Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

czwartek, 3 grudnia 2015

Parowanie jak strzelanie...

Dziwny tytuł prawda? Przestanie takim być nim dotrzemy do końca tej notki. Ale nie wyprzedzajmy faktów.

Zacznijmy od początku.

1 - Czym jest efekt cieplarniany i czy należy się go bać? 

Efekt cieplarniany, poza tym że stanowi świetny straszak na przeciętnego telezidiociałego podatnika, skłaniający go do ponoszenia ciężarów których bez postrachu raczej by wzbraniał się ponosić, jest też podstawowym czynnikiem umożliwiającym życie na ziemi! Bez efektu cieplarnianego Ziemia nosiła by uroczą nazwę "Śnieżynka" i ekosystem miała by równie rozwinięty co lodowa planeta Hoth znana z Imperium Kontratakuje.
To dzięki niemu jest tu na Ziemi o 33 stopnie cieplej niż było by gdyby go nie było, bo wtedy zimno by było, jakieś 18 stopni poniżej punktu zamarzania wody... Być może w głębinach oceanicznych bazując na cieple geotermalnym pojawiły by się żywe organizmy,


ale...
Fajne jako ciekawostka i obiekt badawczy, ale z punktu widzenia tak bogatych ekosystemów jak te które powstały dzięki efektowi cieplarnianemu, mocna rozczarowujące.

Zatem efektu cieplarnianego bać się nie należy, to życiodajne zjawisko, a jak ktoś Was chce straszyć "efektem cieplarnianym, takim jak na wenus, to mu popukajcie w czoło!

2 - Jak wywołać efekt cieplarniany? 

Nie! Nie jest to dwutlenek węgla - najważniejszym gazem wywołującym to zjawisko jest... para wodna! 
Aby wywołać efekt cieplarniany, nie wystarczy być tylko otuliną gazową wokół jakieś planety - potrzebna jest jedna ale za to specyficzna właściwość -  trzeba pochłaniać promieniowanie elektromagnetyczne o długości fali zbliżonej do 10 mikrometrów czyli być dwutlenkiem węgla, metanem albo PARĄ WODNĄ.  

3 - i co z tego? 

Tu przejdziemy do rozważań zasadniczych. 


Efekt cieplarniany to w DECYDUJĄCYM procencie opiera się właśnie na obecności pary wodnej w atmosferze, co prawda bez obecności dwutlenku węgla sama para wodna miała by trudności z utrzymaniem tego układu w jakiej takiej stabilizacji, ale od niej się zaczęło.

Obecne modele globalnego ocieplenia (Patrz raporty IPCC - a swoją drogą gdyby fizycy pisali raporty na temat psychologii społecznej czy socjologi to podniósł by się lament, a jak socjolodzy czy psycholodzy lub politycy zabierają głos na tematy możliwe do oszacowania tylko przez fizyków to wszystko jest OK... ot zagwozdka) bazują na wzorze Hertza-Knudsena. Mówi no że ciecz paruje tym szybciej im mniejsze jest ciśnienie nad jej powierzchnią - co jest dość intuicyjne i nikt nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem tego. W górach woda gotuje się szybciej (paruje) niż nad morzem, co potwierdzi każdy turysta czy wędrowiec, dodając przy tym że w górach można wypić więcej, bo alkohol także szybciej z głów paruje...

 I zasadniczo jest to prawda. tak jak zasadniczo poprawne są równania Newtona dla obliczenia ruchu planet czy przyspieszenia ziemskiego, ale do GPS musimy już bazować na równaniach Einsteina...

Podobnie teraz - Ekipa z Instytutu Chemii Fizycznej PAN w Warszawie (IChF PAN) - poddała parowanie wnikliwej analizie oraz symulacjom komputerowym.

W efekcie:
"Dotychczasowy model parowania bazował na zasadzie zachowania masy: masa cząsteczek uwolnionych z powierzchni cieczy musiała odpowiednio zwiększać masę gazu w jej otoczeniu. Fizycy z IChF PAN zauważyli jednak, że skoro cząsteczki uwalniane z powierzchni mają pewną prędkość, do opisu zjawiska należałoby użyć zasady zachowania pędu.

"Zdaliśmy sobie sprawę, że parowanie w pewnym stopniu przypomina strzelanie z działa: pocisk wylatuje w jedną stronę, ale całkowity pęd układu musi zostać zachowany, więc działo ulega odrzutowi w przeciwną. Podobnie dzieje się z cząsteczkami parującej cieczy. Skoro unoszą pęd, musi być odrzut, a skoro jest odrzut, to ciśnienie odczuwane przez cząsteczki na powierzchni cieczy będzie inne!"" Mówi prof Robert Hołyst.
Co więcej na prędkość parowania ma wpływ nawet najmniejsza fluktuacja gazu nad powierzchnią cieczy, zatem równania bazujące na termodynamice, można stosować np. do badania stanu herbaty w szklance, ale już nie do powierzchni obszarów tak ogromnych jak morza i oceany.  

