Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

piątek, 28 kwietnia 2017

Zabierz dziecku komputra - na jego ręce czeka huta!!!

Kilka powszechnie wyznawanych prawd:
- za narkomanię odpowiadają dilerzy narkotyków,
- za strzelaniny odpowiada broń palna
- za to że dzieci nas nie słuchają i się nie uczą odpowiadają komputery...

Prawda że prawda?

To taki normalny ludzki zwyczaj że nie chcemy przyjąć do wiadomości tego co w ten czy  inny sposób psuje nasz błogostan intelektualny. Tymczasem wszystkie te trzy prawdy to gówno prawdy.

Narkomanem się zostaje bo ma się do tego predyspozycje i jak by nie było kola z dżointem to by był z tanim winem...

W strzelaninie się ginie - nie dlatego że można sobie kopic broń, ale dlatego że nie można, więc oprychy nie boją się kontry, a świry nie zostają wystarczająco wcześnie unieszkodliwione. Gdyby nie było broni palnej były bo noże, siekiery maczety albo, kanistry z benzyną. Nie broń jest winna ale frustracja społeczna.

Komputery - rodzice prześcigają się w opowiadaniu jak to ich pociechy mają "godzinę na tydzień czasu komputerowego", i zgoła są z tego dumni! Rzecz jasna wsadzam to między bajki - godzina tygodniowo, to za mało by zabawa z komputerem miała jakikolwiek sens, zwłaszcza dla młodego szukającego interakcji z rówieśnikami człowieka. Zapewne owi rodzice kłamią, będąc przekonanymi że oto głoszą mądrość najwyższą, a gdyby powiedzieli że ich pociecha spędza na komputerze (tablecie smartfonie) kilka godzin dziennie, to zostali by odsądzenie od czci i wiary a ich prawa rodzicielskie zanegował by sąd (co już samo w sobie jest patologiczne, że jakiś obcy babsztyl, bo najczęściej to są kobiety, decyduje o dobru mojego dziecka).

Rzeczywistość jest zgoła inna - jedne dzieciaki ZAWSZE nauki unikały, nawet wtedy gdy o komputerach nie czytało się nawet w powieściach SF, zawsze też zdarzały się kujony. Dzieciaki ZAWSZE były krnąbrne i nieposłuszne - nawet wtedy gdy jedyny telefon był na u wójta w mieście powiatowym... Zawsze zdarzały się też te ułożone i grzeczne.

Komputery, telewizory, rowery, trzepaki nic tu do rzeczy nie mają - to tylko rekwizyty. Wszystko tkwi w nas i tylko tam należy szukać rozwiązania.

A jak to jest u mnie?
Tak pozwalam moim synom grać na komputerach, tabletach i smartfonach!!! Nawet nie rozliczam ich z czasu. Pomagać w nauce pomagam, ocen wymagam (acz bez przesady), ale elektronikę mają dostępną.
Uważam że:

KOMPUTER NAUCZY ICH WIĘCEJ NIŻ SZKOŁA!!!!!   

Czego nauczą się w szkole co będzie im potrzebne na przyszłym rynku pracy?  Budowy pierwotniaka pantofelka, tego że łańcuch rowerowy trzeba "natłuścić" a Słowacki wielkim poetą był... ?
Tymczasem oni już teraz prowadzą telekonferencje, z wieloma uczestnikami podczas gier, wymieniają się dokumentami, tworzą wspólnie muzykę,  filmiki i inne treści. Rozwiązują problemy, zakładają swoje serwery, tworzą na nich atrakcyjne dla innych środowiska i już nawet zarabiają swoje (wirtualne) pieniądze. Czy myślicie że tego nauczy ich szkoła?  
Nie nie nauczy ich. 
Tymczasem oni uczą się tego w sposób naturalny!

Jaki będzie rynek pracy za dziesięć lat? Kto z Was wie? Ja nie wiem! Może będzie potrzeba trochę serwisantów, na pewno będą potrzebni ludzie do prostych prac fizycznych (tego chcecie dla waszych dzieci? - bo do łopaty współczesna szkoła przygotuje wyśmienicie). Ale na pewno będzie zapotrzebowanie na ludzi umiejących pracować zdalnie, bez biurka, siedziby, telefonów portierów... to już się dzieje na naszych oczach! 

