Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie
pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot
żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro

papież Benedykt XVI

poniedziałek, 20 marca 2017

Nauka w służbie ideologii

Posta miał być o słowie znienawidzonym przez kobiety... zgadnijcie jak ono brzmi?

Ale doczytałem co innego i o tym chce teraz napisać. 


Naukowiec wysługujący się ideologom... straszny obraz, już widzimy tych szalonych medyków, z Mengelem na czele (choć są tacy którzy jego "badaniom" nie odbierają wartości naukowej!!! i bynajmniej nie są to zwolennicy "populistycznej skrajnej prawicy"), von Brauna z jego wielostopniowymi rakietami gotowymi sterroryzować nie tylko Londyn, ale całą W. Brytanię i Nowy York, że o antropologach i archeologach uzasadniających aryjskość Hiotlera nie wspomnę. Cóż, tak nas nauczyły szkoły i popkultura (ta druga bardziej). Nieco mniej orientujemy się w naukowcach na usługach komunistów, w zasadzie pamiętając o Łysence i (niesłusznie) Pawłowie. Tymczasem.

Tymczasem wcale nie musimy szukać tak głęboko w historii!
Każda ideologia potrzebuje swojego "naukowego" uzasadnienia, nauka zaś nie potrzebuje uzasadnienia ideologicznego - i po tym najprościej je odróżnić.

W naszych czasach mamy także przykłady że naukowcy wysługują się prądom ideologicznym, dla pieniędzy, sławy, wpływów, poważania... lub z wiary! Rzec by się chciało "dogmatycznej wiary".

Trafiłem oto na takie badania jako że jestem subskrybentem serwisu PAP "nauka w Polsce".


    Chodzi o badanie osób religijnych, i wykazanie jak: "dogmatyczne przekonania religijne stanowią bufor zabezpieczający przed lękiem i przynoszą ulgę w trudnych chwilach".

Badania przeprowadziła prof. Małgorzata Kossowska z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Zachęcam do przeczytania całości notatki, warto. 
Zasadniczo wszystko jest OK, może poza stygmatyzującymi określeniami "dogmatyczna", "fundamentalistyczne" (ciekawe czy pani prof Kossowska używa czy też wystrzega się słowa "murzyn"?).

Problemem pozostają słowa badaczki z ostatniego akapitu i je zacytuję w całości: "W innych naszych badaniach grupę radykalnych i nieradykalnych katolików konfrontowaliśmy z informacjami sprzecznymi z katolickim światopoglądem - były to hasła z marszu ateistów. Pokazaliśmy w nim, że takie dogmatyczne przekonania czynią ludzi bardziej wrażliwymi na wszelkie przejawy sprzeczności z ich poglądami. Oznacza to, że w sytuacji podważania ich dogmatów bronią się uprzedzeniami wobec tych, którzy ich światopoglądom zagrażają"...

Ja te słowa po obraniu z lukru "naukawego" żargonu, odczytuję jako - "cholerne katolickie oszołomy, ksenofoby i homofoby a pewnie nawet pedofile..."  - co zasadniczo jest zgodne z tezami promowanymi przez większość jeśli nie wszystkie środowiska tzw. "postępowe".

Tymczasem...
Tymczasem  spokojnie wykazuję poniższymi linkami że takie same reakcje (czyli przewrażliwienie, przesadna odpowiedź, agresja słowna itp.) mieć będą młodzi ludzie z kręgów naukowych skonfrontowani np. z tezami ruchów antyszczepionkowych, lub poglądami o płaskiej ziemi. 

I co Panie Profesor na to? 

ps. pytanie o słowo znienawidzone przez kobiety jest nadal aktualne. Na odpowiedzi macie czas do przyszłego tygodnia, bo wtedy pewnie ukaże się post na ten temat.

15 komentarzy:

Rademenes II pisze...

Śmiać mi się chciało, ostatnio przeczytałem notkę odnośnie zablokowania wykładów Kiesling na UW. Rzekomo propaganda, w ogóle niech w kościele wygłasza swoje wykłady itd. itd. To pokazuje jak sterylna się staje ta grupa liberalnych "profesórów", którzy nie mają problemu z akceptacją na uczelni takiego Drozdowskiego vel "Jej Perfekcyjność", który domaga się prawa do propagowania "pozytywnej pedofilii" a sam się chwali że jest pedofilem i mu z tym dobrze...

Wojciech Gotkiewicz pisze...

