Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

wtorek, 22 lutego 2011

Hipoteza Gaji

Jest rok 1987
Brytyjczyk, pracownik NASA James Lovelock
publikuje Hipotezę Gai - nazwę zaczerpnął z mitologi greckiej w której Gaja był uosobieniem Matki Ziemi.
Postulowane przezeń myślenie, sprowadza się do poglądu, iż życie na ziemi, we wszystkich swych przejawach dąży do zachowania na naszej planeci optymalnych warunków dla siebie.
mówiąc prościej - Gaja żyje i tak powoduje żyjącymi stworzeniami od pierwotniaka pantofelka do Baracka Obamy (nawet) aby swymi poczynaniami czynili ją jeszcze piękniejszą, jeszcze bardziej zdatną do życia.

Nie będę ukrywał iż jest to hipoteza przemawiająca do mnie najcelniej.

opowieść która przedstawię poniżej narodziła się w toku dyskusji na jednym z zaprzyjaźnionych blogów

El - do - Rado

ale snujmy naszą opowieść.

Dawno
Dawno
temu
w naszej
galaktyce


Była sobie planeta, niezbyt wielka, nie całkiem mała.
Planeta była niebiesko zielona, i choć nie jest to najgustowniejsze zestawienie kolorów
to jednak podobała się sobie.
Była wspaniałą cieplarnią, bańką życia w bezdennej pustce kosmosu.

Bogata w Dwutlenek węgla atmosfera chroniła żyjące na niej stworzenia, przed chłodem, dostarczała roślinom pożywienia i zatrzymywała wodę tak aby nigdy nie cierpiały z pragnienia.

Gaja była szczęśliwą planetą.

Ale była też młodziutka, nierozważna, z zapałem trwoniła dobra którymi obdarzył ja wybuch Supernowej sprzed miliardów lat.

Nie zważała na to że pokolenia żyjących na niej organizmów, nie oddają powierzonego im depozytu. oddychają, chłoną cenny dwutlenek węgla i umierają robiąc miejsce następcom.
Ale umierając opadają w głębiny oceanów, lub przysypywane są tonami mułu i piachu,
niesinymi przez rzeki nawadniające ziemie.
Gaja była bogatą panną, furda dla niej taka rozrzutność. Cieszyły ją narastające pokłady szkielecików, z których mogła tworzyć cudowne architektury gór wapiennych.
A że z ciał trylionów stworzeń wytwarzała się ropa naftowa i gaz? To i cóż?
Spoczywały gdzieś w głębinach skorupy, nikomu nie szkodząc...
na razie!

Planeta cieszyła się też z koryt i delt rzecznych, z obszarów namorzynowych i podmokłych bagnisk. Cieszyła się widząc drzewa o przekroju wielu metrów i pędy paprotników o powierzchniach liczonych w metrach kwadratowych.
Cóż że waliły się w wodę, cóż że ta woda i muł odcinały dopływ tlenu, że umarłe rośliny nie butwiały?
Ziemia była bogatą planetą.
Na razie!

Ale przyszły wielkie wymierania. Starczyło że słońce, wielki brat Gai nieco zmieniło swoją aktywność.
Te wspaniałe zwierzęta, te bujne rośliny ginęły, znikały gatunki i całe rodzaje, odchodziły w pamięć skamienielin.
Bogactwo dwutlenku węgla uwiezione zostało w skale.
A Gaja nic na to nie mogła poradzić.
Ochronna warstwa dwutlenku węgla, stała się cienka, nie chroniła już przed nadmiarem słońca, nie zatrzymywała przy powierzchni ciepła, nie gwarantowała obfitych i częstych deszczy.
Gaja zaczynała marznąć!


Po wielokroć jej skronie przykrywała warstwa siwizny, na krótko zmniejszana wybłaganymi u brata wzrostami aktywności słonecznej.
Lody skuwały coraz to większe połacie, gniotąc bezlitośnie ciało Ziemi, zamrażając oceany, zabierając z powietrza bezcenną wodę, odrzucając na powrót w kosmos promieniowanie cieplne podarowane Gai przez jej brata.

Postarzała Planeta ze smutkiem patrzyła na lichą przetrzebiona szatę roślinną która jej jeszcze pozostała, z żalem oglądała ostatnich przedstawicieli wymierających gatunków zwierząt.