Człowiek ma laptopa, pracuje w kawiarni, potrzebuje tylko dostępu do sieci, z kontrahentem umawia się w restauracji, parku albo w ogóle się nie umawia tylko telekonferuje... 



 
 Miłosz podczas zabawy - ogląda film, rozmawia ze znajomymi, gra w grę zespołową i robi notatki - Jak dorośnie wejdzie w świat bez zgrzytów, potknięć i zdenerwowania.

Wiecie jak dziś nagrywa się muzykę? Jeden chłopak coś tam nagrał, inni podchwycili, rozbudowali, dziewczyny dołożyły wokal, ktoś zmiksował wszystko przez sieć, wszystko na PCtach... wyszedł super kawałek ale M schował a ja mu nie chcę po jego miejscach grzebać (jak znajdę zalinkuję) Nie potrzeba kosztujących miliony studiów nagrań, pijawek w postaci producentów, wystarczy pomysł, odrobina pracy, zespół który nawet nie musi się na oczy widzieć...  
A You Tuberzy? - niektórzy już nieźle na tym zarabiają... 

Więc macie racje zabierajcie dzieciakom komputery... niech siedzą same w pokojach, albo wychodzą na opustoszałe podwórka czy place zabaw... w końcu ktoś musi te najprostsze prace fizyczne wykonywać, tam gdzie nie będzie się opłacało użycie robotów... projektowanych i drukowanych w 3D, za duży szmal przez tych co dzisiaj siedzą przy komputerach.


 Ps. Mam nadzieję że zespół Czerwony Tulipan wybaczy mi taką trawestację "morału" z ich piosenki.

Ps. 2 - Doroto - tekst inspirowały twoje działania w szkole ale Ty jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę.
     

piątek, 21 kwietnia 2017

Czy musimy strzelać do kotów?!

Tak wiem, nie wolno strzelać do kotów! Tak z racji prawnych jak i z racji politycznych... (prezes powszechnie uważany jest za człowieka który by tego nie darował)... oraz zwykłej ludzkiej bojaźni, bo przeogromna armia "kocich mam" gotowa oczy wydrapać nie zważając na pojawiające się podczas tej czynności uszkodzenia mechaniczne w powłoce lakierniczej paznokci.

Ale jednak problem istnieje! Pisane o tym było i u mnie na blogu i na blogach znajomych więc temat nie jest nowy, ale co jakiś czas wraca.

Teraz wróci po lekturze artykułu z serwisu Nauka w Polsce :

Najważniejsza konkluzja z tego tekstu - którą można wysnuć brzmi:
LUDZIEEEEE obudźcie się wreszcie, koty to nie są "bezbronne istoty" ale zdeterminowani zabójcy, korzystający z waszej opieki i dzięki temu zyskujący bezwzględną przewagę w  środowisku! 

Nie łudźcie się - koty nie polują na szczury! Boją się ich! 
Koty i myszy? Owszem, czasami, jak się zachce... upolują, ale żeby były tępicielami myszy? No bez jaj...  no jeszcze na wsi, po żniwach, gdy bez wysiłku można nałapać gryzoni na ściernisku... no tak, wtedy to owszem... ale w spichlerzach, magazynach, zabudowaniach gospodarskich? A weź się człowieku i wypałuj, trutki se jakieś nasyp, a na koty możesz nie liczyć, złapią jedną na tysiąc obecnych...


Za to koty niszczą ptasie lęgi, zabijają ryjówki (choć zapewne większość "kocich pańć", nawet tych posiadających drugorzędne cechy płciowe męskie - i tak uzna że to "ohydztwo jest myszą") , krety, jaszczurki a nawet... nietoperze! 

I o ile jeszcze kilkadziesiąt lat temu robiły to z musu, bo nie mieliśmy wiedzy na temat ich wymagań kulinarnych (potrzebują czegoś innego niż ludzie, a nawet niż psy... i  nie otrzymując tego w karmie, muszą zabijać i jeść), to teraz wszelkie kocie karmu są właściwie bilansowane... ale instynkt zabijania pozostał. 

Koty to nie tylko tępienie ptaków, to także krzyżówki z dzikimi kotowatymi potwierdzone bez cienia wątpliwości badaniami genetycznymi. 

