiało jak diabli, a na północ, było pięknie, sucho i niebo błękitne aż łzawiły oczy! 

czwartek, 2 lutego 2017

Kierdelek

Noc ciemna i mroczna widoczność widocznie niewidoczna... Zmierzch bury, ponury, gwiazdy zakryły chmury. Wiatr wieje, mróz szypie pogłaskaj dziewczę po ... włosach...

No dobra. generalnie był syf a nie pogoda - gdyby nie to że z natury jestem miłośnikiem warunków których inni nie znoszą, to poprosił bym o pomoc teścia, albo szwagra, albo wezwał taksówkę. Ale moja wilcza natura domagała się marszu, marszu domagała się też Aura.

Samochód zostawiłem dzień wcześniej u mechanika do roboty przy zawieszeniu - przeguby, sworznie... taki tam złom. A teraz magik dzwoni że wóz jest do odebrania - raptem 5 stówek... darmocha... K...Mać jak jeszcze kiedyś kupię coś francowatego!!!!!!

Więc idziemy z Aurą do warsztatu - mógł bym oczywiście jechać z autem gdzieś bliżej... no ale nie fason, tak to przynajmniej wnerwienie mi minie po przejściu tych pięciu kilometrów wertepami...

Po drodze mijamy puste pole - a na polu...

 Ruch jakiś - cienie mgliste a rozmyte.
Wy zapewne nie widzicie nic - i to jest przewaga oka nad obiektywem...
Ja widziałem. Automat wymiękł - wrzuciłem na ustawienie ręczne (powiedzmy ten ersatz namiastki ustawień ręcznych - który firma Fuji w tym modelu zafundowała), pierwszy strzał - marnie! 



 Kierdelek mnie nie kojarzy - jestem po zawietrznej - więc nie czuje ani mnie ani Aury, widzieć też nie ma prawa.  
Dokładam kilka dziesiątych sekundy do czasu naświetlania - lepiej ale ciągle do d...! 
Oczywiście cały czas miga mi lampa błyskowa, pomimo iż schowana - tak to jest w hybrydach - mają cały szereg wad kompaktów, poza ich główną zaletą - czyli rozmiarami - przy jednoczesnym całkowitym braku zalet lustrzanki - poza ich główną wadą czyli rozmiarami... 
Poza tym mój sprzęt jest zwyczajnie zepsuty, a ubezpieczenie już nie działa. Być może naprawa by ciut pomogła - ale czy warto? 



 Dokładam kolejne kilka dziesiątek - oczywiście czułości ISO już sobie dobrać nie mogę - znaczy mogę tak jak i przesłonę - dwie opcje - ciulowa i niewiarygodnie ciulowa... 
Naciskam "migawkę" - coś widać - ale co? 
Przypomina mi się Kohelet - "marność nad marnościami"...




Zauważyły mnie - pewnie któreś akurat popatrzyło w moją stronę gdy ta idiotyczna lampa błysnęła - także ma dwa ustawienie - "wymuszony błysk" i "auto" - co w warunkach zmroku skutkuje zawsze tym samym...  
Dokładam kolejne dziesiątki - następna ekspozycja to już pełna sekunda naświetlania - nie ma szans na utrzymanie tego w rękach - te też są rozmyte - po prostu widać na nich tak mało że i rozmycia nie widać... 
Strzał - trzy sarenki i sorek - klasyczny kierdelek kopytnych. 
Miejsce sobie wybrały dobre - jest co jeść, drapieżników brak - żaden myśliwy tu z dwururką i jednym zwojem nie zawita - bo nawet on wie że mógł by człowieka postrzelić - nie o odpowiedzialność prawną zresztą chodzi (bo oni umieją się koneksjami towarzyskimi zasłaniać) ale o to  że jak by kogoś dziabnął, to by mu miejscowi taką nagonkę urządzili izby raczej zdrów nie wyszedł z tego, o ile wyszedł by w ogóle. 

Psów dzikich nie ma - bo ludziska na łańcuchach trzymają (te podwórkowe) lub na kolanach (te salonowe), jedynym psem w okolicy pozostaje Aura - tradycyjnie bez smyczy... cwana jest, odczekuje aż kierdel niknie w krzaczorach, po czym dumnie odbiega ode mnie na całe pięć metrów i bohatersko oszczekiwuje miejsce gdzie zniknęły... 

