Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

środa, 2 sierpnia 2017

Noc, burza i grabarz!

Straszno Wam już od samego tytułu?
No to wyimaginujcie sobie - jest tuż przed jedenastą po południu (niewiedzieć czemu, wolę taki format, niż 23...). Ciemno, letnią porą na horyzoncie snują się resztki słonecznego światła, resztę skrywa gruby tuman komórki burzowej. Co i raz zrywa się silny szkwał, który rzuca gdzie popadnie czym popadnie - głównie niedopilnowanymi resztkami czegoś. Owe resztki z łomotem walą o blachy, okna, o cokolwiek co może wydać łomoczący dźwięk, zapewne nie zadają sobie trudu walić w coś co dźwięku nie wydaje bo i po co? Granatowa czarne niebo co i raz rozświetla flesz błyskawicy, w chwilę potem rozlega się głośny grzmot, który przetacza się pomiędzy krajobrazem a zabudowaniami, potęgując swoje dudnienie, aż do uzyskania częstotliwości ultradźwiękowej której już wprawdzie nie słychać, ale która boleśnie drażni nasze zmysły. Światło co chwila ciemnieje, widać oberwała stacja trafo, albo doszło do przepięcia gdzieś w obwodach. Wiatr już nie wieje, on wyje, w załomach konstrukcji, z siłą zapaśnika usiłując odepchnąć człowieka od zbawczego wnętrza betonowego budynku. I gdy już stoję w drzwiach, gdy już prawie udało się wejść...
w piersi wali mnie On! 
 GRABARZ!!!! 


 Grabarz żółtoczarny (Necrophorus vespilloides)

 Z rodziny... uwaga - osoby o słabych nerwach proszone są o zażycie ralanium!
więc on pochodzi z rodziny
Omarlicowatych !! 

Wyobraźcie sobie że kilkusetosobnikowe stado grabarzy było by w stanie urządzić pochówek dorosłemu mężczyźnie w coś koło tygodnia!
Aczkolwiek najczęściej zajmują się pogrzebami myszy i innych drobnych futrzaków.  

A jak ktoś chce poczytać bardziej merytorycznie i na serio to polecam blog 

ps. jak komuś wadzą moje "zdjęcia", to niech napisze - otworze kanał patroniote i zacznę zbierać na coś czym można robić dobre fotografie, makrofotografie i astro meteo fotografie... bo tym co mam...
efekty widzicie powyżej. 

niedziela, 9 lipca 2017

Myślałem że gliniarz a to curvatum

Tak! Zdaje sobie sprawę że dla wielu słowa "gliniarz" i "curvatum" są bliskoznaczne i często wymieniają je zamiennie. Niemniej jednak jest to nieścisłość, w związku z którą i gliniarze mogą poczuć się nieswojo i curvatum  obrażone.

Otóż pewnego razu posłyszałem dobijanie się do okna, natarczywe, nerwowe, momentami złowrogie. Oczywiście poszedłem zobaczyć co za diabeł, zabierając ze sobą rzecz jasna aparat, co by udokumentować zajście całe. Nie żebym wierzył iż to cokolwiek da, ale zawsze dobrze jest mieć choć zdjęcia a nie tylko goła d.. znaczy mowę.

Zatem patrzę co się dzieje a tam... normalnie gliniarz, wali w okno jak głupi (w zasadzie są tacy co zbitkę "gliniarz" i "głupi" także uznają za oksymoron) i do tego brzęczy jak suka na sygnale.

Musiałem interweniować szybko, nim Żona zobaczy i każe go utłuc (nie żebym miał coś przeciw biciu gliniarzy, bo choć są w "czerwonej księdze' to przecież ochrona im nie przysługuje), ale robić tego w domu nie lubię, w końcu gość w dom, Bóg w dom. A z Żoną żartów nie ma... kto ma (Żonę a nie żarty) ten wie.

Zatem odpalam hybrydę i nuże focić, a ten jak by mu premię za wyniki dali, i w te i wewte, i w górę i w dół, i ryczy, bzyczy oraz się odgraża. Normalnie wściekł się jak sam bies na oblanie święconą wodą.

Do tego mój Fuji to... powiedzmy sobie trzeciorzędny sprzęt, wyglądający jednak poważnie (coś a'la 90% aut typu SUV - maleńkie i kiepskie osiągi maskowane rozbudowaną wzdłuż, wszerz i  wzwyż blacharką...) zatem zdjęcia marnie wyszły. Ale w końcu rzekłem sam do siebie - "kończ waść, wstydu oszczędź" i ... uchyliłem okno.


Coś jednak stale mnie nurtowało, porównywałem swoje zdjęcia z atlasem, z netem i stale miałem wątpliwości. lecz od czego jest wypróbowana i niezawodna niczym m'me Gilotyna Aneta z Entomoforum?