Dlatego pozbyłem się wszelkich wyrzutów sumienia gdy moja Aura pogoni kotu kota! 
Koty mają być w mieszkaniach a nie wypuszczane na zewnątrz! 



Kot na swobodzie to szkodnik!!!
I widać to czarno na białym! 

Czy zatem strzelać do bezpańskich kotów? 
A może akcja przymusowej sterylizacji (tylko jak to przeprowadzić na wsiach?) 
Albo chemia w karmie, która obniży płodność (już widzę jak "pańcie" kupują.. konkurencyjne!), albo kary dla osób puszczających koty luzem... tylko jak to udowodnić? 
Problem wydaje się nierozwiązywalny, póki "kocie mamy" nie zaczną myśleć o swoich kotach realistycznie, odrzucając na bok sentymenty i ckliwe bajeczka, a ludzie na wsiach, przestaną traktować przyrodę jako wroga, w niszczeniu którego kot jest sprzymierzeńcem. 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Czy warto być aktywnym w Internecie czyli ... seks akrobatyka ewolucji.

Że co? Że w tytule co ma piernik do wiatraka? Owszem ma... i zaraz wyjaśnię.

Otóż jest taka cykliczna impreza; zwie się: Tydzień Ewolucji w Krakowie. mają tam masę ciekawych imprez, na które nie chodzę, (bo mi się nie chce do Krakowa jeździć mimo że mam blisko - bo jak bym poszedł na jedną to czemu nie na drugą a tyle wolnego to ja nie mam), ale mają też wykłady i te z zamiłowaniem oglądam na YT (zresztą czasami także o nich piszę).

Czasami mają też to i owo do rozdania i w ten sposób drogą poproszenia a nie kupna nabyłem pozycję pod tytułem:
"Seks akrobatyka ewolucji i inne historie" sygnowaną przez PAN i UJ

 Focia własnego chowu bo w necie nie znalazłem tej okładki w formie możliwej do umieszczenia na blogu! 

Co znaczy także że raczej nie ma szans nabyć ją drogą kupna. A szkoda bo to pozycja świetna z trendem do wyśmienita! 
Szereg jednorozkładówkowych miniartukułów (notatek encyklopedycznych) uszeregowanych alfabetycznie, odnoszących się do ciekawych, mało znanych lub po prostu wartych poznania zagadnień z zakresu ewolucjonizmu i genetyki.
Co kilka stron - wstawki niebieskie, czyli notki autorstwa osób związanych z badaniami ewolucyjnymi, genetycznymi i pokrewnymi, odnoszące się do zakresu ich prac. 

Całość świetnie ilustrowana, z bardzo dobrze oddającymi sens zagadnienia infografikami. 
Pozycja dla wszystkich zainteresowanych przyrodą, życiem i ... seksem ;-) 

Wygląda na to jednak że osoba odpowiedzialna za wysyłkę materiałów popełniła błąd i otrzymałem dwie przesyłki - jedną dwa tygodnie po drugiej.

I tym samym stałem się posiadaczem dwóch takich samych książek. 

Zatem ogłaszam konkurs:
Książkę otrzyma ta osoba, która pierwsza i dobrze odpowie na moje pytanie.  Starałem się wymyślić takie na które nie ma odpowiedzi w Internecie, przynajmniej polskojezycznym, bo w angielskojezycznym już łatwiej. 

Zatem:
Jak wiadomo (nie wszystkim) Darwin był osobą cierpiąca na pewne schorzenie które do dziś jest tajemnicze i nie wyjaśnione, aczkolwiek hipotez jest mnóstwo. W każdym razie okresowo bywał powalony dolegliwością i wszelka jego działalność zamierała. Jeden z ataków  tejże (zapewne) choroby  dopadł go podczas pięcioletniej podróży na statku Beagle. Pytanie brzmi: Na jakim kontynencie miało to miejsce?  
 
 ps. jest o co walczyć! 
odpowiedzi oczywiście w komentarzach, potem już dane przez maila. 

niedziela, 2 kwietnia 2017

Słowo przez kobiety przeklete - rozwiązanie.

Najbliżej był oczywiście Wojciech. Męska logika...

