Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

piątek, 4 marca 2016

Podchwytliwe pytania

Miałem pisać całkiem o czym innym ale...

Wiecie jaki jest najprostszy sposób by udowodnić komuś że jest "głupim nieukiem", "durną pałą" i do tego "nawet do kopania rowów się nie nadaje"? Zadać mu podchwytliwe pytanie! Banalnie proste... prostackie rzec by należało.
A jednak z uporem stosowane przez różnej maści "edukatorów" od ... od zawsze chyba bo tego typu indywidua pośród nas są od zawsze...

Pamiętam test teoretyczny na prawo jazdy i pytanie będące jeszcze spadkiem po epoce wczesnego Gomułki, gdy prywatnych samochodów praktycznie nie było, a kierowca był potencjalnym rekrutem i jako taki musiał znać się na tym na czym wcale znać się nie musiał.
Pytanie brzmiało:
Co należy zrobić jeśli w samochodzie zapali się kontrolka oleju?
a - kontynuować jazdę bez zatrzymywania się
b - kontynuować jazdę tylko do najbliżej stacji obsługi
c - natychmiast zatrzymać pojazd

Rzecz jasna jedyna słuszna odpowiedź to c.... ale będąc już szczęśliwym posiadaczem papierka ze zdjęciem które poświadczało że umiem prowadzić samochody, oraz mniej szczęśliwym posiadaczem Malucha o dumnym imieniu "Kaszlak", cały czas jeździłem z palącą się kontrolką ciśnienia oleju olewając zarówno ją jak i kretynów takie pytania układających.

Nie wiem jak dziś, ale z denuncjacji prasowych wynika że jeszcze głupiej - ilość wypadków zdaje się potwierdzać moje podejrzenia iż cały aparat szkolenia kierowców od poziomu posła głosującego poprawki kodeksu drogowego, poprzez tych bałwanów co układają pytania na egzaminatorach kończąc to bardzo niebezpieczna banda...

No ale miało być o szkole a zadywagowałem się w paryje nauki jazdy.

Otóż mój syn, gimnazjalista (niech szlak trafi twórców i obrońców) ma zaszczyt uczyć się z podręczników przygotowanych przez MENdę jako darmowe. Ich poziom jest różny, ale średnia wypada miernie. My uczyliśmy się akurat chemii - mają mieć sprawdzian. Rzecz jasna pytania są w podręczniku i to w oparciu o nie ma być sprawdzian, co przekonuje mnie do tezy iż iż cały system edukacyjny to produkcja nisko kwalifikowanej siły roboczej na potrzeby rynków pracy Europy Zachodniej.

A tam pytania typu: Czy "O" to wzór chemiczny tlenu? 
I mnie krew omal nie zalała - nie! "O" to nie wzór a symbol! - tylko po jaką cholerę takie pytania zadawać?
O czym świadczy prawidłowa odpowiedź, że uczeń nadaje się na uczestnika idiotele i może wysyłać już SMSy z odpowiedziami na inne, równie głębokie i wymagające wiedzy pytania? A nieprawidłowa odpowiedź, o czym nam mówi, że uczeń nie wie, czy że dał się podejść, bo zbyt zaufał nauczycielowi,  a może po prostu się zagapił?

Na koniec podchwytliwe pytanie:
Czy zatonięcie barki z setką "edukatorów" to:
a - tragedia narodowa?
b - zdarzenie losowe o niskim stopniu prawdopodobieństwa?
c - dobry początek ?

ps. żeby było jasne - mam ogromny szacunek do nauczycieli, cała moja agresja skupia się na "edukatorach" takich indywiduach co to sami nic nie umieją, ale strasznie lubią uczyć innych a już zwłaszcza ich egzaminować...

9 komentarzy:

Wojciech Gotkiewicz pisze...

Uderzyłeś w stół, to odzywają się nożyce z 22-letnim stażem w zawodzie nauczyciela, tyle że uczące dorosłe dzieci. I te nożyce, ... zgadzają się z Tobą w 100%. Poziom części (bo oczywiście nie wszystkich) absolwentów szkół średnich, którzy trafiają na mój uniwersytet, jest delikatnie mówiąc, nie najwyższy. I co ciekawe, to nie są głupi ludzie, tylko mieli tego pecha, że trafili na - jak to ładnie określiłeś - edukatorów i to na wszystkich możliwych poziomach. Dzięki temu utrwaliło się w nich przekonanie, że wykształcenie, to umiejętność udzielania odpowiedzi, ale tylko takich, które podał nauczyciel lub zostały zamieszczone na końcu podręcznika. Jakakolwiek inwencja własna czy myślenie, zostały w nich umiejętnie zduszone już na samym początku. Dobrze przynajmniej, że istnieje cała rzesza młodych ludzi, którzy nie poddali się temu systemowi i ci zapewne zajdą dalej niż na londyński zmywak. PS. Co do durnych pytań. W formularzu, który musiałem wypełnić, żeby przystąpić do kursu na prawo jazdy znalazłem takie, które dotyczyło mojej umiejętności pisania i czytania, zaś w innym, mój brat (rocznik 1972)musiał odpowiadać na pytania dotyczące jego przynależności do organizacji konspiracyjnych w latach 1939-1945:)

makroman pisze...