I się okazało że gliniarz to nie gliniarz tylko S. curvatum!!!


Sceliphron curatum
nie znam polskiej nazwy. 
 Choć w zasadzie można  by o nim mówić - także gliniarz... 
w końcu sceliphron!
Skoro gliniarz naścienny to Sceliphron destillatorium
(nota bene, też wiele razy za czasów PRL słyszałem o gliniarzach destylatorach) 
to  Sceliphron destillatorium - może być zwany gliniarzem pokrzywionym.
 
 Ale czy to nie za wiele jak na jednego?
Nie dość że gliniarz to jeszcze pokrzywiony? 
a ktoś może nawet przetłumaczyć to jako złamany! 



Swoją drogą ostatnio słyszałem coś o gliniarzach złamanych (i nie tylko), idąc obok stojących w korku samochodów, po tym jak policjanci urządzili sobie łapankę ... o przepraszam "rutynową kontrolę trzeźwości" a samochody stały w blisko dwukilometrowym korku. Pewnie miałem farta przechodzić obok auta z z entomologami. 

 

Tak czy siak uważam iż mimo że inwazyjny - nie zasługuje na takie nagromadzenie obelg i niech trwa już przy łacińskiej nie niosącej skojarzeń nazwie s. curvatum ...
choć w sumie to też można to skojarzyć z takim czy owakim synem ....

 
O jego przydomku, zwyczajach i budowanych przezeń amforach, napiszę przy okazji kolejnego spotkania. 

czwartek, 29 czerwca 2017

Podlot

W zasadzie mężczyźni w moim wieku, rozglądają się już za podlotkami, ale ja zawsze byłem dziwolągiem i szereg aktywności wykazywanych przez moich rówieśników u mnie nie występuje, albo występuje w ograniczonym zakresie.   Do nich należy tzw "smuga cienia" i związana z tym chęć poprawienia sobie ego towarzystwem podlotków. Być może to kwestia mojego aurelianizmu (kto czytał Marka Aureliusza, ten wie, co on sądził o kobietach i związanych z tym "przyjemnościach", a i Kornel Makuszyński w bawełnę nie owijał, takoż więc i mi nie wypada nauk mistrzów nie słuchać).

Co innego podloty.
O podloty to kwestia barwna, ciekawa, miła oku, uchu (czasami) i ogólnie wielce kształtująca charakter, wolę i samozaparcie. 

Podlot, to pisklę teropodów, a ściślej maniraptorów które wszak zapomniały wyginąć 66 milionów lat temu. Niedopatrzenie to młode teropody starają się zrekompensować np. przebywaniem na jezdni, zaglądaniem kotu w oczy,  skokom na bungee bez bungee, przebywaniem na taśmie produkcyjnej zakładu parówczarskiego itd.

Niestety wysiłki te nie przynoszą zakładanych rezultatów i wytwórnia Walta Disneya wciąż nie chce kręcić o nich filmów, choć nakręciła tysiące kilometrów szmiry o ich wymarłych kuzynach...

Pozostaje Yutuba i produkcje 3D (debile dla debili) typu jackass.

na takiego niedoszłego wymarlaka natknęliśmy się podczas rodzinnego spaceru na Wieżę widokowa w Bruśniku  i Wychodnię skalną Diablim Boiskiem zwaną. 

Jak ktoś oglądał tam to w zasadzie może sobie podarować czytanie tego postu dalej - bo zdjęcia się powtarzają. 
A jak ktoś nie czytał?... no to zapraszam 

 Siedziało taki szare, plamiste cóś i czekało na litościwą oponę.

 Ale trafiło na nas! 

 Miłosz twierdzi że otwiera dziób bo chce jeść. Ja sadzę ze próbuje nas w ten sposób przestraszyć... 
Zatem opanowuję panikę, i nieledwie sikając po nogach z przerażenia, odkładam niepełnowymiarowego maniraptora z gatunku drozd kwiczoł...
 
Na gałąź...

A jego oczy pałają chęcią wydłubania mi moich... tak wiem znów wymieranie sie nie udało i znów teropody nie dostaną Oscara za efekty specjalne...
trudno kawał drania ze mnie.

środa, 21 czerwca 2017

Jedyny taki w Europie

A dziś znów pogadanka... zapraszam
Przed Państwem; Krzywonóg półskrzydlak (Valgus hemipterus L.)  (taaadaaam!!!)
jedyny taki w Europie (fanfary!!!! )



i co sądzicie o takiej formie!
oczywiście lajki i suby mile widziane ;-)

piątek, 2 czerwca 2017

Kluczowa Kwestia Kleszczy - suplement

Witam dziś suplement poprzedniego materiału.