Oczywiście opisane sytuacje to w przypadku pierwszym niekonsekwencja a w drugim odrzucanie konsekwencji, albo nieliczenie się z możliwymi konsekwencjami.

Dlatego
Jako słowo obce kobietom należy uznać konsekwencję - czyli jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć też B, a dwa razy dwa zawsze jest cztery i fakt że Kryśka ma okres tego nijak nie zmienia, więc pretensje do wykładowcy że oblał na sesji są nieuzasadnione.

Natomiast jako słowo przez kobiety przeklęte to: KONSEKWENCJE.

ps. Jak wiadomo konsekwencje wymyślił już Bóg (który także jest chłopem!) li tylko i wyłącznie w celu ciemiężenia kobiet...

;-D
Maciej


wtorek, 28 marca 2017

Słowo przez kobiety przeklęte...

Czy jest takie tytułowe słowo? Ba niejedno! Odrzeknie większość z Was i ... nie będziecie mieli racji! Owszem jest masa słów które mniej lub bardziej znienawidzonych przez niektóre kobiety, z drugiej strony dla innych są one obojętne, a niekiedy wręcz lubiane. Przykładem mogą być: "zmywanie", "szczur" lub "menstruacja".

Kobiety wbrew ogólnemu męskiemu mniemaniu, nie są aż tak bardzo do siebie podobne.

Natomiast jest słowo które kobiety przeklęły całym ciałem dusza i umysłem - Idę o zakład że gdyby to kobiety pisały Księgę Rodzaju to wcisnęły by je ... zamiast węża, albo jako wężowy przymiot; modląc się potem przez wieki, aby Maryja zdeptała je razem z wężem... diabli zresztą a raczą wiedzieć czy się tak nie modlą... ?  

To słowo występuje w dwóch odmianach o nieco różnych znaczeniach i zastosowaniu.
Jedna z tych odmian jest dla kobiet obca, drugą przeklinają. Zacznijmy od tej pierwszej.

Dla ilustracji taki krótki fragment "listu pożegnalnego" który na pewno niejeden z panów otrzymał:
"Ty cholerny dupku, żeby cie szlag trafił, idź do tych swoich dziwek, impotencie! takich jak ty powinno się katastrować w dzieciństwie. Nienawidzę cie!!! 

ps. Błagam wróć..."

Domyślacie się już jakie to słowo?

W drugiej odmianie trudniej je zilustrować, ale się postaram...

Z Pamiętnika kobiety.
1. lipca -  byłam z Gabryśką, i tą blond kretynką Joaśką na lodach, smaczne. Jakiś znajomy Joaśki kręcił się wkoło. Udawałyśmy że go nie widzimy. Gabi mówi że słodki... idiotka. o taki sobie facet. Aśka stwierdziła że jak się Gabi podoba to niech go sobie weźmie, ona nie chce, bo strasznie za dziewczynami się ugania.

3. lipca - Ale ta Gabryśka to idiotka!!! Umówiła się z nim!!!! Oczywiście poszłam do tej samej lodziarni, bo niby co ? Nie wolno?! nic a nic mnie ten facet nie interesuje!!!

5. lipca - Dziś znów byli na lodach - Ta kretynka cały czas machała do niego rzęsami, on udawał że z nią rozmawia ale patrzył bardzo często na mnie - siedziałam przy stoliku obok, rozmawiałam z Grzegorzem i "nie zauważyłam" że mi się spódniczka wysoko podwinęła...

7. lipca - Gabriela już nie jest moją przyjaciółką, zadzwoniła dziś do mnie i nazwała mnie dziwka, bo w telefonie tego mężczyzny znalazła mój numer telefonu. A to zołza podła, jak można komuś w telefonie kontakty sprawdzać,  świnia z tej G i tyle. Chłopak jest bardzo przyzwoity, inteligentny, zna się na  astronomii, obiecał że kiedyś pokaże mi gwiazdy, mówi o Ajnsztajnie i o Njutonie i umie nazwać kwiaty polne. Do tego jest strasznie silny i nawet pisze wiersze.

9. lipca -  Byliśmy z nim na plaży, pokazywał mi gwiazdy... było CUUUUUUDOOOOOWNIE!!!!!!

...
...