Nie bardzo rozumiem, po co w ogóle tym się zajmować. Jeden w wierzy w Boga Chrześcijan, drugi w Peruna, a trzecie ma to gdzieś i w nic nie wierzy. Najważniejsze w tym wszystkim, to żyć i dać żyć innym na swój, nieszkodzący otoczeniu, sposób. I tyle. PS. Chodzi tylko o jedno, jedyne słowo?

makroman pisze...

Rademenesie - Nie tylko tam, także UJ zablokował. Jeszcze się pokracznie tłumaczą że "nie była zaproszona przez uniwersytet..."

Wojtku - ja tak uważam, Ty tak uważasz, ale Oni widać tak nie uważają. Sam sens badania budzi wątpliwości - bo kwestia że wiara jest odpowiedzą na niepokoje natury egzystencjalnej została już opisana tysięczne razy. W takim ujęciu to człowiek wymyślił boga bo bał się śmierci...
De facto nie chodzi o jedno słowo tylko o pewien przekaz, przekaz który potem będzie wykorzystywany w dyspucie publicznej podważającej paradygmaty chrześcijaństwa. "patrzcie oni się wściekają, tak jak to "naukowo" przewidziano". Tymczasem zobacz - Ty nie wierzysz jak jestem katolem... czy ja się wściekam na Ciebie? Chyba nie? natomiast na pewno miał bym silny przypływ agresji gdyby mnie skonfrontowano z hasłami "marszów ateistycznych" tak jak to zrobiła pani profesor. Nie dlatego że one by podważały moja wiarę, ale dlatego że one są po prostu, celowo głupie i obraźliwe. I tu jest cały problem - nauka w służbie ideologii.

gŁOŚ z bagien pisze...

Nie przekonuje mnie badanie przeprowadzone przez Panią prof. Kossowską. Opisane reakcje mogą być nie efektem wiary, lecz konkretnych cech osobowości danych ludzi, tak samo jak dogmatyczna wiara może być jedynie następstwem tych cech. Może po prostu jest tak, że ludzie mocno wierzący mają określone cechy osobowości - które powodują określone reakcje mózgu w określonych sytuacjach. Najpierw musieliby zbadać tę kwestię. Poza tym myślę, że aby te badania były wiarygodne, najpierw musieli by wybrać grupę ludzi o różnych cechach osobowości. Takie same lub zbliżone osobowości musiałyby znaleźć się w obydwu grupach. Wtedy badania byłyby "w miarę" wiarygodne, a "w miarę" dlatego, że istotną kwestią w tym wypadku stanowią również przeżycia i doświadczenia życiowe. One mogły i pewnie wpłynęły na cechy osobowości danego człowieka, ale oprócz tego mogą być również dodatkową przyczyną reakcji i zachowań.
Ludzie nie wierzą, wierzą i wierzyli w różne rzeczy, bogów, zjawiska i jeśli im z tym dobrze, to mi to nie przeszkadza. Niestety najgorsze są skrajności, gdyż zwykle wynika z nich problem, który krzywdzi wielu.
Słowo: zmywanie.

makroman pisze...

gŁOŚu - przemawia przez Ciebie naukowiec nie publicysta ;-) (to komplement) - celowo pominąłem sprawę metodologii, gdyż: po pierwsze nie była wystarczająco opisana w artykule PAPu, a po drugie... nie jestem naukowcem więc nieco obawiam się konfrontacji z metodologią.

Co innego publicystyka i dlatego podjąłem polemikę z publicystycznym wydźwiękiem tych badań i ich rezultatów.

Słowo... blisko ale nie do końca, w pewnym sensie także i to...

Andrzej Rawicz pisze...

Od czasu udoskonalenia narzędzi do badania efektów obrazowania mózgu badania jakim uległa p. prof. Kossowska stały się dość modne. Niestety nadal mają jedną poważną wadę, uwarunkowane statystycznie nie dają się zastosować jednorazowo i w odniesieniu do wybranych osób. Statystyka to też poważna nauka, nawet Einstein się jej poddał. ;)

PS Natrafiłem gdzieś na badania obrazowania mózgu osób zażywających w celach "naukowych" niewielkie ilości alkoholu. To była rewelacja!

Wojciech Gotkiewicz pisze...

Wątpię, żeby ktoś rozsądny wykorzystał te, nazwijmy badania, w jakiejś dyspucie. W ogóle uważam, że o takich sprawach się nie dyskutuje i koniec.

gŁOŚ z bagien pisze...

