Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

sobota, 14 stycznia 2017

Wieża do walki ze smogiem! - czyli ... mogę sie mylić...

Na fejsie znajoma wrzuciła taki materiał.



Fajnie pięknie i naprawdę płakać się chce ze wzruszenia...

A potem przychodzi myśl...

"tyle co czajnik przez godzinę..."

Policzmy - czajnik to około 2kW (dwa tysiące Watów mocy), Czyli jakieś 7 200 000 J (Dżuli)
Średnia kaloryczność  miału węglowego - a takim się opala większość naszych elektrowni, zresztą kamienny jest niewiele bardziej kaloryczny to około 20000 kJ/kg.

Czyli jak te  7 200 kJ podzielimy przez 20000 kJ - to nam wyjdzie że aby taką wieżę zasilić przez godzinę, to musimy spalić 0,36 kg miału węglowego (mniej więcej objętość dwóch paczek papierosów)...

Tyle
za
Tyle

To teraz zobaczmy na te zdjęcia i zastanówmy się czy warto?
Pytanie pozostawiam otwarte.

wtorek, 10 stycznia 2017

Antena do łączności z Bogiem?

O zjawisku dowiedziałem się już wiele lat temu, ale że nie udało mi się wówczas dotrzeć do żadnych wiarygodnych materiałów to odłożyłem je ad acta. Kolejna moja styczność z nim nastąpiła podczas lektury bloga Prof. Jerzego Vetulaniego.


Chodzi konkretnie o wpis "wyspa ekstazy". 

Po przeczytaniu tego materiału odniosłem wrażenie które można ująć słowami "coś mi tu nie gra", i to bynajmniej nie dlatego że w jakikolwiek sposób ów tekst godził w moją wiarę, tylko dlatego że było to "zbyt piękne by być prawdziwe".  Ale o co chodzi tak właściwie, bo obawiam się iż czytacie mój tekst zamiast przenieść się na kilka minut na bloga sławnego neurobiologa. 

Zatem pokrótce: 
Mamy oto od dawna obserwowane przypadki nadmiernej religijności, nadmiernej czyli takiej która przeszkadza w normalnym życiu, dotknięci nią ludzie przestają uczestniczyć w życiu, pochłonięci modlitwą lub medytacjami, albo zgoła stają się wizjonerami, prorokami, niekiedy udaje im się stworzyć własne sekty religijne. Chodzi o przypadłość zwaną padaczką skroniową.

Niestety nie udało mi się znaleźć żadnych innych sensownych ilustracji poza tymi pochodzącymi z bloga Vetulaniego... 

Czym jest padaczka skroniowa tłumaczyć nie zamierzam, bo to nie ten blog ani ten temat - znależć materiały w necie nie jest trudno. Mi chodzi tylko o przedstawienie tej "anteny do łączności z Bogiem". Otóż przypadki padaczki skroniowej nie są specjalnie rzadkie, tyle że jako jednostki chorobowe, są leczone a nie badane, zresztą przez lata i tak nie było żadnych możliwości przebadania tego "co się w głowie u pacjenta dzieje"... nie było. Teraz już jest!

Do zagadnienia wróciłem po lekturze książki "Przyszłość umysłu"  Michio Kaku
(czy ktoś wie jak to nazwisko się odmienia?)

 
 Dwaj wielcy naukowcy, dwaj wspaniali popularyzatorzy, jedna teza - dwa wnioski!

Vetulani zdaje się twierdzić - objawy padaczki skroniowej, pasują do opisu tego co stało się ze św. Pawłem (znaczy wtedy jeszcze Szawłem):
 "Gdy wyruszył w drogę do Damaszku i zbliżał się już do miasta, nagle oślepił go blask z nieba. Wtedy upadł na ziemię i usłyszał głos:
– Szawle, Szawle! Dlaczego Mnie prześladujesz?
– Kim jesteś, Panie? – zapytał.
– Jestem Jezus, Ten, którego prześladujesz! – odrzekł głos. – Wstań teraz i idź do miasta. Tam ci powiedzą, co masz dalej robić.
Ludzie towarzyszący Szawłowi oniemieli ze zdumienia. Słyszeli bowiem czyjś głos, ale nikogo nie widzieli. Szaweł natomiast podniósł się z ziemi, ale chociaż miał otwarte oczy, nic nie widział. Poprowadzono go więc za rękę do Damaszku. I przez trzy dni był niewidomy. Nic w tym czasie nie jadł ani nie pił". Dzieje apostolskie

Kaku wybiera inny przykład - Joannę d'Arc

Dla Vetulaniego to okazja aby "kopnąć wierzących w kostkę" na zasadzie "no popatrzcie, wy w to wierzycie a to tylko zaburzenia neuronalne". 

