Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

piątek, 17 lutego 2017

Czemu kobiety marzną

O tym ze kobiety czują chłód intensywniej od mężczyzn pisałem w poprzednim poście, wbrew jednak powszechnemu mniemaniu uczcicie zimna i marzniecie oraz wychładzanie organizmu to trzy różne zjawiska - aczkolwiek mogą występować jednocześnie. 
W czym te różnice? zapytacie, i słusznie.
Uczucie zimna to po prostu wrażenia przesyłane przez receptory na skórze, informujące mózg że na zewnątrz organizmu są takie a nie inne warunki termiczne - w tym wypadku chłód. Pełnią rolę ostrzegawczo-informacyjną. U kobiet jest to o tyle intensywne że posiadają na skórze receptorów więcej niż mężczyźni jednocześnie posiadając delikatniejsza, cieńszą skórę. 
Oczywiście uczucie zimna samo w sobie nie powoduje marznięcia ani wychładzania organizmu, spokojnie moglibyśmy przeszczepić w skórę foki receptory chłodu analogiczne do kobiecych i biedne zwierze cały czas by czuło zimno... nic a nic nie marznąć! Gdyż wyściółka tłuszczowa doskonale chroni organy wewnętrzne przed wychłodzeniem.
I tu jest pewien myk - nie wiem czy badano to na innych ssakach ale u gatunku Homo sapiens (?)  działa specyficzny mechanizm - bodźce receptorów czuciowych wpływają na pracę homeostatu jakim jest cały organizm. Np. zjemy coś słodkiego nasz mózg wysyła sygnał do wysepek Langerhansa, żeby wyprodukowały adekwatnie więcej insuliny...

I w ten sposób możemy zmarznąć...
W przypadku uczucia chłodu, zwężają się nasze zewnętrzne naczynia krwionośne, krew wolniej przepływa przez skórę (która wtedy wysyła jeszcze więcej sygnałów rzecz jasna - aż do momentu w którym tak zmarznie że receptory przestana być funkcjonalne), a cała jej ilość zostaje "zatrzymana" w organach wewnętrznych chroniąc je przed utratą zdolności życiowych (ach te zimne paluszki i stópki - prawda?).  Jednocześnie posyłany jest sygnał do mięśni by zintensyfikowały pracę co wywołuje drżenie i wydzielanie ciepła. To powinno wystarczyć... ale kobietom nie wystarcza! Gdyż kobiety mają zdecydowanie niższą proporcję masy mięśniowej do masy ciała niż mężczyźni (ideolożki gender mogą mieć na ten temat inne zdanie) Kobiety nadal marzną ale... do...

wychłodzenia organizmu czyli hipotermii dochodzi do nich zdecydowanie rzadziej niż u mężczyzn... !

Wyobraźmy sobie taką sytuację - jest konwój antarktyczny - UBot ustrzelił jakiś statek, krypa poszła na dno - marynarze w kapokach unoszą się na falach - część umiejąca pływać - stara się dotrzeć do brzegu lub miota się w poszukiwaniu resztek na które można by się wspiąć -  inni kulą się w sobie i trwają nieporuszeni. Jak myślicie którzy mają większe szanse na doczekanie pomocy? Odpowiedzcie sobie szybko w myślach nim przeczytacie dalej.

Można się było domyślić po akapicie, że dotrwali ci którzy popadli w stupor i jeśli tak odpowiedzieliście to ... macie 100% racji! 

Admiralicja Brytyjska tak szkoliła marynarzy! Nie macie szans gdziekolwiek dopłynąć - ale trwając nieruchomo, macie szanse doczekać pomocy! (A Admiralicja Brytyjska w przeciwieństwie do wojsk lądowych nie była patałachami, miała 500 lat doświadczenia i pomimo honorowania tytułów szlacheckich - karierę robiło się tam dzięki zdolnościom, pracy i osiągnięciom a nie pozycji towarzyskiej - zatem oni zwyczajnie... nie mylili się).