Sarnie eldorado - kilka hektarów wtórnych nieużytków, zadrzewień typu łęgowego i koryto Wątoku służące za bezpieczny korytarz komunikacyjny...  

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie lektura świetnej, ŚWIETNEJ!!
pozycji wydanej przez RDOS z Gorzowa Wielkopolskiego
do pobrania w formacie PDF z podanego linku. 
pozdrawiam Maciej

środa, 25 stycznia 2017

Avaaz szerzy nienawiść

Czasami Avazzowi - coś "klepnę", jakąś rafę koralową, lub puszczę amazońską - w sumie takie petycje do polityków wielkiej mocy nie mają, ale zawsze to coś - a liczba zebranych podpisów, daje asumpt innym politykom do zabierania głosu w ich imieniu (dobra nie będę naiwny - manipulacja goni manipulację).

Tym razem jednak przegięli - i nie chodzi mi o Trumpa - jest to postać tak archetypicznie amerykańska że aż mi się gumą do żucia odbija choć jej w ustach od dziesięcioleci nie miałem... 

Nie chodzi też o Clinton której nie wybrano - w moich oczach to stara czerwona jędza.

Chodzi mi o niezgodę środowisk liberalno lewicowych na demokrację - nie żebym był demokratą! To najgłupszy z możliwych systemów w którym zawsze władze przejmuje grupa interesów zbudowana na koalicji służb specjalnych, wykreowanych przez te służby polityków i mediów, które z oduraczonego społeczeństwa ciągną taśmociągiem szmal, pod pozorem "robienia mu dobrze"!
Polskim problemem jest też i to, że prócz własnych służb, mediów i polityków, mamy trównież służby media i polityków państw obcych, którzy traktują nas jak kolonię...

Chodzi mi o ten plugawy podły i nikczemny wrzask który podnosi się zawsze po tym jak na arenie politycznej pojawia się ktoś spoza układów - lub  od układów odcięty!

I nie mam nic przeciw nawet najbrutalniejszym metodom walki politycznej - lajf is brutal end full zasadzkas...

Ja mam po prostu alergię na głupotę i hipokryzję ! 

a tu otrzymuje takie dwa maile od Avaaz:


A w nich aż roi się od hejtu, nikczemnych pomówień, kłamstw i insynuacji.

Nienawiść - to jedno z najmodniejszych słów naszych czasów. Półmózgie rozhisteryzowane pannice i kawalerowie z wypryskami na twarzach, podstarzali dziadkowie z czasów rozporkowej rewolucji 68 roku, sfrustrowani dorośli którzy czują że mogli by stanąć na czele państwa (lub choćby jakieś jednostki budżetowej) ale nie mogą bo są na to za głupi a ich formacja właśnie straciła wpływy... wszyscy jednoczą się pod tym hasłem i dalej...

Nienawiść to dziś modne słowo - na każdym kroku walczy się z "nienawiścią", tropi "hejt", gnębi "hejterów" - czym jest "nienawiść" - o np. niezgodą na finansowanie z moich pieniędzy mordów eugenicznych!   Czym jest "hejt" - to głośno wypowiedziane słowa że ktoś jest hipokrytą i cwaniaczkiem - gdy jak Gore "walczy z globalnym ociepleniem" a jego ranczo wymaga energii więcej niż spore miasto w Polsce i on tej energii nie pozyskuje ze źródeł odnawialnych (cokolwiek byśmy przez ten zwrot nie rozumieli). Kim jest  "hejter" - to człowiek który odważa się myśleć samodzielnie, odrzuca serwowaną mu papkę medialną i śmieje się z politycznej poprawności.

Tymczasem prawdziwa nienawiść to właśnie ci którzy z nienawiścią walczą.  Oni nienawidzą samodzielnego myślenia, prawa do polemiki, do nazywania rzeczy po imieniu, do brutalnego ale szczerego mówienia co się myśli. Oni tego nienawidzą bo to wszystko zamyka się w słowie wolność, a jej już dawno się wyrzekli i wolność innych jest dla nich niczym cierń w nosie - boli przy każdym oddechu.

Patrzę na Polskę i widzę powtórkę w USA! Takie same twarze, takie same hasła, ta sama retoryka...
A "wujek" Goebbels - który te metody,  wymyślił cieszy się w piekle, jakich zdolnych ma uczniów.
I "djadja" Żdanow z kotła obok też ma powody do zadowolenia...