Dla Kaku - okazja by powiedzieć ... "nie wiem, ale to fascynujące". 

Vetulani opisuje przypadki stymulacji tego ośrodka i wywołanych nim ekscytacji religijnych, to samo robi Kaku, ale Kaku podaje też inny przykład który Vetulani pominął celowo lub z niewiedzy!, a który jest kluczowy dla całej sprawy. 

Dawniej jedyną dostępną metodą było albo czekanie na atak, albo wprowadzanie w pewnych przypadkach elektrod do mózgu chorego - bardzo inwazyjna metoda, etyczna tylko w odniesieniu do osób ciężko dotkniętych, natomiast nie do przeprowadzenia na zdrowych, nawet ochotnikach - a tylko w takim przypadku, z zastosowaniem grup kontrolnych, można by zbadać, co i czy rzeczywiście się dzieje w mózgu człowieka.  

Ale postęp metod badawczych jest niezwykły - dziś mamy o takie choćby urządzenia. 

National Geografic
Elektrody podłączone do mózgu tybetańskiego mnicha. Autor: Cary Wolińsky


Dziś możemy stymulować mózgi bez konieczności otwierania czaszki, dziś mamy choćby obrazowanie MRI, dziś wiemy więcej - nie nie będę przepisywał tego co mamy - tu odsyłam do książki Kaku - naprawdę świetnie się ją czyta i na pewno nie będzie to ani stracony czas ani pieniądze. 

Pozwólcie jeszcze kilka słów aby zagadnienie stało się jasne. Otóż jak pisałem wyżej Vetulani nie napisał wszystkiego, albo z chęci uniknięcia zamieszania w swojej narracji, albo z niewiedzy?!  Badano w ten sposób różne osoby, między innymi grupę Karmelitanek - w ich przypadku uzyskano (nieco wbrew intencjom badaczy) praktycznie tylko stwierdzenie że "Boga nie można przywołać na życzenie". Niemniej jednak zarejestrowano też pobudzenie kilku rożnych ośrodków i choć zakonnice nie przeżyły ekstazy religijnej - to dziś wiemy więcej o tym jak intensywna modlitwa wpływa na pracę mózgu. Badania objęły także inne osoby, i u wielu dochodziło do stanów, z pogranicza "poczucia Boskiej obecności"  I gdy już wydawało się wszystkim "osobistym wrogom Pana Boga" że oto mają niezbite dowody, że Bóg to tylko wytwór naszych neuronów, pobudzonych czymś z zewnątrz; psychotrop, elektroda... młotek, albo z wewnątrz; neuroprzekaźnik, udar, padaczka lub podobne...  
 (tu swoją opowieść zakończył Vetulani)
Łeb do maszyny wsadził Richard Dawkins ... i proszę Państwa! ...
Znacie tę piosenkę Młynarskiego o szkole torreadorów ?



No właśnie! 
"I proszę Państwa! Nic się nie stało! ... bo unik zrobił Byk!"

Nie można wywołać, ani zmienić czyjeś religijności stymulacją "wyspy ekstazy" - jeśli to faktycznie "antena do kontaktów z Bogiem" to sygnał musi przyjść... stamtąd, mieć odpowiednią falą i właściwą częstotliwość, jeśli to jednak tylko nagromadzenie neuronów, które wywołuje stany mistyczne to... i tak człowiek musi już wcześniej uwierzyć, albo być na przyjęcie wiary gotowym - bo u ateistów można sobie stymulować do bólu głowy...            

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Żyjąc w czasach szybszych niż myśl.


Jestem po lekturze "Przyszłości Umysłu" Michio Kaku (tak wiem nazwiska się powinno odmieniać - ale akurat tego nie potrafię... wybaczcie). Bynajmniej nie jest to świeża lektura, bo książkę otrzymałem na Mikołaja, więc przeczytałem już trzy tygodnie temu - ale nie umiem przestać o niej myśleć. W sumie słusznie, bo po co czytać coś o czym nie chce się nawet myśleć?

