Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

wtorek, 12 kwietnia 2011

Wąsssski

W blogach "obserwacyjnych" było by ideałem gdyby można na bieżąco wstawiać zdjęcia, opisywać czyli ... tworzyć notatki z obserwacji, niczym w notesie.
Podejrzewam iż wraz z rozwojem techniki, otrzymamy narzędzia w postaci aparatów mogących na bieżąco kontaktować się z siecią. Zrobię zdjęcie, opiszę połączę się z netem i ... już na blogu świeża notka - dziś widziałem zaskrońca.
Teoretycznie, nowoczesne aparaty komórkowe, już taka możliwość dają, ale to wciąż jeszcze mało popularny sprzęt i jak na mój gust zbyt drogi w obsłudze, poza tym nie sposób dobrze obrobić zdjęcia na komórce.
No cóż, życie jest obecnie szybsze niż edycje książek science fiction, ani się nie obejrzymy jak bloga będziemy pisać "na gorąco" siedząc na zimnie i wypatrując pierwszych objawów wiosny ;-).


Tymczasem jednak trzeba się pogodzić z niedoskonałością życia, które zmusza nas byśmy pisali o sprawach ważnych i ciekawych aktualnie, które się już kompletnie zdezaktualizowały.

A swoją drogą, rok temu w sobotę rano kupiłem idąc do pracy rzeczpospolitą, mnóstwo tam było analiz, komentarzy, przewidywań rozwoju polityki zagranicznej ... gdy zasiadłem do lektury w zaledwie kilkanaście godzin po wydaniu gazety ... były już tak straszliwie niepotrzebne, tak beznadziejnie bezprzedmiotowe.


Zaskrońca spotkałem bardzo wczesną wiosną, na gruzowisku pełnym śmieci pozostawionych przez dwunożnych padalców w czterokołowych trumnach.

Jak się okazuje, życie jest silniejsze od ludzkiej głupoty i niegodziwości.
Akurat zbliżałem się do mostu kolejowego, kijki przestały stukać o uklepaną nawierzchnię drogi gdzy usłyszałem delikatny szurgot. Taki nietypowy, niespodziewany.
Za chwile się powtórzył
Wtedy go dostrzegłem

Kryjąc się pośród gęstych zarośli ruderalnych pomykał w słońcu, grzejąc sobie łuski.
Bezpieczny w zakamarkach które stworzyło mu ludzkie niechlujstwo.

Musiałem spieszyć się do pracy, zostało mi zaledwie 50 minut i 5 km do przejścia w większości po wertepach i z koniecznością wpadnięcia jeszcze do sklepu i zakupu czegoś jadalnego, bo organizm drastycznie domagał się uzupełnienia mu kalorii, wypalonych wcześniejszymi marszami.


Znacie tę piosenkę, taki staroć w sumie dość głupia ale ... do dziś pamiętam kawałek refrenu
"ja mam fijoła, dam, dam ci go..."

12 komentarzy:

Biedrzyn pisze...

Zazdroszczę spotkania,szkoda tylko,że w takich warunkach.

Tili Kaburo pisze...

Przepraszam Makroman, nie czujesz jak...jakoś dziwnie paradując z tymi kijkami? :D

Tili Kaburo pisze...

Próbowałam znaleźć tę piosenkę, ale wygooglował się Twój blog. Fiołki ładne. A w poprzednim wpisie, na zdjęciach co?- och piszę jak wychowany na smsach matoł ;)

makroman pisze...

Biedrzyn - to miejsce obfituje w zaskrońce, mam zdjęcia z maleństwem, myślałem że już je publikowałem ale chyba jednak nie. Nadrobię.

Tili - wyczuwam zjadliwość z lekkim posmakiem jadu ;-)

W poprzednim wpisie są moje zabawy z wielokolorowymi diodami i długim czasem naświetlania - musisz przyznać że zdjęcia wychodzą niczym w kalejdoskopie, nieco baśniowe i nieco ... jarmarczne.

piosenka jest stara jak ... no prawie tak jak ja.
kapela WOO BOO DOO

http://rewddd.wrzuta.pl/audio/3uc5dfaIhrv/woo_boo_doo_-_ja_mam_fijola

Ale lepiej nie słuchaj, to stary winyl z innych czasów o zupełnie innej wrażliwości.

Miedzy nami mówiąc to produkt ... polityczny. Lata osiemdziesiąte, drugi, trzeci i czwarty obieg poza cenzura - nawet tego specjalnie nie ścigano (mam np nagranie na którym słychać że: "ten utwór nie może być rejestrowany bo nie wyraziła na to zgody cenzura" zaraz po takich tekstach rozlegał się trzask włączanych magnetofonów ...
A utwory takie (podobnie jak "dentysta sadysta" czy "Franek kimono") powstawały by z jednej strony dać zarobić twórcom którzy nie chcieli w reżimowych mediach zaistnieć z nazwiska a z drugiej by w tej TV było cokolwiek do puszczania.
Ale to naprawdę stare czasy.

makroman pisze...

aha! jeszcze kijki - czasami słyszę od różnych kolesi "a gdzie narty zostawiłeś" ... u twojej żony pod łóżkiem odpowiadam - zazwyczaj wystarczy by drugi raz już się głupio nie zapytał.
Poza tym bynajmniej głupio się nie czuję, za to jak porównam siebie i kolegów, ich obwisłe brzuszyska, sflaczałe ramiona i kondycje podwajającą co najwyżej na dotarcie z mieszkania do samochodu, odczuwam solidną satysfakcję.

rado pisze...