Oczywiście repelenty itp. "ciężka chemia" jest jak najbardziej na miejscu - ale najważniejsze jest myślenie i świadomość konsekwencji (możliwych) własnych zaniedbań.

ps. czemu się wymądrzam?
Bo tylko jeden jedyny raz miałem wkłutego kleszcza, a zasiedlał mnie nie dłużej niż 15 minut! Za to każdy kto czyta moje blogi, czy ogląda moje filmiki musi przyznać jedno - nie unikam miejsc gdzie prawdopodobieństwo złapania kleszcza wynosi 125%. więc po prostu... wiem o czym mówię.
Pozdrawiam Was serdecznie.

środa, 31 maja 2017

Kluczowa kwestia kleszczy

Zastanawialiście się kiedyś jak to się stało że "złapaliście" kleszcza pomimo iż po powrocie z terenu, dokładnie przeglądnęliście całe ciało, a nawet wzięliście kąpiel? Albo co gorsza przez wiele dni lub tygodni wcale nie byliście w terenie?
Poniższy film może nieco Was naprowadzi na rozwiązanie tej kwestii.

Zapraszam.




piątek, 26 maja 2017

Dendrozagwozdka

Nie będę ukrywał że ten post pisze z myślą o pewnej osobie która takie zagadki lubi.
Ale zabawić się możemy wszyscy, bo to w sumie ciekawy i wdzięczny temat. No ale zacznijmy od początku: 
Na początku była era Plancka i ... nie wiemy co było na początku!

Jakis czas potem (tak circa about - prawie 14 miliardów lat) Xiąże Hieronim Sanguszko postanawia wybudować pałac w Gumniskach, małej podtarnowskiej wiosce - znaczy pałac tam już jest, i założenie parkowe i ogólnie sielanka, tyle że drewniana i nie licująca z godnością magnata... a ma być licująca! 

Zatem mamy początek XIX wieku gdy owa rezydencja powstaje - jakiś czas potem ich syn Eustachy rozbudowuje założenie parkowe w stylu romantycznym, powstają stajnie i ... ścieżki pięknie obsadzane platanami po których ich Xiążęce Moście konnych zażywali spacerów oraz grabami w których także chyba się lubowano. 

I Wojna oszczędziła ten teren - choć stacjonował tu sztab wojsk carskich należących do armii Radko Dmitriewa. II Także - dopiero komuna dała się mu we znaki - zainstalowano tu szkolę (ogrodniczą) która zmieniał kwitnące ogrody w pobojowisko i chwastowisko. Nabudowano tandetnych pawilonów mieszkalnych na internat, wyłożono podłej jakości płytami betonowymi, zadeptano... zgnojono! Jak to komuna miała w zwyczaju. 

Cokolwiek jednak przetrwało.

I właśnie o tym. Otóż ulica Lotnicza - bo na terenie maneżu konnego utworzono lotnisko dla ultralekkich samolotów - (na którym Gollobowie i tak zdołali się rozbić) - to dawna alejka spacerowa obsadzona platanami klonolistnymi i grabami właśnie - o ile to są graby, bo tego tyczy sie dendrozagwozdka! 

 Alejka.

 Stary platan w pełnym pokroju

Drzewa mają na bidę stoparędziesiąt lat - potem już nikt tu takich nie sadził.

A między nimi coś co zidentyfikowałem jako graby...
 Obok hangaru
 Jak widać niemiłosiernie zagalasowane

 Ale udaje mi sie znależć jeden czysty liść.


 Drzewka mają nader ciekawą fakturę kory na gałęziach.


Do tego postu szykowałem się kilka miesięcy, mam więc w archiwum serie zdjęć w formie bezlistnej. Jak się jednak okazało, przeprowadzone z wymagającym specjalnej troski poziomem inteligencji prace wzdłuż traktu zaowocowały obumarciem jednego z drzewek
Co niniejszym dokumentując wykorzystuję, lub wykorzystując dokumentuję - sami rozłóżcie sobie akcenty.  
 pokrój drzewka

 korona
 pokrój z innej strony 
(ciekawe co na to zawodowy krojczy ;-) ) 

 I szczegóły kory

I tu paść musi owo tytułowe pytanie. Drzewka mają najprawdopodobniej (przynajmniej ja nie znalazłem nic na temat późniejszych dosadzeń) tyle samo lat co platany. 
Chodzę tędy latami i nie dostrzegam przyrostów. 
Czy to w ogóle graby są, jeśli tak to jakiej odmiany, czy faktycznie jest ona tak niskopienna, czy po prostu ktoś jakiś czas temu je zasadził (np w ramach prac dyplomowych u "ogrodnika") a ja głupi myślę że to takie stare drzewa?
Oto są pytania?
Oto dendrozagwozdka!