Michio Kaku to amerykański naukowiec, spec os superstrun, a jednocześnie popularyzator i płodny pisarz.

Na rynku polskim jest kilka jego pozycji, wszystkie godne przeczytania. Aczkolwiek trzeba mieć świadomość że w przypadku większości pozycji popularno naukowych, te sprzed dziesięciu lat to już archaik,te sprzed pięciu rozczulająca staroć, te sprzed trzech "przydatne bibeloty po dziadku", sprzed roku - już nieaktualne, ale w sam raz dla laika...
To oczywiście nie wina Kaku, (czy innych popularyzatorów), ani procesu edytorskiego (od czasu gdy Wańkowicz żalił się iż między napisaniem książki a jej wydaniem upływa 10 lat i od razu może być kierowana albo na przemiał, albo do archiwum, na szczęście już odeszły) - to kwestia postępu tak szybkiego że nie nadąża za nim nawet nasza wyobraźnia!

Ot idę do księgarni, biorę popularyzację fizyki, otwieram na przypadkowej stronie i czytam że ... "jeśli uda się zarejestrować fale grawitacyjne będzie to potwierdzenie..." Hola!!! Je już zarejestrowano! Chcę przeczytać o implikacjach tego faktu! książka jest świeża, pachnie farbą drukarską (dla mnie to afrodyzjak, wie o tym moja żona), wydana rok temu... nieaktualna! Bolesne!

W ogóle nie wiem czy jest sens pisać w tej chwili książki popularnonaukowe w dawnej koncepcji, czyli 300 - 400 stron tekstu z bogatą bibliografią i przypisami. Prawdopodobnie nim autor (kimkolwiek by nie był jeśli tylko jest człowiekiem) skończy pisać, już kilkadziesiąt przesłanek na których snuł swoją narrację stanie się nieaktualnych, w tym przynajmniej jedna zasadniczo, i będący w miarę "na bieżąco" czytelnik,  bez trudu je wyłapie.  Tu prym wieść muszą i ... wiodą publikacje mediów elektronicznych - audycje radiowe i filmy, pole do popisu mają Youtuberzy i blogerzy oraz twórcy krótkich artykułów do popularnonaukowych periodyków takich jak Wiedza i Życie czy Science.

Chyba jedynie dwie kategorie książek popularnonaukowych "obronią się" w czasach tak skokowego przyrostu wiedzy; te o wysokim stopniu abstrakcji i te o wysokim stopniu nasycenia myślą filozoficzną. Zauważmy - dywagacje na temat "możliwych scenariuszy końca świata" są na tyle odległe iż nikt tego w tej chwili nie jest w stanie sprawdzić (abstrakcja), a także że  dla rozważań natury moralnej czy etycznej w sumie nie ma znaczenia czy egzoszkielety już steruje się za pomocą myśli, czy wciąż jeszcze za pomocą impulsów nerwowych z rdzenia kręgowego. 

Książką która łączy oba te walory jest bez wątpienia "Przyszłość Umysłu".


Kaku pierwszorzędnie wyłapuje "co w naukowej trawie piszczy" jakie są trendy rozwojowe poszczególnych technik, metod, dyscyplin, a następnie łączy to wszystko w błyskotliwie sformułowane tezy i przenosi do rozumowanie do bliskiej przyszłości.  Pomimo iż ma już kilkadziesiąt miesięcy (najnowsze odnośniki sięgają 2015 roku) to będzie aktualna jeszcze kilka lat - podobnie jak Filozofia Przyrody czy Przypadku Hellera. Tego typu książki się nie starzeją tak szybko jak czyste popularising science, bo choć myśl nie nadąża za postępem, to przecież myśl nadąża za myślą, a my składamy się głównie z myśli.

Kilka tematów poruszonych w tej książce znajdzie miejsce na tym blogu, ale jeśli będziecie mieli ochotę przeczytać całą "przyszłość" (a czyta się świetnie i lektura nie wymaga przygotowania z zakresu mechaniki kwantowej, teorii umysłu, gier itp. - choć oczywiście nabiera wówczas dodatkowych smaczków) to serdecznie polecam, warto!