Rzekłeś...

Anzai pisze...

A jak by ktoś odpowiedział, że: "W przypadku, gdy w samochodzie zapali się kontrolka oleju, należy użyć gaśnicy proszkowej"? ;)
W latach 60' ub.w. na egzaminie maturalnym ustnym z fizyki modne było pytanie kierowane do maturzysty: "Jakim prawem pan tu wszedł"? Należało odpowiedzieć, że prawem tarcia. Trafiło jednak na ucznia, który się pasjonował fizyką kwantową, i gdy nie wiedział jak odpowiedzieć na takie głupie pytanie, rozwinęła się dyskusja. Uczeń załapał o co chodzi i wyjaśnił, że nic po prawie tarcia, gdyby nie działało przyciąganie ziemskie i siła odśrodkowa spowodowana obrotem Ziemi. Na kolejne pytanie o podanie definicji tych praw, spytał, czy chodzi o zakres fizyki newtonowskiej czy kwantowej, bo to nie to samo? No i tu wkurzeni egzaminatorzy na czele z fizykiem wymiękli, dostał tróję.
Andrzej Rawicz (Anzai)

makroman pisze...

Anzai - poruszyłeś ciekawą kwestię osób które same sobie podchwytliwość pytania tworzą, że niby nie może być tak banalna na nie odpowiedź, więc musi tam być drugie dno" i w to drugie dno się wgłębiają ku zdumieniu egzaminatorów.
Sam ze sobą mam podobnie.
Z drugiej strony mam te satysfakcję że egzamin z fizyki w dniu mojej matury zdałem tylko ja jeden, cała reszta została uwalona bez litości, zaważyła nie tyle moja wiedza, bo egzaminator bez pudła umiał mi udowodnić że nie wiem nic, jestem nikim i do tego takie zero jak ja ośmiela się zdawać najważniejszy z przedmiotów, ale właśnie to że zaproblemiajac się, wkroczyłem na tereny ciekawe także dla niego.

Zbyszek pisze...

No, no, naście lat pracy w zawodzie, mógłbym się obrazić :)
Mój nauczyciel mówił, że dobremu uczniowi nie są potrzebni nauczyciele, wszystko jest w książkach. I widać wiele się zmieniło w tej dziedzinie, a może i nie, skoro w książkach są pytania i odpowiedzi do sprawdzianów.
Jako praktyk rozumiem to tak: nauczyciel musi mieć wyniki, dyrektor wykazuje się u wójta/burmistrza/kuratora, rodzic marzy o piątkach/szóstkach, a uczeń i tak ma wszystko w dupie. Są wyjątki oczywiście.
U mnie darmowe podręczniki to te, które były zawsze, zatem na dobrym poziomie, testowane od lat. Przecież MEN dofinansowuje to, co wybierze szkoła, ale jak piszesz, niektórzy wybierają MENdę :)

Grzegorz Radosław Maziarski pisze...

Bardzo dobrze napisane .... Ja się nie będę rozpisywać na ten temat. Dużo by pisać a we mnie również sporo frustracji tym tematem.
Moja Kredka niedawno tez poruszyła temat edukacji:
http://kredkapisane.blogspot.com/2016/02/absurd-edukacji.html

Ja bym użył zbyt wielu niecenzuralnych wyrażeń, a także obraźliwych ... Cóż ....

Wojciech Gotkiewicz pisze...

Zagadka nie działa! A już witałem się z nagrodą!

makroman pisze...

Wojtku - działa tylko na mopim drugim blogu, tym turystyczno krajoznawczym
http://maciejmakro.blogspot.com/2016/03/szlak-i-wojny-swiatowej-w-maopolsce.html

makroman pisze...

Zbyszku - w tym sęk, jako niedoszły belfer mam do nauczania ogromny sentyment a jednocześnie właśnie dlatego wolałem wybrać inny sposób oświecania ludzi (energetyka ;-) ) bo widziałem dokąd to zmierza. A było to już jasne na początku lat 90.
Stałe obniżanie poziomu, "równanie do najsłabszego", domaganie się "matury wiedzowej" itp.

Zgadamy się nauczyciel jak lekarz - natura leczy lekarz pomaga, uczeń się uczy nauczyciel pomaga. Łopatą doo łba najlepszy belfer nie nakładzie, ale może wskazać kierunek, pewne ślepe ścieżki, a najważniejsze co może to obudzić w uczniu zdolność i chęć do samodzielnego myślenia... no ale tego się nie da zweryfikować testem...

Grzegorzu - właśnie...