Nie myli się też prababcia Ewolucja! Dokładnie taki sam mechanizm mają wbudowany w siebie kobiety - popatrzcie na przystanki autobusowe - grupka mężczyzn przechadzająca się energicznie tam i na zad - oraz skulone w sobie zastygłe (stuporowate ;-) ) kobiety. Jeśli autobus nadjedzie w ciągu kilku minut - przegrane są kobiety - odczuwały duży dyskomfort, nic nie dostając w zamian. Co innego mężczyźni - są rozgrzani i gotowi do akcji... tyle że 10 tysięcy lat temu nie było autobusów!  Jeśli nagle się ochłodziło to; skulone kobiety zaszyte gdzieś w jakimś zakamarku - mogły korzystając z zapasów tłuszczyku na swoich ciałach, czując cały czas wściekły dyskomfort, przetrwać kilka dni - mężczyznom było ciepło kilka godzin, potem nieuchronnie wyczerpywały się zapasy energetyczne, przychodziło zmęczenie, zastój i ... śmierć.

 
Z drugiej strony jeśli autobus (ciepłe schronienie) jest stosunkowo łatwo dostępne to...

Ileż razy wściekałem się gdy mając do pokonania kilometr w mroźny dzień zamiast przyspieszać, idące ze mną kobiety (Mama potem Marzenka) zwalniały i "prowadziły się" żółwim tempem - dla mnie to było alogiczne - ale wtedy słyszałem "idź przodem"... I to... jest całkowicie naturalne - oraz ... logiczne! Mężczyzna docierał do miejsca schronienia, rozbijał obóz, napalił (był wszak rozgrzany i gotów do działania), przygotował schronienie... na co przychodziła zmarznięta kobieta i ... "kochanie zrób mi ciepłej herbaty, usiądź w pobliżu, potrzymam ci stopy na brzuchu, bo strasznie są zimne..."
 
Tak więc drogie dziewczyny, prababcia ewolucja dała Wam wprawdzie okazję do narzekania ale też zdecydowanie zwiększyła wasze szanse przeżycia! Czy okażecie jej wdzięczność czy ją "obrazicie słownie i ręcznie", to już wasza sprawa...   


środa, 15 lutego 2017

Czemu kobiety czują bardziej ... chłód i co z tego wynika.

Najprościej było by rzucić koszarowym sloganem - "bo one som jakieś inne", powołać się na doświadczenie życiowe "starszych i mądrzejszych", czyli nieśmiertelne ubolewanie że "one som oziembłe", lub szukać wytłumaczenia w  zbyt krótkich spódnicach...

Ja jednakowoż z ducha i dyplomu jestem mechanikiem i to mechanikiem procesu - zatem uznam każde wytłumaczenie do którego znajdę stosowny mechanizm... ewolucyjny. Czyli tłumaczenie "bo tak je Pan Bóg stworzył" choć sensowne uznaję za niewystarczające.

Musi być mechanizm i... jest. 

Otóż kobiety są delikatniejsze.  Po naukowatemu to się gracylizacja nazywa. I tu mechanizm ewolucyjny jest w pełni zrozumiały - kobiety zostawały w "domach" a mężczyźni "wychodzili na polowanie" ("i musieli mieć pewność że kobiety są bezpieczne..." tak wiem pastwię się nad eksprezydentem)  - w efekcie - kobiety szybciej wyłapujące bodźce termiczne (gorączka u dziecka, lub nagłe ochłodzenie otoczenia) miały więcej szans na szybką i trafną reakcję, a tym samym większy 'przychówek" i więcej kopii swoich genów wysłanych w przyszłość. Te same zdolności dla mężczyzny były by wręcz szkodliwe.