 

piątek, 23 grudnia 2016

Życzenia

Wybaczcie ale padł mi net i wysyłam przez telefon.

Serdeczne Życzenia Świąteczne, Niech nowo narodzona Dzieciona natchnie Was miłością, nadzieją i weną... by Wam nigdy nie brakło tematów do opisania, ochoty by je opisać, i żeby czasu Wam na to wszystko starczyło ;-)

Serdeczności
Maciej

środa, 21 grudnia 2016

Czerwonka mnie nawiedziła...

Pora na lekki przerywnik, bo strasznie mi tu się filozoficznie robi na blogu, nie żebym miał coś do filozofii... co to to nawet bardzo nie, ale antrakty po to wymyślono, żeby je robić.

Jak byłem piękny i młody (dziś zostało z tego tylko wspomnienie) to tryumfy w PRLowskiej TV święcił serial David'a Attenborough "Życie na ziemi" czy jakoś podobnie, nie powiem zafascynowała mnie i narracja i ogrom wiedzy i walory estetyczne serii. Nie żebym chciał być jak Attenborough, ale zawsze doceniałem erudycję, umiejętność ciekawego opowiadania i to wszystko co składa się na okoliczność że jedni robią a inni nie kariery przed kamerą, lub choćby "tylko" w towarzystwie.

Po latach nauki dotarła do mnie świadomość że tak naprawdę Attenborough jest tylko frontmenem, armii reserczerów, reżyserów, scenarzystów i personelu mniej merytorycznego. Nie jest problemem sypać ciekawostkami, gdy ktoś wcześniej wyszperał je w tysięcznych publikacjach, żaden problem błyskać erudycją skoro wystarczy trzymać się scenariusza. Nie ujmując Sir David'owi ale tak to nawet ja bym umiał... 

No ale za mną armia nie stoi, a jedynie internet... niby Sieć wie wszystko... ale...

Mniejsza.

Czerwonka zawitała do mnie pewnego letniego dnia, całkiem niespodziewanie.
I no właśnie... może armia reserczerów by mi coś ciekawego o nim wygrzebała ale...



Ale w necie także angielskojęzycznym - choć szukałem po nazwie łacińskiej a nie angielskiej (może to błąd?) są na jej temat DWA zdania - w zasadzie jedno złożone, tyle że zamiast przecinka użyto kropki.

W zasadzie jedyne co znalazłem to różnice, bo jedni ją chcą widzieć w rodzinie mrocznicowatych a inni sówkowatych. jest polifagiem, co znaczy ze żre wszystko (no powiedzmy prawie) głownie topole i brzozy (znaczy jej gąsienica), a ponieważ tych w otoczeniu ludzi nie brakuje, przeto dość często jest w naszym sąsiedztwie obecna. Czy widywana to już inna historia, bo ludziowie specjalnie ciem nie lubią, a za dnia to one się świetnie chowają. Tu akurat sama siebie oszukała po siadła na szybie i od wewnątrz była świetnie widoczna, od zewnątrz daje wam słowo nawet na szybie, trzeba się było wpatrywać. Chciałem żeby otwarła pierwsze skrzydła, to zobaczyli byście wewnętrzne, pięknie wybarwione na czerwono - niestety... nie miała zacięcia celebryckiego i wolała odlecieć... na sufit.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Dekalog dla ateistów.

Od razu się wytłumaczyć muszę z kilku kwestii, żeby nie było nieporozumień nim zaczniecie lekturę:
1 - ten post NIE jest próbą polemiki z trzema wielkimi religiami wyrosłymi na pniu Starego Testamentu.
2 - nie jest też próbą nawrócenia niewierzących.
3 - nie chodzi mi o przekonanie kogokolwiek do czegokolwiek. 

Jak zapewne wielu z moich czytelników wie, czytam dość regularnie miesięcznik Filozofuj. I to jego wpływom należy przypisać to że zacząłem rozmyślać nad Dekalogiem.  Ale Dekalogiem nie jako zbiorem praw objawionych , abstrakcyjnych, religijnych - tylko Dekalogiem jako zbiorem praw uszytym wprost na ludzki wymiar, podobieństwo i ... potrzeby!