15 października - chyba spóźnia mi się okres, dzwoniłam do niego pytając co to może znaczyć. Odkrzyknął do słuchawki, że go to nie interesuje, że musi wracać na studia, że to pewnie i tak nie jego...
Skur...yn jeden!!!!!! "


Nadal nie wiecie co to za słowo/ słowa?

To poczekacie do przyszłego tygodnia...
No chyba że ktoś wcześniej się domyśli, wtedy dopiszę po tym postem.

pozdrawiam Was
Maciej   


poniedziałek, 20 marca 2017

Nauka w służbie ideologii

Posta miał być o słowie znienawidzonym przez kobiety... zgadnijcie jak ono brzmi?

Ale doczytałem co innego i o tym chce teraz napisać. 


Naukowiec wysługujący się ideologom... straszny obraz, już widzimy tych szalonych medyków, z Mengelem na czele (choć są tacy którzy jego "badaniom" nie odbierają wartości naukowej!!! i bynajmniej nie są to zwolennicy "populistycznej skrajnej prawicy"), von Brauna z jego wielostopniowymi rakietami gotowymi sterroryzować nie tylko Londyn, ale całą W. Brytanię i Nowy York, że o antropologach i archeologach uzasadniających aryjskość Hiotlera nie wspomnę. Cóż, tak nas nauczyły szkoły i popkultura (ta druga bardziej). Nieco mniej orientujemy się w naukowcach na usługach komunistów, w zasadzie pamiętając o Łysence i (niesłusznie) Pawłowie. Tymczasem.

Tymczasem wcale nie musimy szukać tak głęboko w historii!
Każda ideologia potrzebuje swojego "naukowego" uzasadnienia, nauka zaś nie potrzebuje uzasadnienia ideologicznego - i po tym najprościej je odróżnić.

W naszych czasach mamy także przykłady że naukowcy wysługują się prądom ideologicznym, dla pieniędzy, sławy, wpływów, poważania... lub z wiary! Rzec by się chciało "dogmatycznej wiary".

Trafiłem oto na takie badania jako że jestem subskrybentem serwisu PAP "nauka w Polsce".


    Chodzi o badanie osób religijnych, i wykazanie jak: "dogmatyczne przekonania religijne stanowią bufor zabezpieczający przed lękiem i przynoszą ulgę w trudnych chwilach".

Badania przeprowadziła prof. Małgorzata Kossowska z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Zachęcam do przeczytania całości notatki, warto. 
Zasadniczo wszystko jest OK, może poza stygmatyzującymi określeniami "dogmatyczna", "fundamentalistyczne" (ciekawe czy pani prof Kossowska używa czy też wystrzega się słowa "murzyn"?).

Problemem pozostają słowa badaczki z ostatniego akapitu i je zacytuję w całości: "W innych naszych badaniach grupę radykalnych i nieradykalnych katolików konfrontowaliśmy z informacjami sprzecznymi z katolickim światopoglądem - były to hasła z marszu ateistów. Pokazaliśmy w nim, że takie dogmatyczne przekonania czynią ludzi bardziej wrażliwymi na wszelkie przejawy sprzeczności z ich poglądami. Oznacza to, że w sytuacji podważania ich dogmatów bronią się uprzedzeniami wobec tych, którzy ich światopoglądom zagrażają"...

Ja te słowa po obraniu z lukru "naukawego" żargonu, odczytuję jako - "cholerne katolickie oszołomy, ksenofoby i homofoby a pewnie nawet pedofile..."  - co zasadniczo jest zgodne z tezami promowanymi przez większość jeśli nie wszystkie środowiska tzw. "postępowe".

Tymczasem...
Tymczasem  spokojnie wykazuję poniższymi linkami że takie same reakcje (czyli przewrażliwienie, przesadna odpowiedź, agresja słowna itp.) mieć będą młodzi ludzie z kręgów naukowych skonfrontowani np. z tezami ruchów antyszczepionkowych, lub poglądami o płaskiej ziemi. 

I co Panie Profesor na to? 

ps. pytanie o słowo znienawidzone przez kobiety jest nadal aktualne. Na odpowiedzi macie czas do przyszłego tygodnia, bo wtedy pewnie ukaże się post na ten temat.