Pocieszające jest tylko to że owi "Specjaliści od śpiewu i mas" stracili pazur - Brakło im pomysłów! Nie są w stanie wykreować żadnej nowej strategii. Pewnie minie jeszcze kilka dziesięcioleci nim zdechną do końca - ale sądzę że to już bliżej niż dalej.
Tymczasem Wiadomości dla Avaaz  - spadajcie bałwany!

piątek, 20 stycznia 2017

Miejska wyspa ciepła

Zróbmy taką "myślową" sondę uliczną - głównie z braku czasu i środków (ładnych ankieterek, bo ze mną mało kto chce gadać) - i wyobraźmy sobie jak uśredniony człowiekowaty odpowiadał by na pytanie co to jest i skąd to się bierze w odniesieniu do miejskich wysp ciepła.  Nie jestem zresztą tak gołosłowny, jak się może wydawać - jakiś tam wywiad zrobiłem, głownie taki przypadkowy, podczas rozmów w autobusie, w szkole z innymi rodzicami, czy pośród znajomych.

Gdybym napisał że wynik tych rozmów mnie zaskoczył to bym skłamał, miałem dużą pewność że odpowiedzi będą błędne, bo tłumaczenie zjawiska wcale nie jest takie intuicyjne. 

Otóż większość indagowanych miejska wyspę ciepła wyobraża sobie tak!


Wkoło zima i mróz siarczysty, a tu mnóstwo domów, ogrzewanych budynków użyteczności publicznej, kanałów, do tego ciepłe silniki samochodów i voila - 
mamy miejska wyspę ciepła.
  
Część w ogóle zawężała temat, zdając sobie sprawę że jak na "wyspę ciepła" to tui tak jest cholernie zimno; W efekcie otrzymywałem odpowiedzi sprowadzające się do spostrzeżeń iż.


Miejskie wyspy ciepła to pojedyncze punkty gdzie np. nawaliła infrastruktura grzewcza, i w niebo walą kłęby gorącej pary wodnej, lub (najczęściej) że to źle izolowane budynki - jako przykład wskazując koszmary minionej epoki - czyli wielkopłytowe "wysokościowce" zwane "mrówkowcami" lub inne wytwory architektoniczne główne dekady Gierka kiedy to chcieliśmy mieć u siebie jak na zachodzie ale nie mieliśmy z czego i nie wiedzieliśmy jak tak budować, zresztą węgiel był tani i nikt nie myślał o oszczędnościach a na dworcowych kaloryferach można było gotować herbatę.   

Ostatnia najmniejsza grupa wskazała że w grę wchodzi interakcja miasta ze słońcem.  
Czyli że miasto się szybciej od słońca nagrzewa.
Że oto albedo betonu (10-35%) i asfaltu (5-20%) jest zdecydowanie mniejsze od albedo "terenów naturalnych"... kierunek rozumowania w sumie słuszny ale...
Albedo gleby (5-10%), lasów liściastych (15-20%) czy trawy 20-25%) wcale tak znacznie od poprzedników nie odbiega...

To teraz daję Wam czas na zastanowienie, ja Wy określilibyście czym jest miejska wyspa ciepła? - oglądnijcie i posłuchajcie GENIALNEGO starocia czyli 


Vangelis - albedo 0,39

Czym zatem jest Miejska wyspa ciepła?
Najbliżej byli Ci którzy mówili o nagrzewaniu miasta przez słońce.
Bo tak jest w rzeczywistości - przeanalizujmy;
Albedo - gdzie 0 równa się całkowite pochłanianie światła (spotykane na czarnych dziurach i nigdzie indziej) do 100 całkowite odbijanie światła (nie mam pojęcia co to może być?) - przestrzeni miejskiej i terenów leśnych bądź rolniczych nie różni się aż tak bardzo! Tyle że lasy, trawy i pola otrzymaną od słońca energię zużytkują na fotosyntezę, a tym samym zmagazynują na dłużej (w ekstremalnych przypadkach na miliony lat - węgiel, ropa naftowa). Tymczasem miasta zaczynają otrzymaną energię wypromieniowywać natychmiast - co jest mało dostrzegalne w upalny słoneczny dzień, bo wtedy wszędzie jest gorąco - nawet na tzw. łonie.. znaczy natury rzecz jasna... 
 