I jeszcze tytułem wstępu. Mamy spory kłopot z Dekalogiem bo: go... nie ma! możemy z tego samego rozdziału odczytać 11, 10 (na dwa sposoby) lub 9 przykazań i nadal będzie to ten sam tekst!  Wynika to w znacznej mierze z faktu że podziału Pisma Świętego na wersety dokonał w 1550r drukarz Robert Estienne (Stephanus) i to w dyliżansie jadąc z Paryża do Lyonu... w sensie dosłownym... "na kolanie". Efekt widzimy dziś w postaci "proroków" przerzucających się wersetami. Ale problem był starszy, sięga czasów pojawienia się herezji (z katolickiego i prawosławnego punktu widzenia) ikonoklastów. 

 Tak wygląda tekst w Piśmie Świętym.
Problem w tym że jedni chcą by przykazanie I obejmowało również czynienie sobie podobizny, a inni zaś uznają że to całkiem odmienne przykazanie czyli de facto II, oni z kolei odmawiają samoistnego bytu przykazaniu IX czyli "nie pożądaj żony bliźniego swego" łącząc je w jedno z przykazaniem X czyli nie pożądaj w ogóle niczego. 

Ja jednak odniosę się do wszystkich przykazań także nie uznawanych przez inne kościoły.  Gdyby ktoś był chętny, to oczywiście mogę zagadnienie interpretacji PŚ poszerzyć, ale nie w tym poście.

Zatem zaczynajmy i jeszcze raz przypomnę - nie walczę z nikim i o nic - chcę jedynie pokazać głęboko ludzkie oblicze Biblii. zatem jeśli jesteś wierzący to postaraj się spojrzeć na poniższy tekst oczyma niewierzącego, a jeśli jesteś niewierzący, to patrz swoimi oczyma, ale świadomie.

I - "nie będziesz miał bogów cudzych obok mnie": Ludzie szukają sensu życia od zawsze i zazwyczaj nie znajdując go, po prostu szukać przestają, zadowalając się przyjęciem, że widać są na to; albo za głupi albo że szukanie nie ma sensu. W dokładnie tej samej sytuacji są filozofowie - żadnemu nie udało się stworzyć jakiegokolwiek systemu filozoficznego z którego sens życia wynikał by w sposób jasny i niezbity. Co najwyżej wykazali celowość takich czy innych ludzkich działań. Celowość to nie sensowność, ale dobre i to. Zatem skoro odrzucamy religię to musimy sobie jakiś cel w życiu znależć i o tym mówi I przykazanie. Znajdź sobie cel i bądź mu wierny, bądź gotowy na wyrzeczenia, na cierpienie, niewygody na wszystko co Cię spotka, gdyż twój cel tego wymaga... i choć zabrzmiało to dramatycznie, to jest to świetna rada na znalezienie w życiu szczęścia.

Ia - "Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą; a czyniący miłosierdzie tysiącom tych, którzy mię miłują i strzegą przykazań moich." - nie daj się zwieść pozorom!  Nie służ symbolom, znakom zastępczym, mrzonkom. Jeśli masz swój cel, to żyj dla tego celu, a nie dla jego ułudy - sims to nie rodzina, działanie w organizacji ekologicznej to nie okazja do przelecenia iluś tam, panienek a papierowy banknot to nie złoto...  pamiętaj to co czynisz, odbija się także na twoich dzieciach, jeśli wychowasz je w duchu "wartości zastępczych" to nie oczekuj że same z siebie nagle dostrzegą prawdziwe wartości i że ... odpłaca Ci dobrą monetą skoro od Ciebie otrzymały tylko plastikowe żetony...

II - "Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, nadaremno; bo nie będzie miał Pan za niewinnego tego, który by wziął imię Pana, Boga swego, nadaremno." - nie rozmieniaj na drobne tego na czym Ci zależy, słowa mają wielką moc, ale szybko się zużywają - jeśli powiesz o kimś że jest "skur...synem" to za pierwszym razem wywołasz tym szok, za drugim zainteresowanie, za trzecim obojętność, za czwartym irytację, za piątym pobłażliwe uśmieszki, bo zaczną Cię traktować jak oszołoma...

III - "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił" - (celowo nie przytaczam całości, bo niewiele wnosi)  - daj sobie na luz, nie możesz zapier..lać na okrągło! musisz robić co jakiś czas przerwy, musisz się "przeładować".  

IV - "Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie." - czym skorupka za młodu itd. ... Dzieci odpłacą Ci dokładnie tym samym czym ty płacisz swoim rodzicom, teściom, krewnym... Zrobią z Tobą dokładnie to samo co widziały w przypadku dziadków, wujka czy podstarzałej ciotki starej panny.  Spotkałem się ze stwierdzeniem iż domy starców są zapłatą za żłobki... nie ryzykowałem, moje dzieci do żłobków nie trafiły...

V - "Nie będziesz zabijał." - stare prawo, kodyfikacja instynktu, chyba nie wymaga  komentarza, no może poza tym że jeśli sam (a) używasz przemocy, to godzisz się by przemoc stosowano wobec ciebie (co już niekoniecznie jest takie zabawne).

VI - "Nie będziesz cudzołożył." - a w swoim łóżku to nie cudzołożę... zabawne, ale niestety tak to tylko wygląda. W rzeczywistości sfera seksualna człowieka to pole minowe - szansa na załapanie choróbska jest tym większa im "bogatsze" życie seksualne prowadzisz. Osobna kwestia to emocje - bo naprawdę łatwo drugiej osobie wyrządzić krzywdę, nawet jeśli ma się "spisane na papierze" że chodziło tylko o "niezobowiązujący seks". wreszcie last but not least - zawsze można trafić na osobę z problemem natury emocjonalnej i życie zamieni nam się koszmar, przy którym hollywoodzkie produkcje to pikuś.  

VII - "Nie będziesz kradzieży czynił" - Jedno z pierwszych praw które pojawiło się w momencie gdy ludzie zaczęli tworzyć plemiona - choć być może obowiązywało już w czasach gdy żyliśmy w hordach? Dość zrozumiałe, choć wciąż niewielu zdaje sobie sprawę, że jedna z największych dolegliwości w byciu złodziejem to obawa przed... byciem okradzionym.

VIII - "Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu." - potocznie traktowane jako "nie kłam" - zauważmy iż czynnikiem sprawczym jest tu słowo "przeciw" - czyli sama blaga nie jest zła, złe jest to że możemy komuś zaszkodzić. I znów jak w przypadku złodzieja największa kara dla kłamcy, to fakt że nikomu nie może zaufać...  

IX  (Xa) - "(nie) będziesz pragnął żony bliźniego swego" - czym to się różni od cudzołóstwa? Ano tym że w przypadku cudzołóstwa mamy akt seksualny, a tu "tylko" pożądanie. Problem w tym, że im bardziej podoba Ci się żona /mąż kogoś innego, to tym mniej własna/sny... a zaręczam Ci jego żona jest dokładnie taką sama zołzą i cholerą jak twoja własna żona, a mąż innej kobiety jest takim samym leniwym bucem jak twój i tylko na początku jest fajnie i kolorowo...

X - "Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego, ani będziesz pragnął żony jego, ani sługi, ani służebnicy, ani wołu, ani osła, ani żadnej rzeczy, która jego jest." -  generalnie nie pożądaj, niech Ci się nie zdaje że Kowalski to ma fajnie bo ma brykę 15 letnią a ty musisz jeździć po mechanikach ze swoim 18 letnim rzęchem... Jak wpadniesz w kółeczko zawiści, to już tylko pętelka Ci zostaje. Zawsze znajdzie się ktoś kto będzie miał młodszy samochód, młodszą żonę i  ... "w ogóle będzie miał lepiej", najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to że tak faktycznie jest! Tyle że nie zmienisz tego faktu pożądaniem - najlepiej zrobisz olewając ten fakt, ale jeśli nie potrafisz... cóż. Może popracuj nad tym by twoje auto było godne pożądania i twoja żona i twoje życie...  (np. jadąc swoim autem, ze swoją żona do Tybetu - każdy dupek z sąsiedztwa, rozbijający się SUVem z długonogą blondynką na siedzeniu pasażera, będzie Ci zazdrościł, auta, żony i życia!)

Ps. Zdecydowana większość kobiet, pewnie dlatego że znają siebie, woli by ich mężczyźni byli postrzegani jako ślamazarne, pantoflowate buce - bo wtedy minimalizuje się ryzyko pojawianie się rywalki ale to temat na całkiem odrębny post...