Trzeba pamiętać że wyewoluowaliśmy jako gatunek w ciepłym, przyjaznym otoczeniu sawanny (no może lwy były nieco mniej przyjazne, ale ogólnie był to prawie Eden), dopiero potem wraz z migracjami musiało dojść do mutacji adaptatywnych (jasna skóra, skośne oczy, płaskie lub wąskie nosy itp.). W tym samym czasie dochodzi też do pojawienia się kultury materialnej i pewne cechy niekorzystne, które doprowadziły by do eliminacji reprezentującej je puli genowej wyeliminowane nie zostały - wyobraźmy sobie że nie wynaleziono ubrań - w takiej sytuacji wszystkie "zmarzlaczki" mają znacznie mniejsze szanse na zapłodnienie, wydanie potomstwa i odchowanie go, podczas gdy te "gorące" wprost przeciwnie. Ale ubrania wynaleziono i przechytrzono ewolucję - w tym momencie właśnie te "zmarzlaczki" zyskały przewagę nad "gorącymi" bo chętniej przytulały się do samców - szukając dodatkowego ciepła i jednocześnie były bardziej wrażliwe (podatne) na dotyk, do tego dbając o własny komfort termiczny dbały też o komfort termiczny dziecka i ... ciepłe schronienia! Co zmuszało samce do dokonywania coraz to nowych wynalazków (szałasy, chaty, domostwa, wille, apartamentowce - ogniska, piece, kaloryfery - ogrzewanie indukcyjne to w przyszłości. itd. itp. ) W efekcie można śmiało wysunąć tezę iż obecny stan zaawansowania technicznego naszej cywilizacji zawdzięczamy... kobiecym dreszczom.

Więc następnym razem gdy nie będzie Wam panowie chciało się nanosić drewna do kominka, zapalić w kotle CO czy choćby podkręcić zadajnik ogrzewania gazowego to... spróbujcie rozgrzać atmosferę tłumacząc im jak wiele zawdzięczamy temu że one tak bardzo odczuwają chłód ;-).




 

niedziela, 5 lutego 2017

Skąd się bierze odwilż ?

No jak to skąd się bierze? Ciepły wiatr zawieje, albo słoneczko wyjdzie i ogrzeje...

No ale jeśli słoneczko operuje nadal krótko, nadal jest nisko nad horyzontem i energia która dostarcza jest zdecydowanie mniejsza niż w lecie? Ba a jak wytłumaczyć fakt że nieraz słońce świeci jak w tropikach a na termometrze słupek zatrzymał się przy minus dwudziestu i ani drgnie?

No dobrze to skoro nie słońce, to ten wiatr - znad ciepłych krajów, przywiało go do nas i teraz u nas też cieplej! Z punktu widzenia Polaka to nawet sensowne. Na południu jest cieplej - Wystarczy spojrzeć na telewizyjne mapy pogody. A jak wieje z południa to się cieplej robi, nie wszystkim - jak wieje za słabo to do Suwałk, Ełku, Gdańska, czy Szczecina nie do dmucha.
I oto zagadka rozwiązana - odwilż się bierze z południa!

Ba a co wtedy gdy patrząc na mapę pogody, dostrzegamy iż w Atenach, Rzymie i Ankarze jest chłodniej niż u nas? No zawsze możemy dumać iż: albo "ich" ciepło przywiało do nas, abo wiatry tak meandrowały znad Afryki że ich pominęły... No ale tu już niebezpiecznie zbliżamy się do brzytwy Ockhama i możemy na niej stracić palce lub język, bo takie domysły wymagały by abo celowego działania, albo zjawisk atmosferycznych których fizyka wyjaśnić nie umie. 

Pozostaje też oczywiście kwestia takich państw w których odwilż wcale nie przychodzi z południa...

Więc?

Więc odpowiedzią są przemiany adiabatyczne. Adiabatyczne czyli takie w których nie zachodzi wymiana energii z otoczeniem (a przynajmniej nie zachodzi w istotnym dla przebiegu procesu stopniu). Tu aż prosił o przekopiowanie kilku wzorów z Wiki, ale chyba nie o to chodzi. Nieraz zapewne zorientowaliście się że opróżniany zbiornik kompresora się ochładza, zaś pompowane koło ogrzewa. Otóż to - macie odpowiedź! (trochę śliski przykład, bo - jak sądzę - większość kobiet nigdy kompresora nie obsługiwała, ale jak to pisze to zdaję sobie sprawę że właśnie podpadam jako seksista)

 Wał fenowy nad Rotundą obserwowany ze Zdyni.

Tereny przed górami, "robią za pojemnik", góry za dyszę, tereny po drugiej stronie są "oponą" - oczywiście do wymiany energii z otoczeniem dochodzi, ale w stopniu na tyle małym, że nie mającym wpływu na samo zjawisko. 
Powietrze przepychane nad górami ochładza się z szybkością 0,6 stopnia na każde 100 metrów wysokości, w tym czasie traci swoją wilgoć co powoduje zwiększone opady, następnie po drugiej stronie gór spływa w doliny i wtedy sprężane z siłą jednej atmosfery zaczyna robić się ciepłe - ponieważ jednak jest suche gdyż całą swoją wilgoć oddało na zboczach po których wstępowało, grzeje się szybciej bo z prędkością 1 stopnia na 100 metrów wysokości (bo już nie musi ogrzewać zawartej w nim wody). Dlatego południowe wiatry przynoszą nam ocieplenie od 8 - do 15 stopni, a północne Słowakom  mniej niż połowę tych wartości, bo Słowacja jest krajem górzystym położonym znacznie wyżej npm. niż Polska.  

Marzy mi się poobserwować takie zjawiska w okolicach Uralu. Obecną odwilż przewidziałem dzień wcześniej próbując zapalić papierosa na tarasie ośrodka w Zdyni, na drugi dzień południowe zbocza Magury, skryte byle w mgle, na szczycie wiało jak diabli, a na północ, było pięknie, sucho i niebo błękitne aż łzawiły oczy! 

czwartek, 2 lutego 2017

Kierdelek

Noc ciemna i mroczna widoczność widocznie niewidoczna... Zmierzch bury, ponury, gwiazdy zakryły chmury. Wiatr wieje, mróz szypie pogłaskaj dziewczę po ... włosach...

No dobra. generalnie był syf a nie pogoda - gdyby nie to że z natury jestem miłośnikiem warunków których inni nie znoszą, to poprosił bym o pomoc teścia, albo szwagra, albo wezwał taksówkę. Ale moja wilcza natura domagała się marszu, marszu domagała się też Aura.

Samochód zostawiłem dzień wcześniej u mechanika do roboty przy zawieszeniu - przeguby, sworznie... taki tam złom. A teraz magik dzwoni że wóz jest do odebrania - raptem 5 stówek... darmocha... K...Mać jak jeszcze kiedyś kupię coś francowatego!!!!!!

Więc idziemy z Aurą do warsztatu - mógł bym oczywiście jechać z autem gdzieś bliżej... no ale nie fason, tak to przynajmniej wnerwienie mi minie po przejściu tych pięciu kilometrów wertepami...

Po drodze mijamy puste pole - a na polu...

 Ruch jakiś - cienie mgliste a rozmyte.
Wy zapewne nie widzicie nic - i to jest przewaga oka nad obiektywem...
Ja widziałem. Automat wymiękł - wrzuciłem na ustawienie ręczne (powiedzmy ten ersatz namiastki ustawień ręcznych - który firma Fuji w tym modelu zafundowała), pierwszy strzał - marnie! 



 Kierdelek mnie nie kojarzy - jestem po zawietrznej - więc nie czuje ani mnie ani Aury, widzieć też nie ma prawa.  
Dokładam kilka dziesiątych sekundy do czasu naświetlania - lepiej ale ciągle do d...! 
Oczywiście cały czas miga mi lampa błyskowa, pomimo iż schowana - tak to jest w hybrydach - mają cały szereg wad kompaktów, poza ich główną zaletą - czyli rozmiarami - przy jednoczesnym całkowitym braku zalet lustrzanki - poza ich główną wadą czyli rozmiarami... 
Poza tym mój sprzęt jest zwyczajnie zepsuty, a ubezpieczenie już nie działa. Być może naprawa by ciut pomogła - ale czy warto? 



 Dokładam kolejne kilka dziesiątek - oczywiście czułości ISO już sobie dobrać nie mogę - znaczy mogę tak jak i przesłonę - dwie opcje - ciulowa i niewiarygodnie ciulowa... 
Naciskam "migawkę" - coś widać - ale co? 
Przypomina mi się Kohelet - "marność nad marnościami"...




Zauważyły mnie - pewnie któreś akurat popatrzyło w moją stronę gdy ta idiotyczna lampa błysnęła - także ma dwa ustawienie - "wymuszony błysk" i "auto" - co w warunkach zmroku skutkuje zawsze tym samym...  
Dokładam kolejne dziesiątki - następna ekspozycja to już pełna sekunda naświetlania - nie ma szans na utrzymanie tego w rękach - te też są rozmyte - po prostu widać na nich tak mało że i rozmycia nie widać... 
Strzał - trzy sarenki i sorek - klasyczny kierdelek kopytnych. 
Miejsce sobie wybrały dobre - jest co jeść, drapieżników brak - żaden myśliwy tu z dwururką i jednym zwojem nie zawita - bo nawet on wie że mógł by człowieka postrzelić - nie o odpowiedzialność prawną zresztą chodzi (bo oni umieją się koneksjami towarzyskimi zasłaniać) ale o to  że jak by kogoś dziabnął, to by mu miejscowi taką nagonkę urządzili izby raczej zdrów nie wyszedł z tego, o ile wyszedł by w ogóle. 

Psów dzikich nie ma - bo ludziska na łańcuchach trzymają (te podwórkowe) lub na kolanach (te salonowe), jedynym psem w okolicy pozostaje Aura - tradycyjnie bez smyczy... cwana jest, odczekuje aż kierdel niknie w krzaczorach, po czym dumnie odbiega ode mnie na całe pięć metrów i bohatersko oszczekiwuje miejsce gdzie zniknęły... 

Sarnie eldorado - kilka hektarów wtórnych nieużytków, zadrzewień typu łęgowego i koryto Wątoku służące za bezpieczny korytarz komunikacyjny...  

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie lektura świetnej, ŚWIETNEJ!!
pozycji wydanej przez RDOS z Gorzowa Wielkopolskiego
do pobrania w formacie PDF z podanego linku. 
pozdrawiam Maciej

środa, 25 stycznia 2017

Avaaz szerzy nienawiść

Czasami Avazzowi - coś "klepnę", jakąś rafę koralową, lub puszczę amazońską - w sumie takie petycje do polityków wielkiej mocy nie mają, ale zawsze to coś - a liczba zebranych podpisów, daje asumpt innym politykom do zabierania głosu w ich imieniu (dobra nie będę naiwny - manipulacja goni manipulację).

Tym razem jednak przegięli - i nie chodzi mi o Trumpa - jest to postać tak archetypicznie amerykańska że aż mi się gumą do żucia odbija choć jej w ustach od dziesięcioleci nie miałem... 

Nie chodzi też o Clinton której nie wybrano - w moich oczach to stara czerwona jędza.

Chodzi mi o niezgodę środowisk liberalno lewicowych na demokrację - nie żebym był demokratą! To najgłupszy z możliwych systemów w którym zawsze władze przejmuje grupa interesów zbudowana na koalicji służb specjalnych, wykreowanych przez te służby polityków i mediów, które z oduraczonego społeczeństwa ciągną taśmociągiem szmal, pod pozorem "robienia mu dobrze"!
Polskim problemem jest też i to, że prócz własnych służb, mediów i polityków, mamy trównież służby media i polityków państw obcych, którzy traktują nas jak kolonię...

Chodzi mi o ten plugawy podły i nikczemny wrzask który podnosi się zawsze po tym jak na arenie politycznej pojawia się ktoś spoza układów - lub  od układów odcięty!

I nie mam nic przeciw nawet najbrutalniejszym metodom walki politycznej - lajf is brutal end full zasadzkas...

Ja mam po prostu alergię na głupotę i hipokryzję ! 

a tu otrzymuje takie dwa maile od Avaaz:


A w nich aż roi się od hejtu, nikczemnych pomówień, kłamstw i insynuacji.

Nienawiść - to jedno z najmodniejszych słów naszych czasów. Półmózgie rozhisteryzowane pannice i kawalerowie z wypryskami na twarzach, podstarzali dziadkowie z czasów rozporkowej rewolucji 68 roku, sfrustrowani dorośli którzy czują że mogli by stanąć na czele państwa (lub choćby jakieś jednostki budżetowej) ale nie mogą bo są na to za głupi a ich formacja właśnie straciła wpływy... wszyscy jednoczą się pod tym hasłem i dalej...

Nienawiść to dziś modne słowo - na każdym kroku walczy się z "nienawiścią", tropi "hejt", gnębi "hejterów" - czym jest "nienawiść" - o np. niezgodą na finansowanie z moich pieniędzy mordów eugenicznych!   Czym jest "hejt" - to głośno wypowiedziane słowa że ktoś jest hipokrytą i cwaniaczkiem - gdy jak Gore "walczy z globalnym ociepleniem" a jego ranczo wymaga energii więcej niż spore miasto w Polsce i on tej energii nie pozyskuje ze źródeł odnawialnych (cokolwiek byśmy przez ten zwrot nie rozumieli). Kim jest  "hejter" - to człowiek który odważa się myśleć samodzielnie, odrzuca serwowaną mu papkę medialną i śmieje się z politycznej poprawności.

Tymczasem prawdziwa nienawiść to właśnie ci którzy z nienawiścią walczą.  Oni nienawidzą samodzielnego myślenia, prawa do polemiki, do nazywania rzeczy po imieniu, do brutalnego ale szczerego mówienia co się myśli. Oni tego nienawidzą bo to wszystko zamyka się w słowie wolność, a jej już dawno się wyrzekli i wolność innych jest dla nich niczym cierń w nosie - boli przy każdym oddechu.

Patrzę na Polskę i widzę powtórkę w USA! Takie same twarze, takie same hasła, ta sama retoryka...
A "wujek" Goebbels - który te metody,  wymyślił cieszy się w piekle, jakich zdolnych ma uczniów.
I "djadja" Żdanow z kotła obok też ma powody do zadowolenia...

Pocieszające jest tylko to że owi "Specjaliści od śpiewu i mas" stracili pazur - Brakło im pomysłów! Nie są w stanie wykreować żadnej nowej strategii. Pewnie minie jeszcze kilka dziesięcioleci nim zdechną do końca - ale sądzę że to już bliżej niż dalej.
Tymczasem Wiadomości dla Avaaz  - spadajcie bałwany!

piątek, 20 stycznia 2017

Miejska wyspa ciepła

Zróbmy taką "myślową" sondę uliczną - głównie z braku czasu i środków (ładnych ankieterek, bo ze mną mało kto chce gadać) - i wyobraźmy sobie jak uśredniony człowiekowaty odpowiadał by na pytanie co to jest i skąd to się bierze w odniesieniu do miejskich wysp ciepła.  Nie jestem zresztą tak gołosłowny, jak się może wydawać - jakiś tam wywiad zrobiłem, głownie taki przypadkowy, podczas rozmów w autobusie, w szkole z innymi rodzicami, czy pośród znajomych.

Gdybym napisał że wynik tych rozmów mnie zaskoczył to bym skłamał, miałem dużą pewność że odpowiedzi będą błędne, bo tłumaczenie zjawiska wcale nie jest takie intuicyjne. 

Otóż większość indagowanych miejska wyspę ciepła wyobraża sobie tak!


Wkoło zima i mróz siarczysty, a tu mnóstwo domów, ogrzewanych budynków użyteczności publicznej, kanałów, do tego ciepłe silniki samochodów i voila - 
mamy miejska wyspę ciepła.
  
Część w ogóle zawężała temat, zdając sobie sprawę że jak na "wyspę ciepła" to tui tak jest cholernie zimno; W efekcie otrzymywałem odpowiedzi sprowadzające się do spostrzeżeń iż.


Miejskie wyspy ciepła to pojedyncze punkty gdzie np. nawaliła infrastruktura grzewcza, i w niebo walą kłęby gorącej pary wodnej, lub (najczęściej) że to źle izolowane budynki - jako przykład wskazując koszmary minionej epoki - czyli wielkopłytowe "wysokościowce" zwane "mrówkowcami" lub inne wytwory architektoniczne główne dekady Gierka kiedy to chcieliśmy mieć u siebie jak na zachodzie ale nie mieliśmy z czego i nie wiedzieliśmy jak tak budować, zresztą węgiel był tani i nikt nie myślał o oszczędnościach a na dworcowych kaloryferach można było gotować herbatę.   

Ostatnia najmniejsza grupa wskazała że w grę wchodzi interakcja miasta ze słońcem.  
Czyli że miasto się szybciej od słońca nagrzewa.
Że oto albedo betonu (10-35%) i asfaltu (5-20%) jest zdecydowanie mniejsze od albedo "terenów naturalnych"... kierunek rozumowania w sumie słuszny ale...
Albedo gleby (5-10%), lasów liściastych (15-20%) czy trawy 20-25%) wcale tak znacznie od poprzedników nie odbiega...

To teraz daję Wam czas na zastanowienie, ja Wy określilibyście czym jest miejska wyspa ciepła? - oglądnijcie i posłuchajcie GENIALNEGO starocia czyli 


Vangelis - albedo 0,39

Czym zatem jest Miejska wyspa ciepła?
Najbliżej byli Ci którzy mówili o nagrzewaniu miasta przez słońce.
Bo tak jest w rzeczywistości - przeanalizujmy;
Albedo - gdzie 0 równa się całkowite pochłanianie światła (spotykane na czarnych dziurach i nigdzie indziej) do 100 całkowite odbijanie światła (nie mam pojęcia co to może być?) - przestrzeni miejskiej i terenów leśnych bądź rolniczych nie różni się aż tak bardzo! Tyle że lasy, trawy i pola otrzymaną od słońca energię zużytkują na fotosyntezę, a tym samym zmagazynują na dłużej (w ekstremalnych przypadkach na miliony lat - węgiel, ropa naftowa). Tymczasem miasta zaczynają otrzymaną energię wypromieniowywać natychmiast - co jest mało dostrzegalne w upalny słoneczny dzień, bo wtedy wszędzie jest gorąco - nawet na tzw. łonie.. znaczy natury rzecz jasna... 
 

Miejska wyspa ciepła - to zjawisko opisujące godziny wieczorne i wczesne godziny nocne.

tu widać to najlepiej.
 
Wszystko inne już się ochłodziło - miasto wciąż gorące - im bliżej centrum tym cieplej. Tyle i aż tyle.

A jak Wy wypadliście na pytaniu?


sobota, 14 stycznia 2017

Wieża do walki ze smogiem! - czyli ... mogę sie mylić...

Na fejsie znajoma wrzuciła taki materiał.



Fajnie pięknie i naprawdę płakać się chce ze wzruszenia...

A potem przychodzi myśl...

"tyle co czajnik przez godzinę..."

Policzmy - czajnik to około 2kW (dwa tysiące Watów mocy), Czyli jakieś 7 200 000 J (Dżuli)
Średnia kaloryczność  miału węglowego - a takim się opala większość naszych elektrowni, zresztą kamienny jest niewiele bardziej kaloryczny to około 20000 kJ/kg.

Czyli jak te  7 200 kJ podzielimy przez 20000 kJ - to nam wyjdzie że aby taką wieżę zasilić przez godzinę, to musimy spalić 0,36 kg miału węglowego (mniej więcej objętość dwóch paczek papierosów)...

Tyle
za
Tyle

To teraz zobaczmy na te zdjęcia i zastanówmy się czy warto?
Pytanie pozostawiam otwarte.