Cóż mogła uczynić?
Proces zlodowacenia zdawał się być nieodwracalny.
wkrótce lody miały pokryć Ziemię aż do równika, wszelkie życie oparte o fotosyntezę przestało by istnieć, przetrwały by wyłącznie eksperymentalne hodowle organizmów żyjących w głębinach oceanów dzięki chemosyntezie.
Była zrozpaczona.
minie miliard lat, nim pokłady węgla wypiętrzą się na tyle by podpalić je piorunem.
trzeba setek milionów, nim pod pokładami ropy naftowej i węgla utworzą się szczeliny tektoniczne, dzięki którym będzie je można wyrzucić znów do atmosfery przy pomocy wulkanu.
Wszystko wydawało się beznadziejne

I wtedy wzrok jej padł na pewien organizm, ani piękny, ani mądry, ani dostojny. w zasadzie organizm który biorąc pod uwagę swoją komiczną nieporadność i brak przystosowania do czegokolwiek poza lenistwem nie powinien był przetrwać ... Ale trwał!

Gaja postanowiła dać mu szansę.
A on ją wykorzystał!
W ciągu setki tysiąca lat z padlinożernego zbieracza resztek, przekształcił się w konstruktora, zdobywcę, eksploratora i eksploatatora.

Wiedziony lenistwem zapragnał wykorzystać dla swoich celów siłę innych mniej inteligentnych istot, Ale i tego było mu mało. Do pracy zaprzągł siły tkwiące w ogniu i parze.
dopiero teraz poczuł prawdziwą moc, zrozumiał że kształtować może oblicze całej planety.
W poszukiwaniu energii zapuścił się kilometry pod powierzchnię Ziemi, wywiercił (niczym dentysta w bolącym zębie) kanały którymi uwolnił doskwierająca Gai ropę.



Do atmosfery znów powrócił upragniony przez rośliny dwutlenek węgla,
zrobiło się ciepło.
Rośliny rozpoczęły bujniejszą wegetację, z radością asymilując przywrócony im gaz.
asymilując odparowywały wodę, miliardy ton rozpoczęły cyrkulację nawadniając pustynne dotąd obszary.
Pod osłoną CO2 znikły czapy siwizny, podniósł się poziom wód, gwałtownemu rozwojowi egzystencji roślinnej, towarzyszył też gwałtowny rozwój życia zwierzęcego.
W pospiesznym tempie Gaja powoływała do życia nowe gatunki, które zasiedlały powstające nisze ekologiczne.

I żyli długo i szczęśliwie...
I ja tam byłem miód i wino piłem...
Happy End

Ps.
I wszystko w zasadzie było by OK, gdyby człowiek, bo to on jest tą karykaturą małpy, nie wynalazł z nudów dwóch podgatunków - Homo Politicus i Homo Ekohistericus
które to dwie karykatury człowieka - który sam jest karykaturą małpy - robią wszystko aby zniweczyć wysiłek pokoleń.

12 komentarzy:

Tili Kaburo pisze...

Też tam byłam
lubię to
podoba mi się status quo
bez obrazy…
nie chce cierpieć dla
homeostazy :)
Przyjdzie walec i wyrówna…

rado pisze...

Czy ta hipoteza, metafizyczna koncepcja właściwie, wyjaśnia coś poza tym co już wiemy o relacjach środowisko - życie?
Materialistyczna nauka dość dobrze wyjaśnia te zależności. Religia dokłada Ducha, pomaga rozwiązać (tym, którzy mają) problem początku, kierunku, sensu itp. Gdzie tu miejsce dla Gai? Czym miała by właściwie być? Mrowiskiem, czy osobą? Jeśli to pierwsze to mamy tu tylko antropomorfizację pewnej grupy procesów, jeśli to drugie to dochodzi nam kolejny, zupełnie moim zdaniem niepotrzebny, poziom ontologiczny.

makroman pisze...

jak dla mnie to ani religijna ani naukowa hipoteza - jeśli już to próba usystematyzowania, i atrakcyjnego podania pewnych informacji. Lovelock zauważył ogromny potencjał przystosowawczy w organizmach żywych i dążność ich do zagospodarowywania wszelkich możliwych nisz ekologicznych 0 jak dla mnie to bardzo optymistyczne spostrzeżenie.

Cała reszta "opowieści" pochodzi ode mnie i Lovelock nie ponosi za nią żadnej odpowiedzialności.

Na własny użytek zauważam iż emisja gazów cieplarnianych, wprawdzie przyniesie konkretne zmiany środowiskowe, jednak będą to zmiany na lepsze a życie zamiast ubożeć jeszcze się wzbogaci - co innego zanieczyszczenia chemiczne, komunalne itp.

rado pisze...

Makro
To co zauważył Lovelock zauważono już dość dawno temu.
Ba! sformułowano nawet całkiem sensowną i wciąż niesfalsyfikowaną teorię ;) Ziemia wciąż się kręci, a Lovelock uznał tylko, że robi to świadomie. Atrakcyjne z pewnością, tak jak tezy Daenikena.

makroman pisze...

Pewnie masz rację rado - ale czyż nie jest to hipoteza atrakcyjniejsza, tak duchowo, jak i filozoficznie. Od nieustannego straszenia Globciem?

rado pisze...

Jest. Nie tylko atrakcyjniejsza, ale przede wszystkim niewinna, czego nie można powiedzieć o podszytym polityką (i przede wszystkim grubą kasą) ,,globciem". W dodatku zaciemnia to (i ośmiesza) rzeczywiste problemy, które niewątpliwie środowisku stwarzamy.

deu pisze...

Chyba jest zbyt ideologiczna, tak samo jak to "ocieplenie", mit

Podobnie jak z neandertalczykiem, corazz bardziej kierują się w stronę wróżb, które ferowałem na wc stronie.

A słyszeliście o kumulacjach CO2 w rowach oceanicznych? Toż to na tacy podana teoria tworzenia pokładów węgla i innych węglowodorów. Obstawiam, że nie minie 5 lat i węgiel nie będzie już ze stosów drzewo-paproci.

Sprytnie ukryta zakładka komentarze Makro.

makroman pisze...

Deu - w węglu znajduje się skamienieliny, więc to raczej nie jest kwestia kumulacji go na dnach rowów oceanicznych w postaci niepalnego zresztą CO2.

Z Neandertalczykami to faktycznie coraz fajniejsze rzeczy na wierzch wychodzą, ale tego się można było spodziewać.

Komentarze są na dole strony, moim zdaniem całkiem widoczne.

deu pisze...

Aa słyszałeś o tym, że wiele (nie wszystkie) "wykopalisk" jest skumulowanych przez powodzie?

Myślę, że Zimmer ma nieco racji i stanowiska w Afryce (Lucy i inne) są po powodziowe w okolicy Tanganika(?).

To co spływa nie musi się od razu rozłożyć. Po za tym pokład węgla jest spójny, a nie przemieszany. Zresztą nie byłem w kopalni węgla.

Mam intuicję, że woda jest wielkim twórcą. Nie zawsze w stratygraficznym sensie.

makroman pisze...

Deu - pomysł z "powodziowym" ukształtowaniem materiału kopalnego, to sztandarowy hit Świadków Jehowy i kilku jeszcze grup religijnych z kręgu protestanckiego. Niestety nie wytrzymuje krytyki naukowej. Osady popowodziowe są z gruntu odmienne od osadów rzecznych.
natomiast nagromadzenie materiału kostnego w konkretnych miejscach, może być związane z przepływem wody - z drugiej strony o ile mi wiadomo nie ujawniono na wykopanych kościach śladów zwianych z wleczeniem przez masy wodne (obtłuczenia, zarysowania itp).

deu pisze...

To o nie takie powodzie chodzi:)

Jest kilka typów przepływów wody i powodzi. A żeby znaleźć dowody na coś, to trzeba wiedzieć czego się szuka: postawić właściwą hipotezę.

Na pewno czytałeś o "odwróconym" lodowcu. To przykład zamknięcia się na alternatywną hipotezę.

makroman pisze...

Oczywiście - jest wiele rodzajów powodzi od wylewów rzecznych, poprzez przybory deszczowe po zapadliska tektoniczne. Każde z nich posiada swoje charakterystyczne swoiste cechy.