Rozumiem brzuszyska i sflaczałe ramiona, ale co do tego mają kijki bez nart? :P

Tili Kaburo pisze...

Makroman, Tobie się wydaje że Ty już jesteś taki Mamut, że wszyscy inni są od Ciebie młodsi:D
To WOO BOO DOO to Pospieszalscy. Tekst dziś wydaje się głupi, ale rytm piosenka ma całkiem fajny. Tak, kiedyś takie słowo fijoł było wywrotowe. A „Lola” Janerki chciała zmieniać świat albo Mr Zoob i jego „Kawałek podłogi” to utwory wolnościowe albo taki „Grób dla Faraona”!
Moim dzieciom udzielam lekcji historii najnowszej często wychodząc od tekstów rokowych utworów, a raczej od tego jak były one odbierane i rozumiane.


No właśnie, ale co do tego mają kijki bez nart? :P
Nie pasują mi one do Twojego wizerunku, doprawdy jest z nich taka uciecha-szybciej, łatwiej, lżej, bezpieczniej?

makroman pisze...

Rado - pomagają się pozbyć - oczywiście nie one jedne, ale bywając w Skandynawii napatrzyłem się wielokrotnie na te formę rekreacji i doceniłem jej walory.

Tili - jak by mi się wydawało to by to nawet niosło jakąś nadzieję, niestety nie wydaje się ;-(

"chcemy być sobą" Perfectu wyśpiewywane na koncertach jako "chcemy bić ZOMO!" - piękne to było. albo "nie mogę wstać, ani spać, ani się położyć, nie mogę przyjść, ani wyjść ani siku zrobić..." ba, nawet Kora śpiewała wtedy ludzkimi tekstami.

Kijki - od dziecka chodzę szybko i ...brzydko przygarbiony i machający rękami niczym Quasimodo (nie ma młodych "wykszdauconych" to nie muszę tłumaczyć kto zacz), z kijkami zachowuję dumną wyprostowaną postawę - czy to nie wspaniałe, taka proteza elegancji? ;-)

deu pisze...

Fijoła puszczali o 19, przed DTV. Były dwa, albo trzy teledyski. Stałem z grupką przy portierni w internacie. Także z tą cenzurą.

Z kijków się nie śmieję, podobne do roweru...pokojowego:), albo krokomierzy!
Warto sie zastanowić nad mechaniką chodu, czy pomagają, czy przeszkadzają w fizjologicznie poprawnym chodzeniu. Z innej beczki, nieco, zawsze odradzałem rodzicom używania, kupowania, zostawiania na widoku dzieci chodzików, które są wybitnie anty fizjologiczne.

Tili Kaburo pisze...

Chodzący szybko, machający rekami, lekko przygarbiony fajny jest ;)))

Chodzik to wygoda dla rodziców, a raczej ich lenistwo. Dziecku szkodzi, no i estetyka tego wyrobu, brrr! Dostaliśmy na prezent od Dziadków- niby sytuacja patowa ;), spoczął na strychu, bo ani to komuś podarować ani zakopać.
Teraz mi się krzywią przy komputerze i z tym nie umiem poradzić.

makroman pisze...

Deu - kijki pozwalają przenieść część obciążenia na ręce i pas barkowy, na pewno podczas transportu ciężkich plecaków się przydają, przy chodzie bez obciążenia, można ćwiczyć różne grupy mięśni odpychając się z tricepsa, lub z mięśni grzbietu, można też podpierać się i wtedy ćwiczą się mięśnie klatki piersiowej - do wyboru. ogólnie rzecz ujmując, wiedząc jakią wagę Skandynawowie przywiązują do zdrowego trybu życia (poza ekscesami pijackimi) można przyjąć kijki "na wiarę".

Rowerek pokojowy to niezła forma rekreacji dla osób które z jakiś przyczyn nie mogą wyjść jeździć na prawdziwym

krokomierz służy zaspokojeniu własnej ciekawości (ile to dziś przeszedłem) i jest tym samym co modne niegdyś szybkościomierze rowerowe.

Tili - "Chodzący szybko, machający rekami, lekko przygarbiony fajny jest" nie należy szydzić z dinozaurów ;-)

Moje też pokrzywione ... i to pomimo że nie skąpię im gimnastyki.

przemijanie pisze...

Ojoj, ale zazdroszczę, mnie się jeszcze nie udało zaskrońca w naturze zobaczyć.

Kijki, to fantastyczne urządzenie, dodam tylko, że dzięki nim jestem w stanie cały dzień wędrować, gdyż przy mojej wadze ułatwiają odciążyć kolana, a przede wszystkim kręgosłup. Na pytania; gdzie narty, w ogóle nie reaguję, niektórzy pytają się czy nie przeszkadzają mi w chodzeniu i czy przypadkiem nie jestem po jakiejś operacji.
Widzę jednak już znaczne zmiany u sceptyków, zarówno we wspomaganiu się kijkami, zwłaszcza zimą jak i w noszeniu zakupów w plecaku, a nie w siatach ciągnących ku ziemi.

Tej piosenki nie znałam, ale pamiętam, że we Franku Kimono się zakochałam od pierwszych taktów :-)