Miejska wyspa ciepła - to zjawisko opisujące godziny wieczorne i wczesne godziny nocne.

tu widać to najlepiej.
 
Wszystko inne już się ochłodziło - miasto wciąż gorące - im bliżej centrum tym cieplej. Tyle i aż tyle.

A jak Wy wypadliście na pytaniu?


sobota, 14 stycznia 2017

Wieża do walki ze smogiem! - czyli ... mogę sie mylić...

Na fejsie znajoma wrzuciła taki materiał.



Fajnie pięknie i naprawdę płakać się chce ze wzruszenia...

A potem przychodzi myśl...

"tyle co czajnik przez godzinę..."

Policzmy - czajnik to około 2kW (dwa tysiące Watów mocy), Czyli jakieś 7 200 000 J (Dżuli)
Średnia kaloryczność  miału węglowego - a takim się opala większość naszych elektrowni, zresztą kamienny jest niewiele bardziej kaloryczny to około 20000 kJ/kg.

Czyli jak te  7 200 kJ podzielimy przez 20000 kJ - to nam wyjdzie że aby taką wieżę zasilić przez godzinę, to musimy spalić 0,36 kg miału węglowego (mniej więcej objętość dwóch paczek papierosów)...

Tyle
za
Tyle

To teraz zobaczmy na te zdjęcia i zastanówmy się czy warto?
Pytanie pozostawiam otwarte.

wtorek, 10 stycznia 2017

Antena do łączności z Bogiem?

O zjawisku dowiedziałem się już wiele lat temu, ale że nie udało mi się wówczas dotrzeć do żadnych wiarygodnych materiałów to odłożyłem je ad acta. Kolejna moja styczność z nim nastąpiła podczas lektury bloga Prof. Jerzego Vetulaniego.


Chodzi konkretnie o wpis "wyspa ekstazy". 

Po przeczytaniu tego materiału odniosłem wrażenie które można ująć słowami "coś mi tu nie gra", i to bynajmniej nie dlatego że w jakikolwiek sposób ów tekst godził w moją wiarę, tylko dlatego że było to "zbyt piękne by być prawdziwe".  Ale o co chodzi tak właściwie, bo obawiam się iż czytacie mój tekst zamiast przenieść się na kilka minut na bloga sławnego neurobiologa. 

Zatem pokrótce: 
Mamy oto od dawna obserwowane przypadki nadmiernej religijności, nadmiernej czyli takiej która przeszkadza w normalnym życiu, dotknięci nią ludzie przestają uczestniczyć w życiu, pochłonięci modlitwą lub medytacjami, albo zgoła stają się wizjonerami, prorokami, niekiedy udaje im się stworzyć własne sekty religijne. Chodzi o przypadłość zwaną padaczką skroniową.

Niestety nie udało mi się znaleźć żadnych innych sensownych ilustracji poza tymi pochodzącymi z bloga Vetulaniego... 

Czym jest padaczka skroniowa tłumaczyć nie zamierzam, bo to nie ten blog ani ten temat - znależć materiały w necie nie jest trudno. Mi chodzi tylko o przedstawienie tej "anteny do łączności z Bogiem". Otóż przypadki padaczki skroniowej nie są specjalnie rzadkie, tyle że jako jednostki chorobowe, są leczone a nie badane, zresztą przez lata i tak nie było żadnych możliwości przebadania tego "co się w głowie u pacjenta dzieje"... nie było. Teraz już jest!

Do zagadnienia wróciłem po lekturze książki "Przyszłość umysłu"  Michio Kaku
(czy ktoś wie jak to nazwisko się odmienia?)

 
 Dwaj wielcy naukowcy, dwaj wspaniali popularyzatorzy, jedna teza - dwa wnioski!

Vetulani zdaje się twierdzić - objawy padaczki skroniowej, pasują do opisu tego co stało się ze św. Pawłem (znaczy wtedy jeszcze Szawłem):
 "Gdy wyruszył w drogę do Damaszku i zbliżał się już do miasta, nagle oślepił go blask z nieba. Wtedy upadł na ziemię i usłyszał głos:
– Szawle, Szawle! Dlaczego Mnie prześladujesz?
– Kim jesteś, Panie? – zapytał.
– Jestem Jezus, Ten, którego prześladujesz! – odrzekł głos. – Wstań teraz i idź do miasta. Tam ci powiedzą, co masz dalej robić.
Ludzie towarzyszący Szawłowi oniemieli ze zdumienia. Słyszeli bowiem czyjś głos, ale nikogo nie widzieli. Szaweł natomiast podniósł się z ziemi, ale chociaż miał otwarte oczy, nic nie widział. Poprowadzono go więc za rękę do Damaszku. I przez trzy dni był niewidomy. Nic w tym czasie nie jadł ani nie pił". Dzieje apostolskie

Kaku wybiera inny przykład - Joannę d'Arc

Dla Vetulaniego to okazja aby "kopnąć wierzących w kostkę" na zasadzie "no popatrzcie, wy w to wierzycie a to tylko zaburzenia neuronalne". 

Dla Kaku - okazja by powiedzieć ... "nie wiem, ale to fascynujące". 

Vetulani opisuje przypadki stymulacji tego ośrodka i wywołanych nim ekscytacji religijnych, to samo robi Kaku, ale Kaku podaje też inny przykład który Vetulani pominął celowo lub z niewiedzy!, a który jest kluczowy dla całej sprawy. 

Dawniej jedyną dostępną metodą było albo czekanie na atak, albo wprowadzanie w pewnych przypadkach elektrod do mózgu chorego - bardzo inwazyjna metoda, etyczna tylko w odniesieniu do osób ciężko dotkniętych, natomiast nie do przeprowadzenia na zdrowych, nawet ochotnikach - a tylko w takim przypadku, z zastosowaniem grup kontrolnych, można by zbadać, co i czy rzeczywiście się dzieje w mózgu człowieka.  

Ale postęp metod badawczych jest niezwykły - dziś mamy o takie choćby urządzenia. 

National Geografic
Elektrody podłączone do mózgu tybetańskiego mnicha. Autor: Cary Wolińsky


Dziś możemy stymulować mózgi bez konieczności otwierania czaszki, dziś mamy choćby obrazowanie MRI, dziś wiemy więcej - nie nie będę przepisywał tego co mamy - tu odsyłam do książki Kaku - naprawdę świetnie się ją czyta i na pewno nie będzie to ani stracony czas ani pieniądze. 

Pozwólcie jeszcze kilka słów aby zagadnienie stało się jasne. Otóż jak pisałem wyżej Vetulani nie napisał wszystkiego, albo z chęci uniknięcia zamieszania w swojej narracji, albo z niewiedzy?!  Badano w ten sposób różne osoby, między innymi grupę Karmelitanek - w ich przypadku uzyskano (nieco wbrew intencjom badaczy) praktycznie tylko stwierdzenie że "Boga nie można przywołać na życzenie". Niemniej jednak zarejestrowano też pobudzenie kilku rożnych ośrodków i choć zakonnice nie przeżyły ekstazy religijnej - to dziś wiemy więcej o tym jak intensywna modlitwa wpływa na pracę mózgu. Badania objęły także inne osoby, i u wielu dochodziło do stanów, z pogranicza "poczucia Boskiej obecności"  I gdy już wydawało się wszystkim "osobistym wrogom Pana Boga" że oto mają niezbite dowody, że Bóg to tylko wytwór naszych neuronów, pobudzonych czymś z zewnątrz; psychotrop, elektroda... młotek, albo z wewnątrz; neuroprzekaźnik, udar, padaczka lub podobne...  
 (tu swoją opowieść zakończył Vetulani)
Łeb do maszyny wsadził Richard Dawkins ... i proszę Państwa! ...
Znacie tę piosenkę Młynarskiego o szkole torreadorów ?



No właśnie! 
"I proszę Państwa! Nic się nie stało! ... bo unik zrobił Byk!"

Nie można wywołać, ani zmienić czyjeś religijności stymulacją "wyspy ekstazy" - jeśli to faktycznie "antena do kontaktów z Bogiem" to sygnał musi przyjść... stamtąd, mieć odpowiednią falą i właściwą częstotliwość, jeśli to jednak tylko nagromadzenie neuronów, które wywołuje stany mistyczne to... i tak człowiek musi już wcześniej uwierzyć, albo być na przyjęcie wiary gotowym - bo u ateistów można sobie stymulować do bólu głowy...            

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Żyjąc w czasach szybszych niż myśl.


Jestem po lekturze "Przyszłości Umysłu" Michio Kaku (tak wiem nazwiska się powinno odmieniać - ale akurat tego nie potrafię... wybaczcie). Bynajmniej nie jest to świeża lektura, bo książkę otrzymałem na Mikołaja, więc przeczytałem już trzy tygodnie temu - ale nie umiem przestać o niej myśleć. W sumie słusznie, bo po co czytać coś o czym nie chce się nawet myśleć?

Michio Kaku to amerykański naukowiec, spec os superstrun, a jednocześnie popularyzator i płodny pisarz.

Na rynku polskim jest kilka jego pozycji, wszystkie godne przeczytania. Aczkolwiek trzeba mieć świadomość że w przypadku większości pozycji popularno naukowych, te sprzed dziesięciu lat to już archaik,te sprzed pięciu rozczulająca staroć, te sprzed trzech "przydatne bibeloty po dziadku", sprzed roku - już nieaktualne, ale w sam raz dla laika...
To oczywiście nie wina Kaku, (czy innych popularyzatorów), ani procesu edytorskiego (od czasu gdy Wańkowicz żalił się iż między napisaniem książki a jej wydaniem upływa 10 lat i od razu może być kierowana albo na przemiał, albo do archiwum, na szczęście już odeszły) - to kwestia postępu tak szybkiego że nie nadąża za nim nawet nasza wyobraźnia!

Ot idę do księgarni, biorę popularyzację fizyki, otwieram na przypadkowej stronie i czytam że ... "jeśli uda się zarejestrować fale grawitacyjne będzie to potwierdzenie..." Hola!!! Je już zarejestrowano! Chcę przeczytać o implikacjach tego faktu! książka jest świeża, pachnie farbą drukarską (dla mnie to afrodyzjak, wie o tym moja żona), wydana rok temu... nieaktualna! Bolesne!

W ogóle nie wiem czy jest sens pisać w tej chwili książki popularnonaukowe w dawnej koncepcji, czyli 300 - 400 stron tekstu z bogatą bibliografią i przypisami. Prawdopodobnie nim autor (kimkolwiek by nie był jeśli tylko jest człowiekiem) skończy pisać, już kilkadziesiąt przesłanek na których snuł swoją narrację stanie się nieaktualnych, w tym przynajmniej jedna zasadniczo, i będący w miarę "na bieżąco" czytelnik,  bez trudu je wyłapie.  Tu prym wieść muszą i ... wiodą publikacje mediów elektronicznych - audycje radiowe i filmy, pole do popisu mają Youtuberzy i blogerzy oraz twórcy krótkich artykułów do popularnonaukowych periodyków takich jak Wiedza i Życie czy Science.

Chyba jedynie dwie kategorie książek popularnonaukowych "obronią się" w czasach tak skokowego przyrostu wiedzy; te o wysokim stopniu abstrakcji i te o wysokim stopniu nasycenia myślą filozoficzną. Zauważmy - dywagacje na temat "możliwych scenariuszy końca świata" są na tyle odległe iż nikt tego w tej chwili nie jest w stanie sprawdzić (abstrakcja), a także że  dla rozważań natury moralnej czy etycznej w sumie nie ma znaczenia czy egzoszkielety już steruje się za pomocą myśli, czy wciąż jeszcze za pomocą impulsów nerwowych z rdzenia kręgowego. 

Książką która łączy oba te walory jest bez wątpienia "Przyszłość Umysłu".


Kaku pierwszorzędnie wyłapuje "co w naukowej trawie piszczy" jakie są trendy rozwojowe poszczególnych technik, metod, dyscyplin, a następnie łączy to wszystko w błyskotliwie sformułowane tezy i przenosi do rozumowanie do bliskiej przyszłości.  Pomimo iż ma już kilkadziesiąt miesięcy (najnowsze odnośniki sięgają 2015 roku) to będzie aktualna jeszcze kilka lat - podobnie jak Filozofia Przyrody czy Przypadku Hellera. Tego typu książki się nie starzeją tak szybko jak czyste popularising science, bo choć myśl nie nadąża za postępem, to przecież myśl nadąża za myślą, a my składamy się głównie z myśli.

Kilka tematów poruszonych w tej książce znajdzie miejsce na tym blogu, ale jeśli będziecie mieli ochotę przeczytać całą "przyszłość" (a czyta się świetnie i lektura nie wymaga przygotowania z zakresu mechaniki kwantowej, teorii umysłu, gier itp. - choć oczywiście nabiera wówczas dodatkowych smaczków) to serdecznie polecam, warto!