Kiedyś oglądałam taki program na jednym z kanałów popularno - naukowych, w którym przedstawiano badania mózgu osób wierzących i niewierzących. Okazało się, że podczas modlitwy, w przypadku osób wierzących, bardzo mocno uaktywniały się pewne obszary mózgu, co nie miało miejsca u osób niewierzących. I na tym koniec:). Myślę, że w chwili obecnej wiedza na tematy związane z "wiarą" i "mózgiem" jest na poziomie mniejszym, niż nasza znajomość oceanów:). Myślę, że bardzo dużo wody upłynie, zanim będziemy mogli wygłosić jakieś konkretne i sensowne tezy na ten temat - a coś mi podpowiada, że mogą być one bardzo zaskakujące...

makroman pisze...

gŁOŚu - pisałem o tym
http://makrodrogi.blogspot.com/2017/01/antena-do-acznosci-z-bogiem.html
W tym przypadku jednak mamy do czynienia z "psychologia społeczna" czyli czymś co w/g anglosaskiej nomenklatury nie jest nauką (science) ale mniemanologią (humanities). Ja jestem wyznawca twardych dowodów (mogą być statystyczne, jak w przypadku fizyki kwantowej).

Wojtku - problem w tym że "o takich sprawach się nie dyskutuje" ale dyskutuje się np. o kwestiach etycznych i tu argument z wyznania; "bo ty powtarzasz dogmaty jakich cie klecha nauczył, które są sprzeczne z nauką" jest powszechny jak występowanie pcheł na psach gospodarskich.

Andrzeju - obrazowanie jest OK! Pozwala wiele zrozumieć. W przypadku Pani profesor mamy jednak do czynienia z celowym (moim zdaniem) stawianiem wyników badań w takim świetle by wykazać że osoby wierzące mają problem z "właściwym" rozeznaniem świata...

makroman pisze...

Ps - Andrzeju - jak znajdę kto robił te badania (obrazowanie po alkoholu) to się zapiszę na wolontariusza ;-)

Andrzej Rawicz pisze...

Też miałem chęć bycia wolontariuszem, ale szybko doczytałem się, że badanym aplikowano jednorazowe dawki od 20 do 40 ml. 40% alkoholu, i badano tylko pierwsze objawy (wiadomo potem następuje opóźnienie w reakcjach).
Ja nie mam nic przeciw obrazowaniu mózgu, ale badania nie są powtarzalne (nawet w odniesieniu do tej samej osoby - mózg też uczy się!) i nie dają się zastosować na większą skalę.
Poza tym prof. Kossowska przeprowadziła badania najbardziej prymitywnym narzędziem jakim jest EEG. Nie wiem co mogłoby wykazać badanie CAT, czy PET, ale jest pewne, że najbardziej odpowiednim by były metody MRI i fMRI. Pytanie tylko po co???

makroman pisze...

Andrzeju - niepoważne dawki ;-)
co do reszty to 125% zgody!

deu pisze...

Sprzatanie, ale myślałem: nadwaga, lub słaba fryzura (cz. uczes).

Ateiści wymyślili kozetkę. W religijności, dla mnie, ważna jest kultura. W naszych warunkach, zadecydowały o przetrwaniu polskości.
Kisling - tak , postępowcy i nowocześni....., są zaskakująco zamknięci na poznanie innych punktów widzenia. Szczególnie, kiedy świadczy się sobą - nie ma jak dyskutować: D

makroman pisze...

Deu - słowa - pudło ;)

Na pewno przetrwanie Polaków jako Polaków to kwestia Kościoła Katolickiego, był/jest dla nas rodzajem arki, habitatu... pancerzem. Ale to nie religia. Z drugiej strony dlatego jest tak silnie atakowany z zewnątrz, choć najgorszy jest atak od środka, rak który Go toczy: pieniądze, wpływy, zaszczyty...

Tu jednak nie tyle chodziło mi o atak na wiarę, co o służebną rolę naukowców dla organizacji i trendów społeczno/politycznych.

gŁOŚ z bagien pisze...

Makromanie,

Jako, że Twój ostatni komentarz do mojego postu próbowałam odczytać w telefonie (podczas nieudanego czatowania na żurawie), niechcący go skasowałam. Bardzo dziękuję za komentarz - niestety nie zdążyłam go nawet przeczytać, więc jeśli spamiętałeś to co tam zawarłeś, to bardzo proszę o ponowne napisanie:). Pozdrawiam i przepraszam za niezdarność:)