 Wiecie już zatem skąd to strzelanie w tytule. 

4 - Teraz czas na konkluzje. 

"Odpowiedzialność" za efekt cieplarniany do 85% ponoszą; para wodna i chmury, natomiast dwutlenek węgla to maksymalnie 26% (przy czym pamiętać trzeba że emisja CO2 ze źródeł naturalnych jest 20 razy większa niż antropogeniczna!!!). 

Reasumując - modele globalnego ocieplenia, są generalnie do wyrzucenia! Co zresztą widać po tym jak nerwowo "eksperci" chowają pod blaty raporty z lat 90 XX stulecia, które okazują się kompletnymi niewypałami - Liczono w/g niewłaściwych wzorów!  

5 komentarzy:

Andrzej Rawicz pisze...

Gdyby nie olbrzymia kasa jak kryje się za tematem "Efekt cieplarniany" to prawdopodobnie byśmy się dowiedzieli dlaczego lodowce walą się do morza, huragany pojawiają się w klimacie umiarkowanym, śnieg pada w Afryce, prądy morskie zmieniają kierunek, a na pustyni Atacama zakwitają różowe kwiaty.

gŁOŚ z bagien pisze...

Od XIX wieku temperatura w Arktyce wzrosła od około 10 do 15 stopni. Największe zmiany temperatury, a zarazem najszybsze, notowane są od 1960r. Jeżeli przyczyną jest faktycznie emisja gazów cieplarnianych, to według mnie nie ma szans, ażeby to zatrzymać, bo nikomu się to nie opłaca. Należałoby zacząć od zmiany stanu świadomości ludzi, i dopiero to mogłoby doprowadzić do zmiany stężenia CO2 w atmosferze. Na to pierwsze jeszcze za wcześnie, a w związku z tym, na to drugie za chwilę będzie za późno.

Wojciech Gotkiewicz pisze...

Można dyskutować, czy to nasza wina, czy naturalna kolej rzecz. Najważniejsze, że efekty niestety widać i to bardzo. Polecam bardzo dobry, ale jednocześnie przygnębiający film "W pogoni za lodowcem" na kanale National Geographic. PS. Tak na marginesie, Twój blog jest jedynym, w którym teksty czytam dwa razy.

makroman pisze...

Andrzeju - generalnie wiemy co i jak się dzieje, czemu lodowce się "cielą", czemu wieją huragany itp. Problem w tym że ogromne pieniądze (przypomnijmy sobie "biedaka" Gore'a i jego ranczo pochłaniające tyle energii co małe miasto w Polsce) i polityka stoją za tym biznesem i to zafałszowuje przekaz docierający do opinii publicznej.

GŁosiu - owszem zmiany temperatur się obserwuje, natomiast otwarta pozostaje kwestia czynników je wywołujących. Przypomnijmy sobie że klimat w ciągu ubiegłego tysiąclecia co najmniej dwa razy "wariował", raz gdy w Skandynawii rosły winogrona, A do Azji można było przepłynąć "Przejściem Północnym", a potem znów podczas "małej epoki lodowcowej" gdy na zamarzniętym Bałtyku budowano sezonowe gospody dla przekraczających go saniami pomiędzy Inflantami a Szwecją.
Co ciekawe nawet z filmu wzmiankowanego już wyżej wiceprezydenta wynika że wzrost CO2 w atmosferze jest wtórny do wzrostu temperatur czyli że nie on go wywołuje a jest skutkiem.

Wojciechu - miło mi za uznanie (jeśli to nie był przytyk do mało zrozumiałego języka ;-) ). Film znam, jest na YT. Zresztą to nie jedyna publikacja na temat znikających lodowców - widziałem te znikające lodowce i w Alpach i w Norwegii (nie jestem w stanie zapamiętać tych nazw). Rzeczywiście widok robi wrażenie. Z drugiej strony - Ilość wapnia w wodzie i na powierzchni lądów jest na tyle duża że spokojnie może związać cały dostępny dwutlenek węgla i ... to robi, tyle że na temat osadów węglanowych (kiedyś z nich powstaną skały) filmów nie kręci ani NG ani Planete ani żadna inna stacja... i to jest smutne.

Wojciech Gotkiewicz pisze...

Absolutnie